|
POWIAZANY POST: POLECAMY:
NIEPEWNOŚĆ TO NIE SŁABOŚĆWywiad z Szymonem Pękalą autorem "Wojny idei 2.0"Dzisiaj mam przyjemność zaprezentować wywiad, który przeprowadziłam z Panem Szymonem Pękalą - autorem, publicystą i twórcą kanałów „Wojna idei” oraz „Szymon mówi”. Rozmawialiśmy o książce Pana Szymona „Wojna idei 2.0.”, która dzisiaj ma swoją premierę. Psychologia przy kawie: Pana książka nosi tytuł „Wojna Idei 2.0.” Czy faktycznie jesteśmy dziś w stanie „wojny” światopoglądowej? Jak to wpływa na nasze codzienne życie? Szymon Pękala: Wojna idei jako taka trwa właściwie zawsze. Różne pomysły i spojrzenia na świat ścierają się ze sobą w trakcie rozmów naszych i innych ludzi, a Zwycięskie okazują się te, które silniej przemówiły do ludzkiej wyobraźni. Natomiast dziś w dobie stale rosnącej polaryzacji społecznej, utraty wspólnie wyznawanych wielkich narracji, starcia światopoglądowe nieuchronnie przybierają na sile. Coraz częściej w człowieku o odmiennych poglądach widzimy nawet nie przeciwnika, ale wręcz wroga. Coraz więcej, nawet najdrobniejszych sporów urasta do rangi wielkich kosmologicznych zmagań między dobrem a złem, w których koniecznie trzeba zająć pozycję i nie cofnąć się z niej ani o krok. I może mieć to bardzo realny wpływ na codzienne funkcjonowanie. Nie tylko, gdy na naszej drodze staje osoba zakładająca o nas wszystko co najgorsze, bo na przykład tak ją nauczono myśleć o przedstawicielach naszej grupy, ale możemy też sami nieświadomie wchodzić w takie myślenie. Doszukując się wszędzie rzeczy, o które moglibyśmy się obrazić. Wszystko to jest wciąż napędzane przez polityków i ideologów szczujących nas na siebie nawzajem, a także same formy komunikacji przez media społecznościowe, na których najłatwiej i najszerzej rozchodzą się treści oburzające, które skutecznie przyciągają naszą uwagę. Całe to zjawisko postępującej polaryzacji, i jej przyczyn i mechanizmów ją napędzających szerzej opisywałem akurat w swojej poprzedniej książce “Wojna Idei. Myśl po swojemu”. Ppk: „Największym zagrożeniem nie jest brak przekonań, ale ich bezrefleksyjne przyjmowanie”*. W dzisiejszym natłoku informacji i opinii, jak nauczyć się krytycznego myślenia i nie dać się zmanipulować? SP: Pierwszym krokiem w tym kierunku jest uświadomienie sobie, że próbuje się nami manipulować. I nie mam tutaj na myśli tylko osób chcących świadomie zmienić nasze myślenie, ale też to, jak ukierunkowują nas ramy kulturowo-technologiczne, w których się obracamy. Na przykład nastawiona na promocję konsumpcjonizmu kultura masowa. Czy choćby wspomniane media społecznościowe, których algorytmy starają się pokazać nam nie jak najprawdziwszy obraz świata, ale taki obraz, który chce wyłudzić od nas jak najwięcej czasu spędzonego na ich przeglądaniu. Warto samemu zadać sobie pytanie: „Pod jak silnym naciskiem propagandy ja sam jestem?” Jeżeli domyślnie chcielibyśmy odpowiedzieć, że nie działa na nas żadna propaganda, to obawiam się, że znacznie bardziej prawdopodobnym jest to, że jej działania po prostu nie dostrzegamy. Jednocześnie pamiętając o tym, że gdy z jednej strony pilnujemy, aby nie przyjmować bezrefleksyjnie docierających do nas treści, jednocześnie nie należy popadać w pułapkę zakładania, że my sami wiemy wszystko najlepiej. Skutkiem wieloletniej mody na kwestionowanie każdego możliwego autorytetu są dziś między innymi mnożący się wyznawcy teorii spiskowych. A także ludzie, którzy uparcie kontestując zastane normy społeczne, zapominają, że niektóre z nich służyły jako hamulce dla naszych niekoniecznie zdrowych instynktów. Dając sobą manipulować swoim własnym popędom. Popadając przez to w impulsywne zachowania autodestrukcyjne albo antyspołeczne. Obrona przed manipulacjami niestety nie jest pojedynczym aktem uświadomienia sobie czegoś, ale ciągłym procesem dbania o to, aby w miarę w naszych możliwości racjonalnie przetwarzać docierające do nas bodźce i treści. I mieć świadomość, że nie jesteśmy w stanie bronić się przed tym bezbłędnie. Ppk: W jednym z rozdziałów podkreśla Pan: „Emocje są paliwem ideologii, ale nie powinny zastępować argumentów”*. Jak więc prowadzić konstruktywne rozmowy bez kłótni, zwłaszcza gdy druga strona kieruje się głównie emocjami? SP : Nie zawsze taka rozmowa jest w ogóle możliwa. Trzeba umieć rozpoznać, kiedy wejście w nią może przynieść jakiekolwiek pozytywne skutki. Gdy jednak już do tego dochodzi, warto nakreślić pokojowe ramy dyskusji. Tak, aby była to przestrzeń, w której wspólnie się nad czymś zastanawiamy, a nie zwalczamy siebie nawzajem. Na przykład poprzez dopytywanie zamiast zaprzeczania. Lub nieużywanie niepotrzebnie konfrontacyjnych zwrotów. Dobrym nawykiem jest, aby zamiast z miejsca ufać wrażeniu, jakie wywołały w nas słowa rozmówcy, dopytywać, czy dobrze zrozumieliśmy to, co chce on przekazać. Parafrazowanie w dobrej wierze słów drugiej osoby potrafi rozładowywać własne emocje, pod których wpływem moglibyśmy sobie coś do nich dopowiedzieć. A także jest to też często dobrze odbierane przez drugą stronę, która widzi, że staramy się zrozumieć jej perspektywę. Wiele tego typu technik, a także pytań, które często warto zadawać sobie i rozmówcom, jest szerzej rozpisanych w samej książce. Ppk: Wiele kobiet mierzy się z presją społeczną dotyczącą ich ról - jako matek, partnerek, profesjonalistek. Jak ideologie wpływają na nasze wybory życiowe i czy można się od nich uwolnić? SP: Wszyscy żyjemy pod naciskiem nie tylko ideologii jako takich, ale też utrwalonych w kulturze wzorców i norm, kształtujących oczekiwane wobec nas postawy i zachowania. Niektórych korzystnych, innych negatywnych. Warto przy tym pamiętać, że nawet coś, co mogło być użyteczne w przeszłości i co zostało nam przekazane w dobrej wierze, nie musi być użyteczne w obecnych realiach. Zwłaszcza w tak szybko zmieniającym się świecie. Przy rozważaniu, czy społeczne oczekiwania wobec nas są właściwe czy nie, warto zadać sobie pytanie, dlaczego tego typu normy w ogóle przetrwały w kulturze. Gdy zidentyfikujemy powód ich istnienia i na jaki problem starały się odpowiadać, to możemy zadać sobie pytanie, czy są to warunki, które nadal nas dotyczą. Czy realia się nie zmieniły, lub czy nasza konkretna sytuacja nie wygląda inaczej? A wtedy można świadomie nawigować między wzorcami, które są przed nami stawiane przez kulturę i innych ludzi. Wybierając te, które faktycznie będą dla nas i naszych bliskich korzystne. Odrzucając te nieaktualne bądź nieadekwatne do naszej sytuacji, a zarazem nie popadając przy tym w pochopne odrzucanie korzystnych wzorców i norm. Ppk: W książce napisał Pan: „Media społecznościowe stały się areną walki idei, a algorytmy podsycają podziały”*. Czy uważa Pan, że social media bardziej pomagają w kształtowaniu mądrego światopoglądu, czy jednak prowadzą do polaryzacji? SP: Nie zapominajmy, że z perspektywy biznesowej media społecznościowe to przede wszystkim maszynki do wyłudzenia naszego czasu. Algorytmy nie podsuwają nam takich treści, które będą dla nas najkorzystniejsze, ani nawet nie takich, które najbardziej się nam spodobają, ale takie, które najefektywniej maksymalizują nasz czas spędzony na danej platformie. Najskuteczniej motywując nas do zostawienia reakcji, czyli napisania komentarza, a nawet oburzenia się, bo oburzenie jest emocją najmocniej popychającą do udostępnienia treści, która nas oburzyła. Najczęściej wraz z manifestacją naszego świętego oburzenia. Wiemy już, że media społecznościowe w większości przypadków zamykają ludzi w bańkach, pogłębiają polaryzację i potrafią nawet radykalizować użytkowników. Nie oznacza to jednak, że musi tak być. Na mediach społecznościowych można wyszukiwać zdrowych i rozwijających treści, ale wymaga to używania ich w sposób świadomy i ukierunkowany na wcześniej założony cel, a nie bezrefleksyjnego scrollowania tego, co sugeruje nam algorytm. A tak właśnie używamy ich najczęściej. To znaczy social media potrafią być użyteczne, ale wymaga to świadomego wysiłku, aby używać ich w sposób inny niż ten, który jest domyślnie nam sugerowany. Ppk: „Błędy myślowe to nie tylko akademicki problem - one decydują o tym, jakie wybory podejmujemy w życiu”*. Jakie są najczęstsze pułapki myślowe, które sprawiają, że ludzie wpadają w skrajne ideologie? SP: Warto sobie uzmysłowić, że poza nielicznymi wyjątkami ludzie, którzy się zradykalizowali, to zwykłe osoby takie jak my. Po prostu ich, być może nawet uzasadnione lęki i frustracje, zostały wykorzystane przez ideologów, którzy zaserwowali im łatwe, zerojedynkowe odpowiedzi. Które może i nie uwzględniają w pełni złożoności świata, ale dają wygodne poczucie stabilizacji wokół jakiejś “prawdy objawionej”. Która najczęściej dzieli świat na dobrych swoich i złych tamtych. A jednocześnie takie fanatyczne środowiska, tworząc zwykle dla swoich wyznawców wygodną przestrzeń, czy to w formie internetowej, czy rzeczywistej, w której obracają się oni wśród ludzi myślących podobnie. Którzy są też gotowi odbijać wszelkie potencjalne wątpliwości co do słuszności ich radykalizmu. Warto znać te mechanizmy, gdyż dzięki temu możemy pilnować, aby samemu w nie nie wpadać. Ppk: Wiele osób, zwłaszcza kobiet, odczuwa niepewność co do swoich przekonań, bo spotykają się z silnymi, często agresywnymi opiniami innych. „Niepewność to nie słabość - to znak, że myślisz”*. Jak można budować pewność siebie w kwestiach światopoglądowych? SP: Warto przede wszystkim zadawać sobie pytania: Dlaczego właściwie jestem o czymś przekonany? Konstruując lub odnajdując stworzoną przez innych argumentację, możemy lepiej zrozumieć usystematyzować, dobrze uzasadnić nasze własne postawy. Albo odkryć, że być może wyznajemy jakiś pogląd pochopnie, dając sobie okazję do zmiany zdania. Trzeba nauczyć się zachowywać zdrowy balans pomiędzy Ugruntowaniem i zrozumieniem własnych przekonań tak, abyśmy mogli z pełnym przekonaniem wdrażać je w życie, a jednoczesnym byciem otwartym na to, że nasze poglądy z zasady są niedoskonałe i mogą wymagać weryfikacji. Nie jest to łatwe, ale konieczne, jeśli nie chcemy, aby inni myśleli za nas. Ppk: „Dobra argumentacja to nie tylko wiedza, ale także umiejętność jej przekazywania”*. Jakie ćwiczenia lub techniki poleca Pan osobom, które chcą lepiej argumentować i świadomie bronić swoich przekonań? SP: Skuteczna argumentacja to nie tylko dobre zrozumienie i przemyślenie swoich przekonań. To także umiejętność zwracania uwagi rozmówcy na punkty istotne dla niego, które przy okazji mogą nie być tak samo istotne dla nas. Ludzie mają bardzo różne temperamenty i będą przykładać inną wagę do różnych aspektów tej samej sprawy. Trzeba nauczyć się to rozeznawać i umiejętnie dobierać przekaz do odbiorcy. Dla przykładu, konserwatyści mają większą potrzebę porządku i wyraźnego zaznaczania granic. Zachęcając ich do czegoś, warto skojarzyć to z czymś znajomym, co będzie kontynuację czegoś zastanego. Z kolei progresywiści są bardziej otwarci na doświadczenia i wyczuleni na krzywdę. Można przez to przykuć ich uwagę, naświetlając wykluczenie i koszty spadające na grupy inne niż te zwykle afirmowane w ich otoczeniu. Ppk: Na koniec - w książce podkreśla Pan: „Nie chodzi o to, by wygrać spór, ale by dojść do prawdy”*. Jaką najważniejszą radę dałby Pan osobom, które chcą świadomie kształtować swoje poglądy i nie ulegać manipulacji? SP: Nie należy ulegać złudzeniu, że będziemy w stanie kształtować nasze poglądy w sposób zupełnie obiektywny i być całkowicie odpornym na manipulacje. Natomiast można i warto dokładać starań, aby nasza postawa była jak najmniej stronnicza i otwarta na ciągłe rozwijanie się w celu lepszego zrozumienia zarówno siebie, jak i innych. Ppk: Panie Szymonie, ślicznie dziękuję za rozmowę. Myślę, że wiele naszych Czytelniczek i Czytelników skłoni do refleksji. *Cytat pochodzi z książki Szymona Pękali "Wojna idei 2.0", Wydawnictwo Znak Horyzont ** Dziękujemy Wydawnictwu Znak za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
POWIĄZANY POST: *Cytat pochodzi z książki Ch. A. Podesky, D. Greenberger "Umysł ponad nastrojem", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ** Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
UMYSŁ PONAD NASTROJEMTerapia poznawczo-behawioralnaMarta, 27-letnia graficzka, od lat zmagała się z lękiem społecznym. Obawy przed oceną innych oraz trudności w nawiązywaniu kontaktów utrudniały jej zarówno życie zawodowe, jak i prywatne. Każde spotkanie w pracy wiązało się z intensywnym stresem, a wystąpienia publiczne były dla niej prawdziwym koszmarem. Po podjęciu terapii poznawczo-behawioralnej zaczęła pracować nad swoimi myślami automatycznymi, które potęgowały jej lęk. Dzięki technikom ekspozycji i stopniowego oswajania się z sytuacjami społecznymi, Marta stopniowo zaczęła przełamywać swoje obawy. Wykorzystując ćwiczenia z książki "Umysł ponad nastrojem" autorstwa Christine Padesky i Dennisa Greenbergera, nauczyła się analizować swoje negatywne przekonania i zastępować je bardziej realistycznymi. Szczególnie pomocne okazało się ćwiczenie identyfikacji myśli automatycznych oraz ich restrukturyzacji poprzez zapisanie sytuacji, emocji i bardziej zrównoważonych interpretacji. Po kilku miesiącach terapii zauważyła, że rozmowy z ludźmi przychodzą jej łatwiej, a stres związany z wystąpieniami publicznymi znacznie się zmniejszył. Piotr, 35-letni inżynier, od dłuższego czasu zmagał się z depresją. Czuł się bezwartościowy, tracił motywację do działania, a codzienne obowiązki stawały się dla niego przytłaczające. W jego myślach dominowało negatywne nastawienie do samego siebie i przyszłości. Choć miał stabilną pracę i wsparcie bliskich, nie potrafił cieszyć się codziennym życiem i często czuł się przytłoczony. Terapia poznawczo-behawioralna pomogła mu zidentyfikować destrukcyjne schematy myślowe, które podtrzymywały jego depresję. Dzięki technikom reatrybucji poznawczej i ćwiczeniom behawioralnym, Piotr nauczył się dostrzegać pozytywne aspekty swojego życia. Korzystając z metod opisanych w "Umysł ponad nastrojem", zaczął prowadzić dziennik myśli, w którym uczył się kwestionować negatywne przekonania i budować bardziej konstruktywne sposoby myślenia. Szczególnie pomocne było ćwiczenie „eksperymenty behawioralne”, w którym Piotr testował swoje przekonania w rzeczywistości, by zobaczyć, czy są one zgodne z faktami. Regularne angażowanie się w aktywności, które sprawiały mu przyjemność, pozwoliło mu odzyskać energię i radość z życia. Anna, 22-letnia studentka medycyny, od lat cierpiała na OCD. Każdy dzień był dla niej pełen nieustannych rytuałów, które miały na celu złagodzenie jej lęku. Mycie rąk kilkanaście razy dziennie, sprawdzanie zamków i powtarzanie tych samych czynności wielokrotnie utrudniały jej normalne funkcjonowanie. Jej problemy zaczęły się już w dzieciństwie, ale dopiero na studiach stały się na tyle uciążliwe, że postanowiła poszukać pomocy. Podczas terapii CBT Anna zaczęła stosować techniki ekspozycji z powstrzymywaniem reakcji (ERP). Stopniowo uczyła się konfrontować ze swoimi lękami bez uciekania się do kompulsji. Wykorzystując strategie zawarte w książce "Umysł ponad nastrojem", nauczyła się monitorować swoje myśli i stopniowo redukować liczbę wykonywanych rytuałów. Szczególnie pomocne było ćwiczenie „hierarchia lęków”, w którym stopniowo wystawiała się na coraz trudniejsze dla niej sytuacje, ucząc się tolerować lęk bez wykonywania kompulsji. Proces był trudny, ale konsekwencja oraz wsparcie terapeuty pozwoliły jej na stopniowe ograniczanie kompulsji. Po roku terapii była w stanie kontrolować swoje objawy i odzyskała swobodę w codziennym życiu. Każda z tych osób dzięki terapii poznawczo-behawioralnej znalazła skuteczne narzędzia do walki ze swoimi trudnościami. CBT pozwoliło im zmienić sposób myślenia i zachowania, co przełożyło się na znaczną poprawę jakości życia. Dzisiaj premiera książki "Umysł ponad nastrojem" autorstwa Christine Padesky i Dennisa Greenbergera (wydanie drugie). Jednym z największych atutów tego podręcznika jest jego przystępność – autorzy przedstawiają skomplikowane koncepcje psychologiczne w sposób klarowny i zrozumiały. Każdy rozdział zawiera ćwiczenia, które pomagają czytelnikowi przełożyć teorię na praktykę. Narzędzia takie jak dziennik myśli, hierarchia lęków czy eksperymenty behawioralne pozwalają stopniowo zmieniać negatywne wzorce myślowe i budować bardziej realistyczne i konstruktywne podejście do rzeczywistości. Książka jest wartościowym źródłem wiedzy dla terapeutów i specjalistów zdrowia psychicznego, którzy chcą wzbogacić swoją praktykę o sprawdzone metody pracy z pacjentami. *Cytat pochodzi z książki Ch. A. Podesky, D. Greenberger "Umysł ponad nastrojem", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ** Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
*Cytat pochodzi z książki S. Porges, S.W. Porges "Jak trauma i poczucie bezpieczeństwa wpływają na nasze życie" Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ** Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
CIEŃ PRZESZŁOŚCIJak trauma i poczucie bezpieczeństwa wpływają na nasze życie? Perspektywa poliwagalnaLena zawsze czuła, że coś jest z nią nie tak. Gdy wchodziła do pokoju pełnego ludzi, serce zaczynało bić szybciej, dłonie drżały, a oddech stawał się płytki. Unikała kontaktu wzrokowego, a jej ciało napinało się, jakby spodziewała się ataku. W takich momentach często nie wiedziała, co powiedzieć – jej umysł nagle się wyłączał, jakby ktoś odciął zasilanie. Nie rozumiała, dlaczego tak się dzieje, ale z czasem nauczyła się, że najlepiej po prostu unikać sytuacji, które mogłyby ją narazić na ten nieprzyjemny stan. W dzieciństwie dorastała w domu pełnym napięcia. Ojciec miał zmienne nastroje – jednego dnia śmiał się i przytulał, a następnego krzyczał i trzaskał drzwiami. Lena nigdy nie wiedziała, czego się spodziewać. Czasem czuła, że jest dla niego niewidzialna, a czasem, że wystarczy jeden niewłaściwy ruch, by wywołać burzę. Matka, zamrożona w swojej bezradności, rzadko stawała w jej obronie. Lena nauczyła się więc jednej rzeczy: nie zwracać na siebie uwagi. Jej ciało zapamiętało ten stan – gotowość do unikania, ukrywania się, a kiedy to nie działało, odcięcia od wszystkiego, co działo się wokół. Jako dorosła kobieta próbowała prowadzić normalne życie. Miała pracę, znajomych, ale w głębi duszy czuła się samotna. W nowych sytuacjach jej ciało instynktownie wchodziło w tryb walki, ucieczki lub zamrożenia. W kontaktach z innymi często wydawała się „nieobecna” lub „zimna”, ale w rzeczywistości była sparaliżowana lękiem, którego nawet do końca nie rozumiała. Była dobra w analizowaniu swoich zachowań, ale to nie pomagało – wiedza o tym, że „nie powinna” się tak czuć, nie zmieniała faktu, że tak właśnie było. Pewnego dnia trafiła na terapeutkę, która mówiła o teorii poliwagalnej. Gdy usłyszała, że jej reakcje – napięcie, unikanie kontaktu, uczucie pustki – są naturalnym mechanizmem ochronnym układu nerwowego, poczuła ulgę. Po raz pierwszy ktoś powiedział jej, że nie jest „zepsuta” – jej ciało po prostu nauczyło się, że świat jest niebezpieczny i że jedynym sposobem na przetrwanie jest wieczna czujność albo odcięcie się od emocji. To zmieniło wszystko. Zamiast walczyć ze sobą, zaczęła uczyć się łagodności wobec własnego ciała i reakcji. Krok po kroku, dzień po dniu, zaczęła pracować nad poczuciem bezpieczeństwa. Najpierw w małych rzeczach – skupiała się na spokojnym oddechu, zwracała uwagę na dźwięki, które ją uspokajały, na zapachy, które przywoływały miłe wspomnienia. Zaczęła pozwalać sobie na ruch – długie spacery, lekkie ćwiczenia, taniec w zaciszu własnego mieszkania. Ale najtrudniejsza była praca nad relacjami. Przez lata nauczyła się, że ludzie nie są bezpieczni, że lepiej nikomu nie ufać. Powoli, ostrożnie, zaczęła otwierać się na kilka bliskich osób. Uczyła się, że może mówić o swoich uczuciach, że nie każda bliskość oznacza zagrożenie. Z czasem zaczęła zauważać, że jej ciało reaguje inaczej – serce nie biło już tak szybko, kiedy ktoś do niej mówił, a napięcie w ramionach stopniowo ustępowało. Pewnego wieczoru, siedząc w kawiarni, uświadomiła sobie coś niezwykłego – była wśród ludzi i czuła się… spokojna. Jej ramiona były rozluźnione, oddech płynął swobodnie. Kiedy barista się do niej uśmiechnął, odwzajemniła uśmiech – i nie była to wymuszona reakcja, ale coś naturalnego, płynącego z głębi jej ciała. Po raz pierwszy od lat czuła się naprawdę obecna. To był początek nowego życia. Życia, w którym nie musiała już uciekać ani zamrażać się w strachu. Jej układ nerwowy powoli uczył się nowej prawdy – że może być bezpieczna. I że zasługuje na to, by żyć naprawdę. Perspektywa poliwagalna, oparta na teorii poliwagalnej Stephena Porgesa, pokazuje, jak nasz układ nerwowy autonomiczny reaguje na poczucie bezpieczeństwa lub zagrożenia i jak wpływa to na nasze życie. „Spoglądanie na otoczenie przez poliwagalne okulary pozwala nam zrozumieć zachowania, których nie znosimy u siebie i u innych, oraz dostrzec w pozornie irracjonalnych lub agresywnych działaniach naturalną reakcję na świat, w którym wszyscy żyjemy. Świat przepełniony niekończącymi zagrożeniami, obawami czy niepokojami, które wyzwalają instynkty przetrwania wpisane w nasz organizm przez tysiąclecia ewolucji. Dzięki PVT możemy także pojąć chwile, kiedy naszym ciałem sterują instynkty pozostające poza naszą świadomą kontrolą lub gdy robi ono coś, czego mózg raczej nie pochwala. Wielu osobom cierpiącym z powodu traumy lub chronicznego lęku jeszcze trudniej zrozumieć ich doświadczenia z powodu zdezorientowania i różnych wątpliwości. To, co dzieje się z nimi i w ich ciałach, pozostaje zagadką.”* Teoria poliwagalna mówi, że nasz autonomiczny układ nerwowy działa w trzech głównych trybach: - Stan zaangażowania społecznego (ventral vagal) – aktywowany, gdy czujemy się bezpiecznie. Sprzyja otwartości, więziom społecznym i spokojowi; - Stan walki/ucieczki (sympatyczny) – uruchamiany w sytuacji zagrożenia, powoduje stres, lęk, napięcie; - Stan zamrożenia (dorsal vagal) – aktywowany w sytuacjach ekstremalnego zagrożenia, prowadzi do wycofania, depresji, odcięcia od emocji. Jeśli często doświadczamy poczucia zagrożenia (np. w dzieciństwie lub w stresujących warunkach życia), nasz układ nerwowy może dominować w trybie walki/ucieczki lub zamrożenia, co wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne. „Teoria poliwagalna rzuca na nią nowe światło. Żyjemy w świecie, którego z założenia mamy się bać. Politycy i dziennikarze wywołujący wściekłość oraz strach. Algorytmy cyfrowe sprawiające, że wizyty w cyberprzestrzeni wyglądają jak zapowiedź końca świata. Godziny spędzone na doprowadzającym do szału siedzeniu w korku albo myśleniu o zbliżających się terminach w pracy. Pracownicy wykorzystujący arkusze pełne liczb, aby nas ocenić i uszeregować. Wszystko, co związane z przetrwaniem globalnej pandemii. Niezależnie od tego, czy są one przypadkowe, czy (jak to niestety często bywa) zamierzone, jesteśmy zalewani lawiną sygnałów i znaków, które nasze ciało i mózg przetwarzają z użyciem tych samych dróg nerwowych, które niegdyś były zarezerwowane dla rzadkich zdarzeń zagrażających życiu. Smutna prawda jest taka, że wielu z nas żyje obecnie z wszechobecnym strachem, chronicznym lękiem i traumą, która jest nie tylko uciążliwa na poziomie powierzchownym, ale także niesie ze sobą bardzo realne konsekwencje dla naszego zdrowia i jakości życia. Dla wielu (a być może większości) z nas trauma stała się sposobem na życie – nawet jeśli jej nie dostrzegamy. Niektórzy z przekonaniem twierdzą, że traumy doświadczają tylko weterani wojenni lub ofiary napaści. To po prostu nieprawda. Pomyśl o naszych układach i narządach jak o silnikach, które mogą zostać przeciążone aż do zalania lub zablokowania. Kiedy tak się dzieje na porządku dziennym, stajemy się niespokojni, przytłoczeni i wypaleni. Tracimy też na zdrowiu w bardzo realny sposób i zwiększa się prawdo podobieństwo, że padniemy ofiarą praktycznie każdej choroby fizycznej lub psychicznej, jaka istnieje. Życie w ciągłym strachu to życie w ciele odwróconym od zdrowia, rozwoju, regeneracji, szczęścia i poszukiwania towarzystwa. Życie krótsze i trudniejsze. Ten stan jest jak maszyna do zabijania, która w zwolnionym tempie zżera nasze ciało i ducha, powodując realne szkody w narządach, kiedy działa jak otępiający lub dysocjacyjny depresant, przez który nie możemy cieszyć się z każdego dnia. Zmienia też nasze doświadczanie świata – zwykle na gorsze. Gdy nie czujemy się bezpiecznie, nasze własne zmysły modyfikują swoje działanie. Bodźce smakują, wyglądają, pachną i brzmią inaczej. Uwielbiane przez nas niegdyś aktywności tracą swój blask. Nasza zdolność do życia, uczenia się i krytycznego myślenia znika na rzecz natychmiastowej potrzeby przetrwania. Łatwo nami manipulować, przez co poddajemy się poleceniom najbardziej tchórzliwych i cynicznych osób z otoczenia. W skrócie: kiedy w ogóle nie czujemy się bezpiecznie, wszystko jest zwyczajnie gorsze, niż mogłoby być. Cierpi na tym nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, a otępienie staje się normą. Istnieje jednak przeciwieństwo tej ponurej wizji. Tak jak ciągłe poczucie zagrożenia przekształca nasze ciało, tak jest też rodzaj magii, która pojawia się, gdy czujemy się bezpieczni. Nasze ciało i mózg działają lepiej. Narządy i układy anatomiczne wchodzą w fizjologiczny stan zdrowienia, który przygotowuje nas do lepszej i szybszej regeneracji po właściwie każdej fizycznej lub psychicznej dolegliwości. Nasza zdolność do życia, śmiania się oraz kochania (pożyczając oklepany zwrot z plakatów motywacyjnych) w pewien sposób się włącza. Stajemy się bardziej kreatywni, ciekawi, inteligentni, towarzyscy i zabawni. Pozbywszy się pancerza ochronnego, możemy pokazać blask naszego współczującego, życzliwego, twórczego i kochającego wnętrza. Bezpieczne życie to dobre życie – które sprawia, że innym wokół nas również żyje się lepiej. Teoria poliwagalna wyjaśnia uzdrawiającą i przemieniającą moc samego poczucia bezpieczeństwa oraz niebezpieczną i traumatyczną moc ciągłego poczucia zagrożenia. Nadaje także znaczenie wielu zagadkom traumy, a także wyjaśnia, w jaki sposób ulotne zdarzenia mogą utkwić w nas i przekształcić nasze ciało w sposób doświadczany przez wielu, ale rozumiany przez niewielu. Z tego nowego zrozumienia wyłania się pełne optymizmu i nadziei spojrzenie na świat”* *Cytat pochodzi z książki S. Porges, S.W. Porges "Jak trauma i poczucie bezpieczeństwa wpływają na nasze życie" Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ** Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
*Cytat pochodzi z książki I. D. Yalom, M. Leszcz "Psychoterapia grupowa. Teoria i praktyka.", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ** Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
PSYCHOTERAPIA GRUPOWACzynniki terapeutyczneANIA Ania miała 27 lat i od dziecka bała się mówić, kiedy ktoś na nią patrzył. W szkole nie zgłaszała się na lekcjach, na studiach unikała prezentacji. W pracy potrafiła godzinami analizować jednego maila, bojąc się, że popełni błąd. Na pierwszej terapii grupowej siedziała cicho, ściskając rękawy swetra. Inni mówili o swoich problemach, a ona tylko słuchała. Na trzecim spotkaniu psychoterapeutka zapytała: — Aniu, co teraz czujesz? Wszyscy spojrzeli w jej stronę. Serce waliło jej jak młot. Przez chwilę myślała, że znów się nie odezwie. Ale wtedy cicho wyszeptała: — Boję się, że powiem coś głupiego. W grupie zapadła cisza, potem jedna z osób powiedziała: — Rozumiem cię. Ja mam tak samo. To był pierwszy raz, kiedy Ania poczuła, że nie jest sama. MAREK Marek miał 45 lat i od zawsze był człowiekiem gniewnym. Jego ojciec bił go, a on, choć obiecywał sobie, że będzie inny, zauważył, że krzyczy na swoje dzieci. W pracy wszyscy się go bali. Żona mówiła, że jej przy nim duszno. Podczas jednego z pierwszych spotkań terapii grupowej uderzył pięścią w stół. — Mam dość tego gadania! Wszyscy tylko się użalają! Terapeuta spojrzał na niego spokojnie. — A ty, Marku? Co czujesz pod tą złością? Marek prychnął, ale po chwili spuścił wzrok. W gardle czuł supeł. Wreszcie powiedział: — Nie wiem, jak być dobrym ojcem. W grupie nie było śmiechu ani oceny. Ktoś powiedział: — Ja też się tego boję. Po raz pierwszy w życiu Marek poczuł, że nie musi się bronić. KASIA Kasia miała 34 lata i świetną pracę. Była najmłodszą menedżerką w firmie, ale wciąż czuła, że nic nie potrafi. W grupie mówiła: — Codziennie boję się, że ktoś odkryje, że się nie nadaję. — Ale skąd wiesz, że się nie nadajesz? — zapytał jeden z uczestników. — Bo inni są lepsi. Ja po prostu miałam szczęście. — A ile lat już pracujesz na tym stanowisku? — Cztery. — Cztery lata szczęścia? Kasi opadły ręce. Zamilkła. Przez chwilę patrzyła w podłogę, a potem… uśmiechnęła się do siebie. To był pierwszy krok do tego, by zacząć wierzyć w siebie. „Czy terapia grupowa pomaga pacjentom? Niewątpliwie tak. Przekonująca liczba badań nad skutecznością interwencji psychoterapeutycznych konsekwentnie i jednoznacznie pokazuje, że terapia grupowa jest bardzo skuteczną formą psychoterapii. Oprócz tego, że pod względem zdolności wywierania korzystnego wpływu co najmniej dorównuje psychoterapii indywidualnej, pozwala także na bardziej efektywne wykorzystanie zasobów w dziedzinie ochrony zdrowia psychicznego. A mimo to, paradoksalnie, szkolenie z terapii grupowej w coraz mniejszym stopniu stanowi element przygotowania zawodowego psychoterapeutów. Jest to bardzo niepokojące: jakość naszych terapii grupowych musi być na wysokim poziomie, jeśli chcemy uzyskać efekt, którego pożądamy i którego wymagają nasi pacjenci. (…) W jaki sposób terapia grupowa pomaga pacjentom? Być może to naiwne pytanie. Jeśli jednak potrafimy na nie odpowiedzieć z jakimś stopniem dokładności i pewności, otrzymamy główną zasadę organizującą, za pomocą której będziemy mogli się zbliżyć do najdokuczliwszych i najbardziej spornych problemów psychoterapii. Gdy tylko decydujące aspekty procesu zmiany zostaną rozpoznane, staną się one dla terapeuty racjonalną podstawą, na której będzie on mógł oprzeć swój wybór technik i strategii służących takiemu ukształtowaniu doświadczenia grupy, żeby zmaksymalizować jej siłę działania z różnymi pacjentami i w różnych warunkach. Choć terapia grupowa działa, skuteczność terapeutów także cechuje się dużą zmiennością. Zrozumienie, jakie są najlepsze sposoby wdrażania tych procesów terapeutycznych, leży u podstaw skutecznej pracy w terapii grupowej. Na szczęście badania dają nam wiele wskazówek. Samo doświadczenie nie powoduje większej skuteczności. Co zatem? Celowa praktyka, autorefleksja, informacje zwrotne na temat własnej praktyki oraz mądre wykorzystanie empatycznej i dostrojonej relacji terapeutycznej. Uważamy, że zmiana terapeutyczna jest niezwykle złożonym procesem dokonującym się w wyniku zawiłego wzajemnego oddziaływania ludzkich doświadczeń, które będziemy tutaj nazywać „czynnikami terapeutycznymi”. Podejście, w którym do rzeczy złożonych dochodzi się za pomocą prostych, do całościowego zjawiska za pomocą jego podstawowych procesów składowych, ma wiele zalet. Dlatego też rozpoczniemy od opisania i omówienia tych elementarnych czynników. Z naszego punktu widzenia w doświadczeniu terapeutycznym można w sposób naturalny wyodrębnić jedenaście głównych czynników: 1. Zaszczepienie nadziei. 2. Uniwersalność. 3. Udzielanie informacji. 4. Altruizm. 5. Korektywna rekapitulacja pierwotnej grupy rodzinnej. 6. Rozwój umiejętności społecznych. 7. Naśladowanie. 8. Uczenie się interpersonalne. 9. Spójność grupy. 10. Katharsis. 11. Czynniki egzystencjalne.”* W wydanej parę dni temu „Psychoterapii grupowej” można znaleźć odpowiedź na wiele pytań, między innymi związanych z pracą z grupą już od momentu jej formowania aż po zaawansowane etapy terapii. Podręcznik, którego autorami są Irvin D. Yalom oraz Molyn Leszcz, bogaty jest nie tylko w wiedzę teoretyczną, ale również w narzędzia niezbędne w pracy terapeuty. Jest to drugie wydanie, które zostało wzbogacone o nowe wyniki badań nad psychoterapią grupową, interesujące opisy przypadków klinicznych i metody pracy online. Z obszernej książki można dowiedzieć się między innymi, jak dobrać pacjentów do grupy, w jaki sposób tworzyć grupę, jak radzić sobie z sytuacjami konfliktowymi i trudnymi członkami grupy, czy jak stworzyć przykładową ulotkę. *Fragmenty pochodzą z książki I. D. Yalom, M. Leszcz "Psychoterapia grupowa. Teoria i praktyka.", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego ** Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tej wartościowej książki. POLECAMY:
|
JESTEŚMY NA FACEBOOKU:
POMAGAMY:
PISZEMY DLA WAS:
|