STARE HISTORIE, NOWE MOŻLIWOŚCIO psychoterapii, która pomaga zobaczyć więcejCzasami nie potrzebujemy nowej historii. Potrzebujemy inaczej zrozumieć tę, którą już znamy. Kiedy powiedziała, że odchodzi, poczuł przede wszystkim ulgę. Nie smutek. Nie złość. Nie żal. Ulgę. Przez ostatnie miesiące wszystko było przecież coraz trudniejsze. Każda rozmowa kończyła się podobnie. Ona chciała wiedzieć, co czuje. On nie wiedział. Ona pytała, czy jeszcze mu zależy. On coraz bardziej chciał mieć święty spokój. Teraz było po wszystkim. Wrócił do domu, odstawił klucze na stół i pomyślał: „Wreszcie”. A następnego ranka obudził się z myślą: „Co ja właściwie zrobiłem?” Niektóre historie kończą się w sposób, który dobrze znamy. Najpierw jest bliskość. Potem pojawia się napięcie. Później dystans. A na końcu – to, czego najbardziej chcieliśmy uniknąć. I choć człowiek obiecuje sobie, że następnym razem będzie inaczej, po pewnym czasie może znaleźć się dokładnie w tym samym miejscu. Z inną osobą. W innej pracy. W innym mieście. Ale z bardzo podobnym uczuciem. Dlaczego? Przecież wiemy już tak dużo. Potrafimy nazwać swoje emocje. Czytamy o relacjach, przywiązaniu, traumie, granicach. Znamy własne „schematy”. A jednak sama wiedza nie zawsze wystarcza. Może dlatego, że człowiek nie żyje wyłącznie faktami. Żyje również znaczeniami, jakie nadaje własnej historii. Nie musi być spisana. Czasem mieści się w jednym zdaniu: „Nie można na nikim polegać”. „Muszę być silna”. „Jeżeli nie będę wystarczająco dobra, ktoś mnie zostawi”. „Lepiej nie potrzebować innych”. „Kiedy pokazuję, czego naprawdę chcę, narażam się na zranienie”. Takie zdania mogą być zaskakująco trwałe. I często nie są przypadkowe. Powstają z doświadczeń, relacji, rozczarowań, sposobów, w jakie byliśmy traktowani i tego, czego nauczyliśmy się o sobie oraz innych. Z czasem przestajemy nawet zauważać, że to tylko jedna z możliwych interpretacji. Zaczynamy traktować ją jak prawdę. Autorzy książki Psychodynamic Therapy: A Guide to Evidence-Based Practice, Richard F. Summers, Jacques P. Barber i Sigal Zilcha-Mano, ujmują to niezwykle ciekawie. Piszą, że każdy z nas szuka historii własnego życia, która ma sens i pomaga mu żyć. To zdanie można czytać na wiele sposobów. Bo historia może rzeczywiście pomagać. Może porządkować doświadczenia. Dawać poczucie ciągłości. Tłumaczyć, dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Ale ta sama historia może też z czasem zacząć nas ograniczać. Wyobraźmy sobie, że ktoś nauczył się bardzo wcześnie, że najlepiej radzi sobie sam. Nie prosi o pomoc. Nie pokazuje słabości. Nie mówi, że czegoś potrzebuje. Z zewnątrz wszystko wygląda świetnie. Samodzielność. Zaradność. Kontrola. Tylko że w bliskiej relacji ta sama strategia może zacząć działać przeciwko niemu. Partner próbuje się zbliżyć – on się wycofuje. Partner pyta, co się dzieje – on odpowiada: „Nic”. Partner zaczyna się frustrować – on utwierdza się w przekonaniu: „Wiedziałem. Nie można na nikim polegać”. Historia zatoczyła koło. I właśnie to jest fascynujące. Człowiek nie zawsze świadomie wybiera powtarzanie tego samego. Czasami po prostu porusza się po dobrze znanej mapie. Aż pewnego dnia ta historia wydarza się w pokoju terapeutycznym. To może być jeden z najbardziej interesujących momentów terapii. Pacjent opowiada o swoich relacjach. O tym, że ludzie go zawodzą. Że nie można nikomu ufać. Że zawsze w końcu zostaje sam. Terapeuta słucha. I któregoś dnia mówi coś, co pacjent odbiera jako krytykę. Nagle pojawia się napięcie. „Pan też mnie nie rozumie”. Terapeuta próbuje wyjaśnić. Pacjent się wycofuje. I w jednej chwili coś, o czym rozmawiali przez wiele tygodni, zaczyna dziać się między nimi. To już nie jest opowieść o kimś z przeszłości. To dzieje się teraz. Właśnie tutaj. Autorzy książki bardzo dobrze pokazują znaczenie takiego momentu. W jednym z fragmentów pojawia się zdanie: „Teraz byłem zanurzony w tej historii, a nie tylko jej słuchałem”*. To właściwie świetna metafora tego, czym może być psychoterapia. Nie tylko rozmową o życiu. Ale miejscem, w którym pewne sposoby przeżywania siebie i innych mogą pojawić się ponownie – tym razem w relacji, którą można wspólnie obserwować. Może pojawić się złość, wstyd, lęk, rozczarowanie, potrzeba wycofania, potrzeba bycia zauważonym. I zamiast natychmiast próbować te emocje usunąć, można się przy nich zatrzymać. Co właściwie poczułem? Co sprawiło, że właśnie tak to odebrałem? Czego się w tej chwili boję? Dlaczego ta sytuacja ma dla mnie aż takie znaczenie? I może najważniejsze: Czy znam już tę historię? Bo być może podobne pytania, lęki i reakcje pojawiały się wcześniej. W innych relacjach. W innych okolicznościach. Z innymi ludźmi. Terapeuta również jest częścią tej historii. To chyba jedna z rzeczy, które najbardziej odróżniają żywe myślenie o psychoterapii od prostego zestawu porad. Terapeuta nie jest tylko kimś siedzącym po drugiej stronie biurka i odhaczającym kolejne problemy. On również znajduje się w relacji. Może poczuć złość. Może poczuć bezradność. Może mieć ochotę bardziej chronić pacjenta. Może poczuć, że pacjent go odrzuca. Te reakcje również wymagają namysłu. Nie po to, żeby terapeuta stał się idealnie neutralny. Ale żeby mógł lepiej rozumieć, co dzieje się w relacji. W języku terapii psychodynamicznej mówimy tutaj między innymi o przeciwprzeniesieniu. Brzmi fachowo. W praktyce chodzi jednak o bardzo ludzką rzecz: co dzieje się we mnie, kiedy jestem z tobą? I czy ta reakcja może mi pomóc lepiej zrozumieć ciebie. Nie chodzi o to, żeby wymazać przeszłość. To ważne rozróżnienie. Psychoterapia nie może zmienić tego, co się wydarzyło. Nie może sprawić, że ktoś zachował się inaczej. Nie może usunąć trudnych doświadczeń. Może jednak pomóc zobaczyć, jak te doświadczenia nadal żyją w teraźniejszości. W naszych relacjach. W emocjach. W oczekiwaniach. W sposobie, w jaki interpretujemy zachowania innych. W tym, co zakładamy, zanim druga osoba w ogóle zdąży coś powiedzieć. I właśnie wtedy pojawia się możliwość czegoś nowego. Nie nowego życia. Nie nowej osobowości. Po prostu nowej odpowiedzi na starą sytuację. Wracamy do naszego bohatera. Kilka miesięcy później siedzi w kawiarni z kimś nowym. Rozmowa jest dobra. Może nawet zbyt dobra. W pewnym momencie druga osoba mówi: „Mam wrażenie, że trochę się ode mnie odsuwasz”. Pierwszy odruch?Zaprzeczyć. Zmienić temat. Zrobić krok do tyłu. Stara historia już się pojawia. „Bliskość oznacza kłopoty”. Tym razem jednak pojawia się jeszcze coś. Krótka pauza. I myśl: „Czy naprawdę muszę zrobić to, co zawsze?” To może być bardzo mały moment. Ale właśnie z takich momentów składa się zmiana. Nie z wielkich deklaracji. Nie z magicznego „uzdrowienia”. Z możliwości zatrzymania starego automatu choćby na sekundę. I właśnie o tym jest „Terapia psychodynamiczna.” To, co szczególnie ciekawe w książce Richarda F. Summersa, Jacques’a P. Barbera i Sigal Zilcha-Mano, to sposób, w jaki autorzy łączą psychodynamiczne rozumienie człowieka z praktyką kliniczną i współczesnymi badaniami nad psychoterapią. Nie dostajemy wyłącznie teorii. Autorzy pokazują, jak rozumieć problemy pacjenta, jak budować przymierze terapeutyczne, jak pracować z emocjami i momentami terapeutycznymi, jak rozumieć relację między pacjentem a terapeutą i jak myśleć o mechanizmach zmiany. A przy tym nie gubią tego, od czego zaczęliśmy: człowieka i jego historii. Drugie wydanie zostało rozszerzone o zagadnienia szczególnie ważne we współczesnej praktyce – między innymi psychoterapię online i hybrydową, łączenie psychoterapii z farmakoterapią, różnorodność pacjentów oraz społeczne i kulturowe uwarunkowania zdrowia psychicznego. To sprawia, że książka nie jest tylko opowieścią o tym, skąd terapia psychodynamiczna przyszła. Jest również próbą odpowiedzi na pytanie: dokąd zmierza. POLECAMY:
0 评论
您的评论经过批准后才会发布。
写评论。 |
JESTEŚMY NA FACEBOOKU:
POMAGAMY:
PISZEMY DLA WAS:
|