Psychologia przy kawie
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca
Obraz

Żyj, po prostu żyj

10/13/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Oni musieli być silni

10/12/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

DOM ZBUDOWANY NA RANACH

10/11/2025

0 Comments

 
Obraz

DOM ZBUDOWANY NA RANACH

Zespół stresu pourazowego, rany z przeszłości

„Kiedy myślę o tobie i o tym, jak funkcjonujesz na co dzień, w mojej głowie pojawia się jeden obraz: fascynujące, doskonałe życie, w którym nic nie jest pozostawione przypadkowi. Wewnętrzne życie rozłożone na czynniki pierwsze i dogłębnie przeanalizowane. Wróćmy do analogii z domem – chcę posunąć się w niej jeszcze dalej. Gdybyś była owym domem, cechowałyby cię smukłe i symetryczne linie i wielkie okna od podłogi po sufi z widokiem na równie nieskazitelny krajobraz. Miałabyś starannie rozplanowane pomieszczenia z drogimi meblami – szklanymi stołami, wielkimi lustrami z ciepłym oświetleniem, miękkimi, skórzanymi fotelami i niewysiedzianymi, białymi sofami. Poza tym byłoby w nim pusto. Ale pod domem, gdzie fundamenty powinny spoczywać na nieprzeniknionej skale, panuje wielka, czarna przestrzeń. Dom wzniesiony jest na kruchych kamieniach, a głęboko pod światem, w którym udajesz, że żyjesz, znajduje się inny świat. Mroczny.”*
 
Czy życie wielu z nas nie przypomina takiego domu - podziwianego przez osoby odwiedzające go, które mogą ogrzać się dzięki ciepłu kominka, posilić się przy zastawionym stole i zaznać w tym bezpiecznym miejscu błogiego spokoju? Ale mało kto z gości ma świadomość kryjących się nim tajemnic, mroków, które są pozostałością minionych dni, a czasami nawet lat. Tak się już bowiem dzieje, że w psychice człowieka są zaszyfrowane zapisy historii, często przykrych zdarzeń, o których chciałoby się zapomnieć. Upycha się tam bolesne doświadczenia, które z różnych powodów dają o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie i ciężko je zignorować. Są one jak rany, które pozostawiły po sobie trwały ślad w postaci blizny. Niekiedy te ślady są bardzo głębokie i pomimo, iż nie są widoczne gołym okiem, są bardzo kłopotliwe. Osoby, które doświadczyły  traumatycznego zdarzenia – czyli sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia bądź były jego świadkiem - doznały przeszywającej bezradności, bezsilności i często uległy silnemu urazowi psychicznemu. Na takie nagłe sytuacje przecież nikt z nas nie  może się przygotować. A potem… Potem próbujemy przed nimi uciec. Ale czy jest to możliwe...? Z reguły pozostają z nami te przeżycia w postaci zespołu stresu pourazowego i dopadają nas jako tak zwane „flashbacki” czyli obrazy, których nie umiemy wykasować z naszej pamięci. Czasami są to natrętne myśli, a niekiedy koszmary senne. Jesteśmy pobudzeni psychofizjologicznie, drażliwi, mamy napady złości lub agresji, problemy z koncentracją, jesteśmy wrażliwi na bodźce i emocje lub przeciwnie, odznaczamy się chłodem emocjonalnym w kontaktach interpersonalnych, poczuciem bycia pustym w środku. Jakiekolwiek skojarzania, które przypominają traumatyczne zdarzenia wywołują w nas gwałtowne relacje lękowe. Mamy potrzebę unikania wszystkiego, co przypomina nam zdarzenia, które doprowadziły do urazu psychicznego. Chcielibyśmy uciec, ale czy się da?
 
„Biegniesz, szybciej niż kiedykolwiek dotąd, i nawet teraz wiesz, że będziesz tak uciekać do końca życia. Będziesz uciekać, bo nie masz świadomości, że jedyną drogą prowadzącą do wolności jest zaprzestanie tej ucieczki.”*
 
Ślad urazu psychicznego niestety pozostaje na długie lata, czasami trzeba z nim żyć do końca życia. Ci, którzy próbowali uciec i wymazać z pamięci to, co chciałby się za wszelką cenę zapomnieć, wiedzą, że ekstremalne doświadczenia, które stały się ich udziałem, nie zostały bez śladu i spowodowały, że stali się innymi ludźmi. Życie pokazuje, że ucieczka jest bardzo często sukcesem, który jest tylko pozorny, gdyż wymazane zdarzenia wracają ze zdwojoną siłą w postaci odroczonego zespołu pourazowego. Co możemy w takim razie zrobić, by dalej żyć?
 
 
W leczeniu zespołu stresu pourazowego potrzebna jest pomoc specjalisty. Z reguły stosuje się psychoterapię poznawczo-behawioralną, która polega na oswajaniu wraz z pacjentem traumatycznych sytuacji i zinterpretowaniu ich na nowo. Stosuje się też czasami terapię ekspozycyjną, w której przywołuje się traumatyczne zdarzenia w celu redukcji lęku. Terapia przeprowadzona przez właściwą osobę z reguły prowadzi do sukcesu.
 
„To zawsze niezwykłe, kiedy klient trafi a na terapię w odpowiednim momencie, do odpowiedniego terapeuty, a tak właśnie było w naszym przypadku. Warstwy uwarunkowań, traumy, głęboko zakorzenionego bólu i nieprawdy odpadają, ujawniając pod spodem wrażliwą, ale bardzo silną osobę. Oglądanie tego i branie w tym udziału jest naprawdę wyjątkowym doświadczeniem (…) Dokładam wszelkich starań, żeby być bardzo spokojną i wyważoną w rozmowach z klientami. Zależy mi przede wszystkim na przewidywalności i transparentności. Oni zawsze znajdą u mnie te same herbaty, ułożone w dokładnie taki sam sposób. Zawsze zobaczą, że piję wodę, nic więcej. Poza tym staram się zwykle zakładać podobne ubrania i czesać włosy w zbliżony sposób, z wysoko upiętym kucykiem i lekko pofalowanymi końcówkami. Ładnie, ale profesjonalnie. Jestem lustrem, a nie osobą, która w nie patrzy, i na tym trzeba się skoncentrować.”*
 
Lustrem dla bohaterki thrillera psychologicznego ”Idealna terapeutka” stała się Kristina  - osoba będąca profesjonalistką w swoim zawodzie. To spotkanie pacjentki i terapeutki przemieniło życie tych dwóch kobiet. Odkryło to, co schowane było bardzo głęboko.
 
 
 * Fragmenty pochodzą z książki Alex Dahl "Idealna terapeutka", Wydawnictwo Filia, 2022
​

​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

ŚWIATOWY DZIEŃ ZDROWIA PSYCHICZNEGO

10/10/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Dość!

10/9/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Cnota silnych

10/8/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

KIEDY NOC NIE PRZYNOSI UKOJENIA

10/6/2025

0 Comments

 
Obraz

KIEDY NOC NIE PRZYNOSI UKOJENIA

Jak odzyskać równowagę umysłu i spokój ducha?

Ola zawsze była perfekcjonistką. Gdy na piątym roku studiów urodziła Polę, starała się być zarówno dobrą mamą, jak i wzorową żona, ale także nie zaniedbywać obowiązków studenckich. Pogodzenie wszystkiego spowodowało, że zaczęła zarywać noce. Gdy dwie godziny po północy kładła się spać, przez kolejne trzy nie mogła zasnąć. Był to koszmar. Zdawała sobie sprawę, że z każdą minutą ubywa czasu na regenerację organizmu i wiedziała, że kolejnego dnia będzie wyczerpana po nieprzespanej nocy. Z każdym tygodniem było coraz gorzej... Zasypiała chwilę przed dzwonkiem budzika.

Kuba od dłuższego czasu cierpiał na bezsenność. Nieprzespane nocy dawały mu się we znaki w ciągu dnia. Hektolitry wypitej kawy nie pomagały. Był rozdrażniony, nie potrafił skupić się na wykonywanych czynnościach, drobne przeszkody postrzegał jako wielkie kłody leżące pod nogami. Gdy ostatkiem sił, jak maratończyk dobiegający do mety, docierał do schyłku dnia, nie marzył o tym, by położyć się spać, ale zamartwiał się, że znów nie będzie mógł zmrużyć oka. Z każdym dniem niepokój o to, czy uda mu się zasnąć był coraz większy. Widział, że dzieje się z nim coś, co go przerażało. W zasadzie coraz więcej rzeczy powodowało w nim lęk...

Hela od pół roku doskonale wie, że w środku nocy będzie „liczyła barany". Nic nie może poradzić na to, że budzi się w momencie, gdy powinna dopiero przekładać się na drugi bok i z bijącym sercem powraca do tego, co chciałaby już dawno zostawić za zamkniętymi drzwiami swojej przeszłości. Nie może w nocy po przebudzeniu się zapanować nad tą gonitwą myśli. W ciągu dnia coraz częściej towarzyszy jej niepokój, zamartwia się drobnostkami. Ostatnio zdała sobie sprawę, że odizolowała się od znajomych, bez których jeszcze jakiś czas temu nie wyobrażała sobie życia.

Sen jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Jest niezbędny do życia. Dzięki niemu mózg odpoczywa i się regeneruje. „Chociaż nauka nie zdołała jeszcze otworzyć <<czarnej skrzynki>> zawierającej sekrety snu, odkryła kilka krytycznych procesów zachodzących w jego czasie. Wiemy na przykład, że w czasie snu dochodzi do konsolidacji pamięci, czyli integracji codziennej nauki w istniejące już sieci neuronów i umieszczania ich w pamięci trwałej."*

Brak snu i jego zaburzenia prowadzą do poważnych problemów emocjonalnych i poznawczych, co ma poważne konsekwencje dla zdrowia i życia człowieka. Niestety niewielu z nas zdaje sobie z tego sprawę. Nie uzmysławiamy sobie, że jest zależność dwukierunkowa między stanami lękowymi a brakiem snu. Stany lękowe prowadzić bowiem mogą do bezsenności, a z kolei chroniczny brak snu wpływa na naszą podatność na nerwicę lękową, czyli grupę zaburzeń, których głównym objawem jest odczuwanie silnego, uporczywego lęku dotyczącego sytuacji z życia codziennego. Najefektywniejszą terapią nerwicy lękowej jest właśnie sen, gdyż "naprawia w tym czasie komórki i tkanki, zwalcza infekcje i przywraca odpowiedni poziom energii. Jedną z najważniejszych funkcji snu jest detoksykacja mózgu. (...) Wyobraźcie sobie mózg jako małe miasto. Aktywność w domach i sklepach mózgu wytwarza śmieci, które pod koniec dnia piętrzą się w zaułkach i bocznych uliczkach. Kiedy zasypiamy, pojawiają się śmieciarki (czyli elementy układu limfatycznego), które sprzątają z ulic wszystkie worki z odpadami. Jeżeli nie śpimy, śmieci pozostają niesprzątnięte i następnego dnia zaczynamy z górami odpadów zalegającymi na ulicach mózgu. Głowa lekko nas pobolewa, trudno jest myśleć klarownie, człowiek jest znacznie mniej skoordynowany fizycznie, niespokojny i humorzasty."*

Niestety w dzisiejszej dobie mamy coraz większy problem z tym, by doświadczać spokoju, by czuć spełnienie, zadowolenie i satysfakcję. Funkcjonujemy w ciągłym napięciu, a stres zadomowił się w naszym życiu. Co jest powodem takiego stanu rzeczy? Otóż, jest to efekt specyfiki dzisiejszego życia, jego tempa, braku czasu na sen i kontakty z innymi ludźmi. Wynikiem jest też często zapatrzenie w siebie oraz chęć rywalizowania i porównywania siebie z innymi ludźmi. Ale również rany przeszłości, z którymi nie uporaliśmy się, a czasem życie w toksycznych związkach.

*Fragmenty i cytaty pochodzą z książki Ellen Vory "Pokonaj swoje lęki i odzyskaj spokój”, Wyd. Filia, 2022
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
​Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Przymykałam oczy

10/6/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Zwariowana rodzina

10/5/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

ODZYSKANA WOLONOŚĆ

10/4/2025

0 Comments

 
Obraz

ODZYSKANA WARTOŚĆ

Konsekwencje niskiego poczucia wartości

Marianna zapaliła światło, ściągnęła prochowiec, ale wciąż w jej uszach brzmiały słowa Wioli. Koleżanka ze szkolnej ławy, będąc przejazdem w Warszawie, przypadkowo „wpadła” na Starówce na Manię. Oczom nie mogła uwierzyć. Z niedowierzaniem patrzyła tak jakby zobaczyła ducha. „Mania! To Ty? Niewiarygodne!” Wyraz jej oczu i słowa zdziwienia od rana nie dawały Mariannie spokoju. Siadając teraz w fotelu, ze smutkiem rozejrzała się po swoim przytulnym mieszkanku. Wiedziała, że niejeden oddałby wiele, by mieć tak piękne gniazdko. Ale nie ona. Zamieniłaby je, gdyby tylko mogła…  
 
Ile to już lat minęło od czasu, gdy rozstała się z koleżankami ze szkoły? Czasami zastanawiała się, jak ułożyły sobie życie, ale nie tęskniła do spotkań. Tamten czas chciała odciąć grubą kreską. Ciągle uciekała od wspomnień.  Wtedy, gdy była dzieckiem sposobem na odcięcie się od tego, czego się wstydziła, były marzenia. Wizja, którą roztaczała przez lata przed sobą dodawała jej motywacji do działania. Tak bardzo pragnęła, aby było inaczej. I gdyby ktoś zobaczył jej obecne życie, podobnie jak Wiola otworzyłby oczy ze zdziwienia i uważałby, że dokonała cudów. Faktycznie, nie trzeba było być bacznym obserwatorem, by zauważyć metamorfozę. Z zahukanej chudziutkiej, ubranej w przypadkowe ciuszki dziewczynki, zamieniła się w piękną elegancko ubraną kobietę, która pięła się po szczeblach kariery, otaczała się luksusowymi przedmiotami, ale brakowało jej tego najważniejszego… To wszystko, co posiadała miało być tylko narzędziem, środkiem prowadzącym do celu. Ale chyba zagubiła się na tej drodze.

Pamiętam doskonale Mariannę, pomimo że minęło wiele lat od kiedy pojawiła się w moim gabinecie. Życzenia na święta, ciepły SMS od czasu do czasu przypominają mi nasze rozmowy. Pamiętam jak ciężko jej było nieść brzemię samotności. Stoczyła wielką walkę, zanim poprosiła o pomoc. Osoba, która odznaczała się wielką determinacją i odwagą w podążaniu do obranego celu, perfekcjonistka w każdym calu, kobieta niezwykle inteligentna, ale nieumiejąca z własnej perspektywy dostrzec, gdzie leżał klucz do szczęścia, po który tylko należało sięgnąć.

Marianna wychowała się w rodzinie, o której mówi się, że jest patologiczna. Alkohol, bieda, ciągłe kłótnie. Pamięta jak kiedyś oglądając jako dziecko serial, w którym rodzina wiodła sielskie i anielskie życie, zapragnęła, by taką w przyszłości stworzyć. Pragnęła z całych sił spotkać człowieka, który by ją pokochał. Ale wciąż dręczyło ją pytanie: czy ja na to zasługuję? To pytanie zadawała sobie każdego dnia, widząc pogardę ze strony kolegów i koleżanek. Doskonale widziała, że jest inna. Wstydziła się rodziców, swojego domu, wstydziła się siebie… Ale jej atutem było to, że wiedziała, czego chce. Pragnęła miłości i życia w innym świecie.

Ten inny świat stanął przed nią otworem. Praca, ciężka praca połączona z nauką stały się trampoliną do lepszego życia. Pamięta nieprzespane noce, pustą lodówkę, ale każdy grosz, który zarobiła i oglądała ze wszystkich stron, zaprocentował.  Skończyła studia, podjęła pracę i tak się potoczyło. Ale w tym życiu zabrakło kogoś, kogo tak bardzo pragnęła i za kim tęskniła. Kogoś, kto by ją pokochał, zaakceptował, podziwiał i z kim stworzyłaby tak inną rodzinę od tej, w której przyszło jej się wychowywać.


Gdzie tkwił problem Marianny? W pogoni za szczęściem szukała tego kogoś, kto wynagrodziłby jej wszystkie dotychczasowe lata. Dla tego jedynego była gotowa na wszystko, wiedziała, że pokochałaby go całym sercem. Była tak bardzo spragniona kochania i bycia kochaną. Niestety nie zdawała sobie sprawy, że oczekuje, aby ktoś dostrzegł coś, czego ona sama nie widziała i nie czuła. Marianna przez te wszystkie lata nie nauczyła się kochać samej siebie. Osiągnęła wiele, ale nie była szczęśliwa, spełniona, usatysfakcjonowana. Bił z niej smutek. Zainwestowała w siebie, ale nie czuła się atrakcyjna i wartościowa. I pomimo wszelkich walorów nie pociągała mężczyzn.  Pragnęła stworzyć relację, ale nie zdawała sobie sprawy, że najpierw musi zadbać o zbudowanie zdrowego poczucia własnej wartości.  Musi uwierzyć w swoją wartość, by ktoś ją mógł dostrzec.

Osoby, takie jak Marianna, o niskim poczucia własnej wartości mogą mieć problemy w tworzeniu bliskich relacji. Nie uważają się za wartościowe, dostatecznie dobre osoby, postrzegają siebie nieadekwatnie, nie potrafią w pełni zaakceptować i pokochać siebie, w związku z tym nie wierzą, że ktoś inny byłby w stanie wybrać je na życiowego partnera i byłby w stanie szczerze i prawdziwie je pokochać. Jeśli uda im się znaleźć taką osobę, zaczną niszczyć – często nieświadomie – ich więź. Jeśli te zachowania nie doprowadzą do rozstania, to np. doprowadzą do toksycznego związku, w którym paradoksalnie osoba o niskim poczucia wartości, będzie postrzegana tak jak sama o sobie wewnętrznie myśli.

Dzisiaj Marianna jest szczęśliwa żoną i matką uroczych bliźniczek. Pracuje, zajmuje się domem, ma wspaniałego męża, który ją podziwia każdego dnia i jest z niej dumny. A ona nie wstydzi się, skąd pochodzi, bo historia jej drogi do lepszego życia jest jej wizytówką i powodem do dumy.  Pokochała siebie. Dostrzegła w sobie to, czego nie widziała przez lata.  Ma cudowną rodzinę, ale ma też w sobie niezwykłą moc i wiarę, że razem mogą wszystko. Wie, że wspaniałą kobietą – silną, mądrą, doświadczoną, która umie nie tylko marzyć, ale i je realizować.
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

SEKRET SZCZĘŚCIA

10/3/2025

0 Comments

 
Obraz

SEKRET SZCZĘŚCIA

Anhedonia. Pięć dróg radości św. Tomasza z Akwinu

Radości i szczęścia… Tego zwykle życzymy innym poza zdrowiem i miłością. Radość to emocja wyrażająca spełnienie, zadowolenie, satysfakcję. Wszyscy jej pragniemy. To ona powoduje, że mamy chęć do życia i z entuzjazmem witamy każdy kolejny dzień.  Niestety w dzisiejszej dobie mamy coraz większy problem z tym, by jej doświadczać.  Jest coraz więcej osób wśród nas cierpiących na anhedonię, czyli  brak odczuwania radości z elementarnych przejawów życia.

Co jest powodem takiego stanu rzeczy?  Otóż, jest to efekt specyfiki dzisiejszego życia, jego  tempa, braku czasu na sen i kontakty z innymi ludźmi. A właśnie drugi człowiek i relacje z nim są źródłem naszej radości, pomimo, iż często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Uśmiech dziecka, zakochane oczy mężczyzny, wdzięczność ludzi, dla których uczyniliśmy jakiekolwiek dobro. To gesty dobroci ze strony osób, którzy nie liczą na naszą wdzięczność, ich wrażliwość, empatia.  Inni ludzie dostarczają nam powodów ku temu,  by iść dalej z radością w sercu i chęcią do działania.

Radości nam brak, bo wpadliśmy w szalony wir życia, który spłyca relacje z innymi. Ale to nie jedyna przyczyna. Im bardziej czekamy na radość, im bardziej skupiamy się na jej znalezieniu i zatrzymaniu, wówczas ona paradoksalnie nas opuszcza.  

Wynikiem jest też często zapatrzenie w siebie i chęć rywalizowania i porównywania siebie z innymi ludźmi. Chcemy być najlepsi i czerpiemy radość z niezdrowej rywalizacji, a czasem nawet z czyjegoś nieszczęścia. Niewiarygodne, ale prawdziwe. O tyle, o ile powodem naszej radości są sukcesy osób, które darzymy sympatią, o tyle budzi ją również porażka osób, których nie lubimy.  Nie zdajemy sobie niestety sprawy, że ten rodzaj  radości  jest tylko chwilową przyjemnością, która bardzo szybko mija.
Warto się zastanowić, czy chcemy czerpać chwilowe, szybko przemijające chwile zadowolenia, czy mieć w sercu prawdziwe szczęście, powodujące spokój, satysfakcję i spełnienie. Oczywiście ważne, by myśląc o innych wokół, nie zapominać również o sobie.  Bowiem, o ile nam będzie ze sobą dobrze, pokochamy siebie, wówczas z życzliwością spojrzymy na świat i poczujemy radość.

Wielki filozof  św. Tomasz z Akwinu jest autorem  pięciu dróg radości. Mamy nadzieję, że skorzystacie z nich i odnajdziecie to, co w życiu jest niezwykle istotne.

Pięć dróg radości św. Tomasza z Akwinu:
  • Sprawić sobie jakąś przyjemność.
  • Wypłakać się.
  • Rozmowa z przyjacielem.
  • Kontemplacja prawdy, czyli zrzucenie masek i poznanie prawdy o sobie.
  • Kąpiel i sen.
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
​Jeżeli przeżywasz trudne chwile, czujesz się zniechęcona, smutna,, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Ile czasu nam zostało?

10/3/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

W PUŁAPCE PIĘKNYCH SŁÓW

10/2/2025

0 Comments

 
Obraz

W PUŁAPCE PIĘKNYCH SŁÓW

Socjopaci, manipulatorzy, kłamcy


​Byłam szczera od początku. Mówiłam ci o moich obawach, strachu, wątpliwościach. Bałam się, bo dużo miałam do stracenia, bałam się, ale coraz bardziej coś mnie ciągnęło do ciebie. Byłam szczera, szczera do bólu i nie miałam pojęcia, że na każdym kroku okłamujesz mnie z premedytacją. A kiedy pytałam, przekonywałeś, przysięgałeś, a ja ufałam. Tak bardzo chciałam ci ufać... Mirek, po co były te wszystkie kłamstwa? Problemy z sercem, szpital... Dobrze wiesz,  jak się martwiłam, całą noc nie spałam, a rano dostałam krwotoku. A to był żart moim kosztem. Do rozmowy z twoją żoną miałam jeszcze nadzieję, że może… Mirek, musiałam to wszystko usłyszeć od kobiety, z którą od naszego pierwszego spotkania rzekomo się rozwodziłeś, aby dotarło do mnie kim jesteś?! Nie mogłeś powiedzieć, że nie umiesz żyć bez nawiązywania takich relacji, że miałeś takich kobiet jak ja wiele, że każdej pisałeś, że kochasz, że pragniesz, że kobiet szukasz nawet na portalach randkowych? Nawet wówczas umiałeś zręcznie odpowiedzieć: „Nie Ninko, nie kłamałem. Ani w niedzielę, ani wczoraj. Nie kłamałem i spotykając się z Tobą, niczego nie planowałem, po prostu tęskniłem, chciałem cię zobaczyć, poczuć twój zapach. Dlaczego nie chcesz tego przyjąć?” Jak mogłeś? Jak można być tak wyrachowanym!
 
W życiu niejednokrotnie spotykamy wiele toksycznych osób. Nie tylko Nina na swojej drodze poznała socjopatę, który stał się przyczyną jej cierpienia, bólu i wielu problemów. Mirek doskonale wiedział, jak poruszać się w swoim wyrachowanym świecie. Wiedział, jak wmanewrować ją w toksyczny związek. Świadomie wykorzystywał wzbudzające zaufanie zachowania, mówił to, co chciała usłyszeć,  podzielał jej zainteresowania i przejmował się jej zmartwieniami. Martha Stout w książce „Jak skutecznie bronić się przed socjopatami” napisała: „Zachowania typowe dla socjopatycznego oszusta (jak oszukiwanie i nieuczciwość) często bywają ułatwiane dzięki takim jego cechom jak elokwencja i powierzchowny urok, pozwalające mu uwodzić innych ludzi, w przenośni lub dosłownie - rodzaj wewnętrznego żaru albo charyzmy, które początkowo mogą sprawić, że wydaje się on bardziej interesujący niż otaczający go ludzie. Socjopata jest bardziej spontaniczny, głębiej przeżywa, bardziej intryguje, jest bardziej seksowny i pociągający niż inni. Często ma w swoim repertuarze niemal hipnotycznie ujmujące zachowanie (…) Ogólnie rzecz biorąc, socjopaci są znani z patologicznej skłonności do kłamstwa i oszustwa oraz z pasożytniczych relacji nawiązywanych z partnerami i <<przyjaciółmi>>. Cechują ich zwłaszcza płytkość emocjonalna, nieszczerość i tymczasowy charakter wszelkich serdecznych uczuć, z jakimi się obnoszą wobec innych, oraz swoista, często zapierająca dech w piersiach nieczułość. Gdy ktoś zarzuci socjopacie manipulacyjne i bezduszne zachowanie – a czasami nawet złamanie prawa – można zaobserwować jego kolejną cechę, czyli mistrzostwo w wylewaniu krokodylich łez i odgrywaniu roli osoby bezradnej lub poszkodowane."*

Byłam przekonana, że to dar od losu. Wierzyłam, że w końcu życie się do mnie uśmiechnie. Sądziłam, że to spełnienie moich najskrytszych marzeń o rycerzu na białym koniu. Czekałam na niego długo, ale uważałam, że było warto. Inteligentny, przystojny, intrygujący, czarujący. Czułam się kochana, zauważona, wszystkie moje kompleksy i demony przeszłości przestały przy nim dawać o sobie znać. Na początku, co prawda, stąpałam jak po lodzie. Bałam się. Ale on robił wszystko, bym czuła się bezpiecznie, a przede wszystkim wiedział, jak trafić w moje ukrywane przed całym światem, a może i samą sobą, potrzeby. Boże, ile razy zastanawiałam się, kim on jest. Kochałam, ale bałam się. Kochałam, cierpiałam, ale chciałam ufać. Pamiętam, jak wciąż powtarzał, że z nikim nie będzie mi tak dobrze jak z nim, że nikt nie dałby mi tego, co on. I dał… smutek, żal, poczucie winy, rozpacz. Rozkochał mnie w perfidny sposób po to, by zranić do żywego.
 
Nie łatwo było zdemaskować Mirka. Stosował  wybiegi, które są typowe dla socjopaty, który najpierw „zapewnia o własnej niewinności (<<Dlaczego miałbym zrobić coś takiego?>>), potem próbuje wzbudzić współczucie (<<Ostatnio myślałem o samobójstwie, a twoje zarzuty doprowadzą mnie do ostateczności!>>), a na koniec, jeżeli wypieranie się prawdy i próby wzbudzenia współczucia nie zamkną sprawy, pojawia się szokująca i pozornie absurdalna demonstracja wściekłości, obejmująca grożenie oskarżycielowi krzywdą, jeżeli on lub ona będą się upierać przy swoim zdaniu.”*

Nina znajomość z socjopatą okupiła morzem łez, nieprzespanymi nocami, pretensjami do samej siebie, spadkiem poczucia wartości, poczuciem winy. Wyrwanie się z jego sideł nie było łatwe. Czy przed takimi ludźmi można się ustrzec?

Po pierwsze, należy nauczyć się obserwowania ludzi, interpretowania sygnałów pochodzących od innych i rozpoznawania ludzkich masek.

Po drugie, należy wiedzieć jak ich rozpoznać.  Autorka książki „Jak skutecznie bronić się przed socjopatami” podpowiada, że przy wystąpieniu przynajmniej trzech spośród wymienionych poniżej siedmiu „patologicznych cech osobowości”, można przypuszczać, że mamy do czynienia z socjopatą.

1. Skłonność do manipulacji: częste stosowanie podstępu w celu wywierania wpływu na innych lub kontrolowania ich; wykorzystywanie uwodzenia, nieodpartego uroku osobistego, elokwencji lub pochlebstwa do osiągania własnych celów.
2. Skłonność do oszukiwania: oszukiwanie i nieuczciwość; przedstawianie nieprawdziwego obrazu samego siebie; ubarwianie lub zmyślanie opowieści o różnych wydarzeniach.
3. Niewrażliwość: brak zainteresowania uczuciami i problemami innych ludzi; brak poczucia winy lub wyrzutów sumienia z powodu negatywnych bądź krzywdzących dla innych konsekwencji własnych działań; agresja; sadyzm.
4. Wrogość: stałe lub często pojawiające się uczucia gniewu; złość lub irytacja występujące w odpowiedzi na drobne wyrazy lekceważenia bądź zniewagi; niemiłe, przykre dla innych oraz mściwe zachowanie.
5. Nieodpowiedzialność: lekceważenie i brak poszanowania dla zobowiązań finansowych i innych; nieposzanowanie oraz niewywiązywanie się z umów i obietnic; niedbały i beztroski stosunek do cudzej własności.
6. Impulsywność: działanie pod wpływem chwili jako bezpośrednia reakcja na bodziec; działania natychmiastowe, bez planu i analizy skutków; trudności w formułowaniu i realizowaniu planu; poczucie przymusu natychmiastowego działania, a także zachowania samouszkadzające w sytuacjach napięcia emocjonalnego.
7. Skłonność do nadmiernego ryzyka: angażowanie się w działania niebezpieczne, ryzykowne i potencjalnie szkodliwe dla samego siebie, niepotrzebnie i bez względu na konsekwencje; podatność na nudę i bezrefleksyjne podejmowanie czynności w celu jej przezwyciężenia; nieuwzględnianie własnych ograniczeń i zaprzeczanie realności zagrożenia dla siebie; lekkomyślne dążenie do celów bez względu na związane z tym ryzyko.
 

Pomimo że Martha Stout twierdzi, że socjopaci często pozostają dla nas nieodkryci, przez co niebezpieczni, to z drugiej strony napawa nas optymizmem, pisząc „na szczęście dysponujemy nieskończenie większymi siłami niż socjopaci, ponieważ nie czerpiemy ich z patologicznego pragnienia panowania nad innymi ani nie wyzwala ich emocjonalna pustka. Nasza moc opiera się raczej na zdrowiu emocjonalnym, na zdolności do kochania i nawiązywania trwałych związków ze sobą nawzajem oraz na niesieniu wzajemnej pomocy. (Poza tym po prostu jest nas więcej). Musimy użyć tej mocy, by uratować siebie, tych, których kochamy, i całą planetę. Mamy moc i mamy misję. A kiedy socjopaty nie da się uniknąć, powinniśmy – i możemy – go przechytrzyć. Jako jednostki mamy do wykonania ważne zadanie w dużym stopniu niedoceniane przez społeczeństwo. Polega ono na podtrzymywaniu związków międzyludzkich i eksponowaniu roli sumienia w życiu osobistym, zawodowym oraz rodzinnym: musimy zmierzyć się z socjopatą, nie zapominając o naszym człowieczeństwie. Zadanie to niekiedy nas przeraża i prawie zawsze podejmujemy je w samotności, ale kiedy nie da się uniknąć socjopaty, odważna i współczująca osoba, która mu się przeciwstawia w naszym imieniu, podnosi na duchu nas wszystkich.”*
 

* Fragmenty pochodzą z książki M. Stout "Jak skutecznie bronić się przed socjopatami", Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2020
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
​Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Uczmy się od dzieci

10/2/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

DROGA DO SIEBIE

10/1/2025

0 Comments

 
Obraz

DROGA DO SIEBIE

Poczucie winy, asertywność, marzenia, kobiecość


Dzisiaj psycholog zapytał mnie o moje marzenia. I miałam z tym problem. Nie wiem, czego pragnę, jakie są moje potrzeby. Może to jest dziwne. Nie wiem… Jestem osobą czynu, stawiam sobie cele, podążam do nich, można powiedzieć, że jestem bardzo zorganizowana, potrafię radzić sobie świetnie w sytuacjach zadaniowych, przeszkody zamieniam w działania. Ale zdałam sobie sprawę, że moje dążenie naprzód nie jest wynikiem moich pragnień. Dzisiaj to do mnie dotarło. I czuję się z tym dziwnie. Nawet nie wiem, jak określić ten stan, te uczucia.

Pamiętam, że jako dziecko rodzice byli ze mnie dumni. Widziałam, że jestem powodem ich radości i dumy. Dostrzegałam podziw i zazdrość w oczach znajomych i rodziny. Śliczna, grzeczna dziewczynka, uczącą się wyśmienicie, osiągająca sukcesy na wielu płaszczyznach. Było to miłe. Przyczyniałam się do szczęścia osób, które były mi bliskie, które były całym moim światem. Wszystko, co wówczas robiłam, wykonywałam z myślą o tym, by ich nie zawieść. Wiedziałam, jak bardzo cieszą ich moje sukcesy. Nauczyłam się zaspokajać ich potrzeby, nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy.

Gdy dzisiaj spoglądam wstecz, dostrzegam, że byłam osobą lubianą w środowisku moich rówieśników. Dlaczego tak było? Trudno mi powiedzieć… Zastanawiam się, czy lubili mnie jako osobę, czy byłam ceniona, bo byłam dla innych dobra. Każdy mógł na mnie polegać, wiedział, że nie zawiodę, nie odmówię, nie wyśmieję.
​
Wchodząc w dorosłe życie, na płaszczyźnie zarówno zawodowej, jak i prywatnej, czymś zupełnie normalnym było dopasowywanie się do drugiego człowieka, nawet kosztem samej siebie. Tak, tak bym to z perspektywy czasu nazwała. Zawsze robiłam wszystko, by innym było ze mną dobrze. A o sobie i swoich potrzebach nawet nie myślałam. Zagłuszałam wewnętrzny głos, który być może chciał przypomnieć o tym, że ja też jestem ważna. Ja czerpałam, a może tak mi się wydawało, szczęście ze sprawiania radości innym. Byłam mistrzynią w odgadywaniu potrzeb, pragnień i oczekiwań moich sympatii, ale także przełożonych i współpracowników.
 
Dzisiaj do mnie dotarło, że myśląc o innych, zapomniałam o sobie. Nie wiem jeszcze dlaczego. Czy tak bardzo zależało mi na akceptacji? Czy w domu rodzinnym nauczono mnie tego, ze sprawianie radości daje tyle satysfakcji? A może sama nie wiem, czego chcę, bo nigdy nie dałam sobie przyzwolenia na pomyślenie o sobie. Po wyjściu od psychologa kupiłam książkę, w której znalazłam słowa, pod którymi najprawdopodobniej wkrótce się podpiszę: „Prawda jest jednak taka, że podobnie jak wiele innych kobiet dopiero stopniowo uwalniam się od nawyku zadowalania wszystkich dookoła. Ciągle jeszcze pracuję nad tym, aby iść przez życie swoją drogą, nie przejmując się opiniami innych ludzi. Wiele jest w moim życiu takich dziedzin, w których muszę się bardzo pilnować, żeby dochowywać wierności swoim wartościom i nie przejmować się tym, co sobie w związku z tym pomyślą inni. Nic nie daje człowiekowi takiego poczucia wolności i siły, jak myśl, że można czegoś chcieć od życia, nawet jeśli nikt inny tego nie rozumie.”* Zdałam sobie sprawę, że te słowa są mi tak bardzo bliskie. I wiem, że jest to początek mojej drogi do poznawania najbliższej sobie osoby, którą jestem. 

​W książce „Dziewczyno, przestań ciągle przepraszać!” jej autorka kieruje swoje słowa do każdej z nas, uświadamiając nam - kobietom żyjącym często po to, by zaspokajać potrzeby naszego otoczenia, a nie własne - że podróż do odkrycia samej siebie rozpoczyna się dopiero z chwilą przyjęcia do wiadomości, że nigdy i przed nikim nie musimy się tłumaczyć ze swoich marzeń. Rachel Hillis napisała: „Nauczyłyśmy się zabiegać o uwagę, która w przypadku dziecka jest równoznaczna z miłością. Warto podkreślić, że wiele osób idzie potem przez życie w przekonaniu, że człowiek może się czuć kochany tylko wtedy, gdy inni zwracają na niego uwagę. Stąd bierze się fenomen mediów społecznościowych.”

Wiele z nas patrzy na siebie oczami drugiego człowieka, przegląda się w oczach innych, oni stają się zwierciadłem, w którym możemy dostrzec akceptację, podziw, zrozumienie, a czasem złość, niechęć, zazdrość. „Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, w jak dużym stopniu twoje obecne życie kształtuje się pod wpływem twoich własnych wyborów, a na ile stanowi odzwierciedlenie cudzych oczekiwań? Każda z nas ma swoje nadzieje i pragnienia, swoje cele i marzenia. Bywają one subtelne (<<Chcę pisać wiersze>>) i bardzo ambitne (<<Chcę zbudować firmę, która będzie warta wiele milionów dolarów>>), ale wszystkie są twoje i są ważne – dlatego, że ty jesteś ważna. Masz prawo pragnąć czegoś tylko dlatego, że cię to uszczęśliwi. Nie potrzebujesz niczyjej zgody, a już na pewno nie powinno być tak, że tylko ktoś inny może ci otworzyć drogę do osiągnięcia twojego celu. Niestety, wiele kobiet boi się, że inni ludzie mogą nie zaakceptować celów, które one same sobie wyznaczyły. Zamiast więc realizować te marzenia, pozwalają im umrzeć. Niektóre próbują je spełniać potajemnie, czasem zmagając się przy tym z poczuciem, że zawodzą bliskich, ponieważ robią coś dla siebie, a nie dla wszystkich dookoła. Takie kobiety żyją w poczuciu winy, wstydu i strachu. Pytanie <<A gdyby tak…?>> tli się płomyczkiem w ich sercu, za to w ich głowach rozbrzmiewa cała litania wyrzutów sumienia. A co jeśli mi się nie uda? A co jeśli ludzie będą się ze mnie śmiali? A co jeśli tylko zmarnuję czas? A co jeśli będą na mnie źli? A co jeśli zaczną mi zarzucać zachłanność? Co będzie, jeśli bezowocnie zmarnuję czas, który mogłabym spędzić z rodziną?”*

Masz podobne wyrzuty sumienia? Pragnienia innych stawiasz ponad swoje? Może już czas, by pomyśleć o sobie. W książce „Dziewczyno, przestań ciągle przepraszać!”, którą gorąco Wam polecam nie tylko jako lekturę dla Was, ale także jako książkę, którą możecie sprezentować Waszym przyjaciółkom, są słowa, które warto, abyście powtarzały sobie każdego dnia: „Życie to nie bajka, więc – kimkolwiek jesteś i cokolwiek robisz – czasem bywa ciężko. Prawdziwe życie potrafi dać w kość i wysysać z nas energię niezbędną do urzeczywistniania naszych celów. Nie możesz jednak rezygnować z nadziei, marzeń i celów. Wszystko, co zamyśliłaś sobie dla siebie i na swoje życie, jest możliwe. Czasami będzie ci szło świetnie, a niekiedy jak po grudzie, ale nigdy się nie poddawaj. Nie masz wpływu na zewnętrzne okoliczności, w których przyszło ci żyć. Tylko od ciebie zależy, jak się będziesz zachowywać w danych okolicznościach.”* Powodzenia Kochane!
 
* Fragmenty pochodzą z książki R. Hollis "Dziewczyno, przestań przepraszać!",  Wydawnictwo  Larum, 2020


Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Przekraczanie granic

9/30/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

WYŚCIG DONIKĄD

9/30/2025

0 Comments

 
Obraz

WYŚCIG DONIKĄD

Jak zerwać z przepracowaniem i zacząć żyć

To był ciężki tydzień. Jestem wykończona. Głowa boli mnie jakby przejechał po niej czołg. Życie udowodniło nie po raz pierwszy, że nie ma w nim nic stałego…
 
Pamiętam doskonale dzień, w którym przyjechałam do miasta, będącego moim celem już w czasach, gdy chodziłam do szkoły podstawowej. Wychowałam się na wsi w kochającej się i wspaniałej rodzinie, ale mającej wieczne problemy finansowe. Już jako dziecko obserwowałam, że rodzice ledwie wiążą koniec z końcem. Gromadka dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, różne problemy rodzinne - to wszystko sprawiło, że nie było lekko. Oglądając w mediach życie ludzi w dużych miastach, zapragnęłam żyć tak jak oni. Nauka stała się dla mnie nie tylko ucieczką od prozy codziennego dnia, ale i drogą prowadzącą do celu. Miałam swoją wizję i każdy dzień przybliżał mnie do jej zrealizowania, a ja budowałam w myślach moje szczęście. Byłam wówczas zdeterminowana, ale nie wiedziałam jeszcze, że to określenie nie zawsze ma pozytywne konotacje. Szczególnie w odniesieniu do kobiet.  Po maturze ruszyłam w wielki świat. Tak, Trójmiasto było wielkim wyzwaniem. Stojąc na peronie w Gdańsku Głównym, nie mogłam uwierzyć, że zaczynam nowy rozdział, którego od lat wyczekiwałam. Czekały na mnie wymarzone studia, praca i życie na własny rachunek. Pragnęłam pokazać samej sobie, że wszystko w życiu jest możliwe, jeżeli tylko tego pragniemy. Jaka była cena moich marzeń, ja sama tylko wiem.
 
Odkąd pamiętam, ludzie odbierali mnie jako osobę niezwykle zdyscyplinowaną, pracowitą, na której zawsze można polegać. Wielokrotnie słyszałam: „Nadia, mało jest osób tak odpowiedzialnych, mających profesjonalne podejście do życia tak jak ty”. Nie ukrywam, że byłam z tego dumna. Budowało to moje zadowolenie z siebie. Stawiałam sobie wysoko poprzeczkę, coraz wyżej. Ale to powodowało, że byłam coraz bardziej przepracowana, wyczerpana, zestresowana, przytłoczona, a chciałam więcej, szybciej, skuteczniej.
 
Dzisiaj wiem, że pogoń za szczęściem kosztowała mnie bardzo dużo i zastanowić się muszę, czy było warto. Pytanie to zadaję sobie od miesiąca, od dnia, w którym obudziłam się z niedowierzaniem w szpitalnej sali. Czas poprzedzający ten dzień to ciągła pogoń, to wypruwanie sobie żył. To było bardzo kosztowne, wymagało wysiłku, ciężkiej pracy i ciągłej walki. Walki, która trwała od 20 lat.


​Czy wielu z nas nie jest podobnych do Nadii? „Zdecydowanie zbyt wielu z nas wpadło w pułapkę kultu wydajności. Jesteśmy zdeterminowani, ale już dawno zapomnieliśmy, dokąd zmierzamy. Każdy dzień oceniamy na podstawie swojej skuteczności, a nie satysfakcji. Jesteśmy jak mechanicy składający samochód z najwyższej klasy części i skupiający się wyłącznie na znalezieniu najlepszych elementów, a nie na tym, by wszystkie części do siebie pasowały i dobrze działały po złożeniu. W rezultacie samochód z trudem zapala i ciągle gaśnie. Czym jest kult wydajności? Jego wyznawcy żarliwie wierzą w wartość ciągłej aktywności, a także w poszukiwanie najbardziej efektywnego sposobu na wykonanie niemal każdej z nich. W związku z tym są nieustannie zajęci i żywią nadzieję, że dzięki swoim wysiłkom oszczędzają czas oraz poprawiają jakość swojego życia. Są jednak w błędzie. Uważają, że są wydajni, a tak naprawdę marnują czas. Wydajność jest iluzją.” *
 
W książce „Nie rób nic. Jak zerwać z przepracowaniem i zacząć życ”, Celeste Headlee zwraca uwagę między innymi na organizację naszego czasu pracy. Autorka uważa, że przez ponad dwa stulecia próbowano zrobić z ludzkich ciał i umysłów maszyny, które konstruowano, podobne nawet do komputerów. Zapomniano niestety, że człowiek nie jest maszyną, a nawet ona nie może pracować nieustannie.  My – ludzie, jak napisała, „potrzebujemy regularnych przerw. Nasz mózg jest zdolny do niesamowitych osiągnięć, jeśli zapewnimy mu dobre warunki do funkcjonowania. (…) Coraz wyraźniej widać, że idealny harmonogram powinien zakładać krótkie okresy czasu w ogromnym skupieniu na zmianę z regularnymi przerwami. Badania potwierdzają, że jeśli przepracujesz nieprzerwanie 50-57 minut, a potem pozwolisz sobie na krótką przerwę, zrobisz znacznie więcej. Ponieważ stosowanie takiego rozkładu zwiększa prawdopodobieństwo uaktywnienia wykonawczej części mózgu, może się też okazać, że będziesz pracować wnikliwiej i kreatywniej. Na podstawie doświadczeń ustalono, że człowiek potrafi się skoncentrować średnio przez niespełna godzinę, ale pamiętaj, że jesteś jednostką, a nie średnią. Możliwe, że twój idealny stan skupienia jest bliższy 40 albo 60 minutom. Musisz to sprawdzić sam.”* Nadia funkcjonowała wbrew tej zasadzie. Wielu z nas również pracuje na pełnych obrotach, nie marnując, jak twierdzi, czasu na przerwy. A „regularne przerwy są tak ważne, że decyzji o nich nie można pozostawić przypadkowi czy własnym zachciankom.”* Odpoczynek należy planować tak jak planujemy spotkania biznesowe, zajęcia sportowe, spotkania towarzyskie. Celeste Headlee w swojej książce pisze o dwóch rodzajach odpoczynku: czasie wolnym i relaksie. Czas wolny „to minuty lub godziny pomiędzy wykonywaną przez nas pracą. Są one nierozerwalnie z nią związane i mają ładować nasze akumulatory, abyśmy mogli wypoczęci wrócić do obowiązków. Natomiast relaks jest czymś, co należy wyraźnie od zajęć zawodowych oddzielić. Powinien być nieskażony pracą, co oznacza, że nie sprawdzasz wtedy maili, nie odbierasz telefonów służbowych ani nie martwisz się o to, jak sposób spędzania czasu wpłynie na twoją sytuację zawodową. Celem relaksu nie jest doskonaleniem się w pracy, lecz rozkoszowaniem się życiem, na które tak ciężko pracujesz.”*

Myślę, że wielu z nas popełnia błąd polegający na niemarnowaniu czasu. Osoby te działają jakby przebiegali każdego dnia maraton. Nie myślą o relaksie, bo ich głównym celem jest praca. A czy przypadkiem nie zagubili się w tym biegu, czy nie jest tak, że zapomnieli, jakie są najważniejsze wartości  życia, a co jest tylko środkiem mającym na celu je zaspokoić. Dbając o rodzinę, o poczucie bezpieczeństwa, chcąc być szczęśliwymi - pracują. I to oczywiście ma sens. Ale nagle zatracają się w pracy, gdyż to ona staje się celem samym w sobie i odciąga od rodziny, powoduje utratę poczucia bezpieczeństwa, bo grunt zaczyna im się usuwać spod nóg. Podobnie jak Nadia tracą zdrowie, czasami rozpada się ich małżeństwo, dzieci schodzą na manowce. O szczęściu trudno w takim momencie mówić. Praca, która miała być środkiem prowadzącym do celu, staje się celem, który odbiera im to, co najcenniejsze. A przecież prawie wszystko uzależnione jest od nas i od właściwego zarządzania sobą w czasie, od właściwego balansowania.

*Fragmenty i cytaty pochodzą z książki Celeste Headlee „Nie rób nic. Jak zerwać z przepracowaniem i zacząć żyć" Wyd. BUCHMAN, 2020
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Zrób to!!!

9/29/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

SIŁA W KRYZYSIE

9/28/2025

0 Comments

 
Obraz

SIŁA W KRYZYSIE

​Jak wyjść z pułapki cierpienia?

LIDKA

Marzyłam od dziecka o własnym kącie. Nieraz oczami wyobraźni widziałam przytulne własne mieszkanko, które chciałam urządzać dla siebie, na swoich zasadach. Biorąc do ręki kolorowe magazyny, zwykle rozpoczynałam od przeglądania zdjęć przytulnie urządzonych domów. Po przeprowadzce od rodziców mieszkałam w akademiku, a potem po ślubie z Markiem zamieszkaliśmy w jego kawalerce. Aż końcu po paru latach pracy zdecydowaliśmy się na wzięcie kredytu i kupno własnego upragnionego M. I wówczas zaczął się mój koszmar. A miało być tak pięknie. Nigdy nie sądziłam, że kupno mieszkania i jego wykańczanie będzie wiązało się z tak negatywnymi przeżyciami. To była ciągła walka z architektami, robotnikami, osobami, które chętnie poodejmują się wyzwania po to, by potem zaginąć bez wieści i nie odbierać telefonu albo wykonywać swoją pracę tak, jakby robiło się to po raz pierwszy w życiu. Byłam wykończona, stałam się strzępkiem nerwów. Wszystko wyprowadzało mnie z równowagi.
 
”Wyobrażam sobie, że kryzysy są egzaminem z umiejętności świadomego życia i radzenia sobie z wyzwaniami. Jeśli dysponujemy odpowiednimi narzędziami i nastawieniem, możemy z trudnościami zatańczyć, pozwolić się kilka razy obrócić i z ciekawością obejrzeć swoje życie z nowej perspektywy.”*
 
 
FELA

Kiedyś czytałam artykuł mówiący o tym, że choroba jednego członka rodziny rzutuje na wszystkich. Ale dopóki człowieka nie dotyczy jakiś problem, nie ma pojęcia, z czym jest on związany. Gdy urodziłam niepełnosprawne dziecko, długo dochodziłam do siebie. Ciężko było mi pogodzić się z utratą zdrowej córki, na którą przecież czekałam, którą sobie wyśniłam i wymarzyłam. Inaczej wyobrażałam sobie pierwsze tygodnie, miesiące, lata macierzyństwa. Ale z czasem patrząc w piękne i ufne oczy Marysi, doszłam do wniosku, że w życiu dostajemy to, czego potrzebujemy, pomimo że tego nie oczekujemy, a nawet zrobilibyśmy wszystko, by tego nie przyjmować od losu. Z czasem było łatwiej i nie wyobrażałam sobie innego scenariusza niż ten, który napisało życie. Ale schody zaczęły się po odejściu męża i pójściu Marysi do szkoły. Czasami zastanawiam się, skąd czerpałam siły. Pamiętam, jak ludzie zadawali mi to pytanie, a ja nawet nie miałam czasu na to, by sobie na nie odpowiedzieć. Dzisiaj wiem, że nie było łatwo. To było jak stąpanie po krawędzi.
 
„Zdarza się jednak kryzys tak przerażający i paraliżujący, że o żadnych tańcach nie może być mowy. Wówczas zamiast stać się szansą, jest wyłącznie pułapką cierpienia. I tu wchodzi mindfulness  – pełna zrozumienia, współczucia, dobroci i czułości, która najpierw koi, aby przywrócić przytomność, a potem otwiera możliwości i zachęca do transformacji sytuacji kryzysowej.”*
 
MAJKA

Samotne wychowywanie syna nie jest bułką z masłem. Nie ukrywam, że śmierć męża była dla mnie istnym trzęsieniem ziemi. Ale dałam radę. Kto jak nie ja. Miałam przecież dla kogo żyć. Nie mogłam pozwolić sobie na to, by usiąść i płakać, bo miałam komu zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Borys dorastał na cudownego chłopaka, a ja byłam silną i waleczną kobietą. Bycie ofiarą i użalanie się nad sobą nie miało najmniejszego sensu. Ja chciałam żyć i iść do przodu. Lata mijały i czułam pewnego rodzaju stabilizację, aż do dnia, gdy dostałam wypowiedzenie z pracy. Po 15 latach w jednej firmie, dla której poświęciłam wiele, to był nie lada cios… I wówczas coś we mnie pękło.
 
„Tym razem nie pragnęłam intelektualnych koncepcji, nie szukałam wiedzy. Szukałam lustra, w którym będę mogła się przejrzeć i zobaczyć prawdę o sobie, choćby najtrudniejszą. Chciałam odnaleźć siebie na nowo. Gdy uczeń jest gotowy, to i nauczyciel się pojawia.”*
 
LIDKA, FELA, MAJKA, KAŻDA Z NAS

Każda z nas w mniejszym lub większym stopniu przeżywa w życiu swoje małe trzęsienia ziemi. Każda z nas kiedyś stąpała po krawędzi i nie miała sił, by wstać rano z łóżka i cieszyć się budzącym dniem. Czasami to drobne niedogodności codziennego dnia, które kumulując się, doprowadzają do frustracji, a kiedy indziej mniejsze lub większe dramaty, straty, zranienia przez innych. Ale najważniejsze, by umieć przejść przez ten trudny czas obronną ręką. By nie zapomnieć o tym, co dla nas najważniejsze, o swoich  wartościach, kręgosłupie moralnym, o tym, by umieć z radością i czystym sumieniem witać kolejny budzący się dzień. Nie jest to proste, ale możliwe. Każdy ma inny sposób na przejście przez życiowe burze. Czy jest to możliwe? Oczywiście! Jest wiele dróg, ale z jedną nich jest mindfulness, czyli uważność. Zapytacie, od czego zacząć, jak się tego nauczyć? Z pomocą może każdej z nas przyjść książka Katarzyny Kędzierskiej i Małgorzaty Jakubczak pod tytułem „Odkrywanie mindfulness”, która parę dni temu trafiła do moich rąk. Przeczytałam w niej między innymi o tym,  że mindfulness to spotkanie ze sobą przynoszące nowe doświadczenia, sygnały z ciała, myśli i emocje. Ta książka, o czym przekonują jej autorki - Małgorzata - założycielka Polskiego Instytutu Midnfulness i Katarzyna - autorka najpopularniejszego w Polsce bloga o minimalizmie i mindfulness, pomaga uciekać od kryzysów, pozwala na spotkanie z samą sobą, czyli osobą, która dla nas powinna być najważniejsza, i uważnie poradzić sobie z tym, co przynosi życie. Książka ta różni się moim zdaniem od innych podejmujących tematykę uważności, gdyż ma formę szczerej rozmowy dwóch ekspertek, które zmieniły swoje życie i teraz dzielą się swoim doświadczeniem krok po kroku, wyjaśniając, czym jest właściwie rozumiana i praktykowana mindfulness.

„Dla mnie najbardziej liczy się właśnie ta esencja, a ona w pewnym sensie jest niezależna od formy praktykowania (…) Uczy cię stać obok wszystkiego, co najtrudniejsze, nieprzyjemne, niemiłe, i trzymać te wszystkie rzeczy za rękę. Z całą życzliwością, czułością, akceptacją i nieocenianiem, jakie możesz w danej chwili z siebie wykrzesać. A czasami nie możesz wykrzesać ani odrobiny - i to też jest okej. To jest twoja prawda. Uszanuj ją. Przyjmij. A jeśli nie możesz, nie chcesz jej teraz przyjmować, czujesz bunt i sprzeciw - dobrze, to jest twoje doświadczenie teraz. Weź je za rękę, jeśli chcesz.”*
 
*Fragmenty pochodzą z książki K. Kędzierskie, M. Jakubczak " Odkrywanie mindfulness", Wydawnictwo Znak Literanova

​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Słabość

9/27/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

UWIKŁANA W ILUZJĘ

9/27/2025

0 Comments

 
Obraz

UWIKŁANA W ILUZJĘ

Toksyczne związki

Ewa raz jeszcze ze łzami w oczach czytała treść maila. „Jaka ja byłam głupia! Jaka naiwna!”  Zawsze postrzegana jako osoba niedostępna i być może przez to otoczona grupą dobijających się do jej serca mężczyzn. „Być może działała ta nieszczęsna zasada niedostępności” – pomyślała.  Dzisiaj tę zasadę doskonale zrozumiała, bo sama wpadła w jej pułapkę. Przez wiele lat samotność jej nie doskwierała. Psycholog tłumaczył, że nigdy nie przeżyła do końca żałoby po Karolu. Pozostał  w jej sercu  i tym samym nie zrobił  miejsca  dla kolejnego mężczyzny, do czasu… Wzrok Ewy znów padł na ekran komputera.

„A więc od początku. Kiedy pierwszy raz rozmawiałem z Tobą w windzie, właściwie byłaś jedynie koleżanką z biura, ale kiedy podeszłaś, prosząc mnie o konsultację, okazało się, że widzę w Tobie interesującą kobietę. Nie wiem, czy myślałem już wówczas o czymś więcej niż o zwykłej znajomości, ale chyba musiałem myśleć, proponując niezobowiązującą kawę. Kiedy zgodziłaś się, potraktowałem to jako naturalną zachętę. Pierwsze spotkania faktycznie sprawiły, że zaczęłaś mnie fascynować jako kobieta, a im bardziej stawiałaś ostre warunki, mówiłaś o barierach i granicach, których nie można przejść i przekroczyć, tym bardziej moja męska ambicja nakazywała mi spróbować  Cię zdobyć. Co jak wiesz, w jakiś sposób się stało. Na podstawie tego, co mówiłaś, wiedziałem, że być może nigdy nie pójdziemy do łóżka, ale mimo to chciałem spróbować.  Czy myślałem wówczas o czymś poza seksem? Chyba nie…”


Mój Boże! Pamięta, jak broniła się przed tą znajomością, a potem przed uczuciem? Ewa przypominała sobie obrazy z ostatnich miesięcy. Przed oczyma miała wysokiego bruneta, który pracował w sąsiednim dziale. Pamięta, jak zdziwiła ją propozycja rzucona w windzie. „Może jakaś kawka po pracy?”  Takich propozycji jak ta miała na pęczki,  w związku z czym pamięta, że uśmiechnęła się i potraktowała słowa kolegi jako żart. Miesiąc później, gdy przełożony poprosił, aby skonsultowała z Danielem plan, nad którym pracowała, zobaczyła w jego oczach nieskrywaną radość. Wówczas pojawiła się kolejna propozycja i tym razem nie odmówiła. Dlaczego? Może zadziałała zasada wzajemności.  Skoro przyszła z prośbą i on wyświadczył jej przysługę, źle by się czuła, odmawiając. Poszła… I tak się zaczęło. Niezobowiązująca kawa, podczas której Daniel sam zaczął opowiadać o swoim nieudanym małżeństwie, o związku, który był tylko  formalnością, bo wspólne zobowiązania, kredyt…  A w sercu pustka, smutek, żal…
 
„Moje argumenty, wnioski skupiały się właściwe na tym, aby przekonać Cię, że warto poznać się bliżej i być może dlatego mówiłem o tym, że czasami w życiu człowieka są takie chwile, kiedy czuje się nieszczęśliwy, niekochany, niedopieszczony. Na pewno część z tych argumentów była prawdziwa, ale wiesz jak to jest w małżeństwie, czasami jest lepiej, innym razem jest mały kryzys, po którym następuje znowu super-okres i tak na zmianę i tak w kółko. Jak każdy miewam chwile, kiedy coś bym zmienił, ale patrząc obiektywnie, to, co uzyskałem w swoim życiu, co zdobyłem, biorąc pod uwagę rodzinę i pozycję, nie mam czego żałować, a właściwe mogę być tylko z tego dumny. Żona, której bezgranicznie ufam, wspaniałe dzieci. Czego jeszcze chcieć? I czasami myślę sobie, dlaczego chcę to zepsuć? A  za chwilę znowu robię coś nierozsądnego i tak widzę dziś naszą znajomość. Powiedziałem Ci, że w pewnym momencie zacząłem zadawać sobie pytanie - po co mi to ryzyko? Czy mogę być szczęśliwszy? Zapewne myślisz teraz, że od samego początku myślałem tak samo i mówiłaś o tym, wiem. Ale kiedy byłem z Tobą, nie docierało to do mnie. Rozmawialiśmy kiedyś o miłości, o tym, że nie kochałem. Nie powiedziałem Ci jednak, że ja nie chcę kochać, ja nie chcę się zakochiwać i zrobię wszystko, aby nigdy do tego nie doszło".

Jaka ja byłam głupia? On nie chciał kochać, wciągając mnie w ocean uczucia. Z premedytacją manipulując, igrał moimi uczuciami. Rozkochał… Dlaczego zaufałam?  A może to, co było przeszkodą, tak naprawdę spowodowało, że dała się porwać w tę grę? Być może zasada niedostępności - żonaty mężczyzna - spowodowała, że był atrakcyjny, bo smakował jak zakazany owoc.


Tekst na ekranie rozmazywał się. Ocierała ściekające z policzków łzy. Ale żal mogła mieć tylko do siebie samej.

„Wiem, że z pewnością chcesz mi jeszcze wiele powiedzieć i napisać. Wiem, że to co napisałem w wielu miejscach jest być może dla Ciebie niejasne i powiesz lub napiszesz, że myślałaś zupełnie inaczej. Wiem, że tak jest, ale dalsza pisanina niczego nie zmieni. Od jakiegoś czasu boję się, aby ktoś nie zauważył jakiegoś maila w mojej poczcie, bo czasami zostawiam komputer otwarty na stole, a jak pisałem, mam zbyt wiele do stracenia. Być może napisałem coś zbyt szczerze, być może coś Cię zabolało. Przepraszam za to, nigdy nie chciałem, abyś cierpiała i nie chcę, aby tak było. Czy możemy zostać przyjaciółmi? Może tak, a może dobrymi znajomymi? Nie chcę jednak szukać pretekstu, czy możliwości do spotkania. Jeśli się spotkamy, to mam nadzieję, że będziemy umieli rozmawiać normalnie jak znajomi. Pomimo tego co napisałem, dalej pragnę Cię jako kobiety, ale to są pragnienia, których nie będę się starał zrealizować …. Wiem, że tak będzie lepiej. Całuję i trzymam kciuki, abyś wróciła do równowagi i zwykłego codziennego szczęścia. ”

Historia Ewy to zapewne historia wielu kobiet, które świadomie dają się złapać w związki od początku skazane na klęskę.  Niejeden żonaty mężczyzna wykorzystuje naiwność młodych kobiet, które z grupy wolnych i cudownych mężczyzn rezygnują i  idą za… no właśnie za tymi, którzy są zakazanym owocem, a on smakuje  najlepiej, ale tylko do czasu. A może jest to kwestia wyjątkowego przyciągania nas przez tak zwanych „niegrzecznych chłopców” i ”femme fatale”, o czym pisałyśmy w poście „Pożądanie, feromony, femme fatale”?

Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka blog
Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Nie pozwalaj!

9/26/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

AUTOEMPATIA

9/26/2025

0 Comments

 
Obraz

AUTOEMPATIA

Empatia w stosunku do siebie

Gdy drzwi jej gabinetu się zamknęły, siedziała, nie mogąc zebrać myśli. Sięgnęła po kubek z herbatą i trzymając go w dłoni, spojrzała ze smutkiem za okno. Przypomniała sobie końcówkę września sprzed siedmiu lat, gdy wyjeżdżała z domu na studia. Pamięta doskonale, jaka wówczas była szczęśliwa i przekonana co do tego, że jest to droga jej marzeń. W zasadzie odkąd pamięta, słyszała od ludzi, że jest osobą empatyczną. Uważała, że to niezwykły dar i przez lata pielęgnowała go w sobie. Gdy ruszała z plecakiem w swoją życiową wędrówkę, była pewna, że to początek niezwykłej przygody. Dzisiaj spoglądając na drzwi, które przed paroma minutami zamknęła za sobą Ola, Ewelina zastanowiła się, czy ta empatia przypadkiem nie stała się pułapką, w którą wpada. Któryś już raz dostrzegła, że nie potrafi zdystansować się do tragedii, z którymi niestety ma do czynienia. Praca psychologa w szkole nie należy do łatwych. Gdzie zatem leży granica zaangażowania, której dla własnego zdrowia nie należy przekraczać?
 
Piotr po powrocie z nocnego dyżuru długo dochodzi do siebie. Przed oczyma ma obrazy, o których szybko chciałby zapomnieć, ale nie potrafi. Analizuje, rozkłada na czynniki pierwsze. Gdyby szybciej przyszło zgłoszenie, gdyby udało się prędzej dotrzeć na miejsce,  gdyby… Zastanawia się, co będzie  tego ranka przeżywać rodzina zmarłego mężczyzny, czy miał żonę, a może dzieci? W ciągu jednej nocy świat tych ludzi legł w gruzach, stał się tak diametralnie inny od wczorajszego, a on jako ratownik medyczny nie miał mocy sprawczej, aby zatrzymać tego człowieka przy życiu. Piotr kocha swoja pracę, uwielbia pomagać, ale przekleństwem są takie noce jak ta, która minęła, a zostawiła tyle bólu… Czy można się od tego odciąć?
 
Ania zgłasza swój udział do wszelkich działań charytatywnych. Po pracy angażuje się na rzecz dzieci, seniorów, uchodźców. Postrzegana jest jako człowiek o wielkim sercu. Jest wrażliwa na krzywdę, otwarta na czynienie dobra. Dzisiaj wracając z pracy i przysłuchując się rozmowie w autobusie, w której chłopiec był poniżany przez matkę, czuła smutek, złość, współczucie, bezradność. Potem siedząc już w domu na sofie, nie była w stanie skupić się na czytaniu książki, wciąż jej myśli krążyły wokół tego bezbronnego dziecka, któremu nie mogła pomóc. Ania coraz częściej dostrzega, że  czuje przemęczenie i widzi w sobie duży poziom frustracji.
 
Empatia… Daniel J. Siegel w książce „Świadomość” napisał, że obejmuje ona co najmniej pięć aspektów takich jak:
  • rezonans emocjonalny (odczuwanie uczuć innej osoby),
  • przyjmowanie cudzej perspektywy (patrzenie na sytuację oczami innej osoby),
  • rozumienie poznawcze (wyobrażanie sobie doświadczeń psychicznych innej osoby i ich znaczenia),
  • empatyczna troska (dbanie o dobrostan innych)
  • empatyczna radość (odczuwanie radości z cudzego szczęścia i sukcesu).
 
Empatia, krótko mówiąc, jest umiejętnością zrozumienia emocji odczuwanych przez innych i patrzenia na świat z ich perspektyw i wykracza poza tylko współczucie i żałowanie innych osób. Odczuwanie cudzego bólu motywuje nas do pomocy, otwiera nas na drugiego człowieka, na jego potrzeby, uczy wrażliwości i wyjścia z własnej perspektywy, łagodzi nasz wewnętrzny dyskomfort związany z patrzeniem na krzywdę drugiego człowieka. I oczywiście, pomagając innym, czujemy się dobrze.
 
Ale… nie do końca wszystko wygląda tak różowo. Osoby empatyczne, niepotrafiące stawiać granicy, a przede wszystkim te, które nie odczuwają empatii w stosunku do samych siebie, stają się wyczerpane współczuciem, szczególnie, gdy ich zawód powoduje, że są ciągle poddane stresowi.
 
„Arthur Zajonc, profesor fizyki kwantowej, który (…) zajmował się empatią i współczuciem w pracy zawodowej praktykujących lekarzy, zauważył (…): <<Z jednej strony mamy chłód, cynizm, dystans wobec pacjentów i cierpiących osób w celu utrzymania równowagi i zdolności do obiektywnej, profesjonalnej oceny  sytuacji. Z drugiej strony możemy zaangażować się tak mocno, że prowadzi to do wypalenia, zachowań autodestrukcyjnych i tak dalej. Zwykle poruszamy się pomiędzy tymi dwiema skrajnymi możliwościami… Musi istnieć droga środka, na której empatyczna troska łączy nas z uczuciami innych, ale w sposób umożliwiający nam inteligentną reakcję jako lekarzom, jako troskliwym, przejętym osobom, jako rodzicom, jako przyjaciołom lub towarzyszom życiowym>>”*
 
Znalezienie tej drogi środka nie tylko dotyczy osób zajmujących się zawodowo pomaganiem. Jedną z dróg pomocy sobie jest empatia wobec siebie. Ale wielu z nas ciężko jest zrozumieć, że podobnie jak i inni, my też zasługujemy na zrozumienie i współczucie. Badania pokazują, że osoby empatyczne wobec siebie są lepiej zmotywowane, wytrzymalsze, bardziej twórcze, zadowolone z życia i oczywiście - empatyczne wobec innych. Jak się tej autoempatii nauczyć? Otóż, najważniejsze, by zadać sobie pytanie, dlaczego nie potrafimy zadbać o swoje potrzeby z taką samą troską i uważnością, jak dbamy o innych ludzi. A drugi krok to nauczenie się szacunku wobec siebie i akceptacji, byśmy nie musieli przeglądać się w oczach innych, by czuć się dobrze. Pomocna w tym może stać się książka Daniela Siegela „Świadomość”, będąca przewodnikiem, który pozwoli nam stać się bardziej skupionym i obecnym, a także bardziej energicznym i odpornym emocjonalnie w obliczu stresu i codziennych wyzwań.

 * Fragmenty i cytaty pochodzą z książki Daniela J. Siegela "Świadomość", Wydawnictwo Mamania
Obraz
Katarzyna Krakowska
​wspołautorka bloga
​Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Nie umiesz się z niczego cieszyć. Masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Czujesz się niedowartościowana i nieakceptowana. Zapraszamy Cię na porady on line.  Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
Obraz
0 Comments

GDYBY NIE TY...

9/25/2025

0 Comments

 
Obraz

GDYBY NIE TY...

​Gry w związkach. 

​Ada poznała Piotra w klasie maturalnej. Kolorowy zawrót głowy, jak to mówią młodzi. O takim chłopaku śniła. Ona – bardzo dobra uczennica marząca o medycynie, on stojący twardo nogami na ziemi urodzony ekonomista. Serce nie sługa. Po wpływem Piotra zmieniła kurs. Postanowili wspólnie wyjechać na studia, wynająć mieszkanie i zacząć nowy rozdział wspólnego życia. Decyzja Ady o zmianie planów była niezrozumiała dla osób, które znały ją od lat.

W zasadzie pierwsze tygodnie wspólnego życia pokazały, że nie było ono bajką. Ciągłe kłótnie, brak pieniędzy, różnice zdań i odwieczne słowa Ady: „Gdyby nie Ty, studiowałabym medycynę. Marzyłam o tym od dziecka.”

Osoby patrzące z zewnątrz na relację tej pary zdziwiła decyzja o ich ślubie. Ale cóż, uważali, że to iskrzenie było im potrzebne do normalnego funkcjonowania.

Krótko po tym, jak stanęli na ślubnym kobiercu, Ada urodziła Jaśminkę. Zbiegło się to z ukończeniem studiów. Piotr podjął pracę w firmie, z która od dwóch lat dorywczo współpracował. Natomiast Ada miała pierwszy rok spędzić z córeczką w domu. Zaakceptowała taki stan rzeczy. Piotrowi ten układ bardzo odpowiadał. Żona w domu, czekająca z gorącym obiadem, zadbane i spokojne dziecko. Czego chcieć więcej?  Zaczął więc namawiać ją, by iść za ciosem i postarać się o braciszka dla Jaśminy. Wówczas zaczęły się awantury. „Gdyby nie ty, twoje parcie na ślub, na dziecko, zaczęłabym pracę. Tyle ciekawych ofert przeszło mi koło nosa.”  W momencie, gdy zaczęli decydować się na żłobek, gdy Ada podobno rozpoczęła poszukiwania pracy, okazało się, że pragnienie Piotra ziściło się i żona   zaszła w ciążę. Pierwszy miesiąc to czas wiecznych awantur, które wszczynała Ada. Miała dosyć takiego życia. Ale czy to Piotr był winowajcą takiego stanu rzeczy?

Eric Berne w książce „W co grają ludzie”  opisał miedzy innymi grę „Gdyby Nie Ty…” Ada nie przez przypadek wybrała jako swojego partnera życiowego człowieka dominującego. Ona – osoba bojąca się podejmowania decyzji, wyzwań, „potrzebowała” kogoś, kto mógłby być oskarżany za ograniczanie jej tych aktywności, których tak naprawdę się bała. Medycyna będąca marzeniem jej rodziców, przerażała ją. Piotr stanowił świetną wymówkę. To przez niego – przez uczucie do niego zmieniła plany. Uciekła od tego, czego się bała, po to, by potem oskarżyć go za to. A tak naprawdę Piotr oddawał jej przysługę, chroniąc ją przed tym, czego się chorobliwie bała.

Jak być może zauważyliście, wiele osób wiąże się z taka a nie inną osobą  nie przez przypadek. Osoby wchodzące w grę „Gdyby Nie Ty” potrzebują kogoś, kto „ograniczy ich”.  Taką osobę można oskarżać o to, czego nie udało się osiągnąć. Celem bowiem  tej gry jest uśmierzanie własnych lęków i usprawiedliwianie swojej bierności. 

Problem pojawia się dopiero wówczas, gdy jedna z osób wychodzi ze swojej roli. Gdyby Piotr powiedział Adzie: studiuj medycynę, marzyłem, by mieć żonę lekarza, mogłoby się okazać, że … nie on był przeszkodą. Gdyby Piotr uznał, że decyzje o ślubie przełożą na czas, gdy obydwoje odnajdą się na rynku pracy, okazałoby się, że Ada wcale nie chce podejmować tego kroku.
 
Często okazuje się, że to nie partner jest  problemem, ale są nimi własne leki. A zmiana zasad gry poprzez powiedzenie: „Rób, to czego pragniesz” , nagle demaskuje fobie i lęki drugiej strony.

*Imiona i okoliczności zostały zmienione tak, aby uniemożliwić identyfikację realnych osób.
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy Ci. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Zaufanie, które utraciliśmy

9/25/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments
<<Previous
Forward>>
    JESTEŚMY NA FACEBOOKU:

    POMAGAMY:
    Obraz
    Kliknij i sprawdź

    PISZEMY DLA WAS:

    Obraz
    Katarzyna Krakowska
    Obraz
    Joanna Kotarska

    REKLAMA:
    piszcie do nas na adres: 
    ​[email protected] 
    ​

​Strony:  1   2   3   4   5   6   7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  67  68  69  70  71  72  73  74  75  76  77  78  79  80  81  82  83  84  85  86  87  88  89  90  
​

Powered by Weebly
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca