BO NIE PAMIĘTAM WSZYSTKIEGO DOKŁANIE. AMNEZJAFragment z książki A.C. Ziegler "Dlaczego to tyle trwało"W poście "Cienie w lustrze" mogliście przeczytać o tym, jak uwolnić się od narcyza i uniknąć toksycznej relacji. Dzisiaj natomiast dzięki życzliwości WYDAWNICTWA RM publikujemy fragment książki, której autorką jest Anne Clotilde Ziegler Wszystkie ofiary zgłaszają mniej lub bardziej rozległą amnezję obejmującą to, co się wydarzyło z drapieżcami podczas konfliktów, agresji, sporów i nieprzyjemnych chwil. Z tego względu pełniejsza narracja o historii relacji (szerszy obraz) zostaje zaburzona, zamazana, zmącona. Drapieżca za to wzmacnia efekt skołowania i amnezji, zachowując się po kryzysowych chwilach tak, jak gdyby nigdy nic, czym dodatkowo destabilizuje ofiarę. Czy nic się nie wydarzyło? Czyżby przesadziła, robiąc wielką sprawę z nieistotnej, małej kłótni? Żyjąca w permanentnym stresie ofiara ponad wszystko potrzebuje spokoju, więc często godzi się na rozejm i wymazuje tych kilka niewyraźnych wspomnień, które jej zostały, by zaznać pełnego uspokojenia – teraz już wszystko wróciło do normy. Potem nie przypomina sobie tego za dobrze. Było, minęło. Powyższe uwagi ułatwiają nam zrozumienie, dlaczego ofiara zostaje – jak można podjąć tak ważną decyzję (o opuszczeniu partnera), nie mając precyzyjnych wspomnień tego, co się wydarzyło? Pochylmy się bardziej nad licznymi mechanizmami, które pozwalają nam zrozumieć tę amnezję Uraz psychiczny Niektóre przejawy agresji stanowią prawdziwe traumy dla ofiary: przemoc fizyczna (nie stała, ale regularna), gwałty małżeńskie (częste), sceny z wrzaskami, napady narcystycznej wściekłości, w których drapieżca niszczy jakieś przedmioty lub podnosi rękę na dzieci, pewne brutalne słowa, choćby wypowiedziane słodkawym tonem itp. Jak przy każdym stresie pourazowym ofiara zareaguje odrętwieniem i dysocjacją, o których piszemy niżej, a także amnezją posttraumatyczną, która jest ich konsekwencją. Odrętwienie Przyjmijmy w ramach metafory, że nasz układ nerwowy jest jak instalacja elektryczna w domu. Składają się na nią: sieć przewodów, kontakty i bezpieczniki, które odcinają prąd, gdy obwód zostaje poddany większemu napięciu niż to, do jakiego jest przewidziany. Jeśli bezpiecznik nie spełnia swojej funkcji, ryzyko pożaru i kompletnego zniszczenia instalacji jest po- ważne. Bezpiecznik stanowi niezbędną ochronę. Podobnie działa nasz układ nerwowy, pozwalając nam znosić pewne obciążenie emocjonalne – jak obciążenie eletryczne. Gdy zostanie przekroczone maksymalne napięcie emocjonalne, nasz bezpiecznik neurologiczny przeskakuje, przestajemy czuć cokolwiek i stajemy się niezdolni do reakcji – to właśnie stan odrętwienia. Bez niego ryzykujemy życie. Przykładowo gdy byłam na studiach, doszło do tragicznego wypadku. Dwóch naukowców ściągnęło windę, a gdy drzwi się otworzyły, oni machinalnie przez nie przeszli, by wejść do kabiny – której tam nie było. Zmarli na miejscu, choć byli na parterze – śmierć nie nastąpiła wskutek upadku, ale strachu, który przekroczył akceptowalny próg. Odrętwienie nie zdążło dokonać swojego zbawczego dzieła. Toteż przemoc drapieżcy, gdy jest dość silna, by przeciążyć system emocjonalny ofiary, wywołuje u niej odrętwienie, co przeszkadza jej w działaniu. Ofiary gwałtu małżeńskiego (jak wszystkich gwałtów) często mylą odrętwienie z przyzwoleniem, co wywołuje w nich wstyd, poczucie winy i dezorientację. Tak samo wobec przemocy fizycznej, wrzasków, niszczenia obiektów, maltretowania dzieci ofiara zastyga, nie reaguje. Nie oznacza to, że zgadza się z tym, co się dzieje, ani że jest mięczakiem – jej układ nerwowy się odłączył, by chronić jej życie. Dysocjacja Gdy mija stan szoku i odrętwienia, ofiara jest jednak w stanie dalej działać i może wydawać się, że funkcjonuje normalnie. Niech nas to nie zmyli! Jeśli jest anormalnie spokojna, to dlatego, że przeżywa tę sytuację, jakby oglądała ją z zewnątrz – jest w stanie dysocjacji. Funkcjonuje, ale jej system emocjonalny – który w zwykłej sytuacji daje subiektywne wrażenie bycia w przeżywanym doświadczeniu, poczucie łączności z nim – został zdezaktywowany. Ofiara jest oddzielona od swoich uczuć, działa jak automat. Przykładem może być historia jednego z moich pacjentów: pewnego dnia rano, gdy przygotowuje się, by zabrać dzieci do szkoły i pojechać do pracy, jego partnerka zaczyna nagle wrzeszczeć, że chowa przed nią pieniądze, które niby to zarabia po kryjomu i odkłada na tajnym koncie. To fałsz, niczego przed nią nie ukrywa, ale widzi, że kobieta nie jest w stanie usłyszeć odpowiedzi. Partnerka krzyczy, ma błędne spojrzenie, jest blada, jej usta się zwęziły, jakby wciągnięte do wewnątrz, a on czuje, że uderzy go, jeśli zareaguje w sposób, który jej nie odpowiada. Dzieci płaczą. Oskarżenie jest absurdalne i fałszywe, on musi jak najszybciej ruszyć, żeby nikt się nie spóźnił, ale jest odrętwiały, sterroryzowany, czuje, jak stres rośnie w nim w zawrotnym tempie, boi się, że odda mocz (już raz mu się to zdarzyło) albo zemdleje – aż nagle… nie czuje już nic. Patrzy sam na siebie, jak reaguje spokojnie, wypowiada jakieś niezrozumiałe słowa do partnerki, bierze dzieci za rękę, chwyta swoją torbę i wychodzi, jakby grał w filmie. Nie boi się już, ale nie czuje też ulgi ani zadowolenia; jego doznania cielesne są wyciszone, ledwie je odbiera. Pociesza dzieci, wyciera im nosy i osusza łzy, ale tak naprawdę go tam nie ma. Doświadcza dysocjacji. Amnezja dysocjacyjna Nasza pamięć zależy od uwagi poświęconej treści do zapamiętania – stąd trudność w zachowywaniu nudnych informacji – a nasza uwaga zależy od odczuwanych emocji: pamiętamy wszystko, co robiliśmy po południu 11 września 2001 roku, a znacznie mniej to, co robiliśmy następnego dnia. Jako że odrętwienie i dysocjacja przerywają nasz obieg emocjonalny, a więc wpływają na naszą uwagę, ogromnie nadwyrężają naszą zdolność do przypominania. Z jakiegoś wy- darzenia mogą nam pozostać jedynie mętne ślady pamięciowe – strzępki podobne do tych, jakie zachowujemy ze snu lub koszmaru – a czasem zupełnie nic. Nieprzeżyty ciężar emocjonalny pozostaje jednak zakopany w naszej nieświadomości jak granat, który w każdej chwili może wybuchnąć, i przyczynia się do głuchego natężenia – to pamięć traum. Obciążona tymi nieświadomymi i wybuchowymi wspomnieniami ofiara postępuje równie ostrożnie, co kierowcy. z filmu Cena strachu, z obawy, by nie doprowadzić do eksplozji stresu tkwiącego w wielokrotnie powtarzanych traumach, które nosi w sobie. Jej odrętwienie i dysocjacja wynikają z tego, że przeżyty przez nią stres był na tyle intensywny, że stanowił bezpośrednie zagrożenie dla jej zdrowia, jeśli nie życia (przypomnijmy sobie np. przywołanych wyżej naukowców), i że pociągnął za sobą aktywację neurologicznych systemów odłączenia. A to nie sprzyja podejmowaniu prób odejścia. Skołowanie Zazwyczaj trudno nam odtworzyć pomieszane, różnorodne treści, dlatego potrzebujemy zaprowadzić w nich porządek, by je zapamiętać. Podobnie gdy napotykamy paradoksy i inne zawiłości rozumowania, musimy wielokrotnie do nich powracać, za- nim zdołamy je przyswoić lub dostrzec w nich luki. Nierzadko przy próbie powtórzenia ich rozmówcy (lub odtworzenia na egzaminie) uświadamiamy sobie, że brakuje nam elementów, których nie zapamiętaliśmy. Ten efekt skołowania funkcjonuje w pełni w toksycznych relacjach. Zobaczmy, jak jest wprowadzany. Wysyłanie sprzecznych komunikatów Drapieżca daje rozkazy z podwójnym wiązaniem, wymagając jednoczesnego zrealizowania dwóch niemożliwych akcji: bądź spontaniczny; bądź seksowna, ale nie uwodzicielska; domagam się, żebyś miał erekcję itp. Wszelkie próby uspokojenia i zadowolenia drapieżcy kończą się niepowodzeniem, a stres wywołany jego rozkazem mąci zdolność myślenia ofiary i nie pozwala jej zaprotestować, że obie części tego wymogu są niekompatybilne lub nie do pogodzenia. Potem ma kłopot ze zrozumieniem, a więc i z przypomnieniem sobie, co dokładnie zostało powiedziane. Zazwyczaj pozostaje jej jedynie wrażenie, że jest beznadziejna. Wprowadzanie rozbieżności między przekazem werbalnym a niewerbalnym Drapieżca może powiedzieć jedną rzecz słowami, a coś przeciwnego zakomunikować niewerbalnie, np. może wyznać miłość neutralnym tonem ogłoszeń płynących z megafonów na dworcu albo przeprosić za zniszczenie komputera z szerokim uśmiechem na twarzy. Zazwyczaj poziom niewerbalny przechodzi niezauważony, nawet jeśli ma fundamentalne znaczenie. Pozostaje jedynie ślad po nieczytelnym komunikacie, niemożliwy do zapamiętania. Zapowiadanie jednej rzeczy i robienie czegoś przeciwnego – jednocześnie lub po czasie Twierdzenie, że nie smakuje nam jakaś potrawa (najlepiej przygotowana przez ofiarę), ale dokładanie jej sobie dwa razy to przykład na dawanie sprzecznego komunikatu. W takiej sytuacji czyny drapieżcy stanowią przeciwieństwo wygłoszonej przez niego kąśliwej uwagi (która może być zdawkowa albo nie, zależnie od sposobu, w jaki została wyartykułowana). Dzieje się to tak szybko, że ofiara nie może już zrozumieć, o co chodzi z tą potrawą, ani czy może ją zrobić kolejny raz, czy nie. Często utrwala jej się jedynie, że coś à propos tego dania powinna zapamiętać, ale nie będzie wiedzieć co, nie będzie też w stanie wyjaśnić, co właściwie się wydarzyło i jakie uczucia to w niej wywołało. Wygłaszanie nieco absurdalnych przemówień Jeśli chodzi o mieszanie w głowie, nic nie może się równać z używaniem zwodniczych argumentów, najlepiej tonem urażonego lub wściekłego demagoga. Przykładowo jeśli ofiara mówi, że martwią ją inwazyjne gatunki roślin, które szkodzą bioróżnorodności i rodzimej florze, może zostać oskarżona o rasizm i ksenofobię, a potem znieważona i zelżona za te cechy. Jeżeli drapieżca przyjmuje pozę oskarżyciela, odrętwienie nie oskarżonej osoby sprawia, że ta nie zauważa przesunięcia semantycznego, jak olbrzymie by nie było (flora to jedno, ruchy populacji to drugie, a rasizm – trzecie). Nie rozumie już więc, czym zasłużyła na tak burzliwe przekleństwa, i nie może tego odtworzyć – już nie pamięta. Podejrzewa jedynie, że musiała powiedzieć piramidalne głupstwo, ale nie wie jakie. Wystarczy, że drapieżca wygłosi nieco później taki sam dyskurs wyrażający troskę z powodu inwazyjnych gatunków roślin, by na torcie amnezji zakrólowała wisienka skołowania. Zalewanie ofiary długimi perorami na modłę Fidela Castro Pamięć krótkotrwała ma ograniczoną pojemność i nie działa, gdy zapchamy ją informacjami. Dotyczy to bardziej ich ilości niż jakości. Niekończące się przemowy narcyza, wygłaszane najchętniej w nocy, przeszkadzają ofierze spać (sen też jest fundamentalny dla funkcjonowania pamięci) i są niemożliwe do zapamiętania. Regularnie przesycają je sprzeczne informacje, fakty alternatywne (to znaczy subdeliryczne), komunikaty dewaluujące ofiarę bądź ubliżające jej, przerywane zwodniczymi momentami stonowania lub przejawami cierpiętniczej boleści. One również wywołują odrętwienie i ofiara zapomina je tak szybko, jak to tylko możliwe, by uciec przed tym, co faktycznie przypomina seanse tortur psychicznych. Jeden z pacjentów opowiedział mi, że jego drapieżnica miała w zwyczaju zaczynać zwierzenia do poduszki tuż przed zaśnięciem, na początku łagodnym i pieszczotliwym tonem, który stopniowo stawał się zjadliwy i oskarżycielski, potem na nowo łagodny i niemal czuły itd. Kończyła dopiero nad ranem, pozostawiając go wykończonego i niezdolnego przypomnieć sobie, co właściwie mu powiedziała podczas swojego wielogodzinnego monologu. Jako że nie pracowała, mogła odespać w dzień, podczas gdy on musiał pracować po przespaniu ledwie kilku minut przed zadzwonieniem budzika... *Fragment pochodzi z książki Anne Clotilde Ziegler "Dlaczego to tyle trwało?", Wydawnictwo RM, 2023 **Post powstał we współpracy z Wydawnictwem RM POLECAMY:
0 Comments
Your comment will be posted after it is approved.
Leave a Reply. |
JESTEŚMY NA FACEBOOKU:
POMAGAMY:
PISZEMY DLA WAS:
|