Emocje nie znikają — tylko czekająDo czego prowadzi tłumienie emocji?Gdy Ala przekracza próg swojego domu, zrzuca maskę. Maskę, która miała pomagać jej w ukrywaniu przed światem swoich emocji. W pracy chce być profesjonalistką, o czym między innymi świadczy fakt niemówienia o swoim życiu, o myślach, które ją przytłaczają, o emocjach, które przeżywa. Otoczenie widzi w niej osobę, która z jednej strony w kwestiach zawodowych wymaga od siebie i innych i to w niej cenią, ale z drugiej jest osobą nieobliczalną. Mają poczucie, że wszystko jest uzależnione od jej humoru, bywa agresywna słownie, złośliwa, wybuchowa. Tylko ona jedna wie, co jest przyczyną jej zmiennych nastrojów. Opieka nad chorą matką, brak partnera, z którym mogłaby założyć rodzinę doprowadzają do spiętrzenia emocji, nad którymi nie panuje. Pod maską próbuje ukryć to, co czuje. Ale czy to jej się udaje? Michał, patrząc w oczy swojego zrozpaczonego syna, dostrzega siebie sprzed dwudziestu lat. Wróciły koszmary z dzieciństwa. Przypomina sobie agresję skierowaną na niego przez kolegów. „Mały, niezdara, chudzielec…” Na nowo te słowa zaczynają brzmieć w jego uszach. To, co wówczas przeżywał było nie do uniesienia na dziecięcych barkach. A on nie potrafił sobie z własnymi emocjami radzić, nie rozumiał ich, był przerażony, nie mówił rodzicom, co przeżywa. Dzisiaj w Michale odżyły te bolesne wspomnienia, widząc syna będącego ofiara agresji rówieśniczej. Dlaczego on, gdy był dzieckiem ukrywał emocje przed dorosłymi? Martyna nauczona jest, że musi ustępować. Drzemie w niej grzeczna dziewczynka, która staje na głowie, aby wszystkim wokół było dobrze. Nie raz w środku pojawiał się bunt, ale nie wyrażała go, bo przecież nie wypada, nie wolno innych urazić, należy zachowywać się w odpowiedni sposób. Na pytanie, co u niej słychać, zawsze odpowiada: „świetnie”, gdyż nie wyobraża sobie, jak mogłaby narzekać. A poza tym, stara się nie zastanawiać się nad tym, jak się czuje. Dlaczego nie daje sobie do tego prawa? „Zaciskamy zęby, tłumimy emocje, a później borykamy się z niekontrolowanym rozładowywaniem napięć. Unikamy trudnej rozmowy z naszym współpracownikiem; wybuchamy w trakcie dyskusji z ukochaną osobą; pochłaniamy też całe opakowanie ciastek i nie potrafimy wyjaśnić, dlaczego to robimy. Gdy odmawiamy sobie prawa do odczuwania, musimy się mierzyć z długą listą niepożądanych efektów. Nie umiemy określić, co właściwie odczuwamy — to trochę tak, jakbyśmy popadali w naszym wnętrzu w swoiste odrętwienie, nie zauważając tego faktu.”* Wielu z nas ucieka przed emocjami. Niektórych nie chcemy przeżywać, bo są nieprzyjemne, na przykład smutek, wstyd, zażenowanie, a innych nie chcemy do siebie dopuszczać, uważając, że nie należy się złościć, zazdrościć, czuć urazy, nienawiści, żalu. Czasami traktujemy emocje w roli panów, podporządkowując się im, a niekiedy w roli sług, ignorując je. Natomiast emocje należy rozpoznać, po to, by pozwolić im - o ile tego chcemy - odejść, ale mając przy tym poczucie sprawczości. Ala, Michał i Martyna uciekali przed emocjami, bali się, nie rozumieli ich, a tym samym byli wobec nich bezradni. Ala nie chciała przyznać się przed sobą do słabości, do tego, że przeżywa frustrację, złość, smutek, rozczarowanie. Michał jako dziesięcioletni chłopiec czuł wstyd, strach, ale nie przyznał się do tego rodzicom. Martynę od środka rozsadzała złość i wściekłość, ale tłumiła je. „Ironia sytuacji polega jednak na tym, że gdy ignorujemy lub tłumimy nasze uczucia, one tylko przybierają na sile. Naprawdę intensywne emocje narastają w nas niczym mroczna moc, która nieuchronnie zatruje wszystko, co robimy, czy się nam to podoba, czy też nie. Zranione uczucia nie znikają same z siebie. Nie ma też co liczyć na to, że takie rany same się zagoją. Jeśli nie wyrażamy naszych emocji, zaczynają się one gromadzić niczym dług, który ostatecznie trzeba będzie spłacić. Nie mam tu na myśli wyłącznie sytuacji, w których odczuwamy coś nieprzyjemnego. Bywa również, że nie uświadamiamy sobie dokładnie tego, jak się czujemy, gdy wszystko wspaniale się układa. Jesteśmy zadowoleni z samego cieszenia się emocjami, a zatem nie poddajemy ich zbyt wnikliwej analizie. Oczywiście to błąd. Jeżeli mamy dokonywać w przyszłości właściwych wyborów, potrzebujemy wiedzieć, co (i dlaczego) zapewnia nam szczęście.”* Czy wielu z nas nie jest podobnych do Ali, Michała i Martyny? Czy nie jest tak, że pewne emocje są nam nie na rękę, przeszkadzają nam w codziennym życiu? Czy nie mamy problemu z nazywaniem uczuć i oceną sytuacji, czyli diagnozą polegającą na zorientowaniu się, co sprawiło, że czujemy się w określony sposób? A przecież, o ile nie będziemy umieli rozpoznawać i nazywać emocji, nie będziemy umieli wyrażać ich w sposób zrozumiały dla otoczenia. Będziemy wypierali to, co czujemy, zamiast otworzyć się na emocje, by je zaakceptować i nauczyć się nimi zarządzać, aby nie były skierowane przeciwko nam, lecz by były narzędziem w naszym ręku. Uczuć i emocji nie pozbędziemy się, one będą towarzyszyć nam przez całe życie. One motywują nas do działania, dostarczają informacji o naszych potrzebach oraz naszym stosunku do siebie i innych. Do każdego i każdej z nich mamy prawo. Mamy prawo doświadczać zarówno tych wygodnych uczuć, ale i tych, które często są przez nas traktowane jako nieproszeni goście. Poniżej przedstawiamy pięć umiejętności, które pomogą nam być bardziej spełnionymi ludźmi. Aby tak było, według Marca Bracketta musimy:
*Fragment pochodzą z książki M. Bracketta "Pozwól sobie na uczucia", Wyd. Septem, 2021 Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, jesteś na życiowym zakręcie - pomożemy Ci. O ile chcesz skorzystać z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Reset dla zmęczonego umysłuJak odzyskać siebie w świecie pełnym hałasu i pośpiechu? Jestem podminowana, roztrzęsiona, przytłoczona obowiązkami… Nie mam chęci do życia. Coraz mniej rzeczy mnie cieszy. Gdy nadchodzi weekend, na który czekam, przesypiam pół dnia, a potem patrzę bezmyślnie w ekran telewizora. Czuję, że życie przecieka mi przez palce, brak mi sił, i motywacji. Mało co potrafi mnie cieszyć. Podczas dzisiejszej sesji z psychologiem, Kasia została zapytana, jak wyglądał jej dzisiejszy dzień. Zaskoczyło ją to. Nigdy wcześniej nie dokonywała takiej analizy. Codziennie pędzi przed siebie i nie wie, co to uważność w życiu. Ponieważ została o to poproszona, zaczęła powoli odtwarzać kolejne chwile i godziny dzisiejszego dnia. Po przebudzeniu, jak to zwykle rano, zajrzała do telefonu. To chyba normalne. Przeglądała media społecznościowe, wykąpała się, umalowała i popędziła do pracy. Na rozmowę z mężem nie miała czasu. Zwykle rano wymieniają między sobą jedynie zdawkowe zdania. Śniadania też w domu nie jadła. Po drodze zawsze coś przecież można kupić i zjeść w wolnej chwili. Dzisiaj, jadąc do pracy, stała w korku. I wówczas ciśnienie jej podskoczyło. Śpieszyła się strasznie. Wiedziała, że się spóźni, a szef tego nie toleruje. Minuty w samochodzie wlokły jej się niemiłosiernie. Zaczęła się złościć, powoli złość przechodziła w gniew, bo absolutnie nie miała wpływu na sytuację wokół. Czuła się zblokowana ze wszystkich stron, a patrząc na kierowców w sąsiednich samochodach, z trudem powstrzymywała krzyk. Siedząc w gabinecie psychologa i wracając do tych sytuacji, zadała sobie pytanie: Czy warto się denerwować? Może lepiej „wyluzować” i odzyskać spokój na resztę dnia, a może i tygodnia? Każdego dnia podobnie jak Kasia „jesteśmy zalewani przez bodźce, często wtedy, kiedy tego nie chcemy. Pod wieloma względami nasz czas nie jest już nasz. Uświęcona, cicha przestrzeń w naszych umysłach zarezerwowana dla rozmyślania powoli się kurczy. Musimy ją odzyskać dla naszego zdrowia, szczęścia i dobrego samopoczucia mentalnego. Wewnętrzne poczucie spokoju jest antidotum na szaleństwo współczesnego świata.”* Ale jak to zrobić? Autorzy książki „Mózg na detoksie” mówią o tak zwanym wypraniu i przebudowaniu mózgu. Porównują go do komputera, który wolno działa. Zadają nam pytanie, co robimy z takim sprzętem. Większość z nas odpowie, że zwracamy się o pomoc do fachowca. Oczywiście! I co on zrobi? „Pierwszą rzeczą, o którą ten zapyta, jest to, ile aplikacji masz otwartych i ile programów działa w tle. To dobre pytania, które warto zadać także w związku z naszym mózgiem, ponieważ w przeciwieństwie do komputera Ty nie możesz mieć otwartych kilku programów jednocześnie i zachować przy tym wydajność.”* Kasia u psychologa zdała sobie sprawę, że działa jak ten komputer, który ma otwartych wiele kart. Zadała sobie pytanie: Kiedy ostatni raz czułam się wypoczęta i szczęśliwa? A Ty, kiedy czułaś się spełniona, spokojna, miałaś poczucie więzi z samą sobą i ludźmi oraz światem wokół Ciebie? Ale tak naprawdę? Przyznaj szczerze przed samą sobą. Gdy pomyślałaś: Tak, to ten moment. Właśnie teraz. Jak wspaniale! Gdy nie gonił Cię czas. Byłaś tu i teraz. Przepełniała Cię radość. Chciałaś, aby to się nigdy nie skończyło… Może powinnaś zrobić ze swoim mózgiem to samo, co zrobiłby fachowiec z komputerem? Może warto zresetować umysł dla jego lepszego, skuteczniejszego funkcjonowania i dla Twojego dobrego samopoczucia. Może warto zapytać siebie: „Kiedy ostatni raz świadomie usiadłaś na kilka minut w ciszy, tak by nic Cię nie rozpraszało, nie mając w rękach, w zasięgu uszu czy oczu niczego, co mogłoby przykuć Twoją uwagę? Czy było to dziś? Wczoraj? A może nawet nie pamiętasz takiej sytuacji?”* Czasami wystarczy drobna przyjemność. Minuta dla siebie. Coś w ciągu dnia, abyś wieczorem mogła powiedzieć: Super! To, co dzisiaj mi się przytrafiło było super! Nie pędź, "odhaczając" kolejne punkty na liście: raport w pracy, zadanie domowe z dzieckiem, zakupy, obiad, szkolenie... Jeśli zobaczysz wspaniałe promienie wiosennego słońca wśród drzew, po prostu się zatrzymaj, odetchnij głęboko, postaraj się zatrzymać ten obraz w pamięci przez 3 sekundy. Istnieją różne sposoby na utrwalanie poczucia szczęścia. Co prawda, trudno sobie wyobrazić, że jesteśmy spokojni i szczęśliwi w świecie, gdzie obowiązki nas przytłaczają, a my czujemy się nimi obciążeni. Kluczem jest wiedzieć, co dzieje się w Twojej głowie, a potem zmienić ścieżki, które póki co wiodą Cię w kierunku autodestrukcji. *Fragment pochodzą z książki D. Perlmutter, A. Perlmutter, K. Loberg "Mózg na detoksie", Wyd. Sensus, 2021 Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Wpadłaś/eś w szpony manipulatora/ki i nie umiesz się uwolnić. Chcesz odzyskać wolność i spokój. Wzięłaś na siebie za dużo obowiązków, jesteś mało asertywna, nie umiesz się z niczego cieszyć. Nie potrafisz panować nad emocjami, masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Brak Ci poczucia wartości i akceptacji. Zapraszamy Cię na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
POWIEDZIAŁ, ŻE UMIERAJak manipulacja wykorzystuje współczucie i prowadzi nas w ślepą uliczkę? Hania kładła się spać, ale wiedziała, że po takim dniu jak dzisiejszy nie będzie łatwo jej zasnąć. Słowa Waldka wciąż dźwięczały w jej uszach. „Glejak i dwa miesiące życia przede mną. Nie mam żadnych szans. Chciałbym tylko ten ostatni czas przeżyć jak najpiękniej, nie myśląc o tym, co przede mną." Poznali się na Andrzejkach organizowanych przez koleżankę z roku Hani. Pamięta, jak bardzo nie miała ochoty iść. Dziwiła się, że Iwona ją zaprosiła, gdyż nigdy nie były szczególnie związane. Poszła z względu na swoją przyjaciółkę Małgosię, która miała ochotę na studencka zabawę, a nie często na takie chodziły. Poszły. Ale już wchodząc, zorientowały się, że to świat nie z ich bajki. Towarzystwo podpite, głośna muzyka… Miały ochotę zrobić w tył zwrot, ale dobre wychowanie nakazywało im zostać choć pół godziny. Taką podjęły decyzję. Iwona przedstawiła koleżanki swoim znajomym, choć ci byli zajęci kieliszkami, a nie panienkami z dobrego domu, które wyglądały jakby pomyliły drzwi. Tylko jeden z obecnych, wysoki blondyn wykazał zainteresowanie. Podszedł, przedstawił się. Ewidentnie było widać, że Hania wpadła mu w oko. Od słowa do słowa, rozmowa zaczęła nabierać tempa. Chłopak opowiedział, że przyjechał do Warszawy z małej mieściny na Podlasiu. Wyznał, że ma zamiar studiować, natomiast na razie podjął pracę, aby zarobić na kolejne lata, które chce poświęcić na naukę. Jego wywód przypominał autoprezentację. Hania słuchała, ale po pół godzinie przeprosiła grzecznie, tłumacząc, że nie przyszła sama i chce zobaczyć, co porabia przyjaciółka. Postanowiły z Małgosią opuścić imprezę. Po paru dniach przypadkiem, a może i nie, na drodze Hani wyrósł Waldek. Nie krył radości i nalegał na spotkanie, tłumacząc, że nie skończyli andrzejkowej rozmowy. Hania umiejętnie się wykręciła. Po dwóch tygodniach ponownie spotkała Waldka i historia się powtórzyła. Nie chciał odpuścić. „Przyjdź nawet z chłopakiem, jeżeli go masz. Jeżeli stwierdzisz, że rozmowa się nie klei, znajdziesz jakiś pretekst, a ja zrozumiem. Ale daj mi szansę, spotkajmy się, nalegał. Hania ustąpiła. Pamięta, że wychodząc z domu, zakładała, że w ciągu dwóch godzin wróci. Wróciła po pięciu. Spotkanie okazało się miłą niespodzianką. Nowy znajomy zaskoczył ją i to bardzo. Nie myślała, że tyle może ją łączyć z tym człowiekiem. Słuchają tej same muzyki, czytają tę samą literaturę, mają podobne poglądy. Niesamowite. Tym razem miał w zanadrzu kolejny haczyk. Zauważył błysk w oku Hani, gdy wspomniał o tym, że gra na gitarze. Zaproponował, że zaprasza na kolację z Kaczmarskim, Gintrowskim i Cohenem w tle. Hania była zaskoczona, że tyle ich łączy. Nie wyglądał na taką osobę, gdy zobaczyła go po raz pierwszy u Iwony. Kolejne miłe spotkanie spowodowało, że Hania coraz większą sympatią darzyła Waldka. Nie spodziewała się natomiast, co przyniesie jeszcze ten wieczór. Odprowadzając Hanię, Waldek nagle wyznał, że cieszy się, iż podczas ostatnich tygodni jego życia na swoje drodze spotkał takiego anioła. Hania nie zrozumiała, o czy mówi. Wówczas usłyszała: glejak… dwa miesiące życia… Przez kolejne dni Hania dochodziła do siebie. Żal jej był tego młodego człowieka. Fajnie się rozmawiało, co prawda nic w niej nie zaiskrzyło, ale człowiek był miły, sympatyczny, bardzo oczytany, czym też zrobił na niej olbrzymie wrażenie. Potraktowała to jako misję. Postanowiła zrobić wszystko, aby te ostatnie tygodnie życia faktycznie upłynęły mu jak najpiękniej. Nie wykręcała się brakiem czasu pomimo, iż go faktycznie nie miała. Spotykali się często, śmiali się, śpiewali, spacerowali. Wielokrotnie Waldek miał potworne ataki bólu. Szkoda jej go było. Ale o nic nie pytała. Wiedziała, że nie chciał rozmawiać na ten temat. Wiedziała, że wyniki badań trzyma w Krakowie u swojego przyjaciela, a rodzice i brat o niczym nie wiedzieli. Nie wnikała, dlaczego. Jest dorosły. Jego decyzje. I tak mijał dzień za dniem. Minął marzec, kwiecień, a stan Waldka nie pogarszał się. W maju Hania zauważyła, że ten człowiek przestaje być dla niej obojętny. Wspólnie przeżyty czas zbliżył ją do niego. W czerwcu poruszyła temat choroby, Waldek nie chciał do tego wracać. Mijały kolejne miesiące i człowieka, który w poprzednim listopadzie był jej emocjonalnie obcy, Hania pokochała. Co prawda dostrzegała coraz więcej mankamentów, ale tłumaczyła to chorobą i przeżyciami z tym związanymi. Słuchając opowieści o rodzinie, zrozumiała, że nie doświadczył tam tyle ciepła, ile powinno dziecko otrzymać w domu. Hania stała się mistrzynią usprawiedliwiania, ponieważ kochała i nie chciała widzieć okrutnej prawdy. Dlatego nie wahała się przyjąć pierścionka zaręczynowego i stanąć na ślubnym kobiercu. On się zmieni. Zrobię wszystko, miłość sprawi, że przestanie być taki nerwowy i wybuchowy. Była tego pewna. Waldek życie Hani zamienił w piekło. Wierzyła. Naiwnie wierzyła przez parę lat w jego zmianę, aż w końcu odeszła… Mistrz manipulacji - można powiedzieć, a ona głupia i naiwna. Tak. Waldek wiedział, że tylko zaangażowaniem zdobędzie Hanię. Aby ją złowić, należało znaleźć właściwy "haczyk", by chciała z nim spędzać czas, by stawał się jej bliski. Waldek wykorzystał zasadę lubienia i sympatii (gdy kogoś polubię, chętniej spełnię jego prośby) oraz konsekwencji i zaangażowania. Jest to jedna z zasad wywierania wpływu, o której już pisałyśmy w poście „Złowieni na miłość". Polega ona na tym, że samo zaangażowanie powoduje niejednokrotnie, iż nie wycofujemy się ze swojego stanowiska, pomimo, iż widzimy nasz błąd. Tak jakby było nam niezręcznie, nawet przed samym sobą, że zmieniamy zdanie. Nie chcemy przyznać się do błędu, więc wykazujemy tendencję do kontynuowania raz obranego punktu widzenia i działania. Nawet gdy prowadzi nas w ślepy zaułek, czego długo nie widzimy, nie chcemy widzieć. Mistrzowie manipulacji są wśród nas. Często wpadamy w ich sidła. Niezwykle istotna jest ciągła praca nad sobą i odwaga w podejmowaniu nawet bardzo trudnych decyzji. Zmiana życia wymaga odwagi, ale warto, by uzyskać wolność. Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Wpadłaś/eś w szpony manipulatora/ki i nie umiesz się uwolnić. Chcesz odzyskać wolność i spokój. Wzięłaś na siebie za dużo obowiązków, jesteś mało asertywna, nie umiesz się z niczego cieszyć. Nie potrafisz panować nad emocjami, masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Brak Ci poczucia wartości i akceptacji. Zapraszamy Cię na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
MAMA NA ETACIEJak pogodzić życie rodzinne z pracą?Gdy otworzyła oczy, próbowała sobie przypomnieć, jak się tutaj znalazła. W ubraniu, skulona na fotelu, zasnęła w nocy. Ładunek emocjonalny dał o sobie znać. Teraz zaczęły na nowo budzić się wraz z porankiem emocje, które nabrzmiewały w ostatnich dwóch dniach. Za jakie grzechy? Trzy dni wcześniej dla Julki był sądny dzień. Kończyła projekt. W nocy miała zrobić jeszcze drobne poprawki. Jej perfekcjonizm dawał o sobie znać i coraz bardziej doskwierał. Praca, dom, dziecko. Wszędzie chciała być idealna, ale przerastało to jej możliwości. Nie zawsze jej staranne planowanie można było gładko zrealizować. Zjedli z mężem kolację, wykąpała Majkę i miała zamiar skupić się na ostatnich szlifach pracy. Ale jak to w takich sytuacjach bywa, mała zaczęła wymiotować. Boże! Lepszego momentu nie mogło być. Pomiędzy jedną „akcją” a drugą - przebieraniem, zmianą pościeli, siadała do komputera. Oczywiście pojawiło się pytanie - co będzie jutro? Przedszkole odpada. Tomek z samego rana wyjeżdża służbowo do Katowic. Ona miała o ósmej zameldować się u przełożonego z ukończonym projektem. „Większość pracujących rodziców miewa czasem przeświadczenie, że są jak chomiki biegające na karuzeli. Chcemy być dobrymi rodzicami. Nie chcemy popełnić żadnego błędu. Ale mamy przy tym ograniczony czas, ograniczone zasoby energii i cierpliwości, a do tego zbyt wiele zadań do wykonania. Po całym dniu pracy rzadko kiedy jesteśmy w najlepszej formie – a to zwykle przecież wtedy najczęściej przyjmujemy rolę rodzica. Dzieci potrzebują tego, aby rodzice poświęcali im swój czas, aby poświęcali im mnóstwo czasu. Tymczasem świat stawia przed rodzicami wiele zadań, które absorbują ich bez reszty. By zapewnić dzieciom zaspokojenie wielu potrzeb, pracują intensywniej, dłużej, wydajniej. W życiu codziennym matki stawiają sobie coraz wyżej poprzeczkę. Chcą być idealnym gospodyniami, perfekcyjnymi paniami domu, zadbanymi kobietami, doskonałymi kucharkami, wspaniałymi partnerkami. A nie da się być na każdym polu najlepszą, bo będzie to się odbywało kosztem czasu, który potrzebny jest dziecku. Rodzic zmęczony i zestresowany ma większą trudność z radzeniem sobie ze sprawiającymi problem zachowaniami swoich pociech. Jak zatem znaleźć balans? Jak przełączyć się między życiem zawodowym i prywatnym i być uważnym rodzicem, rodzicem obecnym emocjonalnie, którego potrzebuje dziecko i który chce czuć się spełniony? Anita Cleare próbując wyjść naprzeciw rodzicom, którym zmęczenie i stres nie pozwalają na pielęgnowanie bliskich relacji z dziećmi, proponuje przesunięcie celów. Sugeruje, by wychowywali swoje pociechy w sposób dobry dla dzieci, ale również dla nich samych, by rodzicielstwo dawało im poczucie szczęścia i spełnienia, a nie wyczerpywało i nie doprowadzało do załamania. Aby to zrobić, należy według autorki „Rodzicielstwa na etacie” zejść z karuzeli, stanąć z boku i spróbować zrozumieć, czego potrzebuje od nas dziecko i czego my sami oczekujemy od swojej rodziny. Nie jest to łatwe zadanie, ale pomóc może lektura książki Anity Cleare, dzięki której każdy rodzic będzie mógł przewartościować swoje życie i wprowadzić - jeżeli nie fundamentalne zmiany - to chociaż drobne korekty. Poniżej przedstawiamy sześć pułapek, w które wpadają rodzice żyjący pod ciągłą presją, a których poznanie pozwoli zrobić pierwszy krok w kierunku świadomego i szczęśliwszego rodzicielstwa pozwalającego w spokoju godzić pracę zawodową z byciem rodzicem. Zostały one zaczerpnięte z książki „Rodzicielstwo na etacie.” 1. Oczekiwanie, że cały wspólnie spędzony czas będzie jedną wielką sielanką. Jest to nierealistyczne! Jeśli oczekujesz więc nieustannej idylli, gorzko się rozczarujesz. Tak wysoko zawieszona poprzeczka będzie oznaczać, że każda chwila spędzona z rodziną będzie odbierana przez ciebie jako porażka. 2. Uleganie dziecku, aby tylko uniknąć sytuacji konfliktowej. Wyznaczanie granic i konsekwentne pilnowanie, by dzieci ich nie przekraczały to podstawa skutecznego wychowywania. To smar, którym oliwisz mechanizm rodzinnego życia, podstawowe narzędzie zapewniające bezpieczeństwo i zdrowie twoich dzieci, sposób wpajania im umiejętności niezbędnych w życiu. Unikanie konfliktów poprzez uleganie w dłuższej perspektywie zawsze prowadzi tylko do większych konfliktów w przyszłości. 3. Brak konsekwencji. Konsekwencja znacznie przyspiesza proces uczenia się. Niekonsekwentne reakcje wywołują niekonsekwentne zachowania. Dziecko lepiej radzi sobie, gdy otrzymuje jasne komunikaty i konsekwentne reakcje. Zagubione jest, gdy panujące reguły są zbyt elastyczne. 4. Koncentracja na tych zachowaniach dziecka, które uważamy za niewłaściwe. Konsekwencja nie oznacza ciągłego czepiania się i wytykania dziecku jego każdego, nawet najdrobniejszego przewinienia i potknięć. 5. Negatywne schematy myślowe. Jeśli rodzic całą odpowiedzialność za niewłaściwe zachowania składa na barki swoich dzieci, wpada w spiralę negatywnego myślenia: „Moje dziecko musi się zmienić. To jego wina, że …” W ten sposób pomijasz swoją rolę w tym wszystkim. Nie rozumiesz, w jaki sposób sam przyczynia się do problematycznych zachowań swoich dzieci. W konsekwencji nie zastanawiasz się nad tym, co możesz zmienić w swoim własnym zachowaniu, aby uzyskać oczekiwany rezultat. 6. Rodzicielstwo na autopilocie. Jesteś obecny ciałem, ale nie duchem i dziecko nie ma z tobą praktycznie żadnego kontaktu. Czasem nawet kiwasz potakująco głową, ale nie pamiętasz później ani słowa. Twój mózg zajęty był czymś zupełnie innym. Dzieci szybko uczą się, że pod względem emocjonalnym jesteś dla nich niedostępny. Że muszą się postarać – zachować naprawdę niegrzecznie – abyś zwrócił w końcu na nie uwagę. Że gotowanie obiadu jest ważniejsze niż wysłuchanie ich. Że nie zależy ci na bliskości z nimi. Takie zajmowanie się dziećmi na autopilocie jest szkodliwe dla obu stron. Rodzice nie dostrzegają subtelnych sygnałów wysyłanych przez dzieci, które pomogłyby im je zrozumieć i dowiedzieć się, co naprawdę myślą i co czują.. „Każdy rodzic od czasu do czasu wpada w którąś z tych dziur. Chodzi więc o to, by jak najszybciej poznać wszystkie potencjalne pułapki i starać się ich unikać (…) Bycie dobrym rodzicem nie oznacza, że wszystko musi być idealnie przez cały czas.”* *Cytat i fragmenty pochodzą z książki "Rodzicielstwo na etacie" Anity Cleare, Wydawnictwo Laurum, 2021 Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Wpadłaś/eś w szpony manipulatora/ki i nie umiesz się uwolnić. Chcesz odzyskać wolność i spokój. Wzięłaś na siebie za dużo obowiązków, jesteś mało asertywna, nie umiesz się z niczego cieszyć. Nie potrafisz panować nad emocjami, masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Brak Ci poczucia wartości i akceptacji. Zapraszamy Cię na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
|
JESTEŚMY NA FACEBOOKU:
POMAGAMY:
PISZEMY DLA WAS:
|