Psychologia przy kawie
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca
Obraz

Dzieciństwo źródłem pozytywnych wspomnień

7/19/2023

0 Comments

 
Obraz
Powiązany post: 
​​PRZEJMIJ KONTROLĘ! (psychologiaprzykawie.pl)
POLECAMY: 
Obraz
Tekst przycisku
​NOWOŚĆ! 

Joy Langley

"Jak pokonać stres"

Przełożył Michał Zacharzewski

Wydawnictwo RM

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym
0 Comments

Ludzie nie rozumieją nas

7/18/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Sposób na stres

7/17/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Milczenie czasami jest...

7/16/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Podaruj mi swój czas

7/14/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

PRZEJMIJ KONTROLĘ!

7/12/2023

0 Comments

 
Obraz

PRZEJMIJ KONTROLĘ!

Jak zarządzać stresem?

Utrata pracy przez Maćka spowodowała, że znaleźli się z Kingą niemal na krawędzi. Tego się kompletnie nie spodziewali… Trudności finansowe przerosły ich małżeństwo. Próbowali dać radę na tym zakręcie życiowym, ale nie udało im się wspólnie wydostać na prostą. Brak pieniędzy, lęk o kolejny dzień powodowały coraz to większą frustrację i wzajemne obwinianie. Sprawy błahe nagle zaczęły urastać do kolosalnych rozmiarów. Pomimo że Kinga robiła wszystko, co w jej mocy, aby utrzymać finansowo dom, biorąc na siebie dodatkowe zlecenia, zajęcie się w tym czasie domem i dziećmi było ponad siły Maćka. Nawet życzliwe gesty ze strony przyjaciół odrzucał, uważając, że brakuje im taktu i wtrącają się w nieswoje sprawy. Rozwiedli się na jednej sprawie, kulturalnie, bez prania brudów, bo i  takich w ich życiu nie było. Utrata pracy i w konsekwencji trudności finansowe niestety ich przerosły.
 
Na Antka choroba przyszła niespodziewanie. Wkradła się w jego poukładane życie jak złodziej, który chciał ograbić z tego, co dla niego było najcenniejsze. Kiedy usłyszał z ust lekarza diagnozę, nogi się pod nim ugięły… Choroba odcisnęła bolesne piętno nie tylko na małżeństwie, ale i na całej rodzinie. Poukładany system, w którym wszystko chodziło jak w szwajcarskim zegarku, został gwałtownie rozregulowany. Pobyty w szpitalu, fatalne samopoczucie, lęk o życie, ciągła niewiadoma i kwestie organizacyjne dotyczące domu oraz dzieci… Totalne trzęsienie ziemi, z którego jednak wyszedł on i jego rodzina obronną ręką.
 
Telefon, który odebrała Julka od rzekomej kochanki, mógł być początkiem końca ich związku. Ale ona nie robiła awantur, nie pakowała mężowi walizek, nie dzwoniła do prawnika. Spokojnie przeanalizowała sytuację, porozmawiała z mężem i wspólnie doszli do tego, kto i z jakiego powodu chciał ich szczęśliwe małżeństwo zniszczyć. Nie była naiwna, nie dała sobie oczu zamydlić. Wiedziała dobrze, że mąż, mając coś na sumieniu, może zrobić wszystko, by uwierzyła w jego wersję zdarzeń. Natomiast nie straciła zdrowego rozsądku i nie przekreśliła pod wpływem emocji relacji, którą budowali wspólnie latami. To była gorzka pigułka, którą musieli przełknąć. Ale zdarzenie to pokazało im, że nie muszą bać się żadnej życiowej burzy.
 
Wielu z nas przeżyło śmierć osoby bliskiej albo drżeliśmy o zdrowie swoje bądź osób, które kochamy podobnie jak Antek, większość z nas zdawała różne egzaminy, niektórzy tracili pracę tak jak Maciej albo podejmowali niełatwe życiowe decyzje jak Julka, jeszcze inni przechodzili przez trudne drogi rozwodowe, część z nas przeprowadzała się do innego mieszkania, a czasem innego miasta, a nawet kraju… Lista wszystkich czynników powodujących stres może być długa i nie ma możliwości, by wyeliminować je z naszego życia. Wszyscy się od czasu do czasu stresują. Nie istnieje życie bez stresu. Jest on częścią naszego życia. Natomiast można nauczyć się nim zarządzać.

Oczywiście czynniki powodujące stres są mniejszego i większego kalibru. Czasem mamy do czynienia z wielkim stresem - np. śmiercią albo ciężką chorobą bliskiej osoby. Na co dzień natomiast towarzyszy nam wiele drobnych stresów, jak na przykład ból zęba, kłótnia z mężem, konflikt z koleżanką z pracy, które potrafią uprzykrzyć nam życie. Stresory zaburzają naszą równowagę, czyli stan homeostazy. Każda zmiana w naszym życiu, a tych zmian zarówno negatywnych, jak i pozytywnych jest wiele, powoduje reakcję organizmu zwaną stresem. Nawet te oczekiwane przez nas zmiany, jakimi jest narodzenie dziecka, przeprowadzka czy podróż, związane są ze stresem. Nie mówiąc o zmianach, które nas zaskakują w niemiły sposób. I o tyle, o ile pewien optymalny poziom stresu jest niezbędny dla naszego efektywnego funkcjonowania, zbyt wysoki powoduje napięcie, trudności w obszarze funkcjonowania poznawczego, powoduje fizyczne wyczerpanie i spadek refleksu.

Co w takim razie możemy zrobić? Albo usunąć przyczyny stresu, albo walczyć z jego objawami, czyli napięciem psychicznym (niemożnością poradzenia sobie z problemami, a także niemożnością zaprzestania rozmyślania o problemie) oraz napięciem fizycznym (np. problemami ze snem, poczuciem zmęczenia, znużenia, bólami mięśni)? A może jest jeszcze inne wyjście? Przecież przyczyn wszystkich nie wyeliminujemy, a koszty, jakie są związane z objawami stresu są czasem bardzo wysokie. Co można zrobić, aby nauczyć się z nimi żyć tak, by nie tracić zdrowia i energii? Może warto się z nimi niejako zaprzyjaźnić, oswoić je.

„Reakcja stresowa naszego organizmu jest instynktowna i stanowi element mechanizmu walki lub ucieczki. Pozwala ocenić zagrożenie i podjąć odpowiednie działania w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa. Niekiedy stres bywa motywujący, ułatwia rozwiązanie pewnych spraw i osiąganie zamierzonych celów. Sygnalizuje, kiedy prosić o pomoc, a kiedy unikać nadmiernego wysiłku. W najgorszym przypadku zaczyna człowiekowi przeszkadzać. Stajesz się wówczas nadmiernie świadomy swoich stresorów i nie potrafisz sobie z nimi poradzić.”*

Co zatem należy zrobić? Przede wszystkim, o czym pisze w swojej książce „Jak pokonać stres” Joy Langley:

✔ umieć zidentyfikować stresory pojawiające się w twoim życiu, zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne;
✔ wiedzieć, jak na nie reagujesz - fizycznie, psychicznie i behawioralnie;
✔ rozumieć, jak zmniejszyć wpływ wyzwalaczy i unikać przekraczania progu tolerancji stresu;
✔ być w stanie wdrożyć rozmaite strategie radzenia sobie ze stresem w momencie pojawienia się objawów.
 
Poniżej prezentuję jedno z ćwiczeń z książki Joy Langley. Zachęcam do jej przeczytania. Jestem pewna, że zmieni się Wasza optyka, zaczniecie wprowadzać do swojego życia praktyczne strategie radzenia sobie ze stresem i dzięki temu Wasze życie stanie się spokojniejsze, dające większą energię do rozwoju i smakowania życia.

ĆWICZENIE: Zachowaj otwarty umysł

Już sama zmiana sposobu myślenia o stresie może poprawić twoje samopoczucie. W tym ćwiczeniu zmienisz oparte na strachu przekonanie, że stres „może zabić”.

✔ Otwórz swój zeszyt i na nowej stronie zapisz „Stres jest naturalną częścią życia”. Następnie wsłuchaj się w siebie. Zgadzasz się z tym czy nie?

✔ Przeczytaj wprowadzenie i upewnij się, że rozumiesz cel reakcji stresowej i wiesz już, dlaczego jest ona ważna.

✔ Spójrz wstecz na swoje życie. Zanotuj trzy–cztery sytuacje, podczas których twoją reakcję stresową wywołało realne zagrożenie. Następnie zapisz tyle samo sytuacji, w których pomimo reakcji stresowej – choć nie było ci łatwo – działałeś dalej (i przyniosło to pozytywne rezultaty). Możesz również opisać sytuacje, podczas których martwiłeś się czymś, co okazało się ostatecznie wytworem twojej wyobraźni. Zjawisko to nazywa się ruminacją.

✔ Użyj wyobraźni. Przy każdym opisanym wydarzeniu określ przydatność lub
​ reakcji stresowej (czyli jej konsekwencje).

✔ Powtarzaj sobie, że możesz to zmienić (w końcu nie jesteśmy już łowcami mieszkającymi w jaskiniach!). Ludzie mają łatwość dostosowywania się do nowej sytuacji. Zanim wynaleźliśmy żarówkę, uważaliśmy świece za wystarczająco dobre, a zanim skonstruowaliśmy samochody, wozy zaprzęgnięte w konie umożliwiały nam podróżowanie z punktu A do punktu B. Ile dowodów na postęp cywilizacyjny przychodzi ci do głowy? Zwłaszcza takich, z których się cieszysz (bo były to korzystne zmiany)?

✔ Otwórz umysł na nowe możliwości. Opanowanie tego może wymagać czasu i ćwiczeń. W pewnym momencie zauważysz, że kiedy jedne drzwi się zamykają, inne mogą sią otworzyć. Wówczas zaczniesz przejmować kontrolę nad swoją przyszłością. 
 
*Fragmenty pochodzą z książki "Jak pokonać stres" J. Langley, Wydawnictwo RM, 2023

POLECAMY: 
Obraz
KUPISZ TUTAJ>>

NOWOŚĆ! 

Joy Langley

"Jak pokonać stres"

Przełożył Michał Zacharzewski

Wydawnictwo RM

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym
0 Comments

Jutro będą nowe możliwości

7/11/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Stres to alarm

7/10/2023

0 Comments

 
Obraz

JAK POKONAĆ STRES

 Fragment książki "Jak pokonać stres" J. Langley. 

Dzisiaj dzięki życzliwości Wydawnictwa RM publikujemy fragment z książki "Jak pokonać lęk", której autorem jest Joy Langley, a przetłumaczona została przez Michała Zacharzewskiego. 

"Przyczyny ewoluowania reakcji stresowej
Dwa miliony lat temu nasi przodkowie mieli nieskomplikowane potrzeby: zależało im na wyżywieniu, schronieniu i cieple. Zdobywanie żywności pochłaniało ogromne ilości czasu i niosło ryzyko kontuzji lub śmierci. W efekcie reakcja stresowa ówczesnych ludzi ewoluowała, pomagając im radzić sobie z niebezpieczeństwami występującymi podczas polowań. Reakcja na zagrożenie lub stres zmieniała biologię i fizjologię ludzkich organizmów, tworząc maszynę nastawioną na przetrwanie: jeść lub być zjedzonym, walczyć lub uciekać! Serce pracowało szybciej, ciśnienie krwi rosło, wątroba uwalniała glukozę zapewniającą energię potrzebną kończynom do pracy. Ciało pociło się, aby zapobiec przegrzaniu, żołądek bulgotał i wyłączał się. Łowca mógł nawet zwymiotować lub mieć ochotę <<wyjść za potrzebą>>. Czy ten opis przypadkiem nie brzmi znajomo?
Ewolucja to długotrwały proces, dlatego w kryzysowej sytuacji wciąż wdrażamy reakcję walki lub ucieczki. Współczesne stresory nie wiążą się z takim zagrożeniem jak atak drapieżnika, ale nasze organizmy reagują tak samo. Hormony aktywowane przez stres (o których jeszcze napiszę) dostarczają dodatkowej energii, zwiększają siłę fizyczną, ułatwiają skupienie się i zachowanie czujności. Tyle tylko, że zastąpiliśmy dzikie zwierzęta codziennymi kłopotami – chorobą dziecka spadkiem prędkości internetu, zapomnianym rachunkiem, koniecznością wygłoszenia prezentacji na uczelni lub w pracy, wreszcie spadkiem polubień w mediach społecznościowych.
 
Pięć reakcji na zagrożenie
Mózg został tak stworzony, aby w dynamiczny sposób reagować na zmiany stanu emocjonalnego. W jego centrum znajduje się układ limbiczny, który można nazwać <<emocjonalnym ośrodkiem strachu>>. Co ciekawe, posiadają go również zwierzęta i od tysiącleci pomaga on im przetrwać. Kiedy pojawia się zagrożenie, ośrodek ten bierze górę nad racjonalnym myśleniem i dba o to, aby przygotować ciało na walkę o przeżycie, przynajmniej do czasu ustąpienia niebezpieczeństwa. Reakcja na zagrożenie może być wywołana przez strach, poczucie osaczenia, opuszczenia, braku bezpieczeństwa, braku wysłuchania lub wsparcia, degradacji lub braku uznania. Oczywiście nie wszystkie te sytuacje zagrażają życiu.
Walka lub ucieczka to dwie podstawowe reakcje na zagrożenie. W rzeczywistości istnieje pięć tego typu reakcji: walka, ucieczka, zamrożenie (paraliż), zasłabnięcie i uległość.
Reakcja zamrożenia powoduje tymczasowy paraliż ciała. Zachowujemy się wówczas jak królik, na którego pada światło reflektora. Czujemy się odrętwiali i zziębnięci, ograniczamy lub wręcz wstrzymujemy oddech, ponadto wyłączamy część procesów myślowych, co powoduje dysocjację (oderwanie od otoczenia) i utrudnia zapamiętywanie. W ten sposób ciało próbuje się chronić, szczególnie podczas traumatycznego wydarzenia. Jednocześnie układ nerwowy zmienia się ze współczulnego (reakcja walki lub ucieczki) we przywspółczulny (odpoczynek). Aby wyrwać się z tego stanu, możemy spróbować potrząsnąć ciałem tak, jak robią to zwierzęta. To dobry sposób na uwolnienie spiętrzonej energii i zresetowanie układu nerwowego.
 
Czwartą reakcją na traumę jest zasłabnięcie. Jeśli zamrożenie nie pomogło, umysł i ciało całkowicie się wyłączają. W efekcie mięśnie wiotczeją, kończyny stają się bezwładne, tracisz przytomność i przewracasz się na ziemię.
 
Istnieje wreszcie reakcja stresowa polegająca na uległości. Oznacza ona próbę zadowolenia, udobruchania lub schlebiania zagrożeniu i zbudowania w ten sposób ochronnej więzi z wrogiem (w celu utrzymania się przy życiu).
Walka, ucieczka i uległość to aktywne reakcje na stres, zamrożenie i zasłabnięcie to reakcje pasywne. Wszystkie są pomocne, to znaczy w teorii umożliwiają przetrwanie. Zwiększają szansę na wydostanie się z opresji i opowiedzenie o niej światu.
 
Troszcz się i przyjaźnij
Nie wszystkie stresory stanowią zagrożenie dla życia. Czy istnieje zatem alternatywa wobec reakcji walki lub ucieczki? Tak, to „troszcz się i przyjaźnij”. W 1994 roku doktor Stephen Porges stworzył ewolucyjną teorię, która wyjaśniała, dlaczego w obliczu zagrożenia instynkt podpowiada zaangażowanie społeczne. Teoria poliwagalna zwróciła uwagę na uspokajającą rolę oksytocyny, która wydziela się w odpowiedzi na stres i traumę. Ścieżki neuronowe w nerwie błędnym regulują proces autonomiczny (to automatyczny proces organizmu kontrolowany przez układ nerwowy) i zachęcają do pozytywnych zachowań społecznych.
 
Na początku XXI wieku naukowcy zaczęli przyglądać się temu bliżej. Doktor Shelley E. Taylor ukuła w 2006 roku frazę „troszcz się i przyjaźnij”, określając dzięki niej możliwą reakcję na stres. Otóż ludzkie ciąże trwają relatywnie długo i rodzi się z nich niewiele dzieci, a każde z nich potrzebuje uważnej opieki od pierwszych chwil życia. Nie potrafią biegać dostatecznie szybko, aby uciec przed drapieżnikami, nie są też wystarczająco silne, aby obronić się przed ich atakiem. Chroni je silny instynkt macierzyński, połączony z siecią relacji obejmujących rodzinę i przyjaciół. To zmniejsza stres i niepokój wewnątrz grupy i jest przykładem ewolucyjnego przystosowania się ssaków, w tym ludzi, do walki z zagrożeniami.
 
W obliczu zagrożenia, kiedy klasyczna reakcja obronna jest niemożliwa, redukujemy stres dzięki opiece, pielęgnacji i trosce o słabych i bezbronnych. Ponadto gromadzimy zasoby i zaprzyjaźniamy się z innymi ludźmi, tworząc ochronne więzi oparte na współpracy.
 
Z obserwacji wiemy, że kobiety mają większą łatwość w tworzeniu stabilnych, bliskich relacji z innymi kobietami i skuteczniej szukają bezpieczeństwa w stadzie. Kluczowy okazuje się hormon zwany oksytocyną, który inaczej reaguje na żeńskie, a inaczej na męskie hormony reprodukcyjne. Generalnie ma za zadanie pomóc w rozmnożeniu się i porodzie, ale też reguluje emocje i prowadzi do pozytywnych zachowań społecznych. Wzrost jego produkcji pomaga nawiązywać więzi i budować zaufanie, zwiększa również empatię i wspiera pozytywną komunikację, zwłaszcza gdy czujemy się odizolowani społecznie lub obawiamy się zagrożenia. Pojawienie się znacznej ilości oksytocyny jest biologicznym sygnałem, który zachęca nas do tworzenia defensywnych lub ochronnych relacji. Przejawem tego zjawiska jest łączenie się w kryzysie, wiązanie ze sobą, chęć do troszczenia się o innych i nawiązywania przyjaźni.
 
W ten sam sposób mężczyźni – łowcy, niech już będzie! – mają większą skłonność do wykazywania się odwagą bądź reagowania w sposób agresywny. Jeśli nie mogą upolować mamuta, bo żyją we współczesnym społeczeństwie, idą na siłownię! Współczesna struktura społeczna jest znacznie bardziej złożona niż dwa miliony lat temu i choć instynkt wciąż robi swoje, a kobiety fizjologicznie są skłonniejsze do czułości i przyjaźni, to jednak tę reakcję stresową możemy wyćwiczyć wszyscy.
 
Czy byłeś kiedyś świadkiem, jak ktoś – bez względu na płeć – wykazał się niesamowitą odwagą i pomógł komuś znajdującemu się w niebezpieczeństwie? Przecież często słyszymy o zwykłych ludziach robiących niezwykłe rzeczy, ratujących nieznane im osoby, niekiedy nawet ryzykujących własnym życiem. A może widziałeś, jak rodzic broniący swojego dziecka dokonuje czegoś ekstremalnego? Zdolność do inwestowania energii zagrożenia w czułość i przyjaźń posiada każdy z nas.
 
A zatem fizyczne objawy stresu napełniają nas energią, która może być reinterpretowana, przeformułowana, modyfikowana i ukierunkowana na wiele sposobów. Energię tę można wykorzystać w sposób pozytywny, chociażby do radzenia sobie z zagrożeniami, budowania sieci towarzyskich, nawiązywania znajomości, wspierania i uspokajania najsłabszych członków plemienia. Ten temat będzie jeszcze powracał, ponieważ chcę, abyś przemyślał, jak ukierunkowujesz energię stresu, kiedy już wyzwoli ją określona sytuacja z twojego życia.
 
Branie i dawanie
Tak jak w przypadku przyjaźni, troszczenie się jest procesem dwukierunkowym. Niekiedy jesteś osobą otrzymującą wsparcie, ale innym razem to ty musisz je zaoferować. Oferowanie troski i przyjaźni: Chodzi o dowolne sytuacje, w których interweniujesz, aby usunąć czyjeś stresory, na przykład proponując koledze pomoc w wykonaniu zadania i odciążenie go w ten sposób lub odbierając ze szkoły dzieci przyjaciela, który musiał w tym czasie być w innym miejscu. Troską jest również wsparcie w walce z objawami stresu, na przykład przygotowanie gorącej kąpieli dla partnera pod koniec długiego dnia. Rozumując szerzej, możesz pomóc zniwelować stres u innych, angażując się w wolontariat związany z ważną dla ciebie ideą, pomagając podczas klęsk żywiołowych, oferując jedzenie lub schronienie osobie potrzebującej. Podczas pandemii COVID-19 w latach 2020–2021 z niemal wszystkich środowisk wyłonili się bohaterowie gotowi nieść pomoc potrzebującym. Oferowali również przyjaźń, co skutkowało zmniejszeniem stresu dla obu stron.
 
Przyjmowanie troski i przyjaźni: Zawsze będziesz pamiętał gesty – tak małe, jak i duże – które pomogły ci przejść przez stresujący okres w życiu: kolega przejął pałeczkę, gdy podczas prezentacji nagle się zaciąłeś; inny poklepał cię po plecach, przypominając ci, że nie jesteś sam; albo pomógł ci wstać i odprowadził do domu, kiedy przewróciłeś się na ulicy. Niektórzy ludzie zamieniają troskę i przyjaźń w swój zawód. To lekarze, pielęgniarki, opiekunki, strażacy, policjanci, sanitariusze, ratownicy i inni."


 *Fragment pochodzi z książki "Jak pokonać stres" J. Langley, Wydawnictwo RM, 2023

POLECAMY: 
Obraz

NOWOŚĆ! 

Joy Langley

"Jak pokonać stres"

Przełożył Michał Zacharzewski

Wydawnictwo RM

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym
KUPISZ TUTAJ>>
0 Comments

Dopiero wówczas szukaj

7/9/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Inny zestaw pytań

7/8/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Priorytetem jest szacunek

7/7/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Wczorajsze problemy

7/6/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Całością staną się "popękane" części

7/5/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

One oczyszczą drogę

7/4/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

ZAZDROŚC W ZWIĄZKU

7/2/2023

0 Comments

 
Obraz

ZAZDROŚĆ W ZWIĄZKU

Relacje

Była roztrzęsiona. Gdy weszła do kościoła trochę się uspokoiła. Tyle jadu wczoraj wylała z siebie. Emocje kipiały, przypominała wygasły wulkan, który niespodziewanie dla wszystkich eksplodował. Nie sądziła, że jest do tego w ogóle zdolna. Nie lubiła teraz siebie. Zachowała się jak jakaś paranoiczka. Podeszła powoli do konfesjonału. Ksiądz był młody, więc nie liczyła na wiele, ale nie miała się komu wygadać. Do spowiedzi nie chodziła od lat, kościół też odwiedzała sporadycznie. Dziś zupełnie przypadkiem przechodziła obok i to był impuls, błyskawiczna decyzja – weszła. Nie wiedziała, dlaczego tak poczuła, ale w końcu od kilku dni „czuła” dosłownie wszystko, odkryła w sobie uczucia, do których – myślała – że nie jest zdolna. Podążyła więc za tym odczuciem i weszła.

Hania nie widziała twarzy księdza, jedynie mglisty zarys sylwetki. Oddzielająca kratka i folia dawały poczucie bezpieczeństwa. Mówiła jak do samej siebie. Tłumaczyła się, czy szukała usprawiedliwienia? „Złorzeczyłam…” – powiedziała głośno „…tej małpie” – zabrzmiało już tylko w jej głowie. „Złorzeczyłam” – cóż za piękne zapomniane słowo i nie brzmi wcale tak strasznie. Przeklinałam ją i życzyłam wszystkiego, co najgorsze – taka była prawda! Ksiądz wysłuchał wszystkiego w ciszy, nie dopytywał, dał się jej wygadać. Tego potrzebowała.

- „To niszczy Ciebie. Te wszystkie negatywne uczucia niszczą Ciebie” – powiedział, gdy skończyła. „Obwiniałaś męża i raniłaś sobie” - mówił dalej.

​- „Tego ostatniego mu nie powiedziałam” – pomyślała. „Jednak mądry jak na tak młodego człowieka. Dokładnie tak było. Myślałam, że muszę być beznadziejną żoną, że mąż mnie już nie kocha. Że mój mąż jest wstrętny. Jak on mógł?”

​Miała żal do męża. A tak naprawdę: czuła wściekłość i gniew!


Najpierw spotkali „JĄ” na koncercie. Zaprosili ich znajomi, którzy w przerwie przedstawili im Luizę. Przyjechała do Poznania z Warszawy. Postanowiła tu zamieszkać, dostała pracę. Już wtedy Hanię coś zaniepokoiło. Luiza - projektantka mody – skupiała uwagę wszystkich wokół. I lubiła to, a wręcz uwielbiała. Wyglądała jak wielobarwna papuga. Haute couture na co dzień. „Też coś” – pomyślała Hania.

Luiza była duszą towarzystwa, tylko ona mówiła, wszyscy wpatrywali się w nią jak w obraz, a ona uśmiechała się, trzepotała rzęsami, gestykulowała. Teatr jednego aktora. Hania widziała jak to działało na mężczyzn. Stali oczarowani. I niestety jej mąż też. Poczuła ukłucie w sercu. Luiza mówiła coś o emocjach w sztuce, przeżyciach w czasie słuchania muzyki. Zdaniem Hani, która pracowała jako chemik w laboratorium, egzaltowana babka, która zapomina, gdzie na parkingu zostawiła samochód. Zdecydowanie nie w typie Hani. Czym tu się zachwycać? Nie mogła zrozumieć. Spotykali potem Luizę jeszcze kilka razy. A mąż – coraz bardziej był w nią wpatrzony. Oczy kręciły mu się, gdy o niej mówił. „Jakie to fascynujące” – komentował jej opinie na temat sztuki, którą nigdy do tej pory się nie interesował. Przynajmniej Hania nie pamięta tych fascynacji. Starał się zawsze stanąć, usiąść blisko Luizy, dyskutował z nią, doceniał jak pięknie wygląda.

​Znajomi zaprosili ich na Sylwestra u siebie w domu. Hania powoli miała już dość Luizy i zachowania męża, który przy tej kobiecie zamieniał się w psa merdającego ogonem i skomlącego o kość. Przypomniały się jej sceny z rodzinnego domu, gdy mama zarzucała ojcu zainteresowanie innymi kobietami.


Kupiła nową „małą czarną”, krótszą niż miała zwyczaj nosić. Wysokie szpilki. „Ja jej pokażę!” – pomyślała sobie. Umalowała paznokcie, włosy wprost od fryzjera. Nigdy nie była jakąś pięknością, ale była zgrabna i miała urok. Przynajmniej 10 lat temu, gdy brała ślub. Jej mąż był przystojnym facetem, wiedziała, że miał przed nią wiele dziewczyn. Nawet dziwiła się, dlaczego wybrał właśnie ją. Ale w miarę upływu lat zapomniała o tej wątpliwości. Do czasu, gdy pojawiła się Luiza. Śniada kobieta, z kruczoczarnymi włosami i jaskrawoczerwonymi paznokciami. Przecież ona nie jest w typie mojego męża – zachodziła w głowę Hania. Co się stało?

Ten wieczór to była tragedia. Mąż chodził krok w krok za Luizą. Donosił wino, prosił do tańca, śmiał się z jej dowcipów, chwalił jej sądy, zachwycał się całym sobą, zapominając chyba, że przyszedł z żoną i że to jej powinien poświęcać czas. Hania czuła się przezroczysta i niewidzialna. Mąż nie zauważył ani jej stroju, ani jej samej.

Sylwester to była przysłowiowa kropla, która przelała czarę. Odrobina alkoholu, a może właśnie więcej niż odrobina, nastrojowa muzyka i mąż stracił rozum, a Hania panowanie nad sobą. Na szczęście dopiero, gdy wyszli. W samochodzie zrobiła mu karczemną awanturę, wielką z emocjami, płaczem i krzykiem. To było to złorzeczenie, o którym następnego dnia opowiadała księdzu…

***
Zazdrość, bo tego uczucia doświadczyła Hania, potocznie oceniana jest przez nas jako negatywne uczucie. Mówimy co prawdą, że „nie ma miłości bez zazdrości”, ale raczej żartobliwie. I przyznawanie się do niej nie jest łatwe. A przecież pewien niewielki poziom zazdrości pokazuje, że zależy nam na ukochanej osobie, że jest dla nas ważna. Działa mobilizująco, popycha do pozytywnej konkurencji. Wówczas jest pożyteczna. Jeśli zazdrość jest normalną i naturalną reakcją na sytuację, to nie ma w tym nic złego, jeśli np. chłopak flirtuje z inną dziewczyną, to jest to wówczas adekwatna, zdrowa reakcja. Gorsze może być zaprzeczanie, czy ukrywanie zazdrości – bo partner może to odczytać jako brak naszego zaangażowania w związek. I będzie szukał kogoś, komu na nim będzie naprawdę zależało. Ale uwaga! Jest jednak granica, po przekroczeniu której zaczyna się działanie destrukcyjne. Huśtawka uczuć i emocji: lęku, gniewu, agresji, autoagresji, nienawiści, tęsknoty, poczucia winy, ale i krzywdy. Problemem jest, gdy zazdrość czyni nas samych nieszczęśliwymi, pozbawia nas radości życia.

Często przyczyną zazdrości jest nie partner, ale my sami: nasz lęk przez opuszczeniem, niskie poczucie wartości, uzależnienie od partnera (jego ocen, obecności, toksyczna symbioza z nim). Zazdrość może też być wynikiem naszych doświadczeń wyniesionych z poprzednich związków, czy wzorów z domu oraz powtarzanie (często nieświadome) relacji rodziców.

Jeśli Hania jest niepewna siebie, ma kompleksy, nie czuje się atrakcyjna jako kobieta, nie jest pewna miłości swojego męża, uważa np. że na nią nie zasługuje, to każda ładna i zadbana kobieta może być przez nią traktowana jako potencjalna rywalka.

Przy niskim poczucia własnej wartości będziemy uzależnieni od opinii, ocen i uczuć naszego partnera. Wówczas utrata partnera, to nie tylko utrata związku, ale i pozytywnej samooceny, bo zniknie ktoś, kto ją dzień po dniu buduje zamiast nas. Druga strona takiej sytuacji, to ciągły strach: skoro nie widzę swoich dobrych stron, nie doceniam siebie i tak naprawdę mało lubię, to ciągle boję się, że partner zauważy to wszystko i znajdzie kogoś ładniejszego, inteligentniejszego, po prostu wartościowego. Zapominamy, że każdy z nas ma wady i zalety i że nasz partner pokochał nas, takimi jakimi jesteśmy.

Tak więc prawdziwym powodem zazdrości może być nie to, w czym jej upatrujemy, czyli partner. Ona może rodzić się w naszej głowie a nie mieć w ogóle uzasadnienia w rzeczywistości. 

W skrajnej formie zazdrość może przyjąć formę zazdrości chorobliwej obsesyjnej, zwaną zazdrością urojoną, czy inaczej zespołem Otella, która zmienia życie pary w koszmar. Ciągle podejrzewanie, czytanie SMSów, nieustanne sprawdzanie i kontrolowanie, odczytywanie wszystkich sygnałów tak, jakby świadczyły o zdradzie. Zamęczanie partnera tysiącem pytań, brak wiary w jego tłumaczenia, łączenie przypadkowych faktów w pozornie logiczną całość, która ma wykazać zdradę. Każde działanie partnera interpretowane jest jako świadome mylenie i zacieranie śladów zdrady. Taka zazdrość to już poważne zaburzenie. Dotknięta nim osoba, nie umie opanować swoich zachowań i racjonalnie oceniać sytuacji. Panicznie boi się utraty partnera. Z reguły nie uważa się za osobę chorą i nie ma poczucia, że wszystkie jej podejrzenia są wytworem wyobraźni. Zazdrość tego typu może powodować stany depresyjne a w skrajnych przypadkach prowadzi do prób samobójczych, czy morderstwa w afekcie.

​Wracając do tytułowego pytania: Czy warto być zazdrosną? Odrobinę tak, ale tylko odrobinę. Nie wolno jednak przekroczyć granicy, aby zazdrość nie zaczęła szkodzić Tobie, a tym samym związkowi.

* Imiona i okoliczności zostały zmienione tak, aby uniemożliwić identyfikację realnych osób.
​
​Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Jeżeli nie nosimy go w sobie...

7/1/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Droga najwspanialszych wydarzeń

6/30/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Nie wszyscy to zobaczą

6/29/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Zrezygnuj z gorzkich sądów

6/27/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Jak wyeliminować te osoby

6/26/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Winowajcy

6/25/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

JAKAŚ JEJ CZĘŚĆ ZNOWU UMARŁA

6/24/2023

0 Comments

 
Obraz

JAKAŚ JEJ CZĘŚĆ ZNOWU UMARŁA

Zawiedzione oczekiwania.
Kryteria oceny atrakcyjności kobiet i mężczyzn



Dzwoniła już do niego trzeci dzień. Bez skutku. Na początku był wolny sygnał – nikt nie odbierał. Hania - koleżanka z pracy poradziła, żeby zadzwoniła z innego numeru. Pożyczyła od niej telefon, ale wtedy już usłyszała informację „Abonent niedostępny” – jak przy rozładowanym, czy wyłączonym telefonie. Od tej pory było już tak cały czas.

Na początku naiwnie myślała, że Adam jest zajęty - po powrocie z urlopu ma przecież mnóstwo pracy do nadrobienia. Pewnie oddzwoni wieczorem. Gdy nie oddzwaniał, zaczęła się niepokoić i myśleć, że może stało się coś złego – wypadek, szpital? Koleżanka patrzyła na nią z lekkim pobłażaniem. Na początku nic nie mówiła, ale wiedziała swoje – wakacyjny romans, bez kontynuacji, bez dalszego ciągu. Dwa tygodnie i koniec. Małgosia nie wiedziała. Na początku nie chciała nawet takiej myśli dopuścić do siebie. Adam był przecież takim odpowiedzialnym, statecznym facetem, takim z którym można planować wspólne życie, założenie rodziny. Czuły i opiekuńczy, tak bardzo o nią dbał, tak bardzo mu zależało na niej. Niemożliwe – myślała sobie. Na pewno jest jakieś logiczne wyjaśnienie tej sytuacji. Musi się dowiedzieć. A jeśli faktycznie leży w szpitalu? Może potrzebuje wsparcia, pomocy? Ale jak zaczęła się głębiej zastanawiać, szukać pomysłów jak się z nim skontaktować, uświadomiła sobie, że w sumie mało o nim wie. Spotkali się w Sopocie, on mówił, że przyjechał z Krakowa. Wiedziała, że pracuje w jakiejś agencji reklamowej, ale nazwy nie pamiętała. Znała tylko imię i nazwisko. Miała tylko numer komórki do niego, nic więcej.

Małgosia miała 37 lat, pracowała w urzędzie, ale nie obsługiwała petentów. Wyszła wcześnie za mąż. To była licealna wielka miłość, pobrali się jeszcze na studiach. Było im wtedy ciężko, ale dali radę. Jednak po kilku latach coś zaczęło się psuć. Jej mąż często wyjeżdżał w delegacje. Zaczęło brakować wspólnych tematów, seks był coraz rzadszy. Rozmijali się w oczekiwaniach, co do życia. Potem okazało się, że ma młodszą kochankę – koleżankę z pracy, z którą jeździł w delegacje. Banalne aż do bólu. Nie mieli dzieci, rozwód dostali na pierwszej rozprawie. Małgosia zgodziła się na nieorzekanie o winie, choć była ona przecież ewidentna. Lata mijały. Z kimś wyszła do kina, ktoś zaprosił ją na kolację. A to koleżanka umówiła ją ze swoim kuzynem, a to mama umówiła „randkę w ciemno”. Każda z randek to mniejszy lub większy niewypał. Nie wiadomo, czy była nieufna i cały czas zraniona, nieumiejąca zaufać, czy faktycznie byli to nieinteresujący mężczyźni? Romanse miała przelotne, z nikim jednak nie mieszkała. Miała kota, kwiaty na oknie. Wiodła spokojne życie i tak mijał czas.


Lubiła chodzić ubrana wygodnie, na sportowo. Najlepiej jeansy i adidasy. Praktycznie bez makijażu. Nie miała nawet ani jednej sukienki. Spódnice nakładała od wielkiego dzwonu. Żadnych szpilek w szafie, same płaskie buty. W tym roku w okolicach lutego, czy marca, coś ją olśniło. Zaczęła przyglądać się jak jej koleżanki stroją się, malują i opowiadają o nowym szefie działu. Faktycznie postawny, wysoki, przystojny mężczyzna. Nowy w urzędzie. Wywołał duże poruszenie w damskiej części załogi. Małgosia zauważyła całe to zamieszanie z dużym opóźnieniem. Nie należało do tych, którzy częściej parzą sobie kawę i plotkują niż pracują. Ale i ona w końcu dostrzegła nowego szefa i reakcje kobiet. On żonaty, one zamężne, a mimo wszystko „pobudzenie” przeszło przez urząd. Małgosia się otrząsnęła jakby z długiego letargu. Zauważyła, że kobiety wokół ubierają się inaczej, wyglądają inaczej. Dbają o siebie, są… kobiece. Zaczęła je obserwować, potem nawet zaczęła prosić o porady w kuchni, gdzie spotykały się robiąc sobie kawę.  A one chętne – potraktowane jak ekspertki – podpowiadały. Czego używają, gdzie kupują fajne ciuchy i buty, skąd czerpią inspiracje. Małgosia zaczęła czytać kolorowe magazyny, poradniki w Internecie. Może nie zgłosiłaby się do „Metamorfoz” proponowanych przez czasopisma, czy programy telewizyjne, ale postanowiła zrobić to na własną rękę. Umówiła się więc na wizytę do stylistki, dietetyczki. Poszła do perfumerii, która wykonuje makijaże. Dobrali jej stroje, pomogli w zakupach – wreszcie w szafie wisiały też sukienki, fikuśna bielizna i szpilki. Poradzili jak dbać o cerę, jakich kosmetyków używać, jak się malować. Zalecili dietę i ćwiczenia. Małgosia po 3 miesiącach była odmieniona, może nie stracił dużo na wadze, ale zmiana ubioru i makijaż – zrobiły swoje. Koleżanki w pracy nie mogły się nadziwić. Chwaliły, doceniały, zawsze oczywiście musiały jednak wytknąć jakieś niedociągnięcie, ale Małgosia się nie obrażała. Słuchała, stosowała i następnym razem podobnego błędu już nie robiła. Nawet nowy szef zagadnął ją na korytarzu. Małgosia poczuła się lepiej, pewniejsza siebie, może jeszcze nie jakaś seks-bomba, ale z pewnością bardziej kobieca niż kilka miesięcy temu.

Postanowiła iść za ciosem – wymyśliła urlop nad morzem. Zapytała swoją koleżankę, czy nie pojechałaby z nią. Zgodziła się. Wybrały Sopot, znalazły fajną kwaterę, dwa tygodnie słońca, plaży i błogiego lenistwa. Tak wymyśliły.

​Adama zobaczyła, gdy siedziały w kafejce na plaży a on wychodził właśnie z wody. Przystojniak – pomyślała Małgosia i pokazała go koleżance. Na niej też zrobił wrażenie. Opalony, szczupły, dobrze zbudowany, klasyczna sylwetka Y – szerokie bary, wąskie biodra. Zwracał uwagę. Przyglądały mu się bacznie. Zauważył to chyba, bo gdy się ubrał, podszedł do nich i zapytał, czy może się dosiąść. Z bliska nie wyglądał już na młodzieńca. Ładna twarz, ale już z pierwszymi zmarszczkami i pierwszymi siwymi włosami na skroniach. Zaczęli rozmawiać, śmiali się, żartowali, było po prostu fajnie. Adam mieszkał w hotelu w Sopocie, umówili się więc na kolejny dzień. Widać było, że Małgosia wpadła mu w oko. Potem zaczęli się umawiać już tylko we dwójkę. Koleżanka sama chodziła na plażę, a Małgosia z Adamem byli nierozłączni. Razem na plażę, do kina, na koncert, na statek, na obiad. Po kilku dniach zaprosił ją do swojego hotelu. Zgodziła się. Ideał faceta. Miły, uprzejmy, kulturalny. Oddawał wieczorem swoją kurtkę, gdy było zimno, zamieniał się daniami, jeśli jej wybór okazywała się nietrafiony, pytał o jej preferencje, co chciałaby robić, gdzie pójść. Oczytany, zawsze potrafił interesująco opowiadać. Ciepły w kontakcie, opiekuńczy. W Małgosi coś się przełamało, wydawało się, że może znowu uwierzyć mężczyźnie. Miała nadzieję, że to fajny początek. Była zaskoczona, że są jeszcze tacy faceci jak Adam. Rozkwitała przy nim. Codzienne inna sukienka, sandałki na szpileczce. Umalowana, włosy ułożone. Nie przypominała co prawda chudej modelki – ideału promowanego przez media, ale figurę miała niezwykle kształtną i ponętną, można by rzecz – seksowną. Kończyły się dwa tygodnie urlopu, Małgosia właśnie kończyła malować się przed lustrem, gdy zadzwonił telefon. Adam w pośpiechu tłumaczył, że jego projekt się wali, zastępujący go kolega nie poradził sobie, musi pilnie wracać i ratować sytuację. Właśnie wsiada do pociągu, bardzo przeprasza, ale zadzwoni w pierwszej wolnej chwili. Małgosia zmartwiła się, bo chciała te ostatnie dwa dni urlopu spędzić jeszcze z Adamem, ale cóż mogła poradzić. Siła wyższa. Zdarza się. Ale wieczorem Adam nie zadzwonił. Ani tego wieczoru, ani kolejnego. Małgosia zaczęła się niepokoić – to wtedy pożyczyła telefon od koleżanki, ale nie udało się jej skontaktować z Adamem.

Po trzech dniach postanowiła go odnaleźć. Informacji miała niewiele, ale inteligencji jej nie brakowało. Nie znalazła go na portalach społecznościowych, więc zadzwoniła do hotelu. Nazwisk gości hotelowych nie zdradzają, ale nie poddawała się. Pojechała więc do Sopotu raz jeszcze, weszła do hotelu – pamiętali ją, zmyślona opowiastka zadziałała i dostała prawdziwe nazwisko Adama. Imienia nie zmienił. Teraz to już było prosto, wujek Google pomógł i znalazła go. Choć może jednak byłoby lepiej, gdyby jej się nie udało? Żona i dwoje dzieci. Zdjęcia z wakacji, zdjęcia z boiska, gra z synem w piłkę, piecze z córką ciasto.
​
​Czy to na pewno Adam? Na początku nie wierzyła. Siedziała przed ekranem komputera jak zamurowana. Nic się jej nie zgadzało. Przestała jeść, dbać o siebie. Cios był tak duży jak po rozwodzie. Hania – jej koleżanka próbowała tłumaczyć, być przy niej. Małgosia jednak "zapadła się" w sobie. Przestała się malować, wróciła do dżinsów i adidasów, przestała się uśmiechać. Jakaś jej część znowu umarła.

Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

NISZCZĄCE POCZUCIE WINY

6/23/2023

0 Comments

 
Obraz

NISZCZĄCE POCZUCIE WINY

Jak wybaczyć samemu sobie?

„Już nie chcę dotykać niczego w tym domu. Po raz pierwszy mam świeże spojrzenie na swoje meble. To są rzeczy, którymi się otoczyłam podczas aresztu domowego, który sama na siebie nałożyłam. Ten stolik to część sztucznego życia. To krzesło jest kłamstwem. Ozdoby są symbolem udawanego istnienia, które sama sobie skonstruowałam. Wszystko to przypomina mi o czającym się lęku. Wypracowałam sobie wewnętrzną potrzebę ukarania samej siebie. To wszystko skutek mojego poczucia winy. W końcu sobie to uświadamiam. Moje poczucie winy to nie emocja, to żyjąca, oddychająca rzecz, która próbuje mnie udusić.”*
 
Poczucie winy. Ono trzyma nas w potrzasku, więzi i nakazuje szukania dla siebie kary. Jest brzemieniem, bagażem, który uniemożliwia spokojne życie. Ale niestety wybaczyć sobie jest najtrudniej. Wielu ludzi ma z tym wielki problem. Tkwią nieustannie jedną nogą w przeszłości i nie potrafią, nie dają sobie wewnętrznego przyzwolenia, by spojrzeć w przyszłość i mieć odwagę, by skupić się na życiu tu i teraz. Oni wciąż oglądają się za siebie, chcąc cofnąć czas, gdyż nie są w stanie wybaczyć sobie popełnionych błędów. Takie osoby nieustannie samobiczują się, samooskarżając i uciekając od świata. Taka postawa powoduje w nich stres, niepokój, lęk. Uciekają przed czymś, ale nie zdają sobie sprawy, że nie uciekną przed sobą, o ile sami sobie nie wybaczą popełnionych błędów. „Uciekam, nigdzie nie biegnąc, utknęłam na zakurzonej bieżni życia (…) Karałam samą siebie przez ostatnie kilka lat, bo nie wierzyłam, że zasługuję na życie.”*
 
Przebaczenie samemu sobie nie polega na unieważnieniu tego, co się stało. Wybaczenie to decyzja, ale równocześnie spojrzenie na siebie nie jako na osobę, która oskarża i rzuca kamieniem, ale na kogoś, kogo się rozumie, kto patrzy na cały obraz sytuacji, a nie tylko na to, co się wydarzyło. To danie sobie prawa do wolności, do odczuwania spokoju, radości, szczęścia.
 
„Budzę się, machając rękami przed twarzą. (…) To moja wina. Obezwładniające poczucie winy wraca do mnie tak szybko, że czuję, jakby ktoś kopnął mnie w żołądek. Ale nic tu nie ma, tylko zagracony, mroczny pokój i przesiąknięte potem łóżko. Podciągam kolana i chowam w nich twarz, czując, jak pot z czoła wsiąka w moje leginsy…”*
 
Wielu z nas żyje czasami latami w poczuciu winy, podobnie jak Hannah – bohaterka książki „Uratować dziecko”- kobieta naznaczona przeszłością, dręczona lękiem, która żyła w więzieniu, które sama sobie stworzyła, którego kratami stały się wyrzuty sumienia. Ona nie wybaczając sobie, zbudowała mur, a od muru - jak powiedział kiedyś Phil Bosmans – zaczyna się więzienie. 
 
Co można zrobić, by sobie wybaczyć i tym samym dać sobie prawo do nowego życia?
 
Przebaczenie jest procesem. Pierwszym krokiem na tej drodze jest danie sobie prawa do popełniania błędów. Nikt nie przejdzie przez życie bez potknięć i bez krzywd wyrządzonych innym. I nie chodzi o to, by nie zauważać zła, by je ignorować, by usprawiedliwiać błędy, które były naszym udziałem, ale by spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy, by zobaczyć ją z różnych stron. Niezwykle istotne jest zadanie sobie pytań odnośnie tego, co się zdarzyło, by choć w części zrozumieć, dlaczego tak się stało, czy mieliśmy inne wyjście, kto jeszcze był winny temu zdarzeniu, jak dzisiaj byśmy postąpili i jakie wnioski możemy wyciągnąć na przyszłość. Ważne, by uzmysłowić sobie, co nam i innym da to przebaczenie. Nie da się bowiem wybaczać innym ludziom, żyjąc w ciągłym poczuciu winy.
 
Przebaczenie sobie jest kluczem do odzyskania równowagi  psychicznej. Wybaczanie działa oczyszczająco. Sprawia, że dajemy wybrzmieć uczuciom złości, gniewu, nienawiści, żalu, po to, by pozwolić im odejść i zacząć na nowo żyć.
 
 
*Fragment  pochodzą z książki Sarah A. Denzil "Uratować dziecko", Wyd. Filia, 2021
​​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli nie potrafisz radzić sobie ze  swoimi emocjami, nie wiesz jak uporządkować myśli, przywrócić wiarę w siebie, zamknąć pewne rozdziały i wybaczyć sobie - zapraszam na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Kochaj rodzinę

6/22/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

ANI WYGRANY, ANI PRZEGRANY

6/21/2023

0 Comments

 
Obraz

ANI WYGRANY, ANI PRZEGRANY

Fragment książki

Dzisiaj dzięki życzliwości Wydawnictwa RM publikujemy fragment z książki "Jak się dogadać?", której autorką  jest Marie-Jeanne Trouchaud, a przetłumaczona została przez Martę Szostek-Radomską
​

Strategia wygrany–wygrany
​
Synergia i wymiana

Ani wygrany, ani przegrany
"Kiedy rozmawiamy, dyskutujemy, podejmujemy decyzje, często chcemy mieć rację – co zakłada, że druga strona przyjmie, że się myli. Ale druga strona często sama chce mieć rację, co od razu sugeruje, że to my jesteśmy w błędzie. Konflikt gotowy, sytuacja bez wyjścia – każda ze stron próbuje zmiażdżyć drugą siłą głosu albo siłą swoich argumentów, każdy okopuje się na swojej pozycji.

   Thomas Gordon wprowadził ideę partnerstwa, w którym każdy może być wygranym i nikt nie musi zostać przegranym. Nie chodzi o znalezienie kompromisu, który pozostawia obie strony w niedosycie, tylko o połączenie energii obu stron tak, aby każda mogła skorzystać z powstałej w ten sposób synergii.

   Nie chodzi tu także o sytuację obdarowany–obdarowany, która sprowadzałaby się do tego: <<Ja mam złotówkę, ty masz złotówkę, ja ci daję moją, ty mi dajesz swoją i w ten sposób każde z nas ma nadal po złotówce>>. Mam raczej na myśli okoliczności, w których: <<Ja mam przepis, ty masz inny przepis, wymieniamy się naszymi talentami i w ten sposób każde z nas ma po dwa przepisy>>. Następuje tu wymiana wiedzy i doświadczeń, transparentność informacji, solidarność zarówno w razie sukcesu, jak i porażki.

Przed konfliktem

Jakieś 30 lat temu wykonywałam przez całe trzy lata chwalebny zawód nauczycielki. Zaproponowałam raz moim uczniom pracę w zespołach – wszystko, co robili, było liczone na konto całej grupy: notatki z francuskiego, matematyki, sportu, plastyki. Dzieci bardzo szybko się zorganizowały, bez konkurencji i rywalizacji. Te lepsze w sporcie dawały rady słabszym, te, które były dobre z francuskiego, wyjaśniały reguły gramatyczne tym, które miały z tym przedmiotem więcej trudności, artystyczne dusze tłumaczyły, co to jest punkt zbiegu, tym, którzy o nim nie słyszeli. Widziałam nawet uczniów, którzy w ramach zabawy recytowali tabliczkę mnożenia na przerwie! Każdy kolejny miesiąc kończyliśmy wielkim przyjęciem, na którym wszyscy byli nagradzani za swój wysiłek (wygrani dostawali gratulacje). Następnie zespoły zmieniały składy i zabawa zaczynała się od nowa... Bo to była dla nich zabawa, nie konkurs.

   Aby wdrożyć podobny system, warto zabrać się do tego przed zaognieniem trwających już konfliktów. Trudniej jest zaufać albo przekazać część swojej pracy komuś, z kim jesteśmy pokłóceni.
 
    Mechanizm strategii wygrany–przegrany, o ile jest dość często stosowany, pozostaje zupełnie bezużyteczny, zwłaszcza jeśli jedna ze stron myli się w sposób oczywisty w swoich założeniach. Postawa <<Udowodnię mu, że gada głupoty>> powoduje, że druga strona jest spięta i zablokowana. Tymczasem zawsze lepiej nie palić za sobą mostów. Każdy powinien móc skończyć rozmowę z podniesioną głową. Obie strony powinny zachować wzajemny szacunek i zaufanie.

Doświadczenie Henriego Laborita
 
W filmie Wujaszek z Ameryki, szeroko nagłośnionym w mediach, Henri Laborit pokazał eksperymentalnie, dlaczego u szczurów przemoc jest czasem jedynym sposobem na przeżycie, zwłaszcza kiedy nie ma żadnej innej drogi ucieczki.
 
W podwójnej klatce szczur jest poddawany stymulacji elektrycznej, poprzedzonej kilkusekundowymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi.
 
✔ Jeżeli szczur może schować się w części bezpiecznej (drzwi łączące strefę bezpieczną ze strefą niebezpieczną pozostają otwarte), uczy się szybko chronić przed zagrożeniem i jego metabolizm nie zostaje zachwiany.

✔ Jeżeli drzwi są zamknięte, szczur, uprzedzony przez sygnał, musi stawić czoła stresowi związanemu z porażeniem prądem. Jest więc zahamowany, bez wyjścia, cierpi na poważne problemy somatyczne i nadciśnienie jeszcze ponad miesiąc po zakończeniu eksperymentu.

✔ Jeżeli do klatki zostaje wpuszczony drugi szczur, a ten pierwszy, który doświadczył porażenia prądem, atakuje go, <<wyrzucając z siebie napięcie>>, unika potem problemów zdrowotnych i tych związanych z zachowaniem. Możliwość zaatakowania drugiego szczura sprawia, że ten pierwszy nie wykazuje już żadnych problemów z metabolizmem. Przepełniają go za to nienawiść i agresja, ale przynajmniej ma się dobrze w sensie fizycznym!

Być może to samo dotyczy tych z nas, którzy na swojej drodze napotkali zbyt wiele zamkniętych drzwi, aby móc uniknąć hamowania. Nie zamykajmy więc innym drzwi przed nosem – zaprowadziłoby to nas zapewne w obszar agresji, gdzie ranilibyśmy siebie nawzajem."*

*Fragment pochodzi z książki Marie-Jeanne Trouchaud "Jak się dogadać? Komunikacja bez przemocy." Wydawnictwo RM, 2023
​

POLECAMY: 
Obraz
KUPISZ TUTAJ>>
​NOWOŚĆ! 

Marie-Jeanne Trouchaud

"Jak się dogadać? Komunikacja bez przemocy."

Przełożyła Marta Szostek-Radomska

Wydawnictwo RM

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym
0 Comments
<<Previous
Forward>>
    JESTEŚMY NA FACEBOOKU:

    POMAGAMY:
    Obraz
    Kliknij i sprawdź

    PISZEMY DLA WAS:

    Obraz
    Katarzyna Krakowska
    Obraz
    Joanna Kotarska

    REKLAMA:
    piszcie do nas na adres: 
    ​[email protected] 
    ​

​Strony:  1   2   3   4   5   6   7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  67  68  69  70  71  72  73  74  75  76  77  78  79  80  81  82  83  84  85  86  87  88  89  90  
​

Powered by Weebly
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca