Psychologia przy kawie
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca
Obraz

PRAGNIENIE MIŁOŚCI

2/4/2023

0 Comments

 
Obraz

PRAGNIENIE MIŁOŚCI

Konsekwencje niskiego poczucia wartości


​Marianna zapaliła światło, ściągnęła prochowiec, ale wciąż w jej uszach brzmiały słowa Wioli. Koleżanka ze szkolnej ławy, będąc przejazdem w Warszawie, przypadkowo „wpadła” na Starówce na Manię. Oczom nie mogła uwierzyć. Z niedowierzaniem patrzyła tak jakby zobaczyła ducha.  „Mania! To Ty? Niewiarygodne!” Wyraz jej oczu i słowa zdziwienia od rana nie dawały Mariannie spokoju. Siadając teraz w fotelu, ze smutkiem rozejrzała się po swoim przytulnym mieszkanku. Wiedziała, że niejeden oddałby wiele, by mieć tak piękne gniazdko. Ale nie ona. Zamieniłaby je, gdyby tylko mogła…  
 
Ile to już lat minęło od czasu, gdy rozstała się z koleżankami ze szkoły?  Czasami zastanawiała się, jak ułożyły sobie życie, ale nie tęskniła do spotkań. Tamten czas chciała odciąć grubą kreską. Ciągle uciekała od wspomnień. Wtedy, gdy była dzieckiem sposobem na odcięcie się od tego, czego się wstydziła, były marzenia. Wizja, którą roztaczała przez lata przed sobą dodawała jej motywacji do działania. Tak bardzo pragnęła, aby było inaczej. I gdyby ktoś zobaczył jej obecne życie, podobnie jak Wiola otworzyłby oczy ze zdziwienia i uważałby, że dokonała cudów. Faktycznie, nie trzeba było być bacznym obserwatorem, by zauważyć metamorfozę. Z zahukanej chudziutkiej, ubranej w przypadkowe ciuszki dziewczynki, zamieniła się w piękną elegancko ubraną kobietę, która pięła się po szczeblach kariery, otaczała się luksusowymi przedmiotami, ale brakowało jej tego najważniejszego… To wszystko, co posiadała miało być tylko narzędziem, środkiem prowadzącym do celu. Ale chyba zagubiła się na tej drodze.

Pamiętam doskonale Mariannę, pomimo że minęło wiele lat od kiedy pojawiła się w moim gabinecie. Życzenia na święta, ciepły SMS od czasu do czasu przypominają mi nasze rozmowy. Pamiętam jak ciężko jej było nieść brzemię samotności. Stoczyła wielką walkę, zanim poprosiła o pomoc. Osoba, która odznaczała się wielką determinacją i odwagą w podążaniu do obranego celu, perfekcjonistka w każdym calu, kobieta niezwykle inteligentna, ale nieumiejąca z własnej perspektywy dostrzec, gdzie leżał klucz do szczęścia, po który tylko należało sięgnąć.

Marianna wychowała się w rodzinie, o której mówi się, że jest patologiczna. Alkohol, bieda, ciągłe kłótnie. Pamięta jak kiedyś oglądając jako dziecko serial, w którym rodzina wiodła sielskie i anielskie życie, zapragnęła, by taką w przyszłości stworzyć. Pragnęła z całych sił spotkać człowieka, który by ją pokochał. Ale wciąż dręczyło ją pytanie: czy ja na to zasługuję? To pytanie zadawała sobie każdego dnia, widząc pogardę ze strony kolegów i koleżanek. Doskonale widziała, że jest inna. Wstydziła się rodziców, swojego domu, wstydziła się siebie… Ale jej atutem było to, że wiedziała, czego chce. Pragnęła miłości i życia w innym świecie.

Ten inny świat stanął przed nią otworem. Praca, ciężka praca połączona z nauką stały się trampoliną do lepszego życia. Pamięta nieprzespane noce, pustą lodówkę, ale każdy grosz, który zarobiła i oglądała ze wszystkich stron, zaprocentował.  Skończyła studia, podjęła pracę i tak się potoczyło. Ale w tym życiu zabrakło kogoś, kogo tak bardzo pragnęła i za kim tęskniła. Kogoś, kto by ją pokochał, zaakceptował, podziwiał i z kim stworzyłaby tak inną rodzinę od tej, w której przyszło jej się wychowywać.


Gdzie tkwił problem Marianny? W pogoni za szczęściem szukała tego kogoś, kto wynagrodziłby jej wszystkie dotychczasowe lata. Dla tego jedynego była gotowa na wszystko, wiedziała, że pokochałaby go całym sercem. Była tak bardzo spragniona kochania i bycia kochaną. Niestety nie zdawała sobie sprawy, że oczekuje, aby ktoś dostrzegł coś, czego ona sama nie widziała i nie czuła. Marianna przez te wszystkie lata nie nauczyła się kochać samej siebie. Osiągnęła wiele, ale nie była szczęśliwa, spełniona, usatysfakcjonowana. Bił z niej smutek. Zainwestowała w siebie, ale nie czuła się atrakcyjna i wartościowa. I pomimo wszelkich walorów nie pociągała mężczyzn.  Pragnęła stworzyć relację, ale nie zdawała sobie sprawy, że najpierw musi zadbać o zbudowanie zdrowego poczucia własnej wartości.  Musi uwierzyć w swoją wartość, by ktoś ją mógł dostrzec.

Osoby, takie jak Marianna, o niskim poczucia własnej wartości mogą mieć problemy w tworzeniu bliskich relacji. Nie uważają się za wartościowe, dostatecznie dobre osoby, postrzegają siebie nieadekwatnie, nie potrafią w pełni zaakceptować i pokochać siebie, w związku z tym nie wierzą, że ktoś inny byłby w stanie wybrać je na życiowego partnera i byłby w stanie szczerze i prawdziwie je pokochać. Jeśli uda im się znaleźć taką osobę, zaczną niszczyć – często nieświadomie – ich więź. Jeśli te zachowania nie doprowadzą do rozstania, to np. doprowadzą do toksycznego związku, w którym paradoksalnie osoba o niskim poczucia wartości, będzie postrzegana tak jak sama o sobie wewnętrznie myśli.

Dzisiaj Marianna jest szczęśliwa żoną i matką uroczych bliźniczek. Pracuje, zajmuje się domem, ma wspaniałego męża, który ją podziwia każdego dnia i jest z niej dumny. A ona nie wstydzi się, skąd pochodzi, bo historia jej drogi do lepszego życia jest jej wizytówką i powodem do dumy.  Pokochała siebie. Dostrzegła w sobie to, czego nie widziała przez lata.  Ma cudowną rodzinę, ale ma też w sobie niezwykłą moc i wiarę, że razem mogą wszystko. Wie, że wspaniałą kobietą – silną, mądrą, doświadczoną, która umie nie tylko marzyć, ale i je realizować.​
​
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Obraz
0 Comments

BŁĘKIT JEGO OCZU

2/3/2023

0 Comments

 
Obraz

BŁĘKIT JEGO OCZU

Syndrom Kopciuszka. Narcyz

​Honorata spoglądając jej głęboko w oczy, zapytała: czy Ty jesteś Kochana szczęśliwa? Nie wierzę, by odpowiadał Ci ten blichtr, szpan, przecież to nie w Twoim stylu! Beata zaprzeczała. Nie rozumiała, dlaczego przyjaciołom nie odpowiada jej związek z Piotrem. Może przeszkadza im, że jest z innej bajki, z innego kręgu, nie z ich paczki.

Zdaniem Beaty, te błękitne oczy rozkochałyby każdą kobietą. Przystojny, wykształcony, nienagannie ubrany, szarmancki. Koleżanki, poza przyjaciółkami,  były nim zachwycone. Takiego faceta ze świecą szukać! Ty to masz szczęście! – słyszała. Czuła się jak księżniczka, jak gwiazda, którą Piotr chwalił się całemu światu. Ona też była z niego dumna.  Wierzyła, że w końcu jej ukochany nagra płytę i będą podróżować po świecie.

Beata, obudź się! Takich jak on mogłabyś mieć na pęczki!!! Dajesz temu pasożytowi wypijać z siebie wszystkie soki! Nie poznajemy Cię! Opamiętaj się póki jeszcze czas! Czy Ty nie widzisz, że pracujesz ponad ludzkie siły, by utrzymywać tego picusia - glancusia i pracować na jego luksusowe zachcianki?!

​Musiało upłynąć nie mało czasu, by do Beaty powoli zaczęło docierać, w jaką pułapkę wpadła. Wcześniej nie potrafiła zauważyć tego, co widzieli jej przyjaciele, dla których stawała się osobą uzależnioną od Narcyza. Oni wiedzieli, że w tym związku nie jest sobą. Przecież znali ją od piaskownicy.

Relacja Beaty i Piotra to relacja, w której  Narcyz  musi błyszczeć , by istnieć. Musi być podziwiany, chwalony, wspierany. Dlaczego? Gdyż sam w siebie nie wierzy. Na zewnątrz pokazuje postawę pewnego siebie zarozumialca, a w środku czuje się nikim. Ma bardzo niskie poczucie własnej wartości.

Gdzie leży podłoże takiej postawy? Przecież takich ludzi  można spotkać  wśród nas. Otóż Piotr wychowywany był przez rodziców, którzy stawiali mu bardzo wysoko poprzeczkę i wiecznie byli z niego niezadowoleni. Sami natomiast zaabsorbowani byli wszystkim poza własnym dzieckiem. To rodziło w nim ciągłe pytania: „ Dlaczego wszystko inne jest ważniejsze? ”, „Dlaczego mnie nie kochają?”, „Co ze mną jest nie w porządku?” Relację tę cechował brak czułości. Piotr w odpowiedzi na to, nauczył się grać kogoś, kogo chcieli w nim widzieć rodzice. Nie wierzył, że można go kochać za to, kim jest, dlatego musiał wciąż wchodzić w rolę. W efekcie jako osoba dorosła nie miał stabilnego obrazu siebie, brakowało mu poczucia własnej wartości. Żył w ciągłym lęku, obawiając się, że zostanie zdemaskowany, iż inni odkryją, że nie jest tym, za którego go mają.  

Ona i on. Szukają się, by w chorym związku zaspakajać swoje potrzeby. Potrzeby będące wynikiem błędów wychowawczych swoich rodziców. Narcyz i Kopciuszek. Szukają się, by odnajdując siebie, nie zaznać prawdziwego szczęścia.

Narcyz, często wychowywany był w domu, w którym na miłość musiał zasłużyć byciem idealnym. Zabrakło w nim bezwarunkowego uczucia. Rodzice oczekiwali, by był idealny i wciąż dawali mu odczuć, że nie zasługuje na ich miłość.

W dorosłym życiu  poszukuje kobiety, która będzie wzmacniała jego niskie poczucie wartości. I często trafia na osoby, które kochają za bardzo. Odnajduje kobiety, które z kolei w domu rodzinnym były zależne od innych. Od dzieciństwa uświadamiano im, że potrzebują wsparcia, bo same sobie w życiu nie poradzą. Ta potrzeba zależności wpłynęła na ich sposób myślenia i zachowania. Osoby te uważają, że nie zasługują na  szczęście. Są gotowe do niesienia pomocy, poświęcania się. To daje im poczucie bycia potrzebną. Wybaczają, dają się krzywdzić, bo przecież nie zasługują na miłość. Panicznie boją się  opuszczenia. Gdy trafią na Narcyza, zostaje zaspokojona ich potrzeba bycia dowartościowywaną i docenianą, ale do czasu. Narcyz w związku z Kopciuszkiem paradoksalnie im więcej dostaje, tym szybciej się oddala. Potrzebuje kobiet, które go wielbią, by przeglądać się w ich zakochanych oczach, ale nie wierząc w swoją wartość, ucieka i odtrąca Kopciuszka, obawiając  się, że zostanie zdemaskowany.

Ratunkiem dla takiego związku jest rozwój emocjonalny jednego z partnerów. Wówczas jest szansa na otwarcie drugiej osobie oczu. Terapia może pomóc w wyzwoleniu się z zaklętego kręgu, który miał swoje początki w domu rodzinnym.
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
​Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Zaczynamy od siebie!

2/1/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

TO BYŁ POCZĄTEK DROGI

2/1/2023

0 Comments

 
Obraz

TO BYŁ POCZĄTEK DROGI

Fragment ksiażki "Noc" E. Wiesela

Dzisiaj dzięki życzliwości Wydawnictwa Kompania Mediowa publikujemy fragment z książki "Noc", której autorem jest Elie Wiesel, a przetłumaczona została przez Hannę Abramowicz
​
"Dzień spędziliśmy, poszcząc. Jednak wcale nie czuliśmy głodu. Byliśmy wyczerpani.
   Mój ojciec towarzyszył deportowanym aż do bramy getta. Najpierw przeprowadzono ich przez Dużą Synagogę, gdzie drobiazgowo ich przeszukano, żeby sprawdzić, czy nie zabrali ze sobą złota, srebra lub innych wartościowych przedmiotów. Zdarzały się histerie i ciosy pałkami.
   – Kiedy nasza kolej? – zapytałem ojca.
   – Pojutrze. Chyba że... chyba że sprawy jakoś się ułożą. Być może jakiś cud...
   Dokąd zabierano tych ludzi? Nie było jeszcze wiadomo? Nie, tajemnica była dobrze strzeżona.
   Zapadła noc. Tego wieczoru wcześnie położyliśmy się spać. Ojciec powiedział:
   – Śpijcie spokojnie, moje dzieci. To będzie dopiero pojutrze, we wtorek.
  Poniedziałkowy dzień przeminął jak mała letnia chmurka, jak sen w pierwszych godzinach świtu.
   Zajęci przygotowywaniem tobołków, pieczeniem chlebów i placków, nie myśleliśmy o niczym. Wyrok już zapadł.
  Wieczorem mama kazała nam wcześnie kłaść się spać, żebyśmy nabrali sił, jak powiedziała. Ostatnia noc spędzona w domu.
   O świcie byłem na nogach. Chciałem mieć czas na modlitwę, zanim nas wyrzucą.
  Ojciec wstał przed wszystkimi, żeby uzyskać jakieś informacje. Wrócił około ósmej. Dobra wiadomość: to jeszcze nie dziś opuścimy miasto. Przeniesiemy się tylko do małego getta. Tam poczekamy na ostatni transport. Będziemy wysłani jako ostatni.
  O dziewiątej powtórzyły się sceny z niedzieli. Wrzeszczący żandarmi z pałkami: <<Wszyscy Żydzi, wychodzić!>>.
   Byliśmy gotowi. Wyszedłem pierwszy. Nie chciałem patrzeć na twarze moich rodziców. Nie chciałem zalać się łzami. Siedzieliśmy na środku ulicy, jak tamci przedwczoraj. To samo piekielne słońce. To samo pragnienie. Tyle że już nie było nikogo, kto przyniósłby nam wodę.
   Przyglądałem się naszemu domowi, gdzie całe lata spędziłem na poszukiwaniu mojego Boga, na poszczeniu, by przyspieszyć nadejście Mesjasza, na wyobrażaniu sobie mojego życia. Wcale nie byłem smutny. Nie myślałem o niczym.
   – Wstawać! Odliczanie!
   Stać. Policzeni. Siadać. Znowu wstawać. Ponownie na ziemię. Bez końca. Czekaliśmy niecierpliwie, dokąd nas zaprowadzą. Na co czekają? Wreszcie padł rozkaz: „Naprzód!”.
   Mój ojciec płakał. Po raz pierwszy widziałem go płaczącego. Nigdy nie przyszło mi na myśl, że on mógłby płakać. Mama natomiast szła z kamienną twarzą, milcząca, zatopiona w swoich myślach. Patrzyłem na moją młodszą siostrę, Cyporę, jej ładnie uczesane blond włosy, czerwony płaszcz na ramionach: siedmioletnia dziewczynka. Na plecach zbyt ciężka dla niej torba. Zaciskała zęby – już wiedziała, że narzekanie na nic się nie zda. Żandarmi wymierzali pałką tu i ówdzie ciosy: <<Szybciej!>>. Nie miałem już sił. Droga dopiero się zaczynała, a ja już czułem się taki słaby...
   – Szybciej! Szybciej! Ruszajcie się, próżniaki! – wrzeszczeli węgierscy żandarmi.
   To w tej chwili zacząłem ich nienawidzić i moja nienawiść jest jedyną rzeczą, która łączy mnie z nimi jeszcze do dziś. Byli naszymi pierwszymi oprawcami. Byli pierwszym obliczem piekła śmierci.
   Rozkazano nam biec. Ruszyliśmy biegiem. Kto by pomyślał, że mieliśmy tyle sił? Zza okien, zza okiennic patrzyli na nas nasi współrodacy.
   Dotarliśmy wreszcie do celu. Torby już rzucone na ziemię, więc mogliśmy sami upaść:
   – Mój Boże, Panie Wszechświata, zmiłuj się nad nami w Twoim wielkim miłosierdziu..."*

*Fragment pochodzi z książki "Noc" E. Wiesel, Wydawnictwo Kompania Mediowa, 2023


POWIĄZANY POST: 
NOC
​

POLECAMY: 
Obraz
KUPISZ TUTAJ>>
​

​NOWOŚĆ! 

Elie Wiesel

"NOC"

tłumaczenie: Hanna Abramowicz
z przedmową Mariana Turskiego


Wydawnictwo Kompania Mediowa
0 Comments

Kochają mocniej i cierpią bardziej

1/31/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

BILANS EMOCJONALNY

1/31/2023

0 Comments

 
Obraz

BILANS EMOCJONALNY

​Zarządzanie emocjami

Pożądanie… Kto z nas kogoś lub czegoś nie pożądał? Nie tylko pożądamy drugiego człowieka, ale też wolność, pieniądze, sławę.
 
W poście „Nieproszone emocje” poruszyłyśmy kwestię zarządzania uczuciami. Pisałyśmy, iż mamy prawo do całej ich gamy, ale jesteśmy odpowiedzialni za zachowania, które na ich podłożu powstaną. Jedną z takich emocji, która niekiedy może nas wyprowadzić na manowce jest pożądanie. Jak wiecie, jest to silne pragnienie czegoś lub fizyczny pociąg do kogoś. W drodze warunkowania przedmioty lub bodźce dla nas obojętne z czasem nabierają znaczenia.

Myśląc o fascynacji osobą, która żyje w innym związku, powinniśmy myśleć o konsekwencjach, o problemach, a czasem tragedii,  której flirt może być  niewinnym początkiem. Jak wiadomo, zakazany owoc smakuje najlepiej, ale z kolei krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi, może boleć do końca życia. Nie mówiąc nawet o komplikacjach własnego. Najprawdopodobniej  o tych wszystkich konsekwencjach myślała bohaterka filmu „Pożądanie” grana przez Sophie Marceu. Banalna sytuacja. Kobieta krótko po burzliwym rozwodzie spotyka interesującego żonatego mężczyznę. Zaczyna między nimi iskrzyć. Pomimo, iż ciężko jej się oprzeć, ostatecznie odchodzi. Dlaczego? Miała prawo pożądać, pragnąć, snuć marzenia, ale  z drugiej strony umiała w porę powiedzieć „dość”.

Nie jest to łatwe, tym bardziej, że często jesteśmy zdania, iż lepiej żałować, że coś przeżyliśmy, niż żałować,  że  nie spróbowaliśmy.  Oczywiście wybór należy do nas. Niemniej warto zatrzymać się wówczas, gdy emocje biorą górę i zrobić bilans zysków i strat.

„Człowiek nie może stać się niewolnikiem swoich różnych skłonności i namiętności, niekiedy celowo podsycanych.  Przed tym niebezpieczeństwem trzeba się bronić. Trzeba umieć używać swojej wolności, wybierając  to, co jest prawdziwym dobrem. Nie można dać się zniewolić. Nie można dać się skusić pseudowartościom, półprawdom, urokom miraży, od których potem odwracamy się z rozczarowaniem, poranieni, a czasem nawet ze złamanym życiem. Człowiek musi stawać się coraz bardziej człowiekiem, aby był, a nie tylko miał.” 

Te głębokie słowa Jana Pawła II niosą ze sobą niełatwe do zaakceptowania treści. Ale może warto zatrzymać się chwilę, pomyśleć, zanim nasze emocje uczynią z nas swoje sługi, a my zostaniemy z złamanym życiem.
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Wzięłaś na siebie za dużo obowiązków, jesteś mało asertywna, nie umiesz się z niczego cieszyć. Nie potrafisz panować nad emocjami, masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Brak Ci poczucia wartości i akceptacji.
​Zapraszamy Cię na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
Obraz
0 Comments

Miłość trwa wiecznie

1/30/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

O czym pamiętamy?

1/30/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Nie bądź naiwna

1/29/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

NOC

1/28/2023

0 Comments

 
Obraz

NOC

Uraz psychiczny, koszmar wojny

„Kilka słów wypowiedzianych spokojnie, obojętnie, bez emocji. Kilka prostych i krótkich słów. Była to jednak chwila, w której rozstałem się z matką. Nie miałem czasu na uświadomienie sobie, że już wtedy poczułem uścisk dłoni ojca - zostaliśmy sami. W ułamku sekundy mogłem zobaczyć, jak moja matka, moje siostry przechodzą na prawo. Cypora trzymała dłoń mamy. Widziałem, jak się oddalały; mama głaskała blond włosy mojej siostry, jak gdyby ją osłaniała, a ja nadal szedłem z ojcem, z mężczyznami. I nie wiedziałem, że w tym miejscu, w tej chwili rozstawałem się z matką i Cyporą na zawsze.”*

Nigdy nie zapomnę tego dnia, gdy moja wychowawczyni, gdy byłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, opowiadała nam o początku pierwszej wojny światowej. Pamiętam dokładnie, jaka byłam przerażona, słuchając o moich rówieśnikach, którzy we wrześniu 1939 roku szli elegancko ubrani, by przekroczyć po raz pierwszy próg szkoły, gdy nad ich głowami pojawiły się samoloty zwiastujące koniec ich beztroskiego dzieciństwa. Przez długi czas potem z lękiem spoglądałam w niebo i te obrazy nakreślone przez nauczyciela nie dawały mi spokoju. Powracały wielokrotnie potem, gdy myślałam o tragedii naszego narodu, ale i pojedynczych osób. Gdy myślałam o dzieciństwie mojego ukochanego Taty i moich Dziadków, którzy doświadczyli koszmaru wojny. Nie raz patrząc w oczy tych ludzi, zastanawiałam się, czego oni byli świadkami i co te oczy musiały widzieć. Po latach, już jako  psycholog, zrozumiałam też, jakie piętno na psychice człowieka może odcisnąć największa z tragedii, jaka może spotkać ludzkość.

Wojna to czas podeptania wszelkich norm moralnych, czas zetknięcia się z przemocą, bólem,  bezradnością. Czas nasilonego lęku i smutku, które doprowadziły z uwagi na czas trwania do zaburzeń funkcjonowania, gdyż odbiły się na zdrowiu psychicznym ludzi, którzy przeżyli ten koszmar. W psychice człowieka są bowiem zaszyfrowane zapisy historii, często przykrych zdarzeń, o których chciałoby się zapomnieć. Upycha się tam bolesne doświadczenia, które z różnych powodów dają o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie i ciężko je zignorować. Są one jak rany, które pozostawiły po sobie trwały ślad w postaci blizny. Niekiedy te ślady są bardzo głębokie i pomimo, iż nie są widoczne gołym okiem, są bardzo kłopotliwe. Osoby, które przeżyły wojnę bądź doświadczyły innego traumatycznego zdarzenia - czyli sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia - albo były jego świadkiem, doznały przeszywającej bezradności, bezsilności i często uległy silnemu urazowi psychicznemu. Na takie nagłe sytuacje przecież nikt nie może się przygotować. A potem… Potem próbowali przed nimi uciec. Ale czy jest to możliwe...? Z reguły pozostają te przeżycia w postaci zespołu stresu pourazowego i dopadają człowieka jako tak zwane „flashbacki”, czyli obrazy, których nie umie się wykasować z pamięci. Czasami są to natrętne myśli, a niekiedy koszmary senne. Ludzie są pobudzeni psychofizjologicznie, drażliwi, mają napady złości lub agresji, problemy z koncentracją, są wrażliwi na bodźce i emocje lub przeciwnie, odznaczają się chłodem emocjonalnym w kontaktach interpersonalnych, poczuciem bycia pustym w środku. Jakiekolwiek skojarzenia, które przypominają traumatyczne zdarzenia, wywołują w nich gwałtowne reakcje lękowe. Mają potrzebę unikania wszystkiego, co przypomina im zdarzenia, które doprowadziły do urazu psychicznego. 

​Ślad urazu psychicznego niestety pozostaje na długie lata, czasami trzeba z nim żyć do końca życia. Ci, którzy próbowali uciec i wymazać z pamięci to, co chciałby się za wszelką cenę zapomnieć, wiedzą, że ekstremalne doświadczenia, które stały się ich udziałem, nie zostały bez śladu i spowodowały, że stali się innymi ludźmi. Życie pokazuje, że ucieczka jest bardzo często sukcesem, który jest tylko pozorny, gdyż wymazane zdarzenia wracają ze zdwojoną siłą w postaci odroczonego zespołu pourazowego. Co możemy w takim razie zrobić, by dalej żyć?
 
W leczeniu zespołu stresu pourazowego potrzebna jest pomoc specjalisty. Z reguły stosuje się psychoterapię poznawczo-behawioralną, która polega na oswajaniu wraz z pacjentem traumatycznych sytuacji i zinterpretowaniu ich na nowo. Stosuje się też czasami terapię ekspozycyjną, w której przywołuje się traumatyczne zdarzenia w celu redukcji lęku. Terapia przeprowadzona przez właściwą osobę z reguły prowadzi do sukcesu.

Temat wojny był poruszany wielokrotnie w literaturze. Wiele książek, które czytałam jeszcze w liceum, poruszyło mnie i zmusiło do zadawania sobie wielu trudnych pytań. Często zastanawiałam się, jak to możliwe, że człowiek człowiekowi mógł zgotować taki los? Z resztą nie byłam pierwszą osobą stawiająca sobie to pytanie. Zastanawiałam się wielokrotnie, gdzie jest granica bólu, zarówno tego fizycznego, ale i psychicznego i gdzie jest granica naszej moralności, gdy zaczynamy deptać jako ludzie nasze wartości z uwagi na warunki, w których przychodzi nam żyć. Co prawda, warunki są tylko warunkami, ale człowiek jest aż człowiekiem, natomiast…  jest gdzieś granica, po przekroczeniu której ciężko jest być tym, kim byliśmy wcześniej. 

„Noc już całkiem minęła. Na niebie błyszczała gwiazda poranna. Ja też stałem się zupełnie innym człowiekiem. Uczeń talmudysta, dziecko, którym byłem - spłonęli w płomieniach. Pozostała tylko forma, która mnie przypominała. Do mojej duszy wtargnął czarny płomień i ją pochłonął.”*

Przeczytałam wiele książek poruszających tematykę wojenną, ale żadna z nich nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak książka, którą przeczytałam parę dni temu. Książka pt.: „Noc” została napisana przez Eliego Wiesela - żydowskiego pisarza, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Książka ta stanowi osobiste wspomnienie autora, który opisuje czas, w którym został obdzierany z resztek człowieczeństwa, czas, w którym stracił wszystkich, których kochał. Książka jest poruszająca i zmusza do głębokiej refleksji. A sam autor napisał o niej: „Wiem tylko, że bez tej niewielkiej książki moje życie pisarza, czy moje życie w ogóle, nie byłoby tym, czym jest: życiem świadka, który z moralnego i ludzkiego punktu widzenia czuje się zmuszony przeszkodzić wrogowi w odniesieniu zwycięstwa, ostatniego, zacierającego ślady jego zbrodni w pamięci ludzi.”*

*Fragmenty pochodzą z książki "Noc" Eliego Wiesela, Wydawnictwo Kompania Mediowa, 2023

**Artykuł powstał we współpracy z Wydawnictwem Kompania Mediowa


POLECAMY: 
Obraz
KUPISZ TUTAJ>>

NOWOŚĆ! 

Elie Wiesel

"NOC"

tłumaczenie: Hanna Abramowicz
z przedmową Mariana Turskiego


Wydawnictwo Kompania Mediowa

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 25 STYCZNIA 2023!
0 Comments

ROZWÓD Z NARCYZEM, SOCJOPATĄ ​I "KATEM DOMOWYM"

1/27/2023

0 Comments

 
Obraz

ROZWÓD Z NARCYZEM, SOCJOPATĄ
​I "KATEM DOMOWYM"

Wywiad z adwokat dr Patrycją Mencel

Dzisiaj mam przyjemność zaprezentować wywiad, który przeprowadziłam z Patrycją Mencel - właścicielką Kancelarii Adwokackiej adw. dr Patrycja Mencel. Doktorem nauk prawnych oraz pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Wrocławskim. Prelegentem podczas szkoleń, ogólnopolskich i międzynarodowych konferencji naukowych. Autorką licznych publikacji naukowych. Dyrektorem Biura Śledczego w Polskim Towarzystwie Ekspertów i Biegłych Sądowych. Rozmawiałyśmy między innymi o związkach z narcyzem, socjopatą i „katem domowym". O tym, z kim trudniej się rozstać, dlaczego przyzwyczajamy się do życia w toksycznych związkach i dlaczego bronimy naszych oprawców oraz jak przygotować się do rozwodu i pierwszego spotkania z prawnikiem. 


​Psychologia przy kawie: Pani Patrycjo, jakie sprawy Pani zdaniem są najtrudniejsze dla prawników pod względem emocjonalnym?

Patrycja Mencel: Specyfika tego zawodu wymaga od prawnika wyznaczenia pewnych granic emocji. Naszym zadaniem jest „trzymanie emocji na wodzy”, zdrowy dystans i spojrzenie na sprawę z pełnym profesjonalizmem. Nie da się jednak ukryć, że i Nas prawników niektóre sprawy wzruszają emocjonalnie, bo jesteśmy ludźmi, którzy także mają swoje rodziny i do każdej sprawy podchodzimy indywidualnie/inaczej.
Pewną trudność (o ile można tak to nazwać) cechują sprawy, które dotyczą dzieci, zwłaszcza wtedy, gdy dzieje im się krzywda.

 
Ppk: Czy kobiety przyzwyczają się do życia w toksycznych związkach? Często przecież twierdzą, że inni mają gorzej, że one tylko czasami... Tak jakby przyzwyczajały się do poniżania, do szantażu, do kłamstwa, do manipulacji.

PM: Faktycznie, czasami kobiety żyją w bardzo toksycznych związkach nawet kilkanaście (kilkadziesiąt!) lat. W mojej ocenie do poniżania, kłamstwa i manipulacji nie da się przyzwyczaić, ponieważ przez przyzwyczajenie rozumiem godzenie się z takim stanem rzeczy. Za każdym razem tego typu zachowania ze strony bliskich nam osób skutkują odczuwaniem smutku, złości, zażenowaniem czy poczuciem bezradności, a z takim stanem rzeczy trudno się pogodzić.
Niestety, najczęściej powodem wmawiania sobie przez kobiety, że „inni mają gorzej” lub "jutro mu przejdzie, przecież kiedyś był inny" jest brak perspektyw na wyjście z patowej sytuacji. Często kobiety są również odizolowywane od najbliższych oraz uzależniane od swojego kata. Jeżeli tak się dzieje, to jest to już sytuacja alarmowa. Z relacji moich klientek wynika, że przez długie lata nie wiedziały, jak uwolnić się z takiego związku, zwłaszcza gdy w grę wchodziły małoletnie dzieci. Kobiety czasem nie zdają sobie sprawy z tego, że można żyć inaczej.

 
Ppk: Moim zdaniem kobiety często bronią swoich oprawców. Mam rację?
 
PM: Kobiety faktycznie nierzadko usprawiedliwiają swoich oprawców. Być może właśnie dlatego, że same nie dowierzają temu, czego doświadczyły. „Jak to możliwe, że mężczyzna, z którym jeszcze do niedawna byłam tak szczęśliwa mógłby mi zrobić coś takiego? Pewnie miał zły dzień”. Czasem kobiety upatrują przyczyn zachowania oprawcy w swoim postepowaniu bądź zaniechaniu, szukają błędów w sobie. Zazwyczaj przychodzi jednak taki moment, gdy szala goryczy się przelewa i najczęściej z pozoru niegroźna wymiana zdań między partnerami doprowadza do podjęcia decyzji o przerwaniu istniejącego impasu. Oczywiście mówię to z punktu widzenia prawnika, a nie badacza.
 
Ppk: Dlaczego Pani zdaniem kobiety tkwią czasami latami w toksycznych związkach?

PM: Kobiety nie wiedzą od czego zacząć, gdzie tak naprawdę szukać pomocy. Nie widzą szans na lepsze jutro. Perspektywę rozstania z partnerem widzą w czarnych kolorach. Zakładają, że mimo uwolnienia się od oprawcy same nie poradzą sobie w zderzeniu z otaczającą je rzeczywistością. Jest to oczywiście błędne założenie, bo kobiety stać na wiele tylko niekiedy brak im pewności. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż narcyzi, socjopaci czy też tzw. „kaci domowi” uzależniają od siebie i izolują od najbliższych swoją ofiarę. Uzależniona ofiara to taka, która np. zdana jest na hojność i pieniądze męża, bo do tej pory zajmowała się domem i nie ma swoich oszczędności, natomiast ofiara odizolowana to taka, która nie ma do kogo zgłosić się po pomoc. Ja jednak uważam, że zawsze jest rozwiązanie, trzeba tylko uwierzyć w siebie i zaufać samej sobie.
​
Ppk: Czy jako osoby mające do czynienia z socjopatami i narcyzami na salach sądowych, potraficie ich zachowania rozszyfrować? To często świetni aktorzy. Jakie zachowania zapadły Pani w pamięci?
​
PM: Oczywiście. Narcyzi i socjopaci to świetni manipulanci i taktycy. W związku z tym należy pamiętać, że rozwód z narcyzem musi być taktycznie zaplanowany. Kiedy kontaktuję się ze mną klientka, z relacji której wynika, że mamy do czynienia z narcyzem lub socjopatą, to każdorazowo uczulam, że "walka rozwodowa" rozgrywa się przed procesem rozwodowym, a nie w jego trakcie. Należy wtedy zwracać uwagę na pewne zachowania takich ludzi i odpowiednio reagować tak, aby nie dać im argumentów w trakcie postępowania sądowego. W takich sprawach adwokat musi zawsze przewidywać i być o krok przed ruchem przeciwnika. Bardzo ważnym jest opracowanie właściwej strategii do obrony przed atakiem narcyza. W pamięci przywołuję sobie właśnie sytuację, gdy mąż mojej klientki oczerniając ją przed procesem sądowym w oczach wszystkich, kiedy dowiedział się, jaki materiał mamy przygotowany doszedł do wniosku, że odda jej swoje mieszkanie w ramach ugody. Zakładam, że jego celem była ochrona własnego piaru.
 

Obraz
Ppk: Decyzja o odejściu od toksycznej osoby to jedno, ale potem długa droga rozwodowa. Myślę, że wiele kobiet to przeraża. Czy można się przygotować na tą drogę przez mękę, jak wiele osób określa czas rozpraw sądowych?

PM: Pamiętać należy, że z rozwodem często związany jest podział majątku oraz opieka prawna nad wspólnymi dziećmi. Mimo to rozwód wcale nie musi być długi i męczący. Ustawodawca przewidział w przepisach pewne możliwości mogące przyspieszyć ten proces. Najważniejszym aspektem jest podjęcie pewnej, zdecydowanej decyzji i zrobienie pierwszego kroku ku zmianie sytuacji. Jeśli kobieta jest zdecydowana i nastawiona na cel, to każdy kolejny krok przybliżający do zakończenia sprawy jest dla niej jednocześnie pewnym sukcesem. Oczywiście można przygotować się na ten proces i nawet trzeba. Jednym z kluczowych elementów jest gruntowne omówienie wszystkich okoliczności sprawy z prawnikiem, tak aby dobrać odpowiednią strategię i w jak najbardziej korzystny sposób dojść do mety. Warto przemyśleć także skorzystanie z pomocy poradni psychologicznej, czy to dla rozwodzącego się małżonka, czy też dla dzieci, tak aby do minimum obniżyć negatywne skutki rozstania rodziców.
 
Ppk: A jak przygotować się do pierwszego spotkania z prawnikiem?
 
PM: Pierwsze spotkanie to zazwyczaj przedstawienie obrazu sytuacji, z jaką zmierza się na co dzień moja klientka/mój klient. Na takim spotkaniu bardzo często pełnię jednocześnie rolę psychologa i prawnika. Od tego nie da się uciec. Muszę wysłuchać mojego klienta, bez względu na to, jak bardzo emocjonalnie podchodzi do sprawy i dać mu poczucie bezpieczeństwa oraz pewności. Skrupulatna i dokładna analiza wszystkich informacji przekazanych mi przez klienta pozwala obrać właściwą ścieżkę. Bardzo ważnym zatem jest, aby klient opowiedział mi o wszystkim, co może być istotne, nawet jeśli z pozoru szczegół wydaje się mało ważny. Trzeba także pamiętać o tym, aby przedstawiany przez klienta obraz był zgodny z rzeczywistością. Niczego nie można ukrywać przed swoim prawnikiem.
 
Ppk: Często ofiara np. socjopaty staje przed Sądem z pustymi rękoma. Nie działa tak jak manipulator, nie przygotowuje się do tego, by udowodnić winę małżonkowi. Często jest to impuls. I nagle okazuje się, że nie jest przygotowana, bo będąc osobą lojalną, nie skarżyła się nikomu, więc nie ma świadków, nie ma dowodów, bo nie dopuszczała myśli o odejściu, nawet przez myśl jej nie przeszło, by gromadzić coś przeciwko osobie, teoretycznie najbliższej. Brak często ofierze cwaniactwa. Czy za naiwność przychodzi zapłacić?
 
PM: Absolutnie nie. Klientów w sprawach rozwodowych można zazwyczaj podzielić na dwie grupy – tych, którzy są bardzo dobrze przygotowani, posiadają obszerny materiał dowodowy i takich, którzy przez lata faktycznie nie gromadzili żadnych dowodów. Nie oznacza to jednak, że przychodzą do mnie z pustymi rękoma. Nie da się całkowicie ukryć sytuacji panującej w rodzinie od kilku lat. Zawsze znajdą się jakiekolwiek dowody potwierdzające, z czym musiała zmierzać się klientka. Czasami warto również skorzystać z usługi biura detektywistycznego. Wszystko zależy od naszej strategii.
 
Ppk: Trudniejsze Pani zdaniem są rozwody z narcyzem czy z socjopatą?

PM: Wszystko zależy od tego, z jakiej perspektywy się spojrzy. Nie ma też sztywno przyjętej reguły. Jeśli chodzi o ofiary doświadczające przykrych zachowań ze strony narcyzów czy socjopatów, to uważam, że nie można miarkować krzywdy, która im się dzieje. Dla każdego konsekwencje działań tych sprawców mogą być inne. Dużo także zależy od konkretnych okoliczności każdej sprawy.
Jeśli mówimy o trudności z perspektywy prawnika, to trzeba przyznać, że każde zaburzenie osobowości wiąże się z wypracowaniem niestandardowej koncepcji. Posiadane doświadczenie pozwala jednak osiągnąć zamierzony cel, zarówno w przypadku osób z osobowością narcystyczną, jak i socjopatyczną.
 
Ppk: Czy zdarza się, że to kobiety są katami w związkach?

PM: Zdarza się, aczkolwiek kobiety będące oprawcami to niezwykła rzadkość. Wygórowana pewność siebie, chęć dominacji nad partnerką czy uznawanie siebie za osobę decyzyjna to cechy znacznie częściej występujące u mężczyzn. Statystyka policyjna od kilku lat utrzymuje się na podobnym poziomie i wskazuje, że wśród osób doświadczających przemocy domowej mężczyźni stanowią około 10% pokrzywdzonych.
 
Ppk: Mówi się, że mądry Polak po szkodzie... Jakie czerwone światełka powinny dać młodej dziewczynie sygnał, że związek nie będzie tak cudowny, jak wydawać się jej może w pierwszych latach znajomości. Na co należy zwrócić uwagę?

PM: W mojej ocenie bardzo ważnym jest okazywanie wzajemnego szacunku w szerokim tego słowa znaczeniu. Wszelkie przejawy jego braku to jakiś sygnał, z którego należy wyciągnąć pewne wnioski. Jeśli już na początku związku partner nie liczy się z odmiennym zdaniem swojej partnerki, jest apodyktyczny, nie przyjmuje czyichś argumentów albo dopuszcza się przemocy (słownej lub fizycznej) wobec bliskiej osoby, z którą wiąże przyszłość, to należy mocno przemyśleć perspektywę życia z takim człowiekiem. Alarm powinien włączyć się również w sytuacji, kiedy partner mówi nam coś w stylu "Po każdym Twoim powrocie od mamy się kłócimy" lub "przestań się przyjaźnić z Anią, bo ona ma na Ciebie zły wpływ". To jest początek odizolowywania ofiary. Niebezpieczny może być też moment, kiedy mężczyzna mówi do swojej partnerki: "Ja będę pracować, a Ty dbaj o dom. Niczego nie potrzebujesz. Ja wszystko Ci dam". To z kolei jest początek uzależniania swojej ofiary od siebie samego.
Należy też podkreślić, że narcyza cechuje doskonała umiejętność manipulowania otoczeniem, tworzenia tzw. „zasłony dymnej” co do swoich rzeczywistych zamiarów. Może się zatem okazać, że początkowo relacja będzie rozwijać się wzorowo, a po latach narcyz ujawni swoją prawdziwą twarz. 

Ppk: Pani Patrycjo, ślicznie dziękuję za rozmowę. Mam nadzieję, że dla wielu osób będzie ona niezwykle ważna i być może stanie się  światełkiem w tunelu. 
0 Comments

Gdy upadniesz i powstaniesz...

1/26/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Oczekiwania innych

1/26/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

To mnie uczyniło silniejszą.

1/24/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Czy to konieczne?

1/23/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

TANIEC Z TRUDNOŚCIAMI

1/22/2023

0 Comments

 
Obraz

TANIEC Z TRUDNOŚCIAMI ​

Jak wyjść z pułapki cierpienia?

LIDKA

Marzyłam od dziecka o własnym kącie. Nieraz oczami wyobraźni widziałam przytulne własne mieszkanko, które chciałam urządzać dla siebie, na swoich zasadach. Biorąc do ręki kolorowe magazyny, zwykle rozpoczynałam od przeglądania zdjęć przytulnie urządzonych domów. Po przeprowadzce od rodziców mieszkałam w akademiku, a potem po ślubie z Markiem zamieszkaliśmy w jego kawalerce. Aż końcu po paru latach pracy zdecydowaliśmy się na wzięcie kredytu i kupno własnego upragnionego M. I wówczas zaczął się mój koszmar. A miało być tak pięknie. Nigdy nie sądziłam, że kupno mieszkania i jego wykańczanie będzie wiązało się z tak negatywnymi przeżyciami. To była ciągła walka z architektami, robotnikami, osobami, które chętnie poodejmują się wyzwania po to, by potem zaginąć bez wieści i nie odbierać telefonu albo wykonywać swoją pracę tak, jakby robiło się to po raz pierwszy w życiu. Byłam wykończona, stałam się strzępkiem nerwów. Wszystko wyprowadzało mnie z równowagi.
 
”Wyobrażam sobie, że kryzysy są egzaminem z umiejętności świadomego życia i radzenia sobie z wyzwaniami. Jeśli dysponujemy odpowiednimi narzędziami i nastawieniem, możemy z trudnościami zatańczyć, pozwolić się kilka razy obrócić i z ciekawością obejrzeć swoje życie z nowej perspektywy.”*
 
 
FELA

Kiedyś czytałam artykuł mówiący o tym, że choroba jednego członka rodziny rzutuje na wszystkich. Ale dopóki człowieka nie dotyczy jakiś problem, nie ma pojęcia, z czym jest on związany. Gdy urodziłam niepełnosprawne dziecko, długo dochodziłam do siebie. Ciężko było mi pogodzić się z utratą zdrowej córki, na którą przecież czekałam, którą sobie wyśniłam i wymarzyłam. Inaczej wyobrażałam sobie pierwsze tygodnie, miesiące, lata macierzyństwa. Ale z czasem patrząc w piękne i ufne oczy Marysi, doszłam do wniosku, że w życiu dostajemy to, czego potrzebujemy, pomimo że tego nie oczekujemy, a nawet zrobilibyśmy wszystko, by tego nie przyjmować od losu. Z czasem było łatwiej i nie wyobrażałam sobie innego scenariusza niż ten, który napisało życie. Ale schody zaczęły się po odejściu męża i pójściu Marysi do szkoły. Czasami zastanawiam się, skąd czerpałam siły. Pamiętam, jak ludzie zadawali mi to pytanie, a ja nawet nie miałam czasu na to, by sobie na nie odpowiedzieć. Dzisiaj wiem, że nie było łatwo. To było jak stąpanie po krawędzi.
 
„Zdarza się jednak kryzys tak przerażający i paraliżujący, że o żadnych tańcach nie może być mowy. Wówczas zamiast stać się szansą, jest wyłącznie pułapką cierpienia. I tu wchodzi mindfulness  – pełna zrozumienia, współczucia, dobroci i czułości, która najpierw koi, aby przywrócić przytomność, a potem otwiera możliwości i zachęca do transformacji sytuacji kryzysowej.”*
 
MAJKA

Samotne wychowywanie syna nie jest bułką z masłem. Nie ukrywam, że śmierć męża była dla mnie istnym trzęsieniem ziemi. Ale dałam radę. Kto jak nie ja. Miałam przecież dla kogo żyć. Nie mogłam pozwolić sobie na to, by usiąść i płakać, bo miałam komu zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Borys dorastał na cudownego chłopaka, a ja byłam silną i waleczną kobietą. Bycie ofiarą i użalanie się nad sobą nie miało najmniejszego sensu. Ja chciałam żyć i iść do przodu. Lata mijały i czułam pewnego rodzaju stabilizację, aż do dnia, gdy dostałam wypowiedzenie z pracy. Po 15 latach w jednej firmie, dla której poświęciłam wiele, to był nie lada cios… I wówczas coś we mnie pękło.
 
„Tym razem nie pragnęłam intelektualnych koncepcji, nie szukałam wiedzy. Szukałam lustra, w którym będę mogła się przejrzeć i zobaczyć prawdę o sobie, choćby najtrudniejszą. Chciałam odnaleźć siebie na nowo. Gdy uczeń jest gotowy, to i nauczyciel się pojawia.”*
 
LIDKA, FELA, MAJKA, KAŻDA Z NAS

Każda z nas w mniejszym lub większym stopniu przeżywa w życiu swoje małe trzęsienia ziemi. Każda z nas kiedyś stąpała po krawędzi i nie miała sił, by wstać rano z łóżka i cieszyć się budzącym dniem. Czasami to drobne niedogodności codziennego dnia, które kumulując się, doprowadzają do frustracji, a kiedy indziej mniejsze lub większe dramaty, straty, zranienia przez innych. Ale najważniejsze, by umieć przejść przez ten trudny czas obronną ręką. By nie zapomnieć o tym, co dla nas najważniejsze, o swoich  wartościach, kręgosłupie moralnym, o tym, by umieć z radością i czystym sumieniem witać kolejny budzący się dzień. Nie jest to proste, ale możliwe. Każdy ma inny sposób na przejście przez życiowe burze. Czy jest to możliwe? Oczywiście! Jest wiele dróg, ale z jedną nich jest mindfulness, czyli uważność. Zapytacie, od czego zacząć, jak się tego nauczyć? Z pomocą może każdej z nas przyjść książka Katarzyny Kędzierskiej i Małgorzaty Jakubczak pod tytułem „Odkrywanie mindfulness”, która parę dni temu trafiła do moich rąk. Przeczytałam w niej między innymi o tym,  że mindfulness to spotkanie ze sobą przynoszące nowe doświadczenia, sygnały z ciała, myśli i emocje. Ta książka, o czym przekonują jej autorki - Małgorzata - założycielka Polskiego Instytutu Midnfulness i Katarzyna - autorka najpopularniejszego w Polsce bloga o minimalizmie i mindfulness, pomaga uciekać od kryzysów, pozwala na spotkanie z samą sobą, czyli osobą, która dla nas powinna być najważniejsza, i uważnie poradzić sobie z tym, co przynosi życie. Książka ta różni się moim zdaniem od innych podejmujących tematykę uważności, gdyż ma formę szczerej rozmowy dwóch ekspertek, które zmieniły swoje życie i teraz dzielą się swoim doświadczeniem krok po kroku, wyjaśniając, czym jest właściwie rozumiana i praktykowana mindfulness.

„Dla mnie najbardziej liczy się właśnie ta esencja, a ona w pewnym sensie jest niezależna od formy praktykowania (…) Uczy cię stać obok wszystkiego, co najtrudniejsze, nieprzyjemne, niemiłe, i trzymać te wszystkie rzeczy za rękę. Z całą życzliwością, czułością, akceptacją i nieocenianiem, jakie możesz w danej chwili z siebie wykrzesać. A czasami nie możesz wykrzesać ani odrobiny - i to też jest okej. To jest twoja prawda. Uszanuj ją. Przyjmij. A jeśli nie możesz, nie chcesz jej teraz przyjmować, czujesz bunt i sprzeciw - dobrze, to jest twoje doświadczenie teraz. Weź je za rękę, jeśli chcesz.”*
 
*Fragmenty pochodzą z książki K. Kędzierskie, M. Jakubczak " Odkrywanie mindfulness", Wydawnictwo Znak Literanova

**Artykuł powstał przy współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova

 

POLECAMY: 
Obraz
KUPISZ TUTAJ>>
 

​
​K. Kędzierska, M. Jakubczak


"Odkrywanie mindfulness.
​Szczerze o medytacji uważności"


Wydawnictwo Znak Literanova

PREMIERA 25 STYCZNIA 2023 ROKU!.
0 Comments

Szczęśliwy weekend

1/21/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Zapomnisz o kompleksach

1/20/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Budujmy nowe

1/18/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Skarbem jest życie

1/17/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Groza niezdecydowania

1/16/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

NIE PĘDŹ!

1/15/2023

0 Comments

 
Obraz

NIE PĘDŹ!

Jak odzyskać skupienie i znaleźć szczęście

Jestem podminowana, roztrzęsiona, przytłoczona obowiązkami… Nie mam chęci do życia. Coraz mniej rzeczy mnie cieszy. Gdy nadchodzi weekend, na który czekam, przesypiam pół dnia, a potem patrzę bezmyślnie w ekran telewizora. Czuję, że życie przecieka mi przez palce, brak mi sił, i motywacji. Mało co potrafi mnie cieszyć.
 
Podczas dzisiejszej sesji z psychologiem, Kasia została zapytana, jak wyglądał jej dzisiejszy dzień. Zaskoczyło ją to. Nigdy wcześniej nie dokonywała takiej analizy. Codziennie pędzi przed siebie i nie wie, co to uważność w życiu. Ponieważ została o to poproszona, zaczęła powoli odtwarzać kolejne chwile i godziny dzisiejszego dnia. Po przebudzeniu, jak to zwykle rano, zajrzała do telefonu. To chyba normalne. Przeglądała media społecznościowe, wykąpała się, umalowała i popędziła do pracy. Na rozmowę z mężem nie miała czasu. Zwykle rano wymieniają między sobą jedynie zdawkowe zdania. Śniadania też w domu nie jadła. Po drodze zawsze coś przecież można kupić i zjeść w wolnej chwili. Dzisiaj, jadąc do pracy, stała w korku. I wówczas ciśnienie jej podskoczyło. Śpieszyła się strasznie. Wiedziała, że się spóźni, a szef tego nie toleruje. Minuty w samochodzie wlokły jej się niemiłosiernie. Zaczęła się złościć, powoli złość przechodziła w gniew, bo absolutnie nie miała wpływu na sytuację wokół. Czuła się zblokowana ze wszystkich stron, a patrząc na kierowców w sąsiednich samochodach, z trudem powstrzymywała krzyk. Siedząc w gabinecie psychologa i wracając do tych sytuacji, zadała sobie pytanie: Czy warto się denerwować? Może lepiej „wyluzować” i odzyskać spokój na resztę dnia, a może i tygodnia?
 
Każdego dnia podobnie jak Kasia „jesteśmy zalewani przez bodźce, często wtedy, kiedy tego nie chcemy. Pod wieloma względami nasz czas nie jest już nasz. Uświęcona, cicha przestrzeń w naszych umysłach zarezerwowana dla rozmyślania powoli się kurczy. Musimy ją odzyskać dla naszego zdrowia, szczęścia i dobrego samopoczucia mentalnego. Wewnętrzne poczucie spokoju jest antidotum na szaleństwo współczesnego świata.”* Ale jak to zrobić?  Autorzy książki „Mózg na detoksie” mówią o tak zwanym  wypraniu i przebudowaniu mózgu. Porównują go do komputera, który wolno działa. Zadają nam pytanie, co robimy z takim sprzętem. Większość z nas odpowie, że zwracamy się o pomoc do fachowca. Oczywiście! I co on zrobi? „Pierwszą rzeczą, o którą ten zapyta, jest to, ile aplikacji masz otwartych i ile programów działa w tle. To dobre pytania, które warto zadać także w związku z naszym mózgiem, ponieważ w przeciwieństwie do komputera Ty nie możesz mieć otwartych kilku programów jednocześnie i zachować przy tym wydajność.”*
Obraz
​Kasia u psychologa zdała sobie sprawę, że działa jak ten komputer, który ma otwartych wiele kart. Zadała sobie pytanie: Kiedy ostatni raz czułam się wypoczęta i szczęśliwa? A Ty, kiedy czułaś się spełniona, spokojna, miałaś poczucie więzi z samą sobą i ludźmi oraz światem wokół Ciebie? Ale tak naprawdę? Przyznaj szczerze przed samą sobą. Gdy pomyślałaś: Tak, to ten moment. Właśnie teraz. Jak wspaniale! Gdy nie gonił Cię czas. Byłaś tu i teraz. Przepełniała Cię radość. Chciałaś, aby to się nigdy nie skończyło… Może powinnaś zrobić ze swoim mózgiem to samo, co zrobiłby fachowiec z komputerem? Może warto zresetować umysł dla jego lepszego, skuteczniejszego funkcjonowania i dla Twojego dobrego samopoczucia.
 
Może warto zapytać siebie: „Kiedy ostatni raz świadomie usiadłaś na kilka minut w ciszy, tak by nic Cię nie rozpraszało, nie mając w rękach, w zasięgu uszu czy oczu niczego, co mogłoby przykuć Twoją uwagę? Czy było to dziś? Wczoraj? A może nawet nie pamiętasz takiej sytuacji?”*

Czasami wystarczy drobna przyjemność. Minuta dla siebie. Coś w ciągu dnia, abyś wieczorem mogła powiedzieć: Super! To, co dzisiaj mi się przytrafiło było super! Nie pędź, "odhaczając" kolejne punkty na liście: raport w pracy, zadanie domowe z dzieckiem, zakupy, obiad, szkolenie... Jeśli zobaczysz wspaniałe promienie wiosennego słońca wśród drzew, po prostu się zatrzymaj, odetchnij głęboko, postaraj się zatrzymać ten obraz w pamięci przez 3 sekundy.

​Istnieją różne sposoby na utrwalanie poczucia szczęścia. Co prawda, trudno sobie wyobrazić, że jesteśmy spokojni i szczęśliwi w świecie, gdzie obowiązki nas przytłaczają, a my czujemy się nimi obciążeni. Kluczem jest wiedzieć, co dzieje się w Twojej głowie, a potem zmienić ścieżki, które póki co wiodą Cię w kierunku autodestrukcji. Taki klucz odnalazłyśmy w książce „Mózg na detoksie.” To książka, dzięki której można inaczej spojrzeć na świat i na siebie w tym świecie. Odświeżyć umysł, odzyskać spokój, skupienie, wzmocnić swoje ciało i zacząć cieszyć się życiem. Znajdziecie w niej nie tylko treści dotyczące funkcjonowania własnego mózgu, ale także wiele praktyk medytacyjnych i mindfulness oraz przepisów na posiłki, które służą mózgowi.

*Fragment  pochodzą z książki D. Perlmutter, A. Perlmutter,  K. Loberg "Mózg na detoksie",
​Wyd. Sensus, 2021

Obraz
​Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Jak dzieci się bawią

1/14/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Niepowtarzalna część historii

1/13/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Perfekcyjna czy prawdziwa

1/11/2023

0 Comments

 
Obraz
0 Comments
<<Previous
Forward>>
    JESTEŚMY NA FACEBOOKU:

    POMAGAMY:
    Obraz
    Kliknij i sprawdź

    PISZEMY DLA WAS:

    Obraz
    Katarzyna Krakowska
    Obraz
    Joanna Kotarska

    REKLAMA:
    piszcie do nas na adres: 
    ​[email protected] 
    ​

​Strony:  1   2   3   4   5   6   7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  67  68  69  70  71  72  73  74  75  76  77  78  79  80  81  82  83  84  85  86  87  88  89  90  
​

Powered by Weebly
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca