Psychologia przy kawie
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca
Obraz

Cieszmy się, że jesteśmy otoczeni miłością

10/30/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

To nie egoizm, to konieczność

10/29/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Wszystko może się zmienić

10/28/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

JAK MYŚLEĆ POZYTYWNIE

10/27/2021

0 Comments

 
Obraz

JAK MYŚLEĆ POZYTYWNIE

​Technik pozwolające budować pozytywne myślenie

​Pogoda była okropna. Niebo czarne od chmur, deszcz zacinał, wiatr wiał tak, że nie można było otworzyć parasola, aby ochronić się przed kroplami zacinającego deszczu. Do tego zimno. „I psa z domu w taką pogodę nie wygonisz” – mówimy tak czasami. I to był właśnie jeden z takich okropnych listopadowych dni. Wtedy w osiedlowym sklepiku spotkałam Gosię – naszą sąsiadkę. Wyszłyśmy razem na ten świat ogarnięty wichurą i rozpoczynającą się burzą. Gosia otworzyła drzwi, zrobiła pierwszy krok i z lekkim uśmiechem powiedziała bardzo wiarygodnie i przekonywująco: ”Życie jest piękne!”. Nie ukrywam, w pierwszym momencie zszokowało mnie to. Sprzeczność między otaczającym nas światem, a opinią Gosi była drastyczna. Ale co ważne, a czego jeszcze nie powiedziałam: Gosia na głowie – jak się domyślam bezwłosej – miała rodzaj chusty, turbanu. Chorowała na nowotwór. Miała przerzuty i trójkę dość małych dzieci w domu.
 
Stałam przez moment, nie wiedząc, co powiedzieć. Bo jak naprawdę można to skomentować? Dla mnie to był kolejny pracowity dzień, w kołowrocie obowiązków, zabiegania i kiepskiej pogody, od której wszystkiego się odechciewało. A przede mną stała wychudzona kobieta, bez makijażu, z chustą na głowie, z dość radosnym – jak na okoliczności – wyrazem twarzy, która na pewno bardzo chciała żyć i miała dla kogo. Wszystko, co mogłabym powiedzieć, wydawało mi się nie na miejscu. W końcu nie odniosłam się do jej słów, choć mocno mnie dotknęły. Przeszłyśmy kawałek, rozmawiając o jakichś mało istotnych sprawach. Cały dzień robiąc wszystkie zaplanowane rzeczy z listy, pamiętałam jej słowa „Życie jest piękne”. Normalnie narzekałabym, realizując połowę spraw, przy drugiej połowie - byłabym zdenerwowana, albo nieco wściekła. No i do tego nastrój psułaby mi ta paskudna pogoda. Tego dnia było jednak inaczej. Zaczęłam dopatrywać się w tych prozaicznych (nie ukrywajmy: czasami monotonnych i meczących) codziennych czynnościach – właśnie tego piękna. Zaczęłam myśleć inaczej.
 
Dlaczego to spotkanie i słowa Gosi wywarły na mnie tak duży wpływ? Oczywiście po pierwsze, usłyszałam je tak wyraźnie na zasadzie kontrastu, dysonansu – zupełnie nie pasowały do okoliczności i były sprzeczne z moim nastrojem tego dnia spowodowanym pogodą. Po drugie, uznałam pewnie Gosię za osobę niezwykle wiarygodną, swego rodzaju „eksperta życia”. Gdybym nie znała jej historii, nie wiedziała o jej chorobie i byłaby to nieznajoma – pomyślałabym pewnie, że to ktoś, delikatnie mówiąc, „dziwny”. Natomiast ktoś, kto może utracić życie (choć dzielnie i z całych sił o nie walczy) – wydał mi się wiarygodną osobą do mówienia właśnie o życiu. Taki ktoś „wie”, zmieniają się mu priorytety, wie, co naprawdę jest ważne. Zaczynają naprawdę cenić życie dopiero wtedy, gdy mogą je stracić.
 
Czy w naszej codzienności negatywnych myśli nie staje się z czasem coraz więcej niż pozytywnych i nawet sami nie zauważamy, jak się zmieniamy. Ogarnia nas marazm, brak chęci do życia, czarnowidztwo. Czasem dopiero opinia kogoś z boku zwraca nam uwagę i pokazuje, że się "pogubiliśmy", zaczęliśmy świat widzieć w czarnych barwach, gorzej się czuć, mniej robić. Dlaczego? Otóż nasze - wydawałoby się niewinne - myśli uruchomiły całą machinę, błędne koło. Otwierasz usta i płyną słowa zwątpienia, krytyki, niedowierzania. Braku wiary w siebie, w innych, w powodzenie działań. Czasami nawet nie otwierasz ust, a te same myśli rodzą się w Twojej głowie i wypierają w ten sposób myśli pozytywne, wpływając też na przekonania o nas samych i o świecie. Jeśli myślę np. "Nie mam prawdziwych przyjaciół", to zaczynam w sobie budować przekonanie "Jestem beznadziejna, nic nie warta, itd.", to z kolei wzbudza we mnie emocje, uczucia i niestety nie są one przyjemne. Osoba, która tak myśli o sobie i ma takie przekonania na swój temat jest smutna, przygaszona, zniechęcona. I niestety taki "stan ducha" przekłada się na jej działanie. Nie muszę chyba pisać, jak działa osoba w takim nastroju? Domyślicie się sami. W związku z tym: skoro mało robi, słabo działa (np. nie dzwoni do przyjaciół, nie umawia się z nimi, nie wychodzi) - nie zbiera pozytywnych doświadczeń, które mogłyby zmienić jej myśli. W związku z tym coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że nikt nie chce się z nią spotykać i że nie ma przyjaciół.
 
Natomiast pozytywnie myślący ludzie, mający pozytywne nastawienie do innych i całego świata żyją dłużej i są szczęśliwsi. Mówimy, że pozytywnym myśleniem "przyciągamy" innych pozytywnych ludzi i pozytywne doświadczenia. To nie "magia". Tak działa m.in. samospełniające się proroctwo - polegające na tym, że ludzie zachowują się tak, żeby ich oczekiwania się spełniły.
Obraz
„Pozytywne nastawienie do życia sprawia, że mamy więcej energii, bardziej wierzymy w swoje możliwości, a co za tym idzie – łatwiej osiągamy sukcesy. Zgodnie z badaniami optymiści żyją dłużej, mają niższy poziom kortyzolu we krwi i cieszą się lepszymi relacjami z innymi. Endorfiny, które produkuje nasz organizm w momentach szczęścia, są naturalną substancją przeciwbólową, sto razy silniejszą od morfiny. Bycie optymistą po prostu się więc opłaca.” *- przekonuje Mateusz Grzesiak w swoje najnowszej książce „Bądź skuteczny. 50 narzędzi rozwijających efektywność.”
​

Poniżej przedstawimy kilka technik, które pozwolą budować pozytywne myślenie, a które zaczerpnęłyśmy z wyżej wspomnianej książki. Stosując je, można ułatwić sobie sukces zawodowy i społeczny, być bardziej skutecznym w życiu codziennym i czuć się po prostu dobrze – jak pisze Mateusz Grzesiak.
 
Techniki pozwalające budować pozytywne myślenie:
 
1. Medytacja.
2. Zapisywanie pozytywnych doświadczeń.
3. Planowanie rozrywki.
3. Używanie pozytywnych wyrazów.
4. Afirmacje.
5. Ukierunkowywanie myśli.
6. Analiza błędów i wnioski.
7. Nagradzanie się za sukcesy.
8. Stosowanie zasady konsekwencji.
9. Zastanawianie się, co może pójść źle, i zabezpieczanie się.
10. Zastanawianie się, co może pójść lepiej.
11. Wizualizowanie sukcesu.
12. Pilnowanie swoich pozycji ciała.
13. Otaczanie się pozytywnymi symbolami.
14. Kwestionowanie dialogu wewnętrznego.
15. Odpuszczanie przeszłości.
 16. Robienie przerwy od social mediów.
17. Bycie wdzięcznym, uprawianie sportów, czytanie książek.
18. Zastanawianie się, jak rozwiązać problemy.
19. Rozglądanie się i zastanawianie, co jest dobre.
20. Nienarzekanie.
21. Pomaganie innym.
 
Pamiętajcie, że "pozytywne myślenie"  ma moc i zawsze jest dobry moment, by zacząć! Nie odkładaj tego na jutro ani nawet na za godzinę!
 
 *Fragmenty pochodzą z książki M. Grzesiaka "Bądź skuteczny", Wydawnictwo Onepress 
 
 
POLECAMY:
Obraz
KUPISZ TUTAJ>>


​NOWOŚĆ!
​

PREMIERA ODBĘDZIE SIĘ 27 LISTOPADA 2021!


Mateusz Grzesiak
"Bądź skueczny. 50 narzędzi rozwijających efektywnść osobistą i zawodową."

Wydawnictwo Onepress 
0 Comments

Nie zbliżę się na tyle...

10/26/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

To będzie piękny tydzień.

10/25/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Nigdy nie odejdzie

10/24/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

CZY WIESZ, JAK POMAGAĆ?

10/24/2021

0 Comments

 
Obraz

CZY WIESZ, JAK POMAGAĆ?

IZABELA CIEPLIŃSKA Cosmopolitan numer 7 lipiec 2019
Ekspert: Katarzyna Krakowska  PsychologiaPrzyKawie.pl

I
Z pomaganiem innym ludziom jest jak z pakowaniem walizki na wakacje. Im więcej włożysz, tym więcej wyjmiesz. Ale czasem chodzi tylko o to, by pokazać się w nowej kreacji...
 
Wyobraź sobie hipotetyczną sytuację: jedziesz z rodziną na wakacje nad morze. Bawicie się świetnie. Pływacie, nurkujecie, budujecie zamki z piasku, opalacie się, jednym słowem robicie wszystko to, co można robić na wakacjach nad morzem. Gdy pewnego dnia wraz z mamą i córką (lub synkiem) wypływacie na szerokie wody, wzbiera się sztorm. Z minuty na minutę przybiera na sile. Zaczynacie walczyć o życie. Prawdopodobnie wyjdziesz z tego cało, ale nie wiadomo, czy przeżyją twoja mama i dziecko. Możesz jedno z nich uratować. Kto to będzie? Mama czy dziecko? Trudne pytanie, prawda? Jak przekonali się naukowcy, którzy przeprowadzili to badanie opublikowane w Journal of Cross-Cultural Psycholog, Europejczycy i Amerykanie najczęściej wybierali dziecko, Azjaci - mamę. Jak tłumaczyli wybór? Dla pierwszych odpowiedź była oczywista - niesienie pomocy dziecku jest priorytetem. Ci drudzy uważali, że mama jest tylko jedna, dziecko można urodzić nowe. Ten eksperyment, który tak naprawdę miał pokazać różnice kulturowe, obnażył inną rzecz. Chociaż wszyscy lubimy pomagać, to często dokonujemy selekcji, komu pomożemy i dlaczego.


Dobre dobro

​Pewne chińskie powiedzenie mówi: jeśli chcesz być szczęśliwa przez godzinę - zrób sobie drzemkę, jeśli przez cały dzień - idź na ryby, jeśli przez cały rok - przygarnij spadek, jeśli przez całe życie - pomóż komuś. Pomaganie uszlachetnia i - jak mówi Jerzy Owsiak, twórca największej akcji charytatywnej w dziejach Polski, Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która w tym roku zebrała ponad 175 milionów złotych - „jest dziecinnie proste”. „Pomaganie otwiera nas na drugiego człowieka, na jego potrzeby, uczy wrażliwości i wyjścia z własnej perspektywy. Ofiarując innym pomoc, sami zyskujemy wiele. W przypadku osób empatycznych - łagodzą one swój wewnętrzny dyskomfort związany z patrzeniem na krzywdę drugiego człowieka. Nawet jeśli nie jesteśmy osobami wrażliwymi na potrzeby innych, pomagając, także dostajemy nagrodę. Po pierwsze, wzrasta nasza samoocena. Po drugie, zyskujemy podziw, aprobatę, szacunek, sympatię.
 
Jak pokazują badania, zachowania altruistyczne aktywują w naszym mózgu tzw. centra nagrody, odpowiedzialne m.in. za odczuwanie przyjemności. U osób pomagających można zaobserwować obniżone ciśnienie krwi, słabsze odczuwanie bólu, mniejsze prawdopodobieństwo zachorowania na depresję i zwiększenie szansy na wydłużenie życia. Osoby pomagające mają nie tylko lepszy nastrój, ale również dużo lepiej radzą sobie w sytuacjach zadaniowych i stresujących”, wyjaśnia psycholog Katarzyna Krakowska, współautorka bloga PsychologiaPrzyKawie.pl. Czy można chcieć więcej?
 
(Bez)Interesownie
 
Gdy w Paryżu płonęła katedra Notre Dame, w ciągu kilku godzin pojawili się trzej darczyńcy - François-Henri Pinault, Bemard Arnauld i rodzina Bettencourt Meyers, francuscy milionerzy, którzy chcieli swoim datkiem pomóc odbudować legendarną budowlę. Ale zamiast dowodów uznania dla swojej hojności, zostali przez wielu obrzuceni błotem. Dlaczego? Krytycy uznali, że nie była to pomoc bezinteresowna, tylko zagwarantowanie sobie ulgi podatkowej.
  
Poza tym pieniądze powinny trafić do najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących. A tymczasem poszły na odbudowę zabytku sakralnego, który powinien sfinansować Watykan. „Żałość i zazdrość”, powiedział Arnault. ,,W innym kraju dostalibyśmy gratulacje za taką pomoc”, dodał. Nie wiadomo, jaką motywacją kierowali się darczyńcy, ale wiadomo, że to ona nakręca nas do niesienia pomocy. Czy jednak zawsze pomagamy bezinteresownie? „Jedni pomagają, gdyż zależy im na >>niepieniężnej formie wynagrodzenia<<, by doceniono ich gest, czyli na swojej reputacji. Ważne jest dla nich, że inni usłyszą, że pomagają, np. zobaczą, że idą z żonkilem, co świadczy o tym, że złożyli datek na hospicjum albo ich nazwisko będzie wymienione wśród innych darczyńców, którzy ufundowali pomoce naukowe dla szkoły. Drudzy pomagają dla poprawy nastroju. Jeszcze inni pomagają, ponieważ chcą przeciwdziałać negatywnemu nastrojowi. Robert Cialdini opisał tzw. efekt ulgi, polegający na redukowaniu negatywnego nastroju poprzez działania przynoszące nam radość i satysfakcję. Czasami pomagamy, by zadośćuczynić, zagłuszyć wyrzuty sumienia”, mówi psychoterapeutka. Wreszcie są osoby, które pomagają, bo oczekują czegoś w zamian - „pomogę, bo będę mógł w przyszłości liczyć na pomoc tej osoby”. „Oczywiście są też osoby empatyczne, które pomagają, gdyż współczują osobom potrzebującym. Jest to związane z ich umiejętnością współodczuwania, wchodzenia w perspektywę drugiego człowieka. One są gotowe pomóc bez względu na konsekwencje podjętych działań, czyli nawet wówczas, gdy koszty przeważą zyski”, dodaje ekspertka. Brawo dla nich!
Obraz
​
​Dobry samarytanin
 
Ponad rok temu świat wzruszyła historia Johnny’ego Bobbitta, bezdomnego weterana, który oddał Kate McClure swoje ostatnie 20 dolarów na benzynę. Bidulka utknęła bez niej sama w nocy na autostradzie. Kobieta w formie rewanżu zorganizowała dla niego zbiórkę na GoFundMe. Zebrała 400 tysięcy dolarów. Ale bezdomny nie dostał prawie nic. Przeprowadzone śledztwo dowiodło, że cała akcja została sfingowana - Johnny i Kate oraz jej chłopak znali się wcześniej. Wszyscy czekają teraz na rozprawy. Ta przykra historia pokazuje, jak bardzo lubimy wzruszające akty pomocy. Do tego stopnia, że czasem wszyscy dajemy się oszukać. Przypomina to dawanie pieniędzy żebrakowi pod sklepem, chociaż wiemy, że przeznaczy je na alkohol, przez który stoczy się jeszcze bardziej. „Dając pieniądze bezdomnemu, wyświadczamy mu większą szkodę. Dajemy mu rybę, zamiast wędki, czyli uczymy wyciągania ręki, przyzwyczajamy do brania i tym samym nie motywujemy do pracy", mówi Katarzyna Krakowska. I dodaje: „Na naszą decyzję o pomaganiu wpływa oczywiście również świadomość, komu pomagamy. Wiele osób chętniej wpłaci datki na szczytny cel,  a nie na anonimowe dziecko w Afryce. Gdyby było to dziecko chociażby znane z imienia i nazwiska albo można by było obejrzeć jego zdjęcie, sprawa wyglądałaby zupełnie nie inaczej”.
 
Cegiełka do cegiełki
 
Niezależnie od tego, jaką  motywacją kierujesz się, pomagając innym, i w jakiej formie to robisz, musisz pamiętać, że nie każdy jest gotowy na pomoc. „Niektórzy uważają, że przyjęcie pomocy będzie świadczyło o ich słabości. Są też tacy, którzy obawiają się długu, który kiedyś przyjdzie im spłacić. Inni natomiast nie chcą przyznać się do porażki. Godząc się na pomoc, niejako przyznajemy się bowiem do tego, że pewne sprawy wymknęły się nam spod kontroli. Przyjęcie pomocy to obnażenie słabości. Branie jest bez dwóch zdań trudniejsze niż dawanie", mówi ekspertka. Jak więc pomagać i czerpać z tego przyjemność? Najlepiej, gdy fundamentem pomocy będzie pasja, dziedzina, która jest dla ciebie ważna. Jeśli czujesz, że chcesz pomagać bezdomnym zwierzętom w znajdowaniu im domów, lecz zupełnie nie widzisz siebie w pomocy dzieciom niepełnosprawnym, to jest to jak najbardziej OK. Forma pomocy też nie ma znaczenia - darowizna pieniężna nie musi być bardziej wartościowa od poświęconego czasu i zaangażowania. Szukaj organizacji, której cele są transparentne. Jak uważa Michael Norton, naukowiec z Harvardu: „Dawanie pieniędzy na określony cel przynosi więcej radości i satysfakcji niż pomoc w ciemno”. I najważniejsze -  nie oczekuj wdzięczności, ponieważ możesz się jej nie doczekać. Zamiast satysfakcji z niej pojawią się żal, złość i poczucie wykorzystania. „Nie bądźmy nadgorliwymi w pomaganiu. Nauczmy się stawiać granice, a przede wszystkim szacunku do siebie i akceptacji, abyśmy nie musieli przeglądać się w oczach innych, by czuć się dobrze”, dodaje Katarzyna Krakowska. Wiesz już komu i jak pomożesz?
​
Obraz
​Ekspert cytowany w artykule:
​Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie potrafisz być asertywna, nie możesz poradzić sobie z natłokiem myśli, targają Tobą emocje - skorzystaj z naszej wiedzy i doświadczenia! Zapraszamy Cie na porady on line! Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Aby nie stracić...

10/23/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

TO JESZCZE NIE TO

10/23/2021

0 Comments

 
Obraz

TO JESZCZE NIE TO

Złudzenie postępu hedonistycznego. Mity na temat szczęścia

​
Upalny lipcowy dzień. Piękne słońce, bezchmurne niebo. Wydawałoby się idylla, nic tylko zalec na leżaku i odpoczywać. Nikomu nie wydaje się, że w taki dzień można tak łatwo i po prostu – umrzeć. I że wystarczy do tego krótka chwila.
Paweł leżał na korcie. Rakieta tenisowa wypadła mu bezwładnie z ręki. Nie udało się go uratować, nie odzyskał przytomności. Rozległy zawał serca w wieku 41 lat. Przerwane życie, plany, a chciał przecież jeszcze tak wiele zrobić i osiągnąć. No właśnie – osiągnąć. Paweł osiągał całe życie. „Osiąganie” definiowało go, było jego motorem.

​Pochodził ze średniej wielkości miasta, kilkadziesiąt kilometrów od dużej metropolii, w której były kina, teatry, opera. Kafejki, w których widział ludzi popijających kawę, domy z ogrodami – po prostu życie, o jakim marzył. Kontrast był szczególnie duży, gdy wracał do swojego pokoju w małym mieszkanku rodziców na 9 piętrze wieżowca. Rodzice pracowali umysłowo, ale w domu się nie przelewało. Paweł uczył się dobrze. Chciał się wybić, opuścić miasteczko, w którym nie był szczęśliwy. Po nocach uczył się angielskiego. Rodziców nie stać było na prywatnego lektora, a w szkole uczyli kiepsko. 

W czasie wakacji zaczął jeździć do pracy za granicę, szlifował też wówczas język. Gdy zdał na studia, przeniósł się do swojej upragnionej i wyśnionej metropolii. Ale wcale nie przyniosło mu to szczęścia. Mieszkał w akademiku, dorabiał sobie, mimo iż studiował dziennie. Myślał „Muszę wynająć swoje mieszkanie, wtedy będzie lepiej”, więc pracował jeszcze ciężej. Spał po 5 godzin na dobę i cel osiągnął. Ale czy dało mu to szczęście? Nie poczuł go. Potrzebuję samochodu, wtedy będzie już dobrze. Najpierw był więc mały używany, z czasem samochody - większe i nowsze. I zawsze to samo, wiara, że kolejny, będący spełnieniem marzeń da wreszcie poczucie szczęścia. I ciągle nie był szczęśliwy. Spotkał Anię, piękną rudowłosą dziewczynę. Muszę ją zdobyć, z nią będę szczęśliwy…

Ludzie odbierali go jako człowieka niezwykle przedsiębiorczego, z głową do interesów. Kreatywnego, pomysłowego, który osiągnie wszystko, co sobie zamarzy. Lubili robić z nim interesy. Obracał się w środowisku zamożnych osób, ale oni cieszyli się jak dzieci, z tego, co posiadali. Byli szczęśliwi w swoim życiu, szczęśliwi z tego, co mają. A Paweł nie.

Zawsze uważał, że jego szczęście jest krok przed nim, za najbliższym zakrętem. Wystarczy jeszcze trochę się postarać i złapie je. Gdy wydawało się, że już je ma, trzyma w swych rękach, okazywało się, że to jeszcze nie to. Nowy samochód nie cieszył, tak jak wydawało się, że będzie cieszył. Chyba zbyt „zwykły” – myślał sobie. Kolejne mieszkania, wreszcie dom i ciągle poczucie, to jednak nie to. Ciągle nie czuł szczęścia. Chyba za niskie miałem wymagania, bo gdyby to był dom z basenem, to wtedy pewnie byłbym szczęśliwy. Ciągłe szarpanie się, wypruwanie sobie żył, bo „osiąganie” jest bardzo kosztowne, wymaga wysiłku, ciągłej walki. Eksploatuje i ciało i psychikę.

Paweł uległ złudzeniu, które w psychologii nazywamy „złudzeniem postępu hedonistycznego”, czyli fałszywe myślenie, że mogę być szczęśliwszy. Wydaje się nam, że jak posiądziemy więcej nowych, lepszych rzeczy, to będziemy szczęśliwsi. Myślimy sobie: osiągnę szczęście, gdy tylko „to” zdobędę: zawód, rzeczy materialne, kobietę swojego życia, itd. Osiągam to, a szczęście nie przychodzi, więc „podnoszę poprzeczkę”, kreuję kolejne rzeczy do zdobywania, bo przecież one przyniosą mi upragnione szczęście. Ilu znacie ludzi, którzy mówią: Jak wygram w totolotka, to wtedy będę szczęśliwy. A badania pokazują, że reguła jest raczej odwrotna, to szczęśliwi mają pieniądze, a nie pieniądze dają szczęście.

I nasza „podróż” zaczyna się znowu i trwa w nieskończoność. Bo jest właśnie złudzeniem. Uważamy, że szczęście jest gdzie indziej, nie w miejscu, w którym aktualnie jesteśmy.
 
Pamiętajmy, że to z gruntu fałszywe myślenie, pułapka, którą przyszykował dla nas nasz umysł i czasami po prostu może nam zabraknąć czasu, aby w tym całym „biegu” być szczęśliwym. Ulegniemy "złudzeniu postępu hedonistycznego", będziemy „szczęście” gonić, a ono z każdym naszym krokiem będzie się oddalać. Może zabraknąć nam czasu, żeby być szczęśliwym tu i teraz. Bo właśnie teraz jest nasz "ciepły, słoneczny, szczęśliwy dzień"! ​ Nawet jeśli za oknem deszczowa jesień.
​
​Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Wzięłaś na siebie za dużo obowiązków, jesteś mało asertywna, nie umiesz się z niczego cieszyć. Nie potrafisz panować nad emocjami, masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Brak Ci poczucia wartości i akceptacji.  Zapraszamy Cię na porady on line.  Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
Obraz
0 Comments

Siła i pięko kobiety

10/22/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Kobieta i mężczyzna

10/22/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Bez względu na to, co się wydarzy

10/21/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Dobry nastrój na cały czwartek

10/21/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

TO NIE JEST MIŁOŚĆ

10/20/2021

0 Comments

 
Obraz

TO NIE JEST MIŁOŚĆ

Relacje małżeńskie. Nadopiekuńczy Rodzic i Nieporadne Dziecko

Oczy przecierała ze zmęczenia. Litery na ekranie monitora rozmazywały się.  Nie miała już sil. Od dwóch miesięcy godzi pracę, opiekę nad dziećmi i doglądanie chorego ojca z poszukiwaniem pracy dla Maksa. Ledwie żyje. Odczuwa, że brakuje jej sił, ale musi…

Zawsze perfekcyjna. W pracy wszystko dopięte na ostatni guzik, dzieci zadbane, dom, który bez problemu przeszedłby  test białej rękawiczki. Otwarta na innych, gotowa do poświęceń, niestawiająca granic.

Czy Ania musi szukać pracy dla Maksa? Czy musi zawsze o wszystkich i za wszystkich myśleć?  Czy sama nie wykreowała takiej sytuacji ? Zawsze odpowiedzialna, od dziecka starała się być „bohaterem”. W domu rodzinnym opiekowała się młodszym rodzeństwem, dawała im poczucie bezpieczeństwa, dbała o ich potrzeby, bo było jak było… Ojciec alkoholik, ciągłe awantury,  mama cierpiąca na depresję. Ania brała na siebie odpowiedzialność za wszystkich, dźwigająca świat na swoich ramionach.

Gdy poznała Maksa zrozumiała, że jest mu potrzebna. Cudowny, inteligentny, ale taki zagubiony. Koleżanki określały go jako Piotrusia Pana, Wiecznego Chłopca, a Ania uważała, że to niesprawiedliwe. Doskonale rozumiała, czego brakowało w jego dzieciństwie. Ich domy przecież były  takie podobne, choć  różne…

Mama Maksa, gdy poznała jego ojca zakochała się bez pamięci. Ciąża pokrzyżowała jej ambitne plany. Dziewczyna, która ze wsi przyjechała do miasta i konsekwentnie dążyła do celu, nagle musiała zrezygnować  z wszystkiego o czy marzyła.  Szalona miłość stanęła na jej drodze. Obiekt  westchnień nie miał ambicji.  Co prawda oczarowany dziewczyną, zaakceptował myśl o ślubie i dziecku, ale nie potrafił się w tej sytuacji odnaleźć. Gdy dotarło do niego, co się wydarzyło w jego beztroskim  życiu, zaczął z niego uciekać. Koledzy, alkohol, hazard, kobiety… Mama Maksa początkowo chlipała w poduszkę, potem zaczęła myśleć o sobie. Dziecko podrzucała rodzicom na wieś, a sama dużo podróżowała, nawiązywała wiele relacji towarzyskich. Dla Maksa w życiu rodziców nie było miejsca. Matka  widziała w nim kogoś, kto pokrzyżował jej ambitne plany. Nie  dawała mu miłości, opieki, poczucia bezpieczeństwa.

Ania i Maks odnaleźli się w życiu, by zaspokoić wzajemnie swoje potrzeby. Ona mająca chęć opiekowania się, on szukający kogoś kto dałby mu, to, czego nie zaznał w dzieciństwie. Dziecko i Rodzic. Relacja małżeńska, która przypominała relacje nieporadnego dziecka i nadopiekuńczej matki. Matki, która  wiecznie czuwa, opiekuje się, wyręcza, szuka pracy, ratuje z potrzasku, ale i kontroluje. On z kolei oczekujący opieki, a  w zamian tracący niezależność, poddający się ciągłej kontroli , a w ten sposób dający żonie satysfakcję. Przecież dzięki niemu może o sobie powiedzieć: gdy nie ja… Dlaczego weszli w takie role?

Człowiek, który w domu rodzinnym nie zaznał poczucia bezpieczeństwa i opieki albo będzie  podobni jak Maks szukał partnera, w którego ramionach znajdzie to, czego zabrakło w dzieciństwie albo będzie projektował tę potrzebę na drugiego człowieka,  i tak Ania stanie się osobą nadopiekuńczą, co w relacji małżeńskiej będzie wyglądało wręcz wygląda wręcz groteskowo.

Czy wyjście z takiego związku jest możliwe? Oczywiście, ale tylko wówczas, gdy jedna ze stron „zbuntuje się”  i w sposób dojrzały spojrzy na swoje  życie, rozumiejąc, że bycie kontrolowanym, bądź bycie wykorzystywanym, to nie miłość. Ale nie jest to proste, gdyż potrzeby, które partnerzy zaspakajają w tych chorych związkach powodują, iż czują się w nich dobrze, pomimo, iż dla ludzi z zewnątrz ta relacja  nie przypomina miłości.

Imiona i okoliczności zostały zmienione tak, aby uniemożliwić identyfikację realnych osób.

​
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
​Jeżeli nie potrafisz poradzić sobie z przeszłością, chcesz zacząć inaczej reagować, wchodzić w zdrowe relacje - pomożemy Ci. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie
Obraz
0 Comments

Poczekać warto

10/19/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Przytulmy się

10/18/2021

0 Comments

 
Obraz

PRZYTULMY SIĘ

Reakcje naszego ciała i umysłu na przytulanie

​To, że przytulanie jest ważne dla rozwoju dzieci, wiedzą wszyscy. Mamy tulą niemowlęta, noszą na rękach (ostatnio stało się także modne noszenie w chustach), przytulają do piersi. Z wiekiem jednak powoli o tym zapominamy, a okazuje się, że i dla dorosłych przytulanie jest ważne. „Powinniśmy być przytulani 4 razy dziennie by przeżyć, 8 razy dziennie, żeby zachować zdrowie i 12 razy, żeby się rozwijać” – piszą Jack Canfield i Mark Victor w książce „Zrób to, o czym marzysz”. Dzięki dotykowi, przytuleniu zachodzą w osobach przytulanych zmiany: obniża się ciśnienie krwi, zwiększa się odporność, zwalnia oddech, obniża się poziom kortyzolu - hormonu stresu, wydziela się oksytocyna – naturalny antydepresant.

Do tej pory mówiłyśmy o tym, jak ludzie wpływają na siebie – o perswazji, wpływaniu na czyjeś poglądy, a tymczasem okazuje się, że - tak wydawałoby się prostą sprawą jak przytulenie - możemy także wpływać na ciało drugiego człowieka (a przy okazji też swoje).

Badania pokazały, że pary, które się często przytulają są bardziej zadowolone ze związku. Łączy ich głębsza więź emocjonalna. Przytulanie wpływa na zwiększenie wzajemnego zaufania. Pary, które dużo się przytulają mają większą szanse na stworzenie trwałego wieloletniego związku. W badaniach wykazano, że u mężczyzn wyższy poziom oksytocyny, która wytwarza się w czasie przytulania, powoduje, że są mniej skłonni do zdrady.
​
Przytulanie nie tylko wyraża czułość, ale także zwiększa poczucie bezpieczeństwa oraz poczucie pewności siebie i swoich umiejętności. Dzięki przytulaniu możemy się poczuć zrelaksowani, ukoić emocje. Przytulanie też potrafi ułatwić zasypianie. To tylko niektóre z potencjalnych korzyści.

Niestety współcześnie dotyk kojarzy się nam źle. Wszędzie dopatrujemy się podtekstów seksualnych i w związku z tym dotyk, przytulanie jest ograniczany w wychowaniu, czy wręcz piętnowany. W konsekwencji często dorośli realizują tę niezaspokojoną potrzebę w pożądaniu seksualnym, zaczynają szukać substytutów, którymi mogą być np. kompulsywne jedzenie, czy właśnie seks bez psychicznej bliskości. Badacze donoszą, że z powodu braku dotyku najczęściej cierpią mieszkańcy dużych miast pracujący w wielkich odhumanizowanych korporacjach, z ograniczoną liczbą znajomych, czujący się samotnie. Takie osoby, albo takie, które akurat w danym momencie swojego życia nie mają za bardzo bliskich, do których mogliby się przytulić, mogą tulić swoje zwierzaki. To także przynosi korzyści.

Jeśli więc chcemy poprawić komuś nastrój, bo jest smutny, wesprzeć go, pocieszyć, dodać wiary we własne siły – poklepmy go choć po ramieniu, albo w bliższych relacjach – przytulmy serdecznie. Nie bójmy się tego. Nie zawsze potrzebne są słowa.
​
Ściskamy Was wszystkich bardzo mocno!
​
​Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Dla ważnych spraw znajdziesz czas

10/17/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Kochajcie siebie!

10/16/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Czy umiem powiedzieć dość?

10/14/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Każdy ma prawo...

10/13/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Nie będzie miało znaczenia...

10/12/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Jakiej odwagi potrzebujesz?

10/11/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

KOCHANA CÓRECZKA

10/10/2021

0 Comments

 
Obraz

KOCHANA CÓRECZKA

Choroba w rodzinie, chore dziecko a relacje małżeńskie

„Musisz się trochę zdystansować i zachowywać normalnie. Wiadomo, że wkrótce wszystko się zmieni, ale do tego czasu nie możesz stać się więźniem we własnym domu. Idź i rób to, na co masz ochotę. Ona potrzebuje ciebie zdrowej na ciele i umyśle.”*
 
Nikt od wielu lat nie zapytał o to, jak się czuję. A ja coraz bardziej z każdym dniem miałam poczucie, że przestaję istnieć. Choroba Marysi spowodowała, że przez nasze dotychczasowe życie przeszło tornado. Czy przez nasze życie…? Od momentu diagnozy odnosiłam wrażenie, jakbym to tylko ja musiała zmagać się ze skutkami tego kataklizmu. Tamten moment, ta jedna chwila spowodowała, że nic już nie było takie samo. Po etapie niedowierzania, buntu, złości, załamania, przyszedł czas, w którym na nowo uczyłam się żyć. Ale uczyłam się żyć, siłując się sama z rzeczywistością, która nie była dla mnie łatwa. A ja czułam, że moi bliscy oddalają się ode mnie każdego dna. A może to ja oddalałam się od nich…?

Gdy wracam myślami do wcześniejszych lat naszego małżeństwa, nie mogę uwierzyć, że byłam kiedyś tak bardzo szczęśliwa. Pamiętam doskonale, jak wówczas wyglądało nasze życie. Byliśmy nierozłączni. Nie wyobrażaliśmy sobie dnia spędzonego bez siebie i nie było spraw, z którymi nie moglibyśmy sobie poradzić. Szukałam tej wewnętrznej siły, ale kosztem siebie i innych, natomiast z ich strony nie czułam wsparcia. Nasz dom w momencie pojawienia się w nim choroby dziecka stał się chory. Cały jako organizm zaczął źle funkcjonować. Wówczas tego nie dostrzegałam, bo byłam skupiona jedynie na Marysi.

Dzisiaj wiem, że wewnętrzna siła nie polega na siłowaniu się z życiem. Nie polega na dźwiganiu wszystkiego na własnych barkach. Przez wiele lat nie mogłam tego pojąć. Nie przyjmowałam tego do wiadomości. Skoncentrowałam się na małej istotce, której choroba  z dnia na dzień zamieniła życie naszej rodziny w piekło. Stawałam na palcach, nie przyznawałam się do swoich słabości, nie myślałam o własnych potrzebach. Dzisiaj zdaję sobie sprawę, że walcząc o Marysię, straciłam męża, dzieci i samą siebie.

Choroba dziecka powoduje, że kobiety odnajdują w sobie niezwykłą siłę wewnętrzną, ale nie zdają sobie sprawy, że ta wewnętrzna siła to nie siłowanie się z życiem. To nie wystawienie siebie na próbę.  Można być dzielną, silną, ale nie igrać z ogniem. Aby umieć zmagać się z tym, co przynosi życie, należy przede wszystkim zauważać każdego dnia siebie i swoje potrzeby. Pozwolić sobie na to, aby być ważną dla siebie samej. By pozwolić innym na niesienie sobie pomocy, by umieć okazywać swoją słabość, przyznawać się do emocji i łez, by nie dopuścić do osamotnienia emocyjnego w rodzinie.
 
„Wiedziała, że Nick chciał od niej więcej i że Kaycee tak samo chciała mieć ją częściej w swoim życiu. Wszyscy chcieli od niej więcej, ale Theo zabierał wszystko, co miała, włącznie z miłością tak głęboką i kompletną, że czasami nie mogła oddychać, gdy patrzyła na jego anielską buzię. Przez lata bycia jego matką miewała chwile, gdy nie odnajdowała się w tej roli. Były to okropne, mroczne momenty, gdy żałowała, że nie ma przestrzeni i czasu dla samej siebie, żeby odetchnąć i niczym się nie martwić. Po takich chwilach zawsze pracowała z nim znacznie intensywniej, kochała go jeszcze bardziej, poświęcała mu jeszcze więcej czasu. Magia domku w górach zniknęła, ale wracali tam co roku, mimo że oddalali się z mężem od siebie. Nigdy jednak nie sądziła, że ich relacje popsują się bardzo, że zrobi to, co zrobiła.”**
 
Walka o dziecko, dostrzeganie tylko jego potrzeb, powoduje, że bardzo często matki nie zauważają rozpadu rodziny i rozsypki samej siebie. Choroba jednej osoby powoduje bowiem, że dom jako cały układ rodzinny staje się chory. Pojawiają się sprzeczne emocje w stosunku do osoby bliskiej. Miłość przeplata się z nienawiścią, a poczucie krzywdy z poczuciem winy. Sytuacja ta wymaga odwagi, by przyznać się do swoich emocji, by przyznać się do tego, co czujemy. Zatrzaskiwanie emocji powoduje zaburzenie relacji, a czasem prowadzić może do tragedii. Przewlekła choroba jest stresem zarówno dla samego dziecka, jak i jego bliskich. Wymaga ona od poszczególnych członków rodziny i rodziny jako całości stosowania mechanizmów psychologicznego radzenia sobie z emocjami i stresem.
 
Ostatnio do moich rąk trafiły dwie niezwykłe książki, dzięki którym czytelnik może wejść w codzienne zmagania dwóch kobiet, które stają przed egzaminem z życia w obliczu choroby swoich dzieci. Dwie kobiety - żony, matki, które stawiają czoła chorobom swoich dzieci. Pomimo iż jednej syn jest autystykiem, a drugiej córka cierpi na rzadką chorobę genetyczną oczu, łączy je wiele. Determinacja w walce o dziecko jedną i drugą może zapędzić w ślepy zaułek. Do czego są zdolne? Czy dla dobra dziecka poświęciłyby życie i miłość do osób, które kochają? To książki o najtrudniejszych wyborach i zachowaniach, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, dopóki się w danych traumatycznych sytuacjach nie znajdziemy.  
 
 *Fragment pochodzi z książeki A. Ragsdale "Kochana córeczka", Wydawnictwo Filia 
 **Fragment pochodzą z książki N. Trope "Gdzie jesteś synku", Wydawnictwo Filia 
POLECAMY: 
Obraz

NOWOŚĆ:

A. Ragsdale
"Kochana córeczka"

Wydawnictwo Fila

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 29 WRZEŚNIA

Czytaj więcej>>
Obraz

​NOWOSĆ: 

N. Trope
:"Gdzie jesteś synku?"

Wydawnictwo Filia


PREMIERA ODBĘDZIE SIĘ 13 PAŹDZIERNIKA

Czytaj więcej>>

​


0 Comments

Każdy idzie inną drogą

10/9/2021

0 Comments

 
Obraz
0 Comments
<<Previous
Forward>>
    JESTEŚMY NA FACEBOOKU:

    POMAGAMY:
    Obraz
    Kliknij i sprawdź

    PISZEMY DLA WAS:

    Obraz
    Katarzyna Krakowska
    Obraz
    Joanna Kotarska

    REKLAMA:
    piszcie do nas na adres: 
    ​[email protected] 
    ​

​Strony:  1   2   3   4   5   6   7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  67  68  69  70  71  72  73  74  75  76  77  78  79  80  81  82  83  84  85  86  87  88  89  90  
​

Powered by Weebly
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca