Psychologia przy kawie
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca
Obraz

WYWIAD Z SĘDZIA ANNĄ MARIĄ WESOŁOWSKĄ I AGNIESZKĄ WOJCIECHOWSKĄ

10/29/2022

0 Comments

 
Obraz

WYWIAD Z SĘDZIĄ ANNĄ MARIĄ WESOŁOWSKĄ
I AGNIESZKĄ WOJCIECHOWSKĄ

"NIE KŁÓĆCIE SIĘ. Jak pomóc dziecku, kiedy rodzice się kłócą"

11 października odbyła się premiera niezwykle potrzebnej książki "Nie kłóćie się. Jak pomóc dziecku, kiedy rodzice się kłócą", która jest efektem spotkania się przy kawie z mlekiem i herbacie z cytryną dwóch doświadczonych zawodowo i życiowo kobiet. Sędzia Anna Maria Wesołowska i pedagog Agnieszka Wojciechowska przeprowadziły rozmowę dotyczącą potrzeb dzieci w tych trudnych czasach, w których zapominamy o istocie obecności i gubimy troskę o to, co najważniejsze. Dzisiaj mam przyjemność zaprezentować wywiad, który z Nimi przeprowadziłam. 
​
Psychologia przy kawie: Rozpocznę pewnie od banalnego pytania - do kogo kierujecie swoją książkę? Chciałam zapytać w pierwszym odruchu - o kim myślałyście, pisząc ją, ale to jest jasne jak słońce, kierowałyście się dobrem dziecka i czytając ją, miałam poczucie, że nie zapomniałyście o NIM ani przez chwilę.

Agnieszka Wojciechowska: Potrzeba napisania tej właśnie książki powstała z doświadczeń z naszej wcześniejszej współpracy. Z propozycją przyszłam do p. Anny ja, ponieważ znałyśmy się od dłuższego czasu, p. Ania była gościem specjalnym organizowanych przez nas szkoleń. Często po takim szkoleniu rozmawiałyśmy przy wspominanej w książce kawie i herbacie o coraz trudniejszej sytuacji dzieci, w związku z przemocą czy krzywdzeniem. Niejednokrotnie nawiązując do rozwodów i kryzysów, jakimi są dla dzieci takie sytuacje. I tak, wracając z jednego ze szkoleń, pomyślałam sobie, że ten temat zbyt często pojawia się w rozmowach z nauczycielami, pracownikami ośrodków pomocy społecznej czy nawet policjantami, którzy widzą, że dziecko stało się „zakładnikiem” przy konflikcie okołorozwodowym swoich rodziców. Dlatego przy kolejnym spotkaniu z p. Anią zapytałam, czy nie myślała, żeby napisać o tym książkę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy p. Anna odparła, że w zasadzie to ona już coś pisze, ale nie ma za bardzo na to czasu. Trochę mi to podcięło skrzydła, ale p. Ania zaproponowała: „Napisz parę stron, prześlij mi i zobaczymy”. No to napisałam, była aprobata i powstała książka. Z jednym tylko „ale”, ja zakładałam, że napiszemy ją w rok, zajęło nam to trzy lata, ale chyba było warto. Książka może pomóc rozwodzącym się rodzicom, ale również osobom, które są przed, po lub w trakcie rozwodu. Wiemy, że czytały ją już zarówno osoby będące na „świeżo” po rozwodzie i takie 20 lat po. Książka jest też bardzo pomocna dla różnych jednostek pomocowych pracujących z rodziną. To
nie jest i nigdy nie miał być poradnik, chociaż w książce można znaleźć pewne zawiłości prawne. Na osobnych stronach tłumaczymy, kim np. jest mediator i jaka jest jego rola przy np. ustalaniu planu wychowawczego, czemu służy separacja lub jakie artykuły nakładają na nas obowiązek zgłaszania przemocy. Rozwód nie dotyczy tylko dwojga dorosłych ludzi, rozlewa się na rodzinę, znajomych i wiele innych osób, które nie mogą lub nie chcą pozostać obojętne. Może ta książka uratuje czyjś związek, może pozwoli zrozumieć niektóre decyzje sprzed 15 lat, a może, w przypadku młodej osoby będzie przestrogą, że miłość wymaga wiele pracy, zrozumienia i uważności, żeby tak łatwo nie umarła. Jednym słowem, ta książka może pomóc zrozumieć rozwodzącym się rodzicom, żeby nie mówili o sobie ON i ONA, może podpowiedzieć, jak uniknąć wielu pułapek przy rozwodowej batalii, w które bardzo łatwo wpaść. Dodatkowo rozwód zawsze odbywa się według pewnego schematu i my ten schemat w aspekcie emocjonalnym, prawnym i społecznym pokazujemy.

Anna Maria Wesołowska: Książka skierowana jest do wszystkich dorosłych i tych mniej dorosłych, ale marzących o bliskich relacjach z drugą osobą. Marzy mi się społeczność szczęśliwa, świadoma podejmowanych decyzji, potrafiąca zadbać o dobre relacje, a więc wyedukowana. Każdy z nas może prowokować czytelników, przyjaciół, znajomych, bliskich, do refleksji nad kondycją współczesnej rodziny. Wszyscy o niej marzymy, więc musimy nauczyć się o nią walczyć. Mam na myśli dorosłych, bo dzieci walczą o rodzinę od momentu przyjścia na świat. Nie powinny być w tej walce osamotnione.

Ppk: Dlaczego od jakiegoś czasu małżeństwa przeżywają kryzys, który nie kończy się wyjściem z niego obronną ręką? Jak wiemy, wiele małżeństw rozpada się i to bardzo szybko.

AW: Może dlatego, że żyjemy za szybko, bezrefleksyjnie. Świat wartości zanika, a wokół pustynia emocjonalna. Na tym trudno budować cokolwiek trwałego. Dodatkowo, rozwód w dzisiejszych czasach przychodzi za łatwo, to takie narzędzie, które mamy wrażenie, że przerosło zamysł twórcy.

Ppk: „Miłość nie wymaga (...) reklamy, ale uważności, zrozumienia, czułości i pokory.”* Czytając to zdanie, pomyślałam, że faktycznie dzisiejszy świat jest tak kolorowy, głośny, wręcz krzykliwy, niekiedy nawet tandetny, a niestety wielu z nas dopasowuje się do niego. A przecież miłość, ta prawdziwa, nie szuka poklasku, powinno być w niej właśnie wiele uważności, zrozumienia, czułości i pokory, zarówno w stosunku do siebie, jak i drugiego człowieka. I zadałam sobie w tym miejscu pytanie. Gdybyśmy zaczęli zauważać i rozumieć siebie, może łatwiej byłoby nam być dobrym dla drugiego człowieka, z którym postanowiliśmy iść przez życie? Zgadzacie się, Panie, ze mną?  

AMW: Trudno się nie zgodzić, mam jednak świadomość, że do takich wniosków dochodzi się z wiekiem. Rozumienie siebie w młodości jest zupełnie innym rozumieniem, niż dialog ze sobą mojego pokolenia. Uczymy się najlepiej na własnych błędach. Efekty tych błędów nie powinny jednak obciążać tych, których najbardziej kochamy. To wymaga jednak uważności skupionej nie tylko na sobie, ale także na uczuciach innych. W dzisiejszej rzeczywistości nie jest to proste. Refleksja wymaga chociaż chwili zastanowienia, czyli czasu, a obecnie to dobro deficytowe.

Ppk: W Waszej rozmowie podejmujecie niezwykle istotną kwestię zaprzyjaźnienia się ze sobą, odnalezienia siebie. Człowiek, który odnajduje siebie, może na sobie polegać, ufa sobie, nie potrzebuje drugiego człowieka, by czuć swoją wartość. I tak czasem myślę, że ta zależność powoduje, że wiele osób rzuca się z jednego związku w kolejny. Bez momentu na zatrzymanie się, na przeanalizowanie, na wsłuchanie się w siebie. Dlaczego Waszym zdaniem tak się dzieje?

AMW: Boimy się samotności, potrzebujemy bliskości, a jednocześnie nie potrafimy zrozumieć, że bliskość wymaga kompromisów. Nie jesteśmy na to przygotowani. Wmawiamy sobie, że najważniejszy jest nasz dobrostan, nie zastanawiając się co kryje się za tym pojęciem. Skoro potrzebuję bliskości, to muszę otworzyć się na drugą stronę. Bliskość to relacja, ona nie występuje w próżni. Koło się zamyka. Żeby zrozumieć innych, muszę zrozumieć siebie. Żeby zrozumieć siebie muszę, przynajmniej postarać się tych innych zauważać, szanować, a reszta przychodzi z czasem.

AW: Znowu możemy wrócić do tej „kiczowatości i głośności świata”, jak ciągle żyjemy w takiej rzeczywistości, to cisza nas przeraża. Nie umiemy w niej funkcjonować. Pustkę chcemy od razu czymś wypełnić, bo wydaje się nam, że ona nas dopełnia. Błąd! Nikt lepiej Ciebie nie dopełni niż Ty sam! Drugi człowiek nie może stanowić o poczuciu naszej wartości. To jest szczególnie ważna uwaga dla młodych ludzi, którzy wchodzą w związek i chcą stworzyć coś trwałego, ale czasem chyba zbyt romantycznie podchodzą do tej miłości. Oddają jej wszystko, podporządkowując się lub stając się nieświadomie jej zakładnikami. Samotność nie jest zła, nawet dodałabym, że ona jest ogromną szansą na zbudowanie zdrowej relacji z samym sobą i odniosłabym się, tak jak w naszej książce do Smerfów, to tu do cytatu z Muminków: „Wszystko trzeba odkryć samemu. I również przejść przez to zupełnie samemu”.

Ppk: Zwracacie uwagę w swojej rozmowie na kwestię wytrwałości. Niestety brakuje nam jej w związkach. Czym to jest spowodowane? 

AMW: Relacje międzyludzkie są coraz bardziej powierzchowne. Internet bliskość rzeczywistą, zastąpił wirtualną. Problemy, które są nieodłączną częścią naszego życia pozostawił jednak na dotychczasowym miejscu, czyli w świecie rzeczywistym. Zagubieni w cyberprzestrzeni, nie potrafimy się z nimi zmierzyć. W wirtualnej rzeczywistości nie ma miejsca na wytrwałość, tam liczy się szybkość.

AW: Tłumaczymy to najczęściej brakiem czasu, ale to żadna wymówka. Możemy tu śmiało zacytować fragment z naszej książki: „Agnieszka Osiecka napisała kiedyś: Nie wierzę w brak czasu. Zawsze jest czas na ten krótki błysk, na ten znak: jesteś dla mnie ważna.” Dlatego myślę, że my jesteśmy chyba trochę rozleniwieni, bo obecnie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Nowa miłość? Proszę bardzo! Do wszystkiego w życiu mamy aplikację, która może nam to ułatwić. Myślę też, że żyjemy w bardzo trudnych czasach, z pozoru łatwych, ale zabija nas codzienna rutyna i przyziemne obowiązki. Miłość to nie motyle w brzuchu i wieczna ekscytacja - to charakteryzuje stan zakochania. A kiedy on przemija, to pozostaje tylko i aż miłość. A ona jest trudna. Piękna, ale wymaga uważności i czułości. Bądźmy realistami, gdzie to znaleźć, skoro przygniata nas inflacja, ciągłe problemy finansowe, odrabianie lekcji z dziećmi do późnych godzin, przejazd w tą i z powrotem na basen, judo czy dodatkowe zajęcia z matematyki. Można się w tym wszystkim zagubić. Trudno to odstawić na bok, usunąć z naszej „TO DO” listy. A partnera można. Dlatego to robimy.

Ppk: Jako psycholog widzę wiele osób tkwiących w toksycznych relacjach, w których wszyscy, z dziećmi na czele, przeżywają piekło. I z tego piekła kobietom bardzo ciężko wyjść. Nie potrafią, boją się... Jest strach, że „nie dam rady, że zostanę sama”... Niestety tak się często dzieje, że kobiety zostają same z tym wszystkim, co niesie za sobą rozstanie i rozwód. Nagle ci, którzy podjudzali, doradzali, którzy ekscytują się tragiczną sytuacją, nie potrafią wyciągnąć pomocnej dłoni, nie można na nich liczyć. Kobiety często zostają pozostawione same sobie. Dlaczego ludzie są tak obojętni nie tylko na krzywdę kobiet, ale i dzieci?

AW: Bo jak czegoś nie widzę, to nie muszę reagować. Jeżeli zobaczę, usłyszę, a moje sumienie nie znajdzie na to wymówki - to jestem zobowiązany działać. Często ludzie mówią, że się boją, bo ktoś im samochód porysuje albo zwyzywa, jak się dowie, że miał odwagę reagować. Do mnie to nie przemawia i nie stanowi to dla mnie żadnego argumentu. Odwróć to zdanie i pomyśl, jak bardzo boi się dziecko, w jakim lęku i strachu dorasta. Empatia, to nie jest długie słowo, ale ma niebywałe znaczenie. Zawsze na warsztatach powtarzam dzieciom, że nikt z nas nie wybierał, w jakiej rodzinie się urodził, a ta rodzina ma ogromne znaczenie dla naszego rozwoju, przyszłości i tego, jakim człowiekiem się staniemy. Ludzie brak reakcji tłumaczą bardzo różnie, że to zależy od poziomu wykształcenia, rozwoju emocjonalnego, przeżytych doświadczeń. Ja bym ujęła to inaczej, to świadczy o naszym człowieczeństwie. Przeczytałam kiedyś takie ciekawe zdanie w Internecie: „Wolę kogoś, kto mówi poszłem i pomogłem, niż poszedłem i miałem w dupie”.

Ppk: Gdy czytałam fragment Waszego wywiadu, miałam ciarki. „Na spotkaniach z dziećmi i młodzieżą staram się przekazać im ważną maksymę: Przygotuj się na problemy, one są nieodłączną częścią naszego życia, ale kiedy przyjdą, podnieś głowę wysoko, powiedz sobie: <<Dam radę>> i dasz radę, a później powtarzaj: <<To minie>> i minie, i będzie dobrze.”* Doskonale pamiętam, jak mój Tata, gdy byłam młodą mamą powiedział mi niezwykle mądre słowa mówiące o tym, że moją wielką miłością matczyną nie zapewnię dzieciom parasola, który uchroni je przed stresem i różnymi trudnymi emocjami. Moją rolą jest nauczenie ich radzenia sobie w sytuacjach trudnych. Dlaczego rodzice o tym zapominają? A może nie widzą, że tak dla dzieci będzie lepiej?

AMW: My, dorośli pogubiliśmy się w dzisiejszej rzeczywistości, która przerosła nasze oczekiwania. Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, dajemy więc wszystko co pod ręką. Dzisiaj wybór jest ogromny, dostają więc „metkowe” ubrania, zagraniczne wakacje, nadmiar zajęć dodatkowych i przeświadczenie, że to wszystko im się należy, tu i teraz. Nie muszą o nic walczyć, więc jak mają sobie radzić w trudnych sytuacjach? My dorośli mamy „czyste” sumienie, dajemy wszystko na co nas stać. Często jest to niestety prawda. Na czas i rozmowę, której dzieci potrzebują najbardziej dzisiaj rzadko
nas stać.

AW: Bo żeby uczyć/nauczać, trzeba mieć czas. Łatwiej jest wiecznie chronić, wyręczać i odgradzać od tego, co złe. W ostatecznym rozrachunku i tak my - rodzice wychodzimy na tym źle, a dzieci - najgorzej. Inwestycja naszego czasu w dzieci to najbardziej opłacalne zyski, jakie w życiu zbierzemy. Cierpienie jest nieodłącznym stanem naszego życia, to od nas zależy, czy będzie jego częścią, na którą mamy wpływ, czy zawładnie naszym funkcjonowaniem i emocjami.

Ppk: „Moje pokolenie oceniane jest jako niezdolne do miłości. Nie umiemy kochać, potrafimy się zakochiwać. Bawimy się tym uczuciem, lawirujemy na granicy pożądania, podniecenia i zaciekawienia. A kiedy ono przemija, bez większego zdziwienia mówimy: To nie było to.”* Czytając tę refleksję, pomyślałam o tym, co kiedyś powiedział Fromm, że nie potrafimy rozróżnić stanu zakochania od kochania drugiego człowieka. Zakochujemy się, czyli przeżywamy stan, który jest niezwykle miły, bo przeglądając się w oczach drugiej osoby, która patrzy na nas z podziwem, zachwytem, może i miłością, czujemy się wspaniale, ale to jest pokochanie siebie w oczach drugiego człowieka, a nie ma wiele wspólnego z kochaniem drugiej osoby. Ma niewiele wspólnego z miłością, która połączona jest z troską i odpowiedzialnością. Jak to odczarować? Jak sprawić, aby kolejne pokolenia umiały kochać, by umiały widzieć różnicę między kochaniem kogoś a stanem zakochania. 

AW: Bardzo dobre pytanie, może nawet rada dla młodych ludzi? Znajdź różnice… To może skoro do młodych to kierujemy, to odpowiem im ściągą z polskiej literatury i odniosę się do „uwielbianej” „Lalki” Prusa, który napisał: „Przez rok cierpiałem na jakąś chorobę mózgową, a zdawało mi się, że jestem zakochany.” Trzeba przeżyć jakąś miłość, być może ją stracić, żeby zrozumieć, czym było zakochanie. Odniosę się do tego, co padło w pytaniu o przeglądaniu się w oczach drugiej osoby, i może to będzie jakaś rada dla młodych. Tak więc, trochę na wesoło… Kiedy jesteśmy zakochani i przeglądamy się w oczach drugiej osoby, to nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, kiedy kogoś kochamy, to dostrzegamy nagle ze zdziwieniem, że ten ktoś może mieć zeza, ale chce z nami patrzeć w jedną stronę.

Ppk: Pamiętam, jakie emocje wywołały we mnie usłyszane chyba na katechezie słowa dotyczące mezaliansu. Nie mogłam pojąć, jak można o tym mówić. Przecież jak jest miłość, to stan konta, wykształcenie nie są ważne.  A jednak... Coś w tym chyba jest. Przypomniałam sobie o tym, czytając Waszą książkę i część dotyczącą fundamentu i nadbudowy, czyli pewnej wiarygodności, ale i zgodności wartości, przekonań, religii, czy majątku. Te podstawy kiedyś były solidne. A dzisiaj wydaje nam się, że miłość pokona różne przeszkody, różnice i... czasem wpadamy w pułapkę. Mam rację?

AW: Zdecydowanie tak, na początku wierzymy, że nasza miłość uratuje wszystko, ale zapominamy, że na początku jest stan zakochania, a on nie jest dobrym doradcą. Kiedy zaczyna nas przygniatać szara rzeczywistość, comiesięczne opłaty, rachunki, zakupy, ale też pragnienia i potrzeby, które chcemy spełnić, nagle okazuje się, że więcej nas dzieli niż łączy. Trzeba dobrze poznać naszego partnera, sprawdzić się w różnych sytuacjach, ale warto też znać dobrze siebie. Wtedy będziemy mogli chociaż minimalnie przewidzieć nasze reakcje. Warto też pamiętać, że nikogo nigdy do końca nie uda nam się poznać, ludzie potrafią zaskakiwać, życie potrafi zaskakiwać i mogą pojawić się scenariusze niezależne od nas, ale to od nas zależy, jak je odegramy.

Ppk: Czy zgodzą się Panie ze mną, że często kompleksy i brak poczucia wartości są pierwszym krokiem do rozpadu związku? Nie ten, który ma wyższe wykształcenie, pochodzi z rodziny o lepszej pozycji społecznej, cieszy się większym szacunkiem, tylko ten, który nie umie się w tym odnaleźć, bo czuje się gorszy, doprowadza do konfliktów, bo frustracja przeradza się w nim w agresję. Zgodzicie się ze mną?

AW: Tak, często nasz partner potrafi to zaakceptować, ale to my sami mamy z tym problem. Trzeba też powiedzieć o naszych bliskich - rodzinie, przyjaciołach czy znajomych z pracy. Oni również potrafią namieszać. W niewybrednych komentarzach dają do zrozumienia naszą wyższość lub istniejące braki. Znam niejeden związek, który zakończyła przyszła niedoszła teściowa. I skoro mówimy już o agresji w związku, to idźmy o krok dalej, powiedzmy też o przemocy ekonomicznej, która obecnie jest tak bardzo bagatelizowana. Wydzielanie pieniędzy, odbieranie ich lub zdecydowane wyznaczanie ich przeznaczenia, to wszystko się dzieje. Dotyka zarówno kobiet, jak i mężczyzn.
Obraz
​Ppk: Łatwiej dzisiaj wyrzucić kogoś ze swojego życia jak zepsuty odkurzacz, którego da się pozbyć bez żalu, bo tanio można kupić nowy. Czy nie jest tak, że świat, w którym żyjemy uczy ludzi, że szkoda czasu i energii, a czasem i pieniędzy na przykład na terapię, aby naprawić to, co przecież jest ważne?

AMW: Jak zwykle wracam do edukacji. Nie odbieram młodym ludziom prawa do błędu, do rozstań, ale do momentu gdy nie zapadnie decyzja o założeniu rodziny. Dziecko ma do niej prawo, a my nie mamy prawa do pozbawiania małego człowieka, tego najważniejszego dla niego prawa. Janusz Korczak upominał świat, że prawa dzieci nie mogą zależeć od dobrej woli dorosłych, ja dodam, że nie powinny zależeć od naszej niewiedzy. Gdyby rodzice mieli świadomość, czym jest rozwód dla dziecka, znaleźli by czas i energię żeby o związek powalczyć.

Ppk: Nie ukrywam, że zdziwiłam się, czytając: „że drugim marzeniem przedszkolaków jest to, aby rodzice nie bluźnili, nie używali brzydkich słów.”* Zdaję sobie doskonale sprawę jako psycholog, że słowa te mogą budzić w dziecku poczucie braku bezpieczeństwa, ale nie myślałam, że jest to dla nich aż tak ważne. Moim zdaniem słowem ranimy i poprzez słowo wyrażamy szacunek lub jego brak w stosunku do drugiego człowieka. Myślę, że kobieta pozwalająca na to, by ktoś w jej obecności używał słów niecenzuralnych, przykłada rękę do tego, by w przyszłości jej dziecko czuło lęk i miało marzenia, które nie kojarzą się z marzeniami dziecka. Dlaczego tyle agresji w naszych słowach? Dlaczego marzenia dzieci są dalekie od tego, o czym powinno marzyć dziecko?

AMW: Dziesięć lat temu, gdy po raz pierwszy usłyszałam marzenia przedszkolaków, też byłam zaskoczona. Dorosłym się wydaje, że dzieci na wulgaryzmy nie zwracają uwagi, albo są dla nich ciekawostką do powtarzania. Zapominamy, że słowa te wypowiadane są z reguły na wysokiej tonacji. Dziecko ich nie rozumie, ale budzą w nim lęk. Z czasem się z nimi oswaja i używa jak przerywników, „wyssanych z mlekiem matki”.

AW: Skoro mówimy o słowach, to podam przykład z jednego z ćwiczeń, które robię z dzieciakami podczas warsztatów profilaktycznych. Proszę, aby na kartce napisali wszystkie te słowa, które najczęściej słyszą w ciągu dnia. I oczywiście, że bardzo często pada pytanie, czy przekleństwa też mogą być. Odpowiadam, że jeżeli będą mieć odwagę przeczytać je na głos, to tak. Proszę mi wierzyć, odsetek przeczytanych wulgaryzmów nagle drastycznie maleje. Ale nie o to chodzi w tym zadaniu, a więc co piszą dzieciaki: „Elo, cześć, siema, co masz zadane, jak było w szkole, otwórzcie podręczniki na str…, wyciągnijcie kartki, idź posprzątaj pokój, zapiszcie zadanie domowe, odrób lekcje, grasz dzisiaj, kładź się spać”. Później, w drugiej części warsztatów, proszę, żeby odwrócili kartki i napisali na nich, jakie słowa chcieliby najczęściej słyszeć w ciągu dnia. I powiem szczerze, zawsze jak już zaczynają pisać i mimo że robiłam to ćwiczenie setki razy, powtarzam sobie w głowie: „Tylko nie rycz!”. Co piszą dzieci? Jakie słowa chcieliby najczęściej słyszeć w ciągu dnia? (I od razu powiem, że to piszą zarówno dzieciaki w klasie IV i VIII). „Kocham Cię, jesteś dla mnie ważna, wierzę Ci, nie przejmuj się, pomogę Ci, dzisiaj pójdziemy na te lody, które Ci obiecałem, dzisiaj pójdziemy na ryby, tak jak się umawialiśmy, jesteś ładna, jesteś mądry, lubię Cię”. Oczywiście, że jest to przeplatane słowami : „nie musisz nigdy sprzątać swojego pokoju, kupię Ci najnowsze PlayStation, masz 5 z matematyki”. Czytających ten artykuł rodziców zostawię jednak z tymi napisanymi zdanie wcześniej. Przemyślcie to. Ja zawsze ryczę.

Ppk: „Miarą miłości do dziecka według założycielek Fundacji ABC XXI Cała Polska czyta dzieciom jest czas. To słowo składa się z czterech cennych liter. C jak czułość, Z jak zachwyt, A jak akceptacja, S jak szacunek. W tych słowach spoczywa magiczna siła.”* Jakie to mądre. W tych czterech słowach zawiera się tak wiele... Czy gdybyśmy zaczęli samych siebie akceptować, traktować z szacunkiem, czułością i patrzyli wciąż na nowo z zachwytem, byłaby to recepta na uzdrowienie dzisiejszych rodzin? Jak, Panie, sądzicie?

AMW: Szacunek dla człowieka, zawiera w sobie zachwyt, czułość i akceptację. Każdy z nas ma w sobie bogactwo dobra. Spotykając się na co dzień z maluchami w całej Polsce widzę jak czysta jest ich moralność. Traktują świat z ufnością i zachwytem. Kochają bezwarunkowo, są skłonne wiele wybaczyć dla bliskości, która dla nich jest sensem życia, dla dorosłych często frazesem. Kłócąc się, rozstając zapominamy o szacunku, odbieramy dzieciom dziecięce marzenia, a sobie prawo do szczęścia i normalności.
 
Ppk: Jaki powinien być współczesny rodzic?

AMW: Obecny i świadomy, że jest dla dziecka najważniejszy. Badania na reprezentatywnej grupie nastolatków wykazały, że to rodzice są dla nich najistotniejszą przewodnią siłą życiową. Niestety do pewnego momentu, dopóki rodzina jest cała. Kiedy rodzina się rozpada matka traci 6% z zaufania dziecka, ojciec 37%. Jest to ogromna wyrwa w poczuciu bezpieczeństwa młodego człowieka. Ktoś musi to miejsce zastąpić. Okazuje się, że babcia może stać się w trudnych dla dziecka chwilach ostatnią deską ratunku. Inwestycja w rodzinę wielopokoleniową jest więc potrzebą chwili. Dzisiaj żeby sprostać obowiązkom rodzicielskim musimy mieć świadomość, jaką rzeczywistość stworzyliśmy naszym dzieciom. Chcieliśmy dobrze, a wyszło jak wyszło. Nie wymagajmy od siebie doskonałości, bo nikt nie jest doskonały, ale bądźmy świadomi naszych praw i obowiązków, a to wymaga zrozumienia roli edukacji prospołecznej w naszym życiu. Powinniśmy z niej czerpać pełnymi garściami. Szkoła ma obowiązek wspierać rodziców w procesie wychowawczym. Musi dostarczać rodzicom wiedzę o funkcjach wychowawczych i opiekuńczych rodziny. Na spotkaniach ze specjalistami sale świecą jednak pustkami. Czas to zmienić. Żeby wychować dziecko nie wystarczy kontakt z dziennikiem elektronicznym. Potrzebna jest edukacja i świadomość co kryje się za słowem szacunek.

AW: Fragment z naszej książki najlepiej odpowie na to pytanie: „Obecny, ale nie tylko ciałem. Powinien być wzorem właściwego postępowania: rozmawiać, tłumaczyć, dopytywać, ale również… wymagać. Dziecko szczęśliwe to takie, któremu stawia się granice, od którego czegoś oczekujemy. Nie chodzi mi tu jednak tylko o wyniki w nauce i dobre zachowanie. Obecne pokolenie rodziców to młodzi ludzie, którym moje pokolenie chciało dać wszystko, czego sami nie mieliśmy. Zapomnieliśmy o obowiązkach przygotowujących do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Dzisiejsi rodzice powielają nasze błędy. Dzieciaki chodzą na dodatkowe zajęcia, uczą się trzeciego języka obcego, uczęszczają na szermierkę i garncarstwo. Brakuje czasu na relacje rodzinne, gotowanie, sprzątanie, podlewanie kwiatów. Takie domowe obowiązki prowokują do bliskości i rozmowy. Jak przegapimy ten moment, kiedy dziecko jeszcze chce z nami wszystko robić, zaczynamy się oddalać. Nie czujemy, bo przecież jesteśmy blisko, wozimy z zajęć na zajęcia, grzecznie czekamy w samochodzie i zmęczeni nawet nie zauważamy, że wszystko dzieje się w kompletnej ciszy. Ciszy, która zabija współczesną rodzinę”.

Ppk: „Ile jest warta czyjaś miłość do dziecka?”* To pytanie zadałyście, pisząc o alimentach. Zrobiło mi się smutno, czytając o tym, ile osób miga się przed płaceniem alimentów, ukrywa zarobki, udaje bezrobotnych, byle tylko okraść własne dziecko, bo trzeba nazwać rzeczy po imieniu. Z jednej strony kombinacje, egoizm, manipulacje i niejednokrotnie wsparcie rodziny, która pomaga w ukryciu majątku, a z drugiej czuwająca w nocy przy chorym dziecku matka, miotająca się pomiędzy wychowywaniem dziecka a pracą, myśląca wciąż, jak związać koniec z końcem, by niczego nie zabrakło, by dzieci nie chodziły głodne, by mieć na ortodontę, leki, na komitet rodzicielski, na wycieczkę, na nowe buty, bo zeszłoroczne już są małe, na podręczniki, nie mówiąc o wodzie, prądzie, Internecie... wymieniać można długo. I te nieustanne wyrzuty sumienie matki, która doskonale wie, że czas biegnie nieubłaganie i nie nadrobi się dzieciństwa oraz młodości i wspomnień z nimi związanych za dziesięć lat, gdy może pieniędzy będzie więcej... Gdzie ci ojcowie mają serce? Czy nie myślą o tych potrzebach? O realiach? Czy dzisiejsze bezstresowe wychowanie uczące kombinowania, egoizmu, manipulacji powoduje, że tak łatwo mieć oczy zamknięte i nie dostrzegać podstawowych potrzeb dziecka?

AW: Alimenty najczęściej są zasądzane na dzieci, ale mamy wrażenie, że panów najbardziej boli zwrot „do rąk własnych matki”. Z punktu prawnego nie można inaczej tego ująć, ale psychologicznie niesie to za sobą dużo negatywnych emocji. Warto pamiętać o jednym, ktoś, kto płaci alimenty, zawsze powie, że to za dużo, ktoś, kto je otrzymuje, że za mało. Nie ma kwoty, którą wynagrodzimy brak matki czy ojca. Jeżeli uważasz, że płacisz za dużo, to zdecyduj, z czego w takim razie Twoje dziecko ma zrezygnować, co mu odbierzesz, bo zostało mu już odebrane wiele. Druga kwestia to ukryte koszty, których tak łatwo nie da się policzyć, i których gołym okiem tak po prostu nie widać. Prąd, gaz, benzyna i czas, który od teraz jeden rodzic musi poświęcić, często rezygnując z jakiejś możliwości zarobku, żeby być z dzieckiem. Lekarstwa, obiady w szkole, nowe buty na wf, zgubione słuchawki i za mała kurtka na zimę. A co jeżeli potrzebna jest rehabilitacja dziecka, jakieś specjalistyczne leczenie? Wtedy koszty szybują w górę niebywale szybko. A co jeżeli masz więcej niż jedno dziecko, które zwyczajnie trzeba ubrać, nakarmić i wychować…

Ppk: Wywiad z takimi mądrymi i ciepłymi kobietami, a wnosi wiele smutku. Czy możemy zakończyć go w jakiś optymistyczny sposób? Wasza książka, mimo poruszania trudnego tematu, wnosi nie tylko ciepło, ale i momentami humor, który sprawia, że czyta się ją jednym tchem. Uda nam się zakończyć jakimś akcentem wnoszącym choć mały promyk nadziei?

AW: To może dowód w postaci żywego człowieka, czyli mnie, który przeżył rozwód, którego ten rozwód zaskoczył, i na który ten człowiek nie był gotowy. Rozwód, który wprowadził chaos, cierpienie, ogrom strachu i bólu. Rozwód, który ujawnił emocje, o które w życiu bym siebie nie podejrzewała. Rozwód, który zdemolował życie mojego dziecka i moje na wielu poziomach. Rozwód, który… zbudował nową osobę, która pokochała siebie, swoją samotność i pustą połowę łóżka. Rozwód, który stał się opowieścią pisaną latami, opowieścią, gdzie z wielkim trudem trzeba zastosować podstawowe schematy matematyczne, by ułożyć życie swojego dziecka, a później dopasować je do nowej rzeczywistości, bo jak możesz się domyślić, życie w pewnym momencie napisało dla mnie nowy scenariusz. Rozwód, który nie kończy wszystkiego na sali rozpraw, ale jest dopiero początkiem wielu lat ciężkich rozmów, trudnych sytuacji, a czasem nieprzyjemnych powrotów do wydarzeń sprzed lat. ALE skoro mi się udało, to Tobie też się może udać. Dlaczego? Bo rozwód nie jest najgorszą rzeczą, jaka może nas spotkać w życiu, mimo że bardzo często na początku tak właśnie uważamy. I powiem więcej, skoro czytasz ten artykuł, z jakiegoś powodu odwiedzasz tę stronę, to być może masz jeszcze wielkie szanse na uratowanie tego, co dla Ciebie ważne.

AMW: Wrócę do Janusza Korczaka. Stary doktor powiedział; „Nie wolno nam zostawić świata takim jakim jest”. Po osiemdziesięciu latach słowa te są bardzo aktualne. Mam pełną świadomość, że budzimy się do walki o lepsze jutro dla naszych dzieci. W głębi serca nie chcemy się dzielić, kłócić, rozstawać. Jesteśmy społeczeństwem bardzo wrażliwym, trochę zagubionym, ale świadomym tego, że nie chcemy żyć w ciemności, pragniemy miłości, a miłość jest światłem. Dajmy to światło przyszłym pokoleniom.

*Fragmenty i cytaty pochodzą z książki "Nie kłóćcie się. Jak pomóc dziecku, kiedy rodzice się kłócą"
​
POLECAMY: 
Obraz
​NOWOŚĆ!

Anna Maria Wesołowska, Agnieszka Wojciechowska

"Nie kłóćcie się. Jak pomóc dziecku,
kiedy rodzice się kłócą".


Wydawnictwo Sensus

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 11 PAŹDZIERNIKA 2022!
KUPISZ TUTAJ>>
0 Comments

Your comment will be posted after it is approved.


Leave a Reply.

    JESTEŚMY NA FACEBOOKU:

    POMAGAMY:
    Obraz
    Kliknij i sprawdź

    PISZEMY DLA WAS:

    Obraz
    Katarzyna Krakowska
    Obraz
    Joanna Kotarska

    REKLAMA:
    piszcie do nas na adres: 
    ​[email protected] 
    ​

​Strony:  1   2   3   4   5   6   7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  67  68  69  70  71  72  73  74  75  76  77  78  79  80  81  82  83  84  85  86  87  88  89  90  
​

Powered by Weebly
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca