Psychologia przy kawie
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca
Obraz

NIE MYŚL TYLE

9/24/2025

0 Comments

 
Obraz

NIE MYŚL TYLE!!!

Paraliż analityczny

„Na liście zakupów uwzględniłyśmy kwiaty, ale czy są one warte tych pieniędzy? Interesuje nas wypad na koncert, ale czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy zostały w domu? Chcemy pokazać dzieciom deszcz meteorytów, ale czy wynagrodzi to brak snu? Wspaniale jest spotkać starych znajomych, ale czy nie pożałujemy, że wykorzystałyśmy cały nasz urlop, by ich zobaczyć?”*
 
Rozmyślasz, roztrząsasz, rozkminiasz wszystko, co ci się przydarzy, a nawet to, co się nie przydarzy? A może nie wiesz, jak można poradzić sobie z natłokiem myśli? Nie wiesz, jak zatrzymać tę gonitwę i wyłączyć tak zwany overthinking, czyli paraliż analityczny. 
 
„Gdy mówimy o paraliżu analitycznym, nie mamy na myśli problemów związanych z zaspokojeniem podstawowych potrzeb, bez względu na to, czy chodzi o miejsce do spania, czy sposób zdobycia kolejnego posiłku. Te fundamentalne kwestie zasługują na uwagę i ich przemyślenie, często dogłębne. Nie chodzi również o poważne życiowe decyzje: zmianę ścieżki kariery, zakończenie związku lub przeprowadzkę na drugi koniec kraju. Te ważne sprawy wymagają, aby się nad nimi pochylić. Paraliż analityczny dotyczy tych momentów, gdy nie szczędzimy energii umysłowej na rzeczy, które na to nie zasługują. Są to te chwile, kiedy nie jesteśmy w stanie myśleć o niczym innym, mimo że wiemy, iż mogłybyśmy poświęcić uwagę innym zagadnieniom(…)

Powszechnymi oznakami paraliżu analitycznego są:
​

• powtarzalne odkładanie decyzji na później;
• odkładanie decyzji w nadziei, że pojawi się lepsza opcja;
•szukanie dodatkowych opcji, gdy mamy ich już pod dostatkiem;
• ciągłe analizowanie tych samych informacji, które już udało nam się zebrać;
• obawa, że podejmiemy złą decyzję;
•długotrwałe wstrzymywanie się z decyzją, które doprowadza do przegapienia możliwości jej podjęcia;
• podważanie zasadności podjętej już decyzji.”*

Z pewnością znacie osoby, które stały się niewolnikami własnych myśli. A może same też nimi jesteście? Przejmujecie się drobiazgami, poświęcacie czas na analizowanie spraw nieistotnych, podważacie własne decyzje? Jak pisze Anne Bogel w książce „Nie myśl za dużo”, która za parę dni będzie miała swoją premierę: „Paraliż analityczny przyjmuje różne formy. Czasem przypomina zamartwianie się. Możemy mieć wrażenie, że utknęłyśmy, analizując coś, co zrobiłyśmy w przeszłości lub wyobrażając sobie potencjalne wydarzenia z przyszłości”. Zapewne wiecie, że to myślenie w niczym nie pomaga, a tylko nas zadręcza, wyczerpuje, utrudnia życie, a jednak… Analizujecie to, co powiedziała sąsiadka; zastanawiacie się, co przełożony miał na myśli, opowiadając anegdotę na temat bezmyślności – czy to przypadkiem nie dotyczyło waszej osoby;  tworzycie czarne scenariusze, gdy mąż spóźnia się z pracy; nie możecie zasnąć, zastanawiając się nad menu na weekendowe party.

Tendencja do nadmiernego rozmyślania, analizowania, zamartwiania się bierze się przede wszystkim z lęku przed działaniem i zatrzymaniem się w fazie dokonywania analizy poznawczej. Może być ona związana ze sposobem wychowania i oczekiwaniami otoczenia, które nie daje często przyzwolenia na popełnianie błędów, na kreatywność, a wymaga „wbijania się” w pewne sztywne ramy. Ale tendencja ta wiąże się również z pewnymi cechami osoby poddającej się paraliżowi analitycznemu, takimi jak: niskie poczucie własnej wartości, niska lub chwiejna samoocena, zewnątrzsterowność, która powiązana jest z potrzebą zdobywania ciągłej akceptacji otoczenia i życia w taki sposób, jaki nakazują i oczekują inni ludzie, nadmierna potrzeba kontroli, brak samodzielności w podejmowaniu decyzji, zależność, patrzenie na świat w sposób pesymistyczny, czy też perfekcjonizm. Anne Bogel poza perfekcjonizmem zwraca uwagę na dwa inne czynniki mogące wpłynąć na overthinking - ciekawość intelektualną i nadmiar informacji, które też mogą stać się dla nas pułapką. Według niej osoby o wysokiej inteligencji chcące rozwiązać problem mogą dostrzegać całe połacie możliwości niewidoczne dla innych – co może nieumyślnie prowadzić do tego, że podejmowanie prostych decyzji stanie się niepotrzebnie skomplikowane, a nadmiar informacji, zbieranie danych i analiza opcji, zamiast przynosić korzyści, w pewnym momencie wyprowadzić może na manowce.

Paraliż analityczny przynosi wiele szkód. Powoduje, że zatrzymujemy się w miejscu i energia oraz czas zamiast na działanie poświęcony zostaje na zadawanie sobie mnóstwa pytań. I najczęściej te pytania nie dają konstruktywnych rozwiązań, a tylko napędzają machinę wątpliwości i powodują stanie w miejscu, a w końcu spadek nastroju, czasem depresję, lęki. Przestajemy czerpać radość „tu i teraz”. A ponieważ nie umiemy podjąć dobrej decyzji, jesteśmy coraz bardziej sfrustrowani, zaczynamy czuć się źle nie tylko emocjonalnie, ale nawet i fizycznie. I pozostaniemy sparaliżowane tak długo, dopóki nie rozpoznamy tego, co się dzieje i nie zainterweniujemy.

Jak wyjść z tego błędnego koła? Autorka książki „Nie myśl za dużo” chce, abyśmy po pierwsze zrozumieli, że nasze życie jest odbiciem tego, o czym myślimy. Według niej to, na czym skupiamy naszą uwagę, bezpośrednio wpływa na to, jak doświadczamy otaczającego nas świata i jakimi osobami się stajemy. Nasze myśli bowiem tworzą nasz świat i zrozumienie tego jest pierwszym krokiem - według niej - do zmiany. Anne Bogel uważa, że overthinking nie jest częścią naszej tożsamości, ale zachowaniem, a zachowanie, jak wiemy, można zmienić. Dokonać tego możemy poprzez zmianę w naszym nastawieniu dzięki zastosowaniu nowych metod myślenia i wzmacnianiu nowych nawyków myślowych. Według niej, im częściej dopada nas paraliż analityczny, tym łatwiej jest nam powtarzać to zachowanie. Musimy więc przerwać ten cykl, zaczynając od małych kroków, gdyż przejęcie  kontroli  nad własnymi myślami wymaga czasu i zaangażowania. Anne Bogel chce pomóc nam dokonać zmiany, wyposażając nas w narzędzia pozwalające stopniowo zmienić jakość naszego życia. 

W książce „Nie myśl za dużo” możemy przeczytać między innymi, że overthinking czai się na nas, gdy  jesteśmy mentalnie zmęczone, ponieważ nasze wyczerpane umysły nie mogą się skutecznie przed nim bronić. I dlatego Anne Bogel podaje swój sposób na to, by się jemu nie poddać. „W dni robocze lubię pracować w półtora- lub dwugodzinnych blokach, z krótkimi chwilami na odpoczynek. Często udaję się na spacer po okolicy i nazywam to swoją >>przerwą dla zdrowia psychicznego<<. Może to brzmieć jak żart, ale nim nie jest. Oto, co lubię robić podczas takich przerw:
​
  •  czytam rozdział książki (chociaż jako osoba, której pracą jest czytanie, muszę się upewnić, że jest to książka, które nie będzie przypominać mi o obowiązkach);
  • przeglądam książkę kucharską lub ogrodniczą;
  • idę po pocztę i rozmawiam z sąsiadami;
  • dzwonię do przyjaciółki, by spytać, co u niej;
  • idę na chwilę pobiegać;
  •  przez pięć minut ćwiczę jogę, oglądając filmik na YouTube;
  • idę sama na spacer, nie zakładam słuchawek;
  • siedzę przez kilka minut na huśtawce;
  •  odwiedzam lokalną księgarnię i przeglądam tytuły na półkach.”


* Fragmenty pochodzą z książki Anne Bogel "NIE MYŚL ZA DUŻO", Wyd. BEZ FIKCJI, 2020
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Nie przejmuj się drobiazgami

9/24/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

OTWÓRZ OCZY

9/23/2025

0 Comments

 
Obraz

OTWÓRZ OCZY!

Samowspółczucie

Zosia kładąc się spać po raz kolejny analizuje swój los. Jest pełna niepokoju. Obawia się, że przeszłość kładzie się cieniem na jej obecne życie. A może coraz bardziej dostrzega, że związek, w którym tkwi od wielu miesięcy jest daleki od ideału. Czuje lęk i obawę przed zmianą, ale z drugiej strony coraz częściej do niej dociera, że nie chce być tylko dodatkiem w związku. Zawsze wyobrażała sobie, że w relacji z drugim człowiekiem będzie czuła się jak osoba najważniejsza dla swojego partnera. A obecnie dostrzega, że musi konkurować z pasją, która wypełnia życie mężczyzny, z którym tak bardzo by chciała dzielić swój los. Czuje, że znajduje się na dalszym planie, a to przypomina jej bolesną przeszłość. Nigdy nie była ważna, zawsze stała z boku… Nie chce powrotu do czasów dzieciństwa, to sprawia ból…
 
Pola siedząc pod kocem i słuchając muzyki, która przynosi chwilowe ukojenie, zadaje sobie pytanie, co może zrobić, by w końcu być osobą szczęśliwą. Dociera do niej każdego dnia, że nie radzi sobie ze sobą i swoim życiem. „Przecież nie umiem stworzyć normalnych relacji z ludźmi, wybrać odpowiedniego partnera, dbać o swoje interesy. Wiem, że tylko narzekam i nic z tym nie robię. Ale nie wiem, jak to zmienić…” Ma świadomość tego, że przeszłość wpływa na jej obecne życie. Wie, że w każdym partnerze z przerażeniem odnajduje cechy swojego ojca. Obawia się, że zawsze będzie się doszukiwać problemów, bo chciałaby mieć idealne życie. Ale czy takie jest możliwe?
 
Beata  nie pamięta momentu, gdy urwał jej się film. Nie wie, jaki jest dzień i jak długo znajduje się w tej obcej sali, której biel ścian powoduje w niej wielkie przerażenie i uświadamia, że najprawdopodobniej wydarzyło się coś złego. Po chwili obrazy zaczynają powoli pojawiać się w pamięci. Wracają hałasy i emocje dnia, w którym musiała skończyć projekt, terminy goniły, a ona przecież wszystko chciała mieć dopięte na ostatni guzik. Nie było ważne, że padała z nóg, że zasypiała, stojąc w korku. Goniła, jakby ścigała się z czasem. Wciąż pragnęła więcej, skuteczniej, szybciej. Pięcie się wzwyż było jej życiową dewizą. I o tyle, o ile zdobywanie życiowych szczytów zasługuje na podziw i jest godne naśladowania, w przypadku Beaty było maratonem w tempie sprinterskim bez chwili na odpoczynek, wytchnienie, złapanie dystansu. Ona nie miała czasu na nic poza pracą. Zawsze perfekcyjna, idealna, bez skazy. Dzisiaj leżąc w przerażająco białej szpitalnej sali, zdała sobie sprawę jak kruche jest życie. Jedna chwila, która decyduje o tym, czy będzie miało się jeszcze jedną szansę. Szansę na to, by dostrzec, co w życiu jest najważniejsze. By zauważać wschody i zachody słońca, ukojenie, które przynosi wiejący wietrzyk i piękno oraz zapach kwiatów. Ona nie miała czasu, by cieszyć się życiem. Spała po 4-5 godzin na dobę, ale osiągała kolejne cele. Cele, które zawsze były przez nią zdobywane, ale nie przynosiły szczęścia. Miała poczucie, że jej pociąg odjechał. Straciła szansę na przyjaźń, miłość, na rodzinę. Zdawała sobie sprawę, że rok za rokiem mija w coraz szybszym tempie, a ona jest sama. Leżąc w tej obcej sali, czuła się samotna jak nigdy dotąd. Dotarło do niej, że wiara w to, że kolejny sukces zawodowy, będący spełnieniem marzeń, da wreszcie poczucie szczęścia, już dawno się w niej wypaliła…. Zawsze uważała, że szczęście jest tuż przed nią, za najbliższym zakrętem. Wystarczy jeszcze trochę się postarać i złapie je. Gdy wydawało się, że już je ma, trzyma w swych rękach, okazywało się, że to jeszcze nie to. Wpadła w pułapkę. W pewnym momencie zaczęło brakować jej w tym wiecznym zabieganiu czasu, by być szczęśliwą. Goniła szczęście, a ono z każdym krokiem oddalało się od niej. Dopiero spojrzenie śmierci w oczy spowodowało, że dziasiaj postanowiła być osobą życzliwą  przede wszystkim wobec siebie i uważną na swoje potrzeby.

Tego, co dostrzegła Beata, nie zauważyła jeszcze Zosia i Pola. Ona stoją w miejscu, jak wielu z nas, choć czują wewnętrzny bunt. Chciałyby podjąć zmianą, ale są niewolnikami własnych myśli, emocji, przeszłości. A przecież warto, zrobić pierwszy krok i zajrzeć w głąb siebie? Czy musi wydarzyć się tragedia w postaci choroby, odejścia współmałżonka, problemów z dziećmi, aby otworzyły nam się oczy?

Beata odważyła się i deklaruje  gotowość do zmiany i pomimo świadomości, że będzie to nieustanna, ciągła praca nad sobą, jest szczęśliwa. Dzisiaj już wie, że zaśmiecanie swojego umysłu „martwieniem się na zapas” nie przynosi żadnych korzyści. Martwimy się, jak sobie poradzimy, gdy zdarzy się coś. A jak stracę pracę? A jak umrze mój mąż? A jak stanie się coś mojemu dziecku? A jak…? Snujemy groźne scenariusze i zaczynamy się bać. Zmiana jest procesem, w którym z każdym kolejnym dniem należy porzucać dawne błędne myślenie, a zaczynać podejmowanie próby patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość z innej perspektywy, bez oceniania, stawiając się w roli obserwatora. To stawanie się osobą uważną i patrzącą z życzliwością na siebie. Przyglądanie się swoim emocjom, pojawiającym się myślom i uczuciom oraz akceptowanie ich.

W ubiegłym roku  w moje ręce trafiła książka "Terapia dialektyczno-behawioralna(DBT)", której autorami są: Matthew McKay, Jeffrey C. Wood, Jeffrey Brantley Jest to zbiór praktycznych ćwiczeń rozwijających uważność, efektywność interpersonalną, regulację emocji i odporność na stres. Znalazło się w niej wiele wskazówek, między innymi dotyczących uważności w radzeniu sobie ze skrajnymi emocjami. Dzięki niej można spojrzeć na siebie z życzliwością i współczuciem. A moim zdaniem, jako psychologa, ta umiejętność jest punktem wyjścia do odnalezienia drogi do szczęśliwego życia. Autorzy między innymi zwracają w niej uwagę na współczucie okazywane samemu sobie. Uważają, że okazując komuś współczucie „traktujemy go życzliwie i nie osądzamy go za jego sytuację lub uczucia, niezależnie od tego, czy sam tej sytuacji zawinił. Mimo to wiele osób uważa, że często łatwiej jest pomóc i wybaczyć innym, nawet zupełnie obcym ludziom, niż być miłym dla samych siebie.”*  Dlaczego tak się dzieje? Otóż według autorów wspomnianej przeze mnie ksiażki::   

• Może uważasz, że inni ludzie bardziej zasługują na pomoc i szacunek niż ty.
• Może uważasz, że zrobiłeś tyle złych rzeczy, że nikt nie może ci wybaczyć i nie zasługujesz na współczucie.
• Może boisz się przyznać, że odczuwasz ból, ponieważ obawiasz się, że ugniesz się
pod jego ciężarem.
• Może uważasz, że wybaczenie sobie jest tożsame z usprawiedliwieniem swojego
zachowania i uniknięciem konsekwencji.
• A może w przeszłości nikt nigdy nie traktował cię ze współczuciem, myślisz więc,
że z tobą jest coś nie tak.

„W istocie żadne z tych stwierdzeń nie jest prawdziwe. Wyobraź sobie, że jeden z twoich najukochańszych przyjaciół lub członków rodziny przyszedł do ciebie i powiedział:<<Nie zasługuję na współczucie, ponieważ [uzupełnij zdanie jednym z powyższych stwierdzeń]>>. Prawdopodobnie nie zgodziłbyś się z nim i próbowałbyś go przekonać, że jest inaczej. Nadszedł czas, aby zacząć okazywać współczucie samemu sobie oraz uznać, że zasługujesz na życzliwość i pomoc tak samo jak wszyscy inni.
Niezależnie od przekonań, które sprawiają, że utknąłeś w impasie, współczucie dla samego siebie jest jedną z najważniejszych umiejętności (…) Potrzebujesz sobie współczuć, aby dokonać trwałych zmian w swoim życiu (…)*

"Prawda jest taka, że wszyscy popełniamy w życiu błędy, a niektóre z nich niestety ranią nas samych lub innych. Nie pomaga jednak ciągłe karanie się – to tylko pogarsza sytuację. Na wiele sposobów współczucie wobec samego siebie wymaga zastosowania radykalnej akceptacji. Pamiętaj, że radykalna akceptacja to umiejętność porzucenia osądów i uznania, że to, co dzieje się w twoim życiu, jest wynikiem długiego łańcucha wydarzeń. Współczucie samemu sobie wymaga tego samego. Czas przyznać, że jesteś tym, kim jesteś, i masz za sobą wiele niedających się zmienić wydarzeń, lecz mimo wszystko zasługujesz na spokój, bezpieczeństwo, zdrowie i szczęście. Zaczynając właśnie teraz, możesz radykalnie zaakceptować to, kim jesteś, mimo wszystkich przeszłych błędów, i zacząć podejmować zdrowsze decyzje życiowe oparte na wartościach, ponieważ zasługujesz na szczęście i przebaczenie tak jak wszyscy inni!
Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego zasługujesz na współczucie, a jest nim to, że doświadczyłeś w życiu wielkiego bólu. Przeżyłeś straty. Prawdopodobnie w pewnym momencie doświadczyłeś odrzucenia lub porzucenia. Zmierzyłeś się z bólem fizycznym i chorobą. I najpewniej doświadczyłeś rozczarowania, kiedy nie doszło do czegoś, czego tak bardzo pragnąłeś. Prawdopodobnie doświadczyłeś też podobnych krzywd i strat w dzieciństwie, a wspomnienia tych doświadczeń mogą nadal kłaść się cieniem na twoim życiu. Pewnie cierpiałeś też z powodu poczucia wstydu, smutku i strachu. I te same bolesne uczucia nadal pojawiają się w twoim życiu. Zasługujesz na współczucie, ponieważ musiałeś zmierzyć się z bólem i stoczyć walkę. Czy nie czułbyś współczucia dla innego człowieka, który cierpiał w ten sposób, nawet obcego? Czy więc nie powinieneś okazać sobie takiego samego współczucia?"*
 
*Fragmenty pochodzą z książki M.McKay, J. C. Wood, J. Brantley "Terapia dialektyczno-behawioralna", Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2024


​
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Naucz się być szczęśliwym

9/23/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Może i potrafi

9/23/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

PŁATKI RÓŻY

9/22/2025

0 Comments

 
Obraz

PŁATKI RÓŻY

OSOBY WYSOKO WRAŻLIWE

Gdy wsiadła do pociągu, rozpierała ją radość związana z wyjazdem do ukochanej cioci. Te chwile spędzane z niezwykle czułą, mądrą i wrażliwą osobą kolekcjonowała w swojej pamięci jak cenne kryształki, które zbierała z nią, mając sześć lat. Zająwszy swoje miejsce w przedziale, Blanka na chwilę wróciła pamięcią do czasu, który minął bezpowrotnie. Niestety długo nie było dane jej rozkoszować się tym stanem, gdyż w bezprzedziałowym wagonie pociągu zaczęło przybywać podróżnych i zrobiło się gwarno. Ktoś miał włączoną muzykę, młode dziewczyny śmiały się, wspominając o przeżyciach poprzedniego wieczoru, mały chłopiec krzyczał, że nie chce siedzieć na wyznaczonym miejscu…

Ten nadmiar bodźców zaczął Blankę przytłaczać. Znów zaczęła zastanawiać się nad swoją innością. Świat jest pełen bodźców, które wywołują w niej irytację. Odkąd pamięta, nie znosiła imprez, które uwielbiali jej rówieśnicy, a tłum, hałas, ostre światła, piskliwe głosy, a nawet zapachy były dla niej nie do zniesienia. To, co ludzi fascynowało - ją męczyło, to, co innych motywowało do działania - ją przytłaczało, to, co było dla jej otoczenia pobudzające - powodowało w niej stres. Miała problem z  podniesieniem się po słowach jakiejkolwiek krytyki, nieustannie obawiała się odrzucenia, wciąż analizowała swoje niedociągnięcia. O związkach wolała nawet nie myśleć, bo to wyjątkowo trudny temat. Blanka nie raz zastanawiała się, czy nie jest zbyt wymagająca. Przez ostanie lata poznała paru dobrych, czułych i inteligentnych mężczyzn, ale… Piotr wydawał się nadpobudliwy, Andrzej za bardzo lubił zmiany, Bartek nie umiał się skupić na tu i teraz, tylko wciąż gnał do przodu. Słyszała od każdego z nich, że życie, w jakim tkwi, powoduje, że omija ją coś cennego, że nie dostrzega wszystkich barw, jakie ono niesie.

Jakiś czas temu przeczytała piękny wiersz Shannon L. Adlera o ludziach nazwanych aniołami ze złamanymi skrzydłami, które latają tylko, gdy są kochane. Pamięta, że wzruszyła się, czytając, że wrażliwi ludzie są najbardziej autentycznymi i uczciwymi ludźmi, których można spotkać, że nie ma niczego, czego nie powiedzieliby o sobie, jeśli zaufają drugiej osobie, jednak w momencie, gdy się ich zrani, odrzuci lub poniży, kończą przyjaźń. Dowiedziała się z wiersza, że wrażliwcy żyją z poczuciem winy i ciągłym cierpieniem, wynikającym z nierozwiązanych sytuacji i nieporozumień i nie są w stanie żyć, gdy nienawidzą lub są znienawidzeni przez innych. Uśmiechnęła się do siebie przez łzy, czytając, że ten typ osób potrzebuje tyle miłości, ile nikt nie jest w stanie im dać, ponieważ ich dusza jest stale raniona przez innych, jednak pomimo tragedii, które muszą przejść w życiu, pozostają najbardziej współczującymi ludźmi, których warto poznać i często zostają działaczami na rzecz innych: zranionych, zapomnianych i niezrozumianych. Długo te słowa brzmiały w jej uszach. Zaczęła szukać informacji na temat osób wysoce wrażliwych i odnajdywała w tych opisach siebie. Faktycznie zwykle dbała o samopoczucie innych, unikała konfliktów, była samokrytyczna, brała na siebie odpowiedzialność za cały świat. Ale w momentach, gdy czuła przeciążenie, potrafiła być bardzo impulsywna. Jej układ nerwowy był bardziej czuły i silniej odczuwała informacje oraz bodźce. Ale dowiedziała się, czytając o „wrażliwcach”, że wysoka wrażliwość nie jest chorobą, poznała jej przyczyny i nauczyła się akceptować swoją emocjonalność i reakcje. Było to jej bardzo potrzebne.
 
Są pewnie wśród nas osoby, które podobnie jak Blanka czują się niezrozumiane, których emocje i zachowania są dla nich źródłem zakłopotania. A może masz wokół siebie takie osoby odczuwające mocniej i chcesz poznać ich świat i lepiej ich zrozumieć.
 
Saverio Tomasella w książce „Jak być szczęśliwym, będąc wysoko wrażliwym” przedstawia zjawisko wysokiej wrażliwości na przykładach konkretnych osób, opisuje jej przyczyny, wyjaśnia, czego doświadczają i dlaczego często czują się inni i osamotnieni. Autor pomaga zrozumieć nam osoby wysoko wrażliwe, a im daje wskazówki pomagające oswoić własną wrażliwość, uwierzyć w siebie i tworzyć zdrowe relacje.
 
Poniżej znajdziecie przejawy wysokiej wrażliwości zaczerpnięte z książki „Jak być szczęśliwym, będąc wysoko wrażliwym”:
 
✔ dążenie do autentyczności,
✔ docenianie piękna, zwłaszcza piękna przyrody,
✔ cieszenie się szczęściem innych; bycie towarzyskim, radosnym, pełnym entuzjazmu,
✔ współodczuwanie cierpień, nieszczęść i niedoli innych osób,
✔ odbieranie wszystkiego „bez filtra”, bez ochrony; bycie podatnym na wszystko,
✔ doświadczanie nieprzewidywalnych wybuchów emocji,
✔ nieustanna chęć przypodobania się innym,
✔ lęk przed zawiedzeniem innych i byciem odrzuconym,
✔ potrzebowanie czasu na refleksję i samotność, aby móc odnaleźć siebie,
✔ uzależnienie od sympatii innych i lęk przed byciem porzuconym,
✔ bycie nerwowym, wrażliwym, z łatwością ulegającym irytacji i zdenerwowaniu,
✔ branie krytyki zbyt mocno do siebie i mała tolerancja wobec odmienności,
✔ łatwe uleganie poczuciu wstydu,
✔ obarczanie się winą za wszystko,
✔ pojawiające się nagłe ataki paniki,
✔ bycie czujnym; poczucie, że jest się przeklętym lub prześladowanym,
✔ preferowanie ciszy, braku pośpiechu i spokoju,
✔ unikanie kłótni i konfliktów,
✔ tendencja do ukrywania się, zamykania się w sobie, uciekania przed innymi,
✔ poczucie zachwiania własnej tożsamości z pozornie błahych powodów,
✔ nieakceptowanie siebie i niska samoocena.
 
Saverio Tomasella zwraca też uwagę na to, iż wysoka wrażliwość charakteryzuje się więc połączeniem kilku cech osobowości, takich jak:

✔ delikatność, kruchość, emocjonalność, ale także oryginalność, kreatywność subtelność,
✔ intensywność przeżywanych uczuć, niezwykła zdolność postrzegania, finezyjna intuicja,
✔ empatia, współczucie i zainteresowanie uczuciami innych,
✔ wielka skromność, duża nieśmiałość lub zauważalna powściągliwość,
✔ uczucia: rozczarowanie, nostalgia, znużenie, zniechęcenie, zwątpienie,
✔ podatność na bycie skrzywdzonym, drażliwość, nietolerowanie sprzeczności lub krytyki, gniew,
✔ strach, lęk, niepokój, martwienie się o siebie lub innych,
✔ wrażenie posiadania niezagojonych ran, uczucie ciągłego „wykrwawiania się”, nieustanne bycie w pogotowiu.
 
 „Wysoka wrażliwość nie jest chorobą, daleko jej do tego - to szansa, dar, możliwość. W żadnym wypadku nie może stać się kolejną łatką. Nie pasuje i nie może należeć do żadnej kategorii psychopatologicznej, przeszłej, obecnej czy przyszłej. Dotyczy ona bystrej, światłej, wolnej i czułej istoty ludzkiej, przeżywającej życie i relacje z innymi na tym samym poziomie. Najwyższy czas się zachwycić i zaczarować świat na nowo. Zróbmy więc miejsce dla osób wysoko wrażliwych!”*

*Cytaty i fragmenty pochodzą z książki S. Tomasella "Jak być szczęśliwym, będąc wysoko wrażliwym", Wydawnictwo RM, 2023
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! ​
Obraz
0 Comments

Wybory

9/21/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

O CZYM CHCIAŁOBY POWIEDZIEĆ DZIECKO Z AUTYZMEM

9/21/2025

0 Comments

 
Obraz

O CZYM CHCIAŁOBY POWIEDZIEĆ
​DZIECKO Z AUTYZMEM

Autyzm

Pamiętacie Michalinę i Dawida? Sympatyczne młode małżeństwo, o którym pisałam w poście „Niezwyczajni ludzie”. Kochający się, piękni i inteligentni. Byli obiektem zazdrości wielu swoich rówieśników. Gdy na świat przyszedł ich synek, wydawało się, że nic nie brakuje im już do szczęścia. Jak się później okazało, było tak aż do dnia, w którym usłyszeli diagnozę: autyzm. Dzisiaj, zarówno Michalina, jak i Dawid patrząc wstecz, wiedzą, że tym, co było dla nich najtrudniejsze, była niewiedza. Pamiętają doskonale, jak wiele pytań przelatywało im przez głowy, jak bardzo obawiali się zarówno przyszłości, jak i dnia dzisiejszego. Nie zapomną nigdy, jak różne dochodzące do nich wówczas strzępy informacji, wytrącały ich z równowagi i powodowały, że czuli się coraz bardziej przytłoczeni.

Michalina i Dawid to rodzice jakich wielu wśród nas. To ludzie, którzy po usłyszeniu diagnozy czuli się zagubieni, czuli lęk. W tej chwili już wiedzą, że „bycie rodzicem dziecka autystycznego wymaga dziś zarówno żelaznej odporności, cierpliwości, kreatywności, elastyczności i dyplomacji, jak i odwagi, dalekosiężnego myślenia i snucia równie śmiałych marzeń.”* Wiedzą też, że rodzice potrzebują zwięzłych, łatwo przyswajalnych informacji, szczególnie na początku swojej drogi z autyzmem. I dla takich osób, ale i dla wszystkich z otoczenia dzieci z autyzmem dedykowana jest książka "Dziesięć rzeczy, o których chciałoby ci powiedzieć dziecko z autyzmem". Jej autorka - Ellen Notbohm - z perspektywy matki przekazuje niezbędne wskazówki, mogące okazać się bezcenne zarówno dla rodziców, rodzeństwa, dziadków, nauczycieli, w zasadzie dla każdego z otoczenia dzieci z autyzmem.

Wsłuchaj się w głos i usłysz dziesięć rzeczy, o których chciałoby ci powiedzieć dziecko z autyzmem, które zaczerpnęłyśmy z książki Ellen Notbohm:  
: 
1. Jestem pełnowymiarowym dzieckiem.
Mój autyzm jest częścią mnie. Nie definiuje mnie całkowicie. Czy ty masz tylko jeden wymiar, czy też jesteś osobą z myślami, uczuciami, pomysłami, preferencjami, talentami i marzeniami? Czy jesteś gruby (masz nadwagę), krótkowzroczny (nosisz okulary) albo niezdarny (masz problemy z koordynacją ruchową)? Być może właśnie te rzeczy rzucą mi się w oczy, kiedy cię spotkam, ale ty jesteś znacznie bardziej złożony, prawda?
Jestem dzieckiem – uczę się i rosnę. Ani ty, ani ja nie wiemy, na co mnie stać. Jeśli myślisz o mnie tylko w jednym wymiarze, istnieje niebezpieczeństwo, że będziesz miał zbyt niskie oczekiwania, a jeżeli wyczuję, że sądzisz, że nie jestem w stanie tego zrobić, to po co próbować?
 
2. Moje zmysły są rozstrojone.
Oznacza to, że zwykłe obrazy, dźwięki, smaki i wrażenia dotykowe, na które ty nawet nie zwracasz uwagi, mogą mi sprawiać ogromny ból. To, co dzieje się dookoła mnie, powoduje, że odczuwam dyskomfort, a nawet strach. Mogę wyglądać, jakbym był wycofany albo niemiły względem ciebie, ale przez to wszystko wydaje mi się, że muszę się bronić. Oto dlaczego mogę mieć trudności ze zwykłą, twoim zdaniem, wizytą w sklepie spożywczym: Mogę mieć nadwrażliwość słuchową. Mogę słyszeć dziesiątki paplających ludzi, nawet jeśli są daleko i nie mogę ich zobaczyć.
 
3. Odróżniaj „nie chcę” (mój wybór) od „nie mogę” (nie jestem w stanie).
Możesz uważać, że nie słucham instrukcji albo po prostu nie chcę robić tego, o co prosisz, ale to nie dlatego nie współpracuję. Dzieje się tak, bo nie potrafię cię zrozumieć albo nie mam pewności, co mam zrobić.
Niekiedy to, o co mnie prosisz, boli albo sprawia, że nie czuję się komfortowo, i nie wiem, jak to kontrolować. Czasami nie wiem, jak ci powiedzieć, dlaczego nie mogę czegoś zrobić. Ale wiem na pewno, że nie dzieje się tak dlatego, że nie chcę. Tylko dlatego, że nie jestem w stanie.
 
4. Jestem do bólu konkretny.
Odbieram język w sposób dosłowny. Wprawia mnie w zakłopotanie, gdy mówisz: „Nie bądź takim żywym srebrem!”, kiedy tak naprawdę masz na myśli, żebym przestał biegać. Nie mów mi, że coś jest „bułką z masłem”, kiedy w zasięgu wzroku nie ma kanapki, a ty chcesz powiedzieć, że łatwo będzie coś zrobić.
Kiedy mówisz: „Na zewnątrz jest bardzo zimno”, myślę, że stwierdzasz fakt. Nie rozumiem, że chcesz, żebym dzisiaj założył długie spodnie, a nie krótkie spodenki. Nie mów „zwijaj się”, kiedy nie ma nic do zawinięcia, a chcesz, żebym się pospieszył i skończył to, czym się zajmuję. A kiedy odpowiadasz, że tak się tylko mówi, to nie ma to dla mnie żadnego sensu.
Wszystkie te różne sposoby, w jakie rozmawiają ludzie, mogą wprawiać mnie w zakłopotanie. Jeśli mnie tego nauczysz, przyswoję sobie niektóre ze znaczeń tych zwariowanych fraz, ale teraz musisz mówić mi prosto i konkretnie, czego ode mnie oczekujesz i co starasz mi się powiedzieć o tym, co dzieje się wokół nas.
 
5. Wsłuchuj się we wszystkie sposoby, na jakie próbuję się komunikować.
Trudno mi powiedzieć ci o tym, czego potrzebuję, gdy nie jestem w stanie opisać swoich myśli i uczuć. Mogę być głodny, sfrustrowany, przestraszony albo zdezorientowany, ale teraz brakuje mi słów.
Zwracaj uwagę na sygnały, jakie wysyła ci moje ciało – wycofanie, lęk albo inne oznaki, że coś jest nie tak. Są widoczne. Kiedy trudno mi znaleźć potrzebne słowa, mogę też recytować zdania albo całe fragmenty zapamiętane z filmów, wideo, książek albo wypowiedzi innych osób. Czasami mogę brzmieć na starszego niż jestem – mogę też niezupełnie rozumieć wszystkie wyrażenia i ich znaczenie. Wiem tylko, że jest to sposób, dzięki któremu mogę odpowiedzieć, kiedy się tego ode mnie oczekuje, a nie potrafię tego zrobić „normalnie”.
 
6. Jestem wzrokowcem.
Lepiej pokaż mi, jak mam coś zrobić, zamiast mi o tym mówić. Być może będziesz musiał pokazywać mi to kilkukrotnie i to na wiele sposobów.
Obrazki i wykresy ze słowami, harmonogramy, przypominajki i inne instrukcje wizualne pomogą mi przejść przez dzień. Oszczędzają mi stresu związanego z koniecznością pamiętania o tym, co będzie następne. Kiedy mogę na coś popatrzeć, pomaga mi to zapamiętać, co i kiedy mam zrobić, a dzięki temu mogę być stale zorganizowany – w mojej głowie – i zachowuję spokój. Później mogę gładko przejść od jednej aktywności do kolejnej i lepiej radzić sobie z tym, czego ode mnie oczekujesz. Muszę coś widzieć, żeby się tego nauczyć, ponieważ rzeczy, które do mnie mówisz, są jak para. Słowa wyparowują natychmiast, zanim mam szansę, by je zrozumieć. Jeśli otrzymuję instrukcje i informacje w formie wizualnej, mogę je mieć przed oczyma tak długo, jak potrzebuję. Kiedy wrócę do nich później, będą takie same.
 
7. Skup się i bazuj na tym, co potrafię, a nie na tym, czego nie umiem.
Nie jestem w stanie się uczyć, gdy wzbudza się we mnie poczucie, że jestem niewystarczająco dobry i nadaję się do naprawy. Nie będę próbować nowych rzeczy, gdy wiem, że spotka się to wyłącznie z krytyką – nawet jeśli myślisz, że mówisz to miłym tonem. Ja się staram bardziej. Poszukaj moich mocnych stron, a je odkryjesz. Większość rzeczy można wykonać poprawnie na więcej niż jeden sposób.
 
8. Pomóż mi być towarzyskim
Sprawiasz wrażenie, że wydaje się to łatwe, ale bycie towarzyskim jest dla mnie bardzo trudne. To, co dla ciebie wydaje się oczywiste, dla mnie takie nie jest – nie wiem, co robić, i wprawia mnie to w zakłopotanie. Może się wydawać, że nie chcę się bawić z innymi dziećmi na placu zabaw, ale dzieje się tak dlatego, że nie wiem, jak przyłączyć się do zabawy albo nie nadążam za ich pomysłami, które zmieniają się z minuty na minutę. W szkole praca w grupie może być niekomfortowa, ponieważ lepiej pracuje mi się samemu. Nie zakładaj, że ponieważ jestem inteligentny, zrozumiem, co to znaczy być towarzyskim. Nie nauczę się tego tylko poprzez obserwację innych ludzi.
 
 
9. Ustal, co sprawia, że mam meltdowny.
Nazywasz je meltdownami, ale mi przypominają eksplozje. Są jeszcze bardziej przerażające dla mnie niż dla ciebie. Gdy słowa mnie zawodzą, wszystkie moje działania komunikują ci coś o tym, jak reaguję na to, co dzieje się wokół mnie, o poczuciu cierpienia i paniki, które mam w sobie. Nie chcę „dać ci popalić” i nie mogę tak po prostu przestać. Tracę nad sobą kontrolę, gdy jeden z moich zmysłów (lub więcej) jest przebodźcowany, albo gdy zmaganie się z otaczającymi mnie ludźmi i sytuacjami jest ponad moje siły. Mogę mieć meltdown, ponieważ czuję się źle fizycznie – mam alergię, kiepsko spałem albo mam problemy z brzuchem. Bez względu na przyczynę, czuję się, jakby przeprowadzano na mnie atak. Potrzebuję, byś pomógł mi unikać sytuacji, które tak na mnie wpływają. Jeżeli będziesz wiedział, dlaczego mam meltdowny, możesz im zapobiec. Nie potrafię tego zrobić samodzielnie. Wypatruj oznak, ponieważ zawsze się pojawiają, a ja mogę nie być w stanie powiedzieć ci tego za pomocą słów.
 
10. Kochaj mnie bezwarunkowo.
Kiedy słyszę takie słowa, jak: „Gdybyś po prostu…” i „Dlaczego nie możesz…?” – to już czuję twoje rozczarowanie moją osobą. Sprawia to, że zaczynam się zastanawiać, czy ty robiłeś wszystko, czego oczekiwali od ciebie rodzice i nauczyciele? Założę się, że nie, i że nie chciałbyś, żeby ci o tym przypominano przez cały czas. Mój autyzm to nie moja decyzja. Pamiętaj, że on przydarzył się mnie, nie tobie. Myślę dużo o dorastaniu, o tym, kim chcę się stać, i o rzeczach, które chcę zrobić. Przeraża mnie, że bez twojej pomocy może mi się to nigdy nie udać.
Musisz być moją opoką, moim obrońcą i przewodnikiem. Czy możesz kochać mnie takim, jakim jestem? Bezwarunkowo? No to teraz możemy się przekonać, jak wiele mogę.

*Fragmenty i cytaty pochodzą z książki E. Notbohm "Dziesięć rzeczy, o których chciałoby ci powiedzieć dziecko z autyzmem".

0 Comments

Nie rezygnuj

9/20/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Toksyczna miłość

9/19/2025

0 Comments

 
Obraz

ZA ZAKRĘTEM

Toksyczna miłość

„Najwspanialszą rzecz, jaką możesz zrobić dla swoich dzieci, to kochać swojego współmałżonka". Ten cytat Covey’a wzbudził na naszym blogu wiele kontrowersji. Życie nie zawsze jest bajką, o czym świadczą Wasze wpisy i my o tym wiemy.

Z jednej strony o miłość należy dbać, należy ją pielęgnować, czuwać, by żar nie przygasł, bez względu na to, czy minęło pięć, dziesięć, czy trzydzieści lat po ślubie, ale z drugiej strony nie można zapominać o własnej godności i pewnych granicach, których przekraczać nie należy.

Czasami chuchanie i dmuchanie nie jest łatwe, ale należy próbować. Często brak czasu, stres powodują, że ludzie zaczynają się od siebie oddalać. Napięcia rosną, konflikty zostają nierozwiązane. Niekiedy pojawiają się „doradcy”, którym zależy na podsycaniu wzajemnej niechęci. I co wówczas można zrobić? Sposobem może być znalezienie czasu na rozmowę i wsłuchanie się  w potrzeby drugiej osoby. Jeżeli to nie pomoże, warto poprosić o wsparcie kogoś, kto spojrzy z innej perspektywy. Bliscy, przyjaciele, terapia, to koła ratunkowe, z których warto skorzystać. Do sposobów na ratowanie związku będziemy jeszcze wracały w naszych postach. Bywają niestety niekiedy drogi, z których nie ma już powrotu, ale to ostateczność.

Jak daleko można zajść i jak długo pielęgnować uczucie do współmałżonka, kiedy ta troska i odpowiedzialność  jest jednostronna? Na pewno kosztem nie może być utrata szacunku do własnej osoby. Miłość do mężczyzny, dzieci, ojca, matki nie może być bowiem silniejsza od naszej godności. Nie można bowiem kochać drugiego człowieka, nie kochając i  nie szanując samego siebie. Miłość bliźniego musi zacząć się od miłości własnej.

Kinga, atrakcyjna trzydziestopięciolatka, straciła w  związku, który trwał dziesięć lat swoją niezależność, podporządkowała się mężczyźnie, który odbierał jej każdego dnia prawo decydowania o sobie, godność, w końcu całkowicie ją od siebie uzależniając. Ania, wykształcona, drobna czterdziestolatka, upokarzana, poniżana i manipulowana, najczęściej poczuciem winy. Słyszała wciąż, iż jest do niczego, że jest fatalną żoną i matką. W  końcu zaczęła w to wierzyć. Wiele kobiet, jak pokazują wyniki badań, tkwi w toksycznych związkach. Nie potrafią powiedzieć „dość”, nie umieją postawić granic. To wszystko trwa zwykle latami. Granica jest przesuwana powoli.

Dlaczego kobiety tkwią w takich małżeństwach? Pierwszym powodem są dzieci. Kobiety tłumaczą sobie często, że najważniejsze jest dobro dzieci, które muszą przecież rozwijać się w rodzinie pełnej. Pytanie, czy większej krzywdy nie wyrządza się dzieciom, skazując je na takie życie?  Druga sprawa to lęk. Kobiety boją się, że sobie same nie poradzą. Przecież codziennie słyszały, że są nic nie warte, niczego nie umieją. Niekiedy mają  niskie poczucie własnej wartości, które wyniosły z domu rodzinnego, które spowodowało, że nie mają żadnych wymagań, zadowalają się każdym okruszkiem, cieszą się, że ktoś  koło nich jest i nie sądzą, by zasługiwały  na coś dobrego. Uważają, że lepsza taka miłość, niż żadna. Jest też wiele kobiet, które pomimo wszystko kochają i wierzą w siłę swojej miłości. Wiele znoszą, wierząc, że ich uczucie zdziała cuda i zmieni mężczyznę. Niekiedy też względy religijne powodują, że kobieta tkwi latami w chorym związku. Uważa, że jest to krzyż, który powinna nieść pokornie na swoich ramionach. Tymczasem jest to błędne myślenie, niezgodne z nauką Kościoła.

Wiele kobiet broni i chroni swojego gniazda. Jak lwice nie pozwalają, by ktokolwiek cokolwiek złego powiedział na ich mężów. Kryją prawdę przed rodziną i przyjaciółmi.  Ale niekiedy przychodzi kres. Często dzieci, które latami okłamywały, wybielając tatusia, zaczynają dorastać i widzieć dokładnie, w jakiej rodzinie żyją. Do matki zaczyna wówczas stopniowo docierać, jaki może być dalszy scenariusz, jakie mogą być konsekwencje. Wiedzą, że jest duże prawdopodobieństwo, że córki dorastające w takiej rodzinie w przyszłości przyjmą postawę dziewczynki do bicia, chłopcy natomiast wejdą w rolę agresora. Tak może się stać, gdyż dzieci kształtują swoje  postawy drogą modelowania (rodzic jest dla nich modelem, wzorem, który naśladują). Niekiedy dochodzi do przekroczenia kolejnych granic i to jest impulsem do zmiany. Czasami ktoś bliski potrząśnie, otworzy oczy i przemówi do rozsądku.

Co wówczas może kryć się za zakrętem? Wiele kobiet boi się tej zmiany. Nawet jeśli dostrzegą, że żyją w piekle, nawet jeżeli strach jest potężny, lęk przed nieznanym  paraliżuje je i nie pozwala zrobić kroku naprzód. Niekiedy nie widzą wyjścia z potrzasku i ich obawy są słuszne. Kobiety będące ofiarami przemocy zostają z niczym. Prawo nie staje po ich stronie, nie mają pomocy państwa. Zamykając drzwi, niekiedy muszą się pogodzić z pozostawieniem dorobku swojego życia. I co dalej?

Nie są to proste decyzje. Każdy musi je podjąć w zgodzie z własnym sumieniem. Choć ta zgoda z samym sobą nie ułatwia trudnej drogi, którą będą miały do pokonania. Ważne, by być otoczonym ludźmi, którzy pomogą odzyskać wiarę we własne siły, uwolnić się od poczucia winy, wyzwolić  od poczucia krzywdy. Nie jest to proste, ale możliwe. Trzeba wyjść z pewnej granej latami roli i wejść w rolę kobiety świadomej, silnej i pewnej siebie, która kocha przede wszystkim siebie, między innymi  po to, by kochać też tych, którzy tego uczucia nie podepczą.
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
​
Obraz
0 Comments

Nie trać tego, co masz

9/18/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Wdzięczność za życie

9/17/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

DOCEBNIAJ MAŁE RZECZY

9/17/2025

0 Comments

 
Obraz

DOCENIAJ MAŁE RZECZY!

Wpływ innych ludzi na nasze szczęście

Tego dnia Ewa padała z nóg. Przekroczyła próg domu. Zrobiła sobie filiżankę gorącej kawy. Usiadła i zaczęła wracać myślami do swoich lat studenckich. Boże, drogi! Ileż to już czasu upłynęło? Ile w jej życiu się wydarzyło dobrego i złego. Ale nie o tym teraz chciała myśleć. Przed oczami miała Marię. Maria, Marysia… Kobieta, która przewijała się przez życie Ewy od dwudziestu lat. Poznała ją podczas studiów. Była ciocią jej koleżanki z roku. I pomimo różnicy wieku, pomimo upływu lat, pomimo tego, iż wiele znajomości gdzieś po drodze rozpadało się, ta jedna z niewielu przetrwała. Co prawda widywały się sporadycznie, ale z większą lub mniejszą częstotliwością rozmawiały przez telefon. Ewa siedząc w fotelu i popijając ulubione cappuccino znalazła niespodziewanie odpowiedź na pojawiające się często pytanie dotyczące trwałości tej znajomości.

Rano wychodząc z poczty, gdzie odbierała list polecony natknęła się na Magdę. Dziesięć lat młodsza siostra jej przyjaciółki. Zgrabna, ładna, modnie ubrana, opalona. Ale coś psuło ten obraz. Chwila rozmowy wystarczyła, by zorientować się, co stanowiło rysę na tym pozornie ładnym obrazku. Magda z miną „zbitego psa” w ciągu chwili rozmowy poskarżyła się na swój los. Jest zmęczona, bo dzieci, praca, mąż wyjeżdżający w delegacje. Stwierdziła, że nic jej się już nie chce i ma już wszystkiego serdecznie dość. Po tym przelotnym spotkaniu Ewa czuła się, jakby ktoś nałożył na jej ramiona ciężarki. Boże, ile goryczy było w tej młodej, ślicznej dziewczynie. Biegnąc do pracy zastanawiała się, gdzie tkwi problem? Jest zdrowa, ma kochającego męża, śliczne dzieci, pracę, pieniądze. Niczego im przecież nie brakuje. A może… Może właśnie ten brak problemów jest powodem jej frustracji?

Po pracy Ewa chciała zrobić drobne zakupy. Nie spieszyła się. W domu czekał jedynie kot. Dzieci na obozie sportowym, a mąż… odszedł z młodszą. Przechodząc powoli pomiędzy półkami poczuła czyjąś dłoń na ramieniu. To był Tomek. Pięć lat temu zdiagnozowali u niego nowotwór. Operacja, chemia.  Wydawało się, że wszystko będzie już dobrze. Ale niestety… Tomek wyznał, że nastąpił nawrót i lekarze rozłożyli ręce. Nie są już w stanie pomóc. Guz nieoperacyjny. Ewę przeszedł dreszcz. Słuchała, ale nogi się pod nią uginały. Starała się zrobić dobra minę, pocieszać. Ale Tomek tego nie oczekiwał. Szybko zmienił temat. Pytał o dzieci Ewy, o jej rodziców. Uśmiech, szczery uśmiech nie schodził z jego twarzy. Jak to możliwe? Chyba wyczuł, że Ewa odczuwa pewien dysonans pomiędzy tym, co słyszy, a tym, co widzi. Dlatego patrząc jej głęboko w oczy, ze szczerością dziecka powiedział: „Wiesz, zaczynam doceniać rzeczy małe i cieszyć się tym, na co wcześniej nie zwracałem uwagi. Mówię Ci Ewa, nie przejmuj się drobiazgami". W oczach Tomka było tyle ciepła, tyle spokoju. Boże, skąd on czerpie tę siłę? To pytanie kołatało w głowie Ewy w drodze do domu.
Obraz
​Gdy usiadło wieczorem w fotelu, przed oczami stanęła jej Maria. Dołączyła do galerii spotkanych tego dnia osób. Ten dzień, te rozmowy, jak się okazało miały przynieść odpowiedź na pytanie, dotyczące trwałości znajomości z Marią. Nieraz myślała, że to inteligencja, mądrość życiowa, poczucie humoru były magnesem przyciągającym? Ale dzisiaj zaczęła układać pewne elementy układanki w jedną całość. Przypomniała sobie, że parę tygodni wcześniej Maria zadzwoniła i wyznała, że nie jest w stanie zrozumieć postawy wielu osób. Wokół sami frustraci. Złość, niezadowolenie, gorycz… Rozsiewają wokół siebie aurę niezadowolenia. Powiedziała, że ucieka od takich ludzi, bo nie chce się taką stać. Wyznała Ewie, że jest jedną z nielicznych osób, z którymi utrzymuje kontakt, bo dzięki rozmowom z nią zaraża się pozytywną energią i naładowuje swoje akumulatory. Wówczas Ewa nie przywiązała większej wagi do tych sów. Teraz one brzmiały w sposób szczególny. Trzy tygodnie temu Maria dowiedziała się, że jej ukochany mąż ma nowotwór złośliwy. Ewę zaskoczyło jej podejście do tej tragedii. Nie było żalu do Pana Boga, pretensji do świata. Maria przekazując tę smutną informację, powiedziała, że stoi przed nią wyzwanie, musi wspierać męża, gdyż wyruszają wspólnie na wojnę i trzeba walczyć, by wygrać.

Ewa przypominając sobie tę rozmowę - w kontekście dzisiejszych przypadkowych spotkań -  zrozumiała, jaka siła trzyma ją przy Marysi. Zrozumiała, że w życiu człowiek spotyka wielu malkontentów, którzy wokół siebie rozsiewają pretensje do całego świata. Ci ludzie nie są szczęśliwi i unieszczęśliwiają innych swoim podejściem do życia. Ewa, która zawsze uważała, że do szczęścia człowiekowi potrzebne jest tylko zdrowie, oczywiście to fizyczne, zmieniła zdanie. Zrozumiała, że tak samo ważny jak zdrowie fizyczne, jest zdrowy duch. Maria, Tomek to osoby, które pomimo ciężaru, miały w sobie radość. One wiedziały, że należy otaczać się ludźmi, którzy pokazują nam jasne strony, nawet w tych najtrudniejszych sytuacjach. W życiu bowiem niezwykle ważne jest, jakimi ludźmi jesteśmy otoczeni. Badania prowadzone przez 20 lat w  Framingham Heart Study, udowodniły, że osoby, które otoczone są szczęśliwymi ludźmi, same mają większe szanse na bycie szczęśliwymi. Wybór należy do nas :)

*Imiona i okoliczności zostały zmienione tak, aby uniemożliwić identyfikację realnych osób.
​

Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
​Jeżeli często masz wszystkiego dość, życie i jego problemy przerastają Ciebie. Nie umiesz się z niczego cieszyć. Masz niskie poczucie, które wpływa na relacje z innymi. Czujesz się niedowartościowana i nieakceptowana. Zapraszamy Cię na porady on line.  Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :)
Obraz
0 Comments

SKRADZIONA TOŻSAMOŚĆ

9/16/2025

0 Comments

 
Obraz

SKRADZIONA TOŻSAMOŚĆ

Narcystyczne matki

​ARLETTA
​Arletta – kobieta sukcesu, tak nazywają ją koleżanki, znajomi współpracownicy. Perfekcjonistka, która pnie się z wdziękiem po szczeblach kariery budząc podziw otoczenia. Inteligencja, pracowitość, konsekwencja zaprowadziły ją w wieku trzydziestu lat do miejsca, o którym inni mogą tylko pomarzyć. Ale pomimo tego, Arletta nie potrafi być szczęśliwa. Nie umie dostrzec swoich sukcesów, które inni widzą gołym okiem. Jest z siebie wiecznie niezadowolona i nieustannie stawia przed sobą coraz trudniejsze zadania, ale ich osiągnięcie nie stanowi dla niej powodu do dumy i zadowolenia.
 
INGA
Inga zaprzepaściła wiele szans, które stawiało przed nią życie, a przede wszystkim marnowała na każdym kroku swój potencjał. Wiele osób ze smutkiem patrzyło jak ucieka w świat alkoholu i narkotyków, a szczęścia szuka w przelotnych romansach. Sabotowała wszelkie próby podjęcia jakiegokolwiek wysiłku i zawalczenie o siebie, wciąż uciekała przed odpowiedzialnością. Dopiero po wielu latach rozmów z przyjaciółką, która namawiała ją nieustannie na podjęcie terapii, zdecydowała się na ten krok i dzięki temu zrozumiała, co było powodem jej zachowań.

KAMA
Kama ma córkę w wieku Arletty i Ingi. Jest uwielbiana przez ludzi z dalszego otoczenia. Zadbana, uśmiechnięta, życzliwa, zaradna, bezkonfliktowa. Tworząca wokół siebie wyjątkową aurę. Tylko najbliżsi wiedzą, że to fasada, pod którą kryje się kobieta skoncentrowana na sobie i uzależniona od podziwu innych, panicznie walcząca o utrzymanie niemal idealnego wizerunku. „Co ludzie powiedzą” – to jej hasło przewodnie. Dlatego od swojego męża i dzieci oczekuje, by byli współautorami tego nieskazitelnego obrazu, w którym ona zajmuje centralną pozycję. Idealna żona i matka musi mieć przecież wzorcową rodzinę, by koleżanki mogły zazdrościć świata, w którym ona jest królową.
 
ARLETTA, INGA, KAMA
Arlettę, Ingę i Kamę łączy jedno – wychowane były przez narcystyczne matki. „Mogłoby się wydawać, że osoba narcystyczna to ktoś zakochany w sobie. Nic bardziej mylnego. Choć na poziomie wizualnym tworzy taki obraz, zachowuje się w ten sposób i często chce temu wierzyć, to osoba narcystyczna jest kimś, kto w rzeczywistości nienawidzi siebie, nie znosi swojego prawdziwego <<ja>>. To, co miałoby być w niej autentyczne i prawdziwe, odrzuca ją, napawa niechęcią i odrazą, wstydem i zażenowaniem. Jest to tak silne i pierwotne uczucie, że aby móc przetrwać, taka osoba tworzy na swój użytek narcystyczny pancerz — najlepszy, nieprzenikalny, wyjątkowy, wszechmocny i zwalający z nóg innych ludzi — bo inaczej by nie przetrwała. Tak naprawdę w tym tkwi wielki tragizm narcystycznej sytuacji, który uwidacznia się już w mitologii greckiej w znanym micie o Narcyzie.”*
 
Córki narcystycznych matek dorastają w poczuciu, że nie są kochane. Ich matki były skupione na sobie, a  córki postrzegały jako przedłużenie samych siebie oczekując od nich realizowania swojego planu, przez co dziewczynki takie jak Arletta, Inga, Kama stawały na palcach starając się zadowolić matkę i tłumiąc własne potrzeby. Wychowywane w atmosferze niezadowolenia, krytyki, osądzania,  w świecie w którym daleko było do empatii, okazywania uczuć i wparcia, dochodziły w końcu do wniosku, że są do niczego, skoro nie umiały sprostać oczekiwaniom matki. 

„Dziecko w relacji z narcystyczną matką doświadcza czegoś, co możemy nazwać skradzioną tożsamością. Tam, gdzie jego  tożsamość miałaby się kształtować w indywidualny dla niego sposób, na bazie jego preferencji i wyborów, kształtuje się tożsamość, która ma być zadowalająca dla jego matki, bo ono samo jest jej przedłużeniem — przedłużeniem jej wyobrażeń, pragnień, ambicji i celów. Tylko wtedy, kiedy wpisuje się w ten obraz, dziecko może zyskać jej uznanie i dobre traktowanie, przychylność oraz aprobatę. Tylko wtedy, kiedy dziecko jest takie, jakiego życzy sobie jego mama, może ono liczyć na jej akceptację i bliskość. Musi nieustannie podtrzymywać jej własne wyobrażenie o tym, kim jest, spełnić jej standardy i ambicje. Służyć jej. Z czasem dziecko samo utożsamia się z tym obrazem i staje się swoim własnym wyidealizowanym wyobrażeniem na temat <<ja>>, tworząc fałszywe wyobrażenie o sobie jako o kimś naprawdę wyjątkowym. Nie potrafi też zaakceptować — podobnie jak nie potrafi tego akceptować jego mama — faktu, że może mieć wady, słabsze momenty, niedoskonałości. To są takie sytuacje, w których dziecko doświadcza swojej matki jako emocjonalnie chłodnej czy wycofanej lub dezaprobującej i krytycznej zawsze wtedy, kiedy zrobi ono coś po swojemu albo będzie miało w repertuarze swoich zachowań coś, co jej nie odpowiada bądź jej zagraża — czyli gdy dziecko jest widziane przez nią jako ktoś, kto ma coś cenniejszego niż ona sama, albo jeśli robi coś, co w jej mniemaniu zabiera jej piedestał. Z drugiej strony dziecko czuje się wspaniałe i akceptowane zawsze wtedy, kiedy wpisze się w schemat i wymagania, które są przed nim stawiane, nawet jeśli miałoby to oznaczać, że musi zaprzepaścić swój potencjał, żeby nie być lepszym od niej. Miłość i relacja są warunkowe, nie opierają się na niczym, co prawdziwe. Nie dotyczą tego dziecka. Dotyczą spełnionych oczekiwań co do tego, jakie powinno być. Ma zadowolić i nie rozczarować. Tak w dziecku rodzi się poczucie, że nie może być sobą, nie może być kimś zwyczajnym — musi zachwycać i na tym zbudować swoją tożsamość, bo tylko wtedy zasługuje na miłość. Jeśli jest zdolnym uczniem, ma same celujące stopnie, pięknie się uśmiecha i robi tak, by zdobywać pochwały dorosłych, jego mama jest nim zachwycona. <<Tak pięknie wychowała swoje dziecko>> — słyszy. <<Przynosi jej dumę>> — chwali je. Jeśli jednak nie uda mu się zdać któregoś z tych sprawdzianów w sposób wzorowy, widzi w jej oczach pogardę, słyszy, że jest do niczego i nie po to sprowadziła je na świat… zawodzi ją, jest niegodne miłości. Kiedy chce wyrazić swoje zdanie albo się na coś nie zgodzić, słyszy: <<Ranisz mnie, specjalnie mi to robisz. Jesteś niewdzięczny. Czemu mi to robisz?>>. Więc nie robi… Tam, gdzie dziecko czuje się źle z czymś, czego chce od niego matka, słyszy: <<Przesadzasz, dramatyzujesz, nie doceniasz tego, co dla ciebie robię, wszystko zawdzięczasz mi…>>. Często powtarza, że dla niego wszystko poświęca i że tak wiele robi specjalnie dla niego… Z biegiem czasu tak wychowane dziecko samo nie wie, kim jest i kim mogłoby być, a kim się nie stało. Co lubi? Co czuje? Jakie ma mocne, a jakie słabe strony? O czym marzy? Jest imitacją prawdziwego człowieka, bo taki składa się z dobrych i złych cech, z wad i zalet — a ono… musi iść przez życie w pancerzu doskonałości, która wsiąkła mu w krew, i jeśli zdoła się w nim dobrze zakorzenić, taka osoba powtórzy narcystyczny schemat rodzica, który ją wychował. Stanie się tak samo powierzchowna, zaabsorbowana sobą i utrzymywaniem dobrego wizerunku, będzie skłonna do uprzedmiotowiania wszelkich relacji. Pozbawiona bezwarunkowej miłości, sama stanie się kimś nieumiejącym kochać.”*
 
INGA
Inga dopiero podczas terapii znalazła odpowiedź na pytanie – dlaczego uciekała przed odpowiedzialnością, co sprawiało, że brakowało jej konsekwencji? To terapeutka pomogła jej otworzyć oczy i spojrzeć na siebie, i na efekt skryptów wyniesionych z dzieciństwa, które nie pozwoliły jej uwierzyć w siebie i rozwinąć skrzydeł. Uświadomiła sobie, że w jej uszach wciąż brzmiały słowa niezadowolonej z niej matki, które przyczyniły się do tego, że wzrastała w przekonaniu, że jest niewystarczająco dobra, wybrakowana i nie zasługuje na miłość. To one sabotowały wszelkie próby podjęcia jakiegokolwiek wysiłku i zawalczenie o siebie. Wciąż pamiętała wieczne niezadowolenie i wbijanie szpil przez osobę, o której miłość każdego dnia zabiegała.

ARLETTA 
Arletta w przeciwieństwie do Ingi nie ustawała w biegu. Chcąc udowodnić sobie, że jest coś warta pokonywała kolejne schody prowadzące w jej odczuciu donikąd. Co prawda osiągała wiele, ale ona sama nie czerpała z tego zadowolenia i satysfakcji. Każdy szczyt, który zdobywała był powodem frustracji, bo przecież… można było wybrać się na wyższy, bo to za mało, za słabo, niewystarczająco. Uważała, że nie zasługuje na miłość, bo skoro jej własna matka nie potrafiła jej pokochać, to nie jest nic warta… Nie ufała własnym uczuciom, kwestionowała je. Nie potrafiła zaufać osobom obdarzającym ją miłością, co było efektem braku więzi i przywiązania pomiędzy nią a matką.

KAMA 
Kama dzisiaj wie, że powieliła schemat narcystycznej matki. Stała się dla swojej córki tak samo toksyczna. Nie wierzyła w siebie, nie lubiła siebie, jedynie kreowała własny wizerunek będący niczym wydmuszka - kolorowy i barwny na zewnątrz, a pusty w środku. Wyolbrzymiała swoje zalety, robiła wszystko, by inni ją podziwiali, dobierała sobie przyjaciół na zasadzie opłacalności. Ważne było dla niej, by mogła coś czerpać ze znajomości z innymi, ogrzać się w czyimś blasku, ale by jednocześnie przekonywać innych o swojej niezwykłości tak, by otoczenie i „przyjaciele” stanowili jedynie dla niej tło. Kama miała zaburzony obraz swojej osoby, nie potrafiła przyznać się do błędu, nie akceptowała faktu posiadania wad. Była zazdrosna o własną córkę. Nie mogła przeżyć, że ta jest młodsza, ładniejsza, że osiąga sukcesy, że jest w miejscu, w którym ona już nigdy się nie znajdzie.
 
O konsekwencjach wyrastania w narcystycznym domu napisała Olga Czajka w niezwykle interesującej i wartościowej książce „Relacje. Każdy potrzebuje więzi, żeby przetrwać”*. Według autorki „Doświadczenie narcystycznego rodzica niesie za sobą różne konsekwencje, nie zawsze aż tak dramatyczne jak kształtująca się nieprawidłowo osobowość, jednak z pewnością <<skalpuje>> dziecko z jego indywidualności i może zostawiać różne rany na jego psychice i emocjach. Wychowanie w takich warunkach jest w mniej oczywisty sposób destrukcyjne niż w przypadku innych traum, bo w większości krzywda jest ukryta, zawoalowana, podszyta dobrymi intencjami, mniej zauważalna. To sprawia natomiast, że trudniej ją zauważyć, rozpoznać i móc się nad nią pochylić. Nie ma wątpliwości, że bicie dziecka jest znęcaniem się i tresurą; zabieranie mu miłości za chęć bycia sobą i narzucenie swojej wizji człowieczeństwa nie jest już tak namacalne i jasne do oceny. To są często mgliste, rozmyte, rozłożone w czasie sytuacje, zabarwione dobrymi chęciami, wywołujące poczucie niejasności i konsternacji, zakrzywione i <<dobrze ubrane>>, które kreują wybrakowanego człowieka, okradzionego z tożsamości, z fałszywym wyobrażeniem o sobie, pustego w środku.

Choć doświadczenia mogą być różne, to przekładając wszystko to, co powyżej, na bardziej konkretny obraz, możemy sobie wyobrazić, że dorastanie z narcystycznym rodzicem wiąże się z poniższymi sytuacjami:

  › Miłość rodzica jest zawsze warunkowa — dziecko dostaje „miłość”, ale nie jest kochane. Dostaje coś, co imituje miłość, w zamian za spełnione oczekiwania rodzica, ale nie jest prawdziwie kochane za to, kim jest, bo osoba z narcystyczną osobowością nie potrafi kochać i nie rozumie, czym jest miłość. Najczęściej oczekiwania te są skoncentrowane wokół zaspokojenia potrzeb emocjonalnych rodzica związanych ze społeczną aprobatą, dobrym zewnętrznym wizerunkiem, podniesieniem poczucia własnej wartości. Dziecko ma za zadanie sprawiać, żeby rodzic czuł się dobrze ze sobą i ze swoją rolą. Jest instrumentem, który ma być wykorzystywany w służbie ochrony ego rodzica.
  › Rodzic zawsze staje w centrum uwagi, a świat kręci się i obraca wokół jego potrzeb, pragnień i chęci. To on ma być najważniejszy, zadowolony i usatysfakcjonowany (a swoją drogą, próba osiągnięcia tego wydaje się syzyfową pracą, bo nigdy to nie następuje). To z kolei sprawia, że dziecko wyrastające w takim systemie staje się <<przezroczyste>>, niewidzialne, pominięte i nieważne, wykorzystywane i nadużywane. Wszystko obraca się wokół rodzica. Nawet w przypadku wydarzeń dotyczących dziecka — jego urodzin, rozdania dyplomów na zakończenie szkoły czy z innych okazji — może rozegrać się jeden z tych scenariuszy:
    » rodzic przypisze sobie jego zasługi jako przedłużenia siebie i <<ukradnie>> mu to, co jego: jego wysiłek, talent i umiejętności, na przykład mówiąc: <<Gdyby nie ja, nie udałoby ci się to>>, <<To wszystko moja zasługa, tyle ci poświęciłam>>;
  » rodzic ściągnie na siebie uwagę innych, odbierając znaczenie dziecku, nie powstrzyma się nawet przed kreowaniem niepotrzebnych dramatów czy konfliktów w celu zyskania atencji;
  » rodzic pominie, zignoruje lub umniejszy osiągnięcia dziecka, odbierając im znaczenie i wartość. Dlaczego? Bo zawiść, jaka jest obecna w tego typu osobowości, potrafi być tak olbrzymia, że budzi potrzebę zniszczenia tego, czego samemu się nie ma.
  › Relacja jest tak zmanipulowana, że traci się poczucie rzeczywistości — poprzez to, że świat relacji z takim rodzicem jest sztucznie kreowany, nie jest rzeczywisty ani oparty na prawdzie. Rodzic z narcystycznym zaburzeniem osobowości może nadawać taką narrację wydarzeniom, słowom, intencjom, że można stracić poczucie realności i zastanawiać się, czy nasz odbiór świata jest właściwy. Jest skłonny zniekształcać świat pod swoje potrzeby, pokazując na przykład, że to, o czym mówisz, nigdy nie miało miejsca, że źle coś pamiętasz (jeśli jest to coś, co jemu nie pasuje), że przesadzasz, że chyba coś ci się pomieszało… że dziwne jest to, że czujesz się tak, jak się czujesz w danej sytuacji, że nie możesz się tak czuć. Może też dochodzić do tego, że słowa są przez osobę z zaburzeniami narcystycznymi zmieniane, wyrywane z kontekstu — wszystko w zależności od tego, do czego mają pasować. Mogą to być negowanie rzeczywistości, zaprzeczanie cudzym uczuciom, wprowadzanie w stan emocjonalnego zamieszania etc.
  › Nie ma przestrzeni na uczucia i potrzeby, które nie są związane z rodzicem. Momenty, gdy dziecko mogłoby móc mówić o tym, jak się ma, jaki jest jego świat wewnętrznych przeżyć, czego potrzebuje, nie budzą zainteresowania, są raczej mało ważne, a jeśli nawet są przyjmowane, to na powierzchownym poziomie. Taki rodzic nie inwestuje też w rozwijanie umiejętności dziecka w kwestii refleksyjności i mentalizacji — nie odzwierciedla jego stanów emocjonalnych i nie nadaje znaczeń jego emocjom, a przypisuje mu swoje własne. Konsekwencją takiego stanu rzeczy może być sytuacja, gdzie w dorosłości taka osoba nie wie, jaka jest, kim jest, co czuje i czego potrzebuje. Może mieć poczucie zagubienia i dezorientacji, trudniej jej podejmować autonomiczne decyzje i budować zdrowe relacje oparte na wzajemnej wymianie — może być bardziej skłonna do realizowania potrzeb innych niż swoich własnych, nadmiernego podporządkowywania się i poczucia lęku.
  › Brak miejsca na sprzeciw i niezgodę, bo świat widziany oczami rodzica i jego fantazje na ten temat to jedyny scenariusz, jaki ma się prawo rozegrać. Każdy przejaw inności jest uznawany za atak i wzbudza gniew. Dziecko — jeśli ma zasłużyć na <<miłość>> — musi być temu podporządkowane i nie ma możliwości wyrażenia swojej niezgody na cokolwiek. W innym przypadku zostanie ukarane i nie zawsze musi być to „oczywista” kara. Rodzic na objawy sprzeciwu dziecka może zareagować histerycznym płaczem i pytaniem: <<Czemu ty mi to robisz?>> albo wycofaniem z kontaktu i długimi chwilami czy dniami karzącej ciszy, która mówi więcej niż słowa. Wówczas dla dziecka staje się jasne, że jego inne zdanie jest niewłaściwe, złe czy nawet krzywdzące dla rodzica.
  › Codzienne funkcjonowanie to gra w piekło–niebo, gdzie dziecko doświadcza nadmiarowych wyrazów miłości: jeśli wpisze się w oczekiwania rodzica i zaspokoi jego potrzeby, będzie wielbione i wynoszone na piedestał niczym trofeum, żeby innym razem zostać zmieszane z błotem za coś, co nie spodobało się rodzicowi. Ta nieustanna gra i emocjonalna huśtawka sprawiają, że dziecko raz jest <<szturmowane>> miłością, a drugim razem dewaluowane i przymierzane do poziomu zero. Chcąc zyskać bliskość i akceptację, będzie wkładało sporo wysiłków, żeby utrzymać stan miłości, którą może zyskać za bardzo wysoką cenę. To wzmacnia zagrożenie, niepewność i lęk oraz poczucie, że nie można być kochanym w całości."*

*Cytaty i fragmenty pochodzą z książki O. Czajki "Relacje. Każdy potrzebuje więzi, żeby przetrwać". 
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Kobieta i szczęście

9/15/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

BĄDŹMY SZCZĘŚLIWE!

9/14/2025

0 Comments

 
Obraz

BĄDŹMY SZCZĘŚLIWE!

Pomysły na poprawę samopoczucia 

​Marta szukała miłości w ramionach silnych, opiekuńczych mężczyzn i pomimo iż było jej z nimi dobrze, zdradzała ich. Oni mieli pełnić w jej życiu rolę ojca, którego nie miała, a ona wchodziła w rolę poszukującej wrażeń rozkapryszonej dziewczynki. Pamięta odejście taty, to było jak trzęsienie ziemi. Ktoś, kto miał zapewniać poczucie bezpieczeństwa, zniknął. I nie chodziło tu tylko o bezpieczeństwo fizyczne i finansowe, ale przede wszystkim psychiczne. Swoją postawę tłumaczy przekleństwem  braku miłości i akceptacji. Opowiada o rozstroju nerwowym, który komplikował zdolności poznawcze i koncentrację uwagi oraz spokój wewnętrzny.
 
Gosia, atrakcyjna trzydziestopięciolatka, straciła w związku, który trwał dziesięć lat, swoją niezależność, podporządkowała się mężczyźnie, który odbierał jej każdego dnia prawo decydowania o sobie, godność, w końcu całkowicie ją od siebie uzależniając. Czuła się jak szara myszka. Była niedowartościowana. Szukała podziwu i  zainteresowania ze strony męża. Wydawało jej się, że już nie jest kochana.
 
Dorota, wykształcona, drobna czterdziestolatka, upokarzana, poniżana i manipulowana, najczęściej poczuciem winy. Słyszała wciąż, iż jest do niczego, że jest fatalną żoną i matką. W  końcu zaczęła w to wierzyć. Tkwiła w toksycznym związku i nie potrafiła powiedzieć „dość”, nie umiała postawić granic. To wszystko trwało latami. Granica była przesuwana powoli.
 
Marta, Gosia i Dorota straciły poczucie wartości i pewności siebie, ale także zatraciły poczucie swoich potrzeb i siłą rzeczy one same i ich wartość  przestały mieć znaczenie. Ale nie tylko kobiety doświadczone przez los cierpią na kompleks niższości. Wiele z kobiet potrzebuje stałych zapewnień i potwierdzeń swojej atrakcyjności z zewnątrz – od partnera, rodziny, znajomych czy obcych osób. Może to wynikać z osobistych doświadczeń, wychowania czy określonej osobowości. Wiele z nich mogło rzadko słyszeć w dzieciństwie, że są piękne, a może były uczone nadmiernej skromności i niewybijania się ponad innych? Obecnie nawet mimo wielokrotnych pozytywnych sygnałów z otoczenia i tak nie potrafią powiedzieć o sobie „Jestem piękna”.

​Większość kobiet przyglądając się innym kobietom, z łatwością dostrzega nieskazitelne włosy, cerę, dłonie, figurę, i inne cechy godne pozazdroszczenia. Podczas gdy spoglądając w lustro, wykazuje „ślepotę na piękno”, zauważając wyłącznie własne niedoskonałości i elementy, które chętnie by zmieniły. Poczucie bycia urodziwą wypływa z głębokich przekonań o sobie i swojej wartości. Prawdziwe piękno nie musi wiązać się z nieskazitelną cerą i idealną sylwetką. Oczywiście wygląd zewnętrzny ma znaczenie, ale bądźmy świadome, że nie ma jednego ani nawet kilku określonych, konkretnych, ostatecznych ideałów. Piękno jest różnorodne i tkwi w różnorodności. Gdyby wszystkie kobiety wyglądały dokładnie tak samo, czy uważane by były za śliczne? Należy pamiętać słowa Angeliny Jolie „Kiedy czujemy się silne i piękne w środku, to widać to na zewnątrz”.

Jak w takim razie Marta, Gosia, Dorota i wiele innych kobiet ma spojrzeć na siebie z podziwem i miłością, w jaki sposób dostrzec swój potencjał, swoje marzenia i zrozumieć, że nie trzeba robić pewnych rzeczy wbrew sobie tylko dlatego, że tak wypada?

Jeśli masz bardzo niskie poczucie wartości lub silnie zakorzenione medialne stereotypy atrakcyjności, możesz mieć trudność z samodzielnym odnalezieniem swojego piękna. Ale pomożemy Ci ;) Przedstawiamy listę pomysłów na poprawę swojego samopoczucia i na odnalezienie siebie, swoich potrzeb, pragnień i emocji. 

1. Zwolnij, bądź uważna na siebie i traktuj siębie jako kogoś dla siebie ważnego.
​
2. Zakceptuj swoje niedoskonałości. Pamiętaj, nikt nie jest idealny. Zmieniać możesz to, na co masz wpływ, a to, na co nie masz wpływu, zaakceptuj :)

3. Idź na spacer i utrwal na zdjęciach piękne widoki. Mieszkam w Gdyni i spacery brzegiem morze naładowują moje akumulatory. 

4. Weź ciepły prysznic albo długą kąpiel, która relaksuje i uspakaja.

5. Wykonaj zabieg pielęgnacyjny albo kup ulubiony kosmetyk. 

6. Pożegnaj wewnętrznego krytyka. Mów do siebie w sposób wspierający, dodający otuchy. Ciągłe samooskarżanie, stałe obwinianie i samokrytycyzm powodują przede wszystkim ból i obniżenie poczucia własnej wartości.

7. Wybaczaj sobie i  innym. Wybaczyć, to nie znaczy zapomnieć, ale wyciągnąć wnioski i działać tak, aby  trudne emocje nie rządziły naszym życiem. Wybaczenie jest niezwykle ważne, szczególnie dla nas samych

8. Myśl pozytywnie. Dostrzegaj to, co dobre, piękne. Zwracaj uwagę na to, co masz, a nie na to, czego Ci brakuje.  

9. Pielęgnuj wdzięczność. Zauważaj to, za co możesz być każdego dnia wdzięczna. Wyrażaj ją, dziękuj tym, dzięki ktorym być może jesteś w tym miejscu, w którym dzisiaj mogłabyś nie być. Może były osoby, których dobre słowo, wiara w Ciebie dodały Ci skrzydeł, a może pomogły podnieść się po życiowym upadku.

10. Sięgaj po dobrą  książkę, która przeniesie Cię w inną perspektywę Polecam  ulubioną pełną ciepła "Alibi na szczęście", wzruszającą "Altanę" i ponadczasowego "Małego Księcia".

11. Napij się pysznej kawy albo herbaty w ukochanym kubku. Mam ich parę, które otrzymałam od bliskich mi osób. Jeden z motywem Paryża przypomina mi koleżankę, która podarowała mi go parę lat temu i pomimo że nie pracujemy już razem, nie ma dnia, bym o niej dzięki niemu nie myślała. 

12. Upiecz coś pysznego. Moim ostatnim odkryciem jest rolada czekoladowa z malinami. Uwierzcie mi, pycha....

13. Zaplanuj maraton filmowy. Może "Kogel-mogel", "W pogoni za szczęściem", "Pamiętnik" albo "List w butelce". 

14. Porozmawiaj z kimś, kogo kochasz, przytul się i powiedz o swoich emocjach. A jeżeli nie masz takiej osoby koło siebie, to przytul swojego czworonożnego przyjaciela. Jeżeli jego też brak, pomyśl o adopcji psa albo kotka ;)
​
15. Napisz do siebie list jako do swojej najlepszej przyjaciółki. Zastanów się, jak pisze przyjaciółka? Językiem pełnym ciepła i wsparcia. Ona pozwala spojrzeć na każdą sytuację z innej perspektywy. 


Kochane, pamiętajcie o słowach Sophii Loren "Jeśli kobieta jest szczęśliwa, jest także piękna". 
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
​współautorka bloga
Jeżeli masz niskie poczucie wartości lub silnie zakorzenione medialne stereotypy atrakcyjności, masz trudność z samodzielnym odnalezieniem swojego piękna, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje, jesteś na życiowym zakręcie - pomożemy Ci. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie! 
Obraz
0 Comments

Nasza przyszłość

9/13/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Intelektualne rozmowy

9/12/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

MORZE ŁEZ

9/11/2025

0 Comments

 
Obraz

MORZE ŁEZ

Socjopaci, manipulatorzy, kłamcy

​​Byłam szczera od początku. Mówiłam ci o moich obawach, strachu, wątpliwościach. Bałam się, bo dużo miałam do stracenia, bałam się, ale coraz bardziej coś mnie ciągnęło do ciebie. Byłam szczera, szczera do bólu i nie miałam pojęcia, że na każdym kroku okłamujesz mnie z premedytacją. A kiedy pytałam, przekonywałeś, przysięgałeś, a ja ufałam. Tak bardzo chciałam ci ufać... Mirek, po co były te wszystkie kłamstwa? Problemy z sercem, szpital... Dobrze wiesz,  jak się martwiłam, całą noc nie spałam, a rano dostałam krwotoku. A to był żart moim kosztem. Do rozmowy z twoją żoną miałam jeszcze nadzieję, że może… Mirek, musiałam to wszystko usłyszeć od kobiety, z którą od naszego pierwszego spotkania rzekomo się rozwodziłeś, aby dotarło do mnie kim jesteś?! Nie mogłeś powiedzieć, że nie umiesz żyć bez nawiązywania takich relacji, że miałeś takich kobiet jak ja wiele, że każdej pisałeś, że kochasz, że pragniesz, że kobiet szukasz nawet na portalach randkowych? Nawet wówczas umiałeś zręcznie odpowiedzieć: „Nie Ninko, nie kłamałem. Ani w niedzielę, ani wczoraj. Nie kłamałem i spotykając się z Tobą, niczego nie planowałem, po prostu tęskniłem, chciałem cię zobaczyć, poczuć twój zapach. Dlaczego nie chcesz tego przyjąć?” Jak mogłeś? Jak można być tak wyrachowanym!
 
W życiu niejednokrotnie spotykamy wiele toksycznych osób. Nie tylko Nina na swojej drodze poznała socjopatę, który stał się przyczyną jej cierpienia, bólu i wielu problemów. Mirek doskonale wiedział, jak poruszać się w swoim wyrachowanym świecie. Wiedział, jak wmanewrować ją w toksyczny związek. Świadomie wykorzystywał wzbudzające zaufanie zachowania, mówił to, co chciała usłyszeć,  podzielał jej zainteresowania i przejmował się jej zmartwieniami. Martha Stout w książce „Jak skutecznie bronić się przed socjopatami” napisała: „Zachowania typowe dla socjopatycznego oszusta (jak oszukiwanie i nieuczciwość) często bywają ułatwiane dzięki takim jego cechom jak elokwencja i powierzchowny urok, pozwalające mu uwodzić innych ludzi, w przenośni lub dosłownie - rodzaj wewnętrznego żaru albo charyzmy, które początkowo mogą sprawić, że wydaje się on bardziej interesujący niż otaczający go ludzie. Socjopata jest bardziej spontaniczny, głębiej przeżywa, bardziej intryguje, jest bardziej seksowny i pociągający niż inni. Często ma w swoim repertuarze niemal hipnotycznie ujmujące zachowanie (…) Ogólnie rzecz biorąc, socjopaci są znani z patologicznej skłonności do kłamstwa i oszustwa oraz z pasożytniczych relacji nawiązywanych z partnerami i <<przyjaciółmi>>. Cechują ich zwłaszcza płytkość emocjonalna, nieszczerość i tymczasowy charakter wszelkich serdecznych uczuć, z jakimi się obnoszą wobec innych, oraz swoista, często zapierająca dech w piersiach nieczułość. Gdy ktoś zarzuci socjopacie manipulacyjne i bezduszne zachowanie – a czasami nawet złamanie prawa – można zaobserwować jego kolejną cechę, czyli mistrzostwo w wylewaniu krokodylich łez i odgrywaniu roli osoby bezradnej lub poszkodowane."*

Byłam przekonana, że to dar od losu. Wierzyłam, że w końcu życie się do mnie uśmiechnie. Sądziłam, że to spełnienie moich najskrytszych marzeń o rycerzu na białym koniu. Czekałam na niego długo, ale uważałam, że było warto. Inteligentny, przystojny, intrygujący, czarujący. Czułam się kochana, zauważona, wszystkie moje kompleksy i demony przeszłości przestały przy nim dawać o sobie znać. Na początku, co prawda, stąpałam jak po lodzie. Bałam się. Ale on robił wszystko, bym czuła się bezpiecznie, a przede wszystkim wiedział, jak trafić w moje ukrywane przed całym światem, a może i samą sobą, potrzeby. Boże, ile razy zastanawiałam się, kim on jest. Kochałam, ale bałam się. Kochałam, cierpiałam, ale chciałam ufać. Pamiętam, jak wciąż powtarzał, że z nikim nie będzie mi tak dobrze jak z nim, że nikt nie dałby mi tego, co on. I dał… smutek, żal, poczucie winy, rozpacz. Rozkochał mnie w perfidny sposób po to, by zranić do żywego.
 
Nie łatwo było zdemaskować Mirka. Stosował  wybiegi, które są typowe dla socjopaty, który najpierw „zapewnia o własnej niewinności (<<Dlaczego miałbym zrobić coś takiego?>>), potem próbuje wzbudzić współczucie (<<Ostatnio myślałem o samobójstwie, a twoje zarzuty doprowadzą mnie do ostateczności!>>), a na koniec, jeżeli wypieranie się prawdy i próby wzbudzenia współczucia nie zamkną sprawy, pojawia się szokująca i pozornie absurdalna demonstracja wściekłości, obejmująca grożenie oskarżycielowi krzywdą, jeżeli on lub ona będą się upierać przy swoim zdaniu.”*

Nina znajomość z socjopatą okupiła morzem łez, nieprzespanymi nocami, pretensjami do samej siebie, spadkiem poczucia wartości, poczuciem winy. Wyrwanie się z jego sideł nie było łatwe. Czy przed takimi ludźmi można się ustrzec?

Po pierwsze, należy nauczyć się obserwowania ludzi, interpretowania sygnałów pochodzących od innych i rozpoznawania ludzkich masek.

Po drugie, należy wiedzieć jak ich rozpoznać.  Autorka książki „Jak skutecznie bronić się przed socjopatami” podpowiada, że przy wystąpieniu przynajmniej trzech spośród wymienionych poniżej siedmiu „patologicznych cech osobowości”, można przypuszczać, że mamy do czynienia z socjopatą.

1. Skłonność do manipulacji: częste stosowanie podstępu w celu wywierania wpływu na innych lub kontrolowania ich; wykorzystywanie uwodzenia, nieodpartego uroku osobistego, elokwencji lub pochlebstwa do osiągania własnych celów.
2. Skłonność do oszukiwania: oszukiwanie i nieuczciwość; przedstawianie nieprawdziwego obrazu samego siebie; ubarwianie lub zmyślanie opowieści o różnych wydarzeniach.
3. Niewrażliwość: brak zainteresowania uczuciami i problemami innych ludzi; brak poczucia winy lub wyrzutów sumienia z powodu negatywnych bądź krzywdzących dla innych konsekwencji własnych działań; agresja; sadyzm.
4. Wrogość: stałe lub często pojawiające się uczucia gniewu; złość lub irytacja występujące w odpowiedzi na drobne wyrazy lekceważenia bądź zniewagi; niemiłe, przykre dla innych oraz mściwe zachowanie.
5. Nieodpowiedzialność: lekceważenie i brak poszanowania dla zobowiązań finansowych i innych; nieposzanowanie oraz niewywiązywanie się z umów i obietnic; niedbały i beztroski stosunek do cudzej własności.
6. Impulsywność: działanie pod wpływem chwili jako bezpośrednia reakcja na bodziec; działania natychmiastowe, bez planu i analizy skutków; trudności w formułowaniu i realizowaniu planu; poczucie przymusu natychmiastowego działania, a także zachowania samouszkadzające w sytuacjach napięcia emocjonalnego.
7. Skłonność do nadmiernego ryzyka: angażowanie się w działania niebezpieczne, ryzykowne i potencjalnie szkodliwe dla samego siebie, niepotrzebnie i bez względu na konsekwencje; podatność na nudę i bezrefleksyjne podejmowanie czynności w celu jej przezwyciężenia; nieuwzględnianie własnych ograniczeń i zaprzeczanie realności zagrożenia dla siebie; lekkomyślne dążenie do celów bez względu na związane z tym ryzyko.
 
Pomimo że Martha Stout twierdzi, że socjopaci często pozostają dla nas nieodkryci, przez co niebezpieczni, to z drugiej strony napawa nas optymizmem, pisząc „na szczęście dysponujemy nieskończenie większymi siłami niż socjopaci, ponieważ nie czerpiemy ich z patologicznego pragnienia panowania nad innymi ani nie wyzwala ich emocjonalna pustka. Nasza moc opiera się raczej na zdrowiu emocjonalnym, na zdolności do kochania i nawiązywania trwałych związków ze sobą nawzajem oraz na niesieniu wzajemnej pomocy. (Poza tym po prostu jest nas więcej). Musimy użyć tej mocy, by uratować siebie, tych, których kochamy, i całą planetę. Mamy moc i mamy misję. A kiedy socjopaty nie da się uniknąć, powinniśmy – i możemy – go przechytrzyć. Jako jednostki mamy do wykonania ważne zadanie w dużym stopniu niedoceniane przez społeczeństwo. Polega ono na podtrzymywaniu związków międzyludzkich i eksponowaniu roli sumienia w życiu osobistym, zawodowym oraz rodzinnym: musimy zmierzyć się z socjopatą, nie zapominając o naszym człowieczeństwie. Zadanie to niekiedy nas przeraża i prawie zawsze podejmujemy je w samotności, ale kiedy nie da się uniknąć socjopaty, odważna i współczująca osoba, która mu się przeciwstawia w naszym imieniu, podnosi na duchu nas wszystkich.”*
 
* Fragmenty pochodzą z książki M. Stout "Jak skutecznie bronić się przed socjopatami", Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, 2020
​
Obraz
Katarzyna Krakowska
współautorka bloga
​Jeżeli żyjesz w toksycznym związku, przeżywasz trudne chwile, nie możesz poradzić sobie z tłumionymi uczuciami, targają Tobą emocje - pomożemy CI. O ile chcesz skorzystać  z naszej wiedzy i doświadczenia, zapraszamy na porady on line. Wielu osobom pomogłyśmy, pomożemy i Tobie :) Możemy pomóc Ci inaczej patrzeć na świat... bo przecież wszystko zaczyna się w naszej głowie!
Obraz
0 Comments

Magiczna podróż

9/10/2025

0 Comments

 
Obraz

MAGICZNA PODRÓŻ

Fragment książki Ch, Benedict "Wyśpij sobie lepsze życie"

"Jest godzina 23.00, a rano czeka was wczesna pobudka. Wyłączacie światło, zamykacie oczy i udajecie się do krainy snu. Kiedy budzicie się następnego ranka i patrzycie na swoje inteligentne zegarki, okazuje się, że spaliście siedem godzin. Ale na wyświetlaczach możecie znaleźć więcej informacji! Dowiadujecie się, że wasz sen był podzielony na różne stadia: 50% to sen płytki, 25% – sen głęboki; 20% – sen REM, kiedy śnimy, i 5% – wybudzanie (i że budziliście się łącznie aż 28 razy!). Przyjrzyjmy się poszczególnym stadiom snu i wyjaśnijmy, dlaczego są takie ważne.

Sen to magiczna podróż przez różne stadia, z których każde pełni wyjątkową funkcję. Najpierw zapadamy w płytki sen, fale mózgowe stają się powolniejsze niż podczas czuwania. Nie dajcie się jednak oszukać nazwie – płytki sen nie jest wcale nudny i nieefektywny! Wręcz przeciwnie – daje nam prawdziwe supermoce, poprawiając nasze osiągnięcia i kreatywność w ciągu dnia. Pomaga nam także uczyć się nowych rzeczy, takich jak na przykład opanowanie nowych ruchów w tańcu albo lepsza gra w piłkę nożną.

Po stadiach płytkiego snu nadchodzi sen głęboki, a wtedy fale mózgowe robią się jeszcze wolniejsze i głębsze. Głęboki sen stanowi leczniczą oazę dla organizmu, w której może się on zregenerować i wzmocnić. To dla naszego ciała rodzaj relaksującej kąpieli po długim dniu. Głęboki sen jest szczególnie ważny, jeśli danego dnia wymęczyliśmy mózg i ciało treningiem, nauką lub innymi przygodami.

A teraz przejdźmy do stadium, w którym śnimy, tak zwanego stadium REM (ang. rapid eye movement). Fale mózgowe są w nim równie aktywne, co podczas czuwania, a mózg wyprawia przyjęcie jak ze snów!
Przypomina to ekscytujące pokazy filmowe, w których wszystko jest możliwe. To w tym stadium wykluwają się w mózgu nowe kreatywne pomysły. Marzenia senne są jak kawałki układanki, które pomagają nam zrozumieć i przepracować różne przeżycia.
 
Ale chwila, czy nie jest to niepokojące, że ktoś budzi się 28 razy w ciągu jednej nocy? Zdradzę wam tajemnicę – takie mikroprzebudzenia są zupełnie normalne! Budzimy się w nocy, przeważnie, żeby zmienić pozycję lub przeczesać wzrokiem otoczenie dla pewności, że nic nam nie grozi. Nie ma więc co panikować, jeśli się budzicie, wasz organizm po prostu nad wami czuwa i pilnuje, żebyście spali bezpiecznie.

Nie stresujcie się też tym, że musicie szybko zapaść w sen. Jeśli nie uda się wam zasnąć od razu, zachowajcie spokój i dajcie sobie czas i przestrzeń na odprężenie. Przetestujcie różne metody, które mogą wam pomóc , i pamiętajcie, że sen to nie wyścigi!
 
Na wstępie omówię to, co możecie zrobić, żeby uzyskać odpowiednie warunki do dobrze przespanej nocy. Bądź co bądź to właśnie od tego się wszystko zaczyna. A ja chcę, rzecz jasna, żeby spało wam się jak najlepiej, i to od razu. Nieco dalej zagłębimy się po kolei w inne ekscytujące i zabawne aspekty związane ze snem.

Wiele rzeczy wyda wam się zapewne znajome, inne z kolei okażą się może dla was całkowitą nowością. Postanowiłem podzielić je na dwie główne grupy. Pierwszą z nich stanowią wspomagacze snu (ten rozdział), czyli wszystko to, co przyspiesza zasypianie i poprawia jakość snu. Drugą grupę są zakłócacze snu (rozdział 2) – wszystko to, czego powinniśmy unikać lub przynajmniej podejmować w tych kwestiach świadome decyzje (wiem, niektórych rzeczy może być trudno uniknąć). Przy okazji opowiem wam o wynikach najnowszych badań. Pamiętajcie jednak, że to, w jaki sposób różne rzeczy wpływają na nasz sen, jest kwestią bardzo indywidualną, co znaczy, że może się to wyraźnie różnić w zależności od osoby. Tak więc u każdego sprawdzi się to samo rozwiązanie, a zarazem nie każda rzecz, którą uznamy tu za zakłócacza snu, u wszystkich będzie prowadzić do kłopotów. Wybierzcie więc z tego tylko to, co do was pasuje!

Łóżko – być może najważniejszy mebel w waszym życiu

Pomyślcie, jak wydajecie zarobione pieniądze. Opłacacie mieszkanie, kupujecie jedzenie, ubrania, bilety komunikacji miejskiej oraz zaspokajacie potrzeby dzieci. A co z resztą? Na co ją przeznaczacie? Może robicie coś, co poprawia wam samopoczucie? Pijecie cappuccino w kawiarni (jak ja każdego ranka w drodze do pracy), umawiacie się z przyjaciółmi w restauracji, chodzicie na imprezy, do kina czy do teatru, na mecze dopingować swoją ulubioną drużynę (w moim przypadku uppsalskie IK Sirius), śledzicie wyścigi konne, a może nawet kupujecie konia. Albo drogi samochód? Do domu sprawiacie sobie piękną i luksusową sofę, żeby wygodnie się na niej siedziało i żeby dobrze wyglądała w salonie, a ponieważ wszystko musi się ze sobą komponować, kupujecie jeszcze lampę w sklepie z antykami. Życie kosztuje, ale to bez znaczenia.
Żyje się tylko raz i to normalne, że chce się żyć jak najlepiej. Zgadzam się w pełni, ja też chcę żyć jak najlepiej. Dlatego nie ma co szczędzić pieniędzy, prawda? Ale jeśli chodzi o sypialnię, sprawa często wygląda inaczej! Nie jest to niczym niezwykłym, że wiele osób myśli sobie: „Sypialnia, na tym mogę przyoszczędzić, w końcu śpię tam tylko ja! Niech będzie to najmniejszy pokój. Nie trzeba mi wiele. Łóżko i tyle”.

Innymi słowy niewielu z nas inwestuje w sypialnię i dobre łóżko tyle, ile wydaje na urządzenie salonu. W hierarchii priorytetów sypialnia znajduje się dość nisko i często chodzi jedynie o jej podstawowe funkcje. Ale prawda jest taka, że wszyscy, nawet wy, przesypiacie jedną trzecią swojego życia. Kiedy kończy się 75 lat, to znaczy, że przespało się z tego mniej więcej 25 lat, dlaczego więc nie mielibyśmy inwestować w łóżko?!
 
Kiedy myślicie o sypialni, warto żebyście pamiętali o tym, że dobry sen w nocy służy zdrowiu, poprawia nasze samopoczucie i tworzy optymalne warunki do tego, co mamy do zrobienia następnego dnia. Większość z nas i tak robi już niesłychanie dużo z myślą o swoim zdrowiu. Odżywiamy się prawidłowo, suplementujemy witaminy, biegamy, chodzimy na siłownię. Łatwo jednak zapominamy o tym, żeby zwrócić szczególną uwagę na to, co Matka Natura daje nam w prezencie każdej nocy: na dobry sen. Kiedy weźmie się to wszystko pod uwagę, wydaje się naprawdę bardzo dziwne, że tak wiele osób nie wkłada więcej energii ani środków finansowych w swoją sypialnię. Przecież to właściwe otoczenie przyczynia się do tego, że dobrze śpimy, a więc jest to mądra i opłacalna inwestycja na życie.
 
Nie chcę przez to powiedzieć, że łóżko musi być drogie, żeby spełnić wszystkie kryteria niezbędne do zapewnienia nam dobrego snu, ani że drogie łóżko zawsze jest lepsze od taniego. Musi być ono jednak dopasowane do naszych konkretnych potrzeb. Istnieje na przykład wiele kryteriów właściwego doboru materaca. Po pierwsze, musi nam się na nim wygodnie spać, materac powinien pasować do naszej budowy ciała i jak najlepiej – z punktu widzenia ortopedii – rozkładać jego ciężar. Spanie w niewłaściwej pozycji może powodować napięcia mięśni lub niewłaściwe obciążenie szkieletu, co może skutkować bólem w trakcie nocy, a także przez cały kolejny dzień. Równie ważne jest zwrócenie uwagi na nachylenie podgłówka. Czy jest na przykład opcja podniesienia górnej części łóżka, żeby uniknąć w nocy refluksu?

Inną istotną właściwością materacy, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest zdolność do aktywnego odprowadzania ciepła i wilgoci. Materac, który robi to gorzej, stwarza idealne środowisko do życia dla roztoczy. Wdychanie odchodów tych pajęczaków może powodować zatkanie nosa. Jeśli nocą pojawią się u nas trudności z oddychaniem nosem, odruchowo otworzymy usta, żeby podtrzymać oddech. Otwarte usta mogą niestety spowodować chrapanie lub zatkanie dróg oddechowych, co negatywnie wpłynie na jakość snu.

Ponadto, kiedy oddychamy przez usta, wdychane powietrze nie jest ogrzewane ani nawilżane i nie miesza się z tlenkiem azotu (produkowanym w zatokach przynosowych), co jest istotne o tyle, że tlenek azotu ułatwia wymianę gazową w płucach, a lepsza wymiana gazowa może skutkować obniżeniem ciśnienia krwi. Poza tym oddychając ustami, nie wykorzystujemy funkcji filtrującej nosa, przez co dużo więcej cząsteczek kurzu trafia do naszych płuc, a to w dłuższej perspektywie je obciąża i podwyższa ryzyko astmy.

Skoro już to sobie wyjaśniliśmy, to dodam jeszcze, że warto byście jasno formułowali swoje potrzeby, kiedy kupujecie materac i upewnili się, czy istnieje możliwość jego zwrotu po kilku nocach, jeśli okaże się, że coś nie gra.
 
Materac ma też pewną długość <<życia>>. Nie wypada mówić: <<Dostałem swój materac, kiedy trzydzieści lat temu wyprowadzałem się z domu, i zabrałem jeszcze poduszkę i kołdrę>>. Materac stopniowo traci swój kształt i zdolność równomiernego rozkładania ciężaru ciała, przez co wzrasta ryzyko wystąpienia napięć mięśniowych i niewłaściwego obciążania szkieletu. Jeśli podniesiecie swój stary materac, być może zobaczycie na nim przebarwienia, a nawet żółte plamy. To ślady potu, który przez niego przesiąkł. Nie jest to zbyt przyjemny widok, ale pozwoli wam zrozumieć, ile wilgoci materac pochłania w ciągu nocy i dlaczego to takie ważne, żeby odprowadzał wilgoć i ciepło.
 
Jeśli jesteście zadowoleni ze swojego materaca, dobrze jest go regularnie przekręcać, żeby się przewietrzył, przekręcajcie go nie tylko góra-dół, lecz także zamieniajcie stronami, gdzie trzymacie głowę, a gdzie nogi. Dzięki temu będziecie obciążać go w różny sposób, a przy okazji materac będzie mógł się pozbyć wilgoci. Dlatego ważne też jest, żeby nie leżał na podłodze. W łóżku, położony na ramie, może oddawać wilgoć w naturalny sposób. Jeśli jednak leży na podłodze, trzeba pamiętać o codziennym podnoszeniu go i opieraniu o ścianę, żeby przeschnął w ciągu dnia. Inaczej – w najgorszym wypadku – możecie wyhodować w nim pleśń. Jeśli jednak dopilnujecie, żeby go regularnie wietrzyć, wilgoć będzie odparowywać, a materac będzie służył wam dłużej, zapewniając lepsze warunki snu.
 
Równie ważne jest – moim zdaniem – wietrzenie pościeli i poduszek. Wynoście je na balkon, żeby przeschły, i pierzcie je regularnie. Z myślą o lepszym śnie, możecie też przejeżdżać materac odkurzaczem lub stosować pokrowce na niego i poduszki, żeby zmniejszyć jego ekspozycję na działanie roztoczy."

* Fragment pochodzi z książki Ch. Benedict "Wyspij sobie lepsze życie"
​
​
POWIĄZANY POST: 
WYŚPIJ SOBIE LEPSZE ŻYCIE
​

* Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tak wartościowej książki.
​

POLECAMY:
Obraz
​NOWOŚĆ! 

Christian Benedict

"Wyśpij sobie lepsze życie." Poradnik zdrowego snu. 

Tłumaczenie: Agata Teperek


Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 3 WRZEŚNIA 2025 :)

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym

​​Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego nasi Czytelnicy otrzymali 35 % kod rabatowy na całą ofertę dostępną na stronie www.wuj.pl 
Kod KAWA będzie obowiązywał do 30 września. ​
35% rabat, hasło: "KAWA"
​

35% RABAT, HASŁO: "KAWA"
​
​PREZENT TYLKO DLA NASZYCH CZYTELNIKÓW!
​

35%
​
rabatu
​Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego nasi Czytelnicy otrzymali 35 % kod rabatowy na całą ofertę dostępną na stronie www.wuj.pl 
Kod KAWA będzie obowiązywał do 30 września. ​​
0 Comments

Ile jesteśmy warci w ich oczach

9/9/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments

Śpijmy odpowiednio dużo

9/8/2025

0 Comments

 
Obraz
​POWIĄZNY POST:

WYŚPIJ SOBIE LEPSZE ŻYCIE
​* Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tak wartościowej książki.
​

POLECAMY: 
Obraz
​

​NOWOŚĆ! 

Christian Benedict

"Wyśpij sobie lepsze życie." Poradnik zdrowego snu. 

Tłumaczenie: Agata Teperek


Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 3 WRZEŚNIA 2025 :)

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego nasi Czytelnicy otrzymali 35 % kod rabatowy na całą ofertę dostępną na stronie www.wuj.pl 
Kod KAWA będzie obowiązywał do 30 września. ​
35% rabat, hasło: "KAWA"

​​
PREZENT TYLKO DLA NASZYCH CZYTELNIKÓW!
​
​35 %

rabatu
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego nasi Czytelnicy otrzymali 35 % kod rabatowy na całą ofertę dostępną na stronie www.wuj.pl 
Kod KAWA będzie obowiązywał do 30 września. ​​
0 Comments

Działanie terapeutyczne snu

9/7/2025

0 Comments

 
Obraz
POWIĄZNY POST:

WYŚPIJ SOBIE LEPSZE ŻYCIE
​

* Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tak wartościowej książki.
POLECAMY: 
Obraz
35% rabat, hasło: "KAWA">>
​NOWOŚĆ! 

Christian Benedict

"Wyśpij sobie lepsze życie." Poradnik zdrowego snu. 

Tłumaczenie: Agata Teperek


Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 3 WRZEŚNIA 2025 :)

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym

PREZENT 
TYLKO DLA NASZYCH CZYTELNIKÓW!

​

​35 %


rabatu
Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego nasi Czytelnicy otrzymali 35 % kod rabatowy na całą ofertę dostępną na stronie www.wuj.pl 
Kod KAWA będzie obowiązywał do 30 września. ​
0 Comments

WYŚPIJ SOBIE LEPSZE ŻYCIE

9/6/2025

0 Comments

 
Obraz

WYŚPIJ SOBIE LEPSZE ŻYCIE

Poradnik zdrowego snu

Maria
Jeszcze kilka lat temu spała jak dziecko – szybko zasypiała, a rano wstawała pełna energii. Wszystko zmieniło się, gdy zaczęła pracować zdalnie. Brak wyraźnej granicy między domem a pracą sprawił, że wieczory coraz częściej spędzała z laptopem lub telefonem w ręku. „Muszę się zrelaksować” – tłumaczyła sobie, przeskakując między serialem a mediami społecznościowymi. W praktyce wyglądało to tak, że wciągała się w kolejne filmiki, a sen przychodził dopiero nad ranem.
 
Rano budził ją budzik, a ciało protestowało. Ból głowy, ciężkie powieki, rozdrażnienie. Pierwsze, co robiła, to kawa – mocna, czarna. Na początku wydawało się, że to działa. Jednak po kilku tygodniach Maria zauważyła, że drzemki w ciągu dnia stają się koniecznością. Zamiast się regenerować, czuła się jak w błędnym kole: im więcej kawy i drzemek, tym trudniej było jej zasnąć wieczorem. „Nie mam czasu na porządny sen” – mówiła znajomym, nie zauważając, że to właśnie brak snu sprawia, że ma coraz mniej energii na cokolwiek.
 
Tomek
Ambitny, młody menedżer. Gdy dostał awans, był dumny – ale też przestraszony, czy podoła. Postanowił więc dać z siebie „200%”. Zaczął pracować do późna, odpowiadał na maile jeszcze w łóżku, z telefonem przy poduszce. Zasypiał późno, często z głową pełną niezałatwionych spraw. Rano pierwsze, co czuł, to stres: kalendarz przeładowany spotkaniami, głowa ciężka, a koncentracja coraz słabsza.
 
Na początku ratował się kawą. Potem doszły napoje energetyczne. Gdy zauważył, że pamięć zaczyna go zawodzić, sięgnął po suplementy „na mózg” – tabletki, które obiecywały jasność myślenia i niekończącą się energię. Efekt? Jeszcze większe pobudzenie organizmu i… jeszcze gorszy sen. Zdarzało mu się leżeć w łóżku godzinę, dwie, a nawet trzy, zanim zmrużył oczy. Z czasem pojawiły się stany lękowe – napięcie, którego nie potrafił wytłumaczyć. Dopiero wtedy dotarło do niego, że walczy nie tylko ze zmęczeniem, ale z samym sobą.
 
Kasia
Mama dwóch chłopców. Jej dzień zaczynał się o szóstej rano i kończył… właściwie nigdy. W pracy goniły ją terminy, w domu pranie, kolacje, lekcje. W nocy budziła się kilka razy – czasem przez płacz dziecka, czasem przez natłok myśli. „Muszę zapłacić rachunek. Muszę kupić buty dla Antka. Muszę przygotować prezentację”.
 
Gdy nie mogła zasnąć, sięgała po telefon, by zająć głowę. Scrollowanie miało ją uspokoić, ale kończyło się kolejną godziną czuwania. Czasami, z desperacji, brała tabletki nasenne. „Tylko na chwilę, tylko żeby wreszcie zasnąć” – powtarzała. Sen przychodził szybciej, ale rano czuła się jak po narkozie – otępiała i bez energii. Z czasem odkryła, że organizm przyzwyczaja się do leków, a dawki trzeba zwiększać. Złapała się na tym, że boi się wieczoru – bo wie, że znów będzie walczyć o sen.
 
Historie Marii, Tomka i Kasi mają wspólny mianownik: sen stał się ich największym brakującym zasobem. Każde z nich próbowało go zastąpić – kawą, drzemkami, lekami, ekranem telefonu. Każde szukało szybkiej ulgi, ale zamiast tego wpadało w jeszcze głębsze zmęczenie.
 
I tu rodzi się pytanie: ile razy my sami odkładaliśmy sen na później? Ile razy tłumaczyliśmy sobie, że „jeszcze jeden odcinek, jeszcze jeden raport, jeszcze jedno pranie”? A potem rano budziliśmy się z poczuciem, że życie prześlizguje się nam przez palce, bo zamiast być obecni – walczymy tylko ze zmęczeniem.
 
Christian Benedict w książce „Wyśpij sobie lepsze życie” zwraca uwagę, że sen nie jest luksusem, lecz fundamentem zdrowia. To podczas głębokich faz snu nasz mózg porządkuje informacje, ciało się regeneruje, a emocje „układają się” w całość. Zaniedbywanie snu szybko odbija się nie tylko na koncentracji czy nastroju, ale i na zdrowiu fizycznym – od odporności po metabolizm.
​
Dlatego zamiast szukać szybkich, nieefektywnych rozwiązań, warto postawić na świadome budowanie higieny snu:
  • odkładanie telefonu na godzinę przed snem,
  • stałe godziny kładzenia się i wstawania,
  • unikanie kofeiny po południu,
  • stworzenie w sypialni przestrzeni sprzyjającej wyciszeniu.
 
Sen to nie strata czasu. To inwestycja – w zdrowie, pamięć, odporność, równowagę emocjonalną i w jakość codziennego życia.
 
Sen nie jest luksusem. Sen to fundament. To moment, w którym nasz mózg porządkuje wspomnienia, ciało naprawia mikrouszkodzenia, a emocje odzyskują równowagę. Brak snu prędzej czy później odbija się na wszystkim – pracy, relacjach, zdrowiu.
 
Dlatego dziś zatrzymaj się na chwilę i zapytaj sam/sama siebie: czy traktuję sen jak sprzymierzeńca, czy jak przeszkodę?
 
I zrób pierwszy krok: odłóż telefon pół godziny wcześniej, przygaś światło, daj sobie szansę na spokojną noc. Bo jutro – naprawdę – możesz obudzić się do lepszego życia.
 
Zachęcamy, abyście sięgnęli po książkę Christiana Benedicta,  o której on sam napisał: „Wyśpij sobie lepsze życie to więcej niż tytuł tej książki – to potężna i jak najprawdziwsza rzeczywistość. Sprawiając sobie na własną rękę taki prezent, jaki niesie ze sobą dobrze przespana noc, dajecie sobie możliwość, żeby każdy dzień witać z energią , radością i jasnością umysłu. Nie bójcie się więc patrzeć na sen priorytetowo i stworzyć sobie najlepszych możliwych warunków do tego, żeby się nim cieszyć.”*

*Fragment pochodzi z książki Ch. Benedicta "Wyśpij sobie lepsze życie"
**Dziękujemy Wydawnictwu Uniwersytetu Jagiellońskiego za możliwość zareklamowania tak wartościowej książki.

POLECAMY: 
Obraz
NOWOŚĆ! 

Christian Benedict

"Wyśpij sobie lepsze życie." Poradnik zdrowego snu. 

Tłumaczenie: Agata Teperek


Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

PREMIERA ODBYŁA SIĘ 3 WRZEŚNIA 2025 :)

PsychologiaPrzyKawie.pl jest patronem medialnym
35% rabat, hasło "KAWA">>

PREZENT TYLKO DLA NASZYCH CZYTELNIKÓW!
​

35 %

rabatu




Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego nasi Czytelnicy otrzymali 35 % kod rabatowy na całą ofertę dostępną na stronie www.wuj.pl 
Kod KAWA będzie obowiązywał do 30 września. ​
0 Comments

POCZUCIE BYCIA KOCHANYM

9/5/2025

0 Comments

 
Obraz
0 Comments
<<Previous
Forward>>
    JESTEŚMY NA FACEBOOKU:

    POMAGAMY:
    Obraz
    Kliknij i sprawdź

    PISZEMY DLA WAS:

    Obraz
    Katarzyna Krakowska
    Obraz
    Joanna Kotarska

    REKLAMA:
    piszcie do nas na adres: 
    ​[email protected] 
    ​

​Strony:  1   2   3   4   5   6   7   8   9  10  11  12  13  14  15  16  17  18  19  20  21  22  23  24  25  26  27  28  29  30  31  32  33  34  35  36  37  38  39  40  41  42  43  44  45  46  47  48  49  50  51  52  53  54  55  56  57  58  59  60  61  62  63  64  65  66  67  68  69  70  71  72  73  74  75  76  77  78  79  80  81  82  83  84  85  86  87  88  89  90  
​

Powered by Weebly
  • Blog
  • PORADY ON LINE
  • O NAS
  • WYCHOWANIE
  • RELACJE
  • PRACA
  • ONA
  • WYWIADY
  • Kontakt / Współpraca